piątek, 11 lutego 2011

BLIŹNI

... to nie ja, to on ... , ... jego wina, dlaczego się zaczął ... Często słyszę takie słowa upominając uczniów, gdy zachowują się wobec swoich kolegów, czy koleżanek nie "fair". No właśnie, a co to znaczy? Bo po rozmowie z nimi dochodzę do wniosku, że ich "fair", a moje "fair" - to dwie różne sprawy.


"Kto jest moim bliźnim?" - pyta się uczony w Piśmie Jezusa, gdy Ten go upomina. W ten sposób broni się przed prawdą o sobie, podobnie jak moi wspomniani wyżej rozmówcy, usprawiedliwiając swoje zachowanie złym zachowaniem innych. 


Gdy przygotowuję dzieci do spowiedzi często mówię, aby nie usprawiedliwiali się, ani nie wybielali siebie przed Bogiem - oskarżając drugich, bo taka spowiedź po prostu nie ma sensu. Jezus bowiem pyta się o stan ich duszy, a nie kolegi. 

Spotykam na swojej drodze wielu dorosłych, dla których BYCIE W PORZĄDKU WOBEC DRUGIEGO CZŁOWIEKA całkiem co innego oznacza, niż dla mnie. Mam wrażenie, że stosują w swoim życiu filozofię Kalego: 
  •  zło      -  jest w tedy, gdy Kalemu ukraść krowy
  • dobro  -  jest w tedy, gdy Kali ukraść krowy komuś

Więc, co z tym przykazaniem - MIŁUJ BLIŹNIEGO, JAK SIEBIE SAMEGO? Jak go rozumieć? Jak wprowadzać w życie, by nie stać się obłudnikiem? Wiele jest odpowiedzi, może mądrzejszych od mojej. Ale tu tak na prawdę nie o mądrość chodzi, ale o dewizę życia, która dla mnie brzmi tak:

"Nie jest ważne, kto jest moim bliźnim, 
ale kiedy ja staję się bliźnim dla innych."

STRASZNIE TRUDNE TO ZADANIE!

1 komentarz:

  1. Alicjanie :) dzięki za przypomnienie. Słyszałam to milion razy ale jakoś jak przeczytałam to "z Twoich ust" to tak to do mnie bardzo dotarło. Tak lubię uciekać od świata, a tu trzeba dawać przecież z siebie wciąż i wciąż.

    OdpowiedzUsuń