czwartek, 3 lutego 2011

SPOTKANIE Z PIOTREM

Na mojej drodze spotkałam cudownego człowieka - Piotra - nie żyje już od 20 lat. Był "młodym gniewnym", artystą, poetą, malarzem, rzeźbiarzem i cudownym człowiekiem. Pokrzywdzony przez los, bardzo schorowany - miał garba z przodu i na plecach, wydolność płuc 5 - letniego dziecka. On jeden z pierwszych jeździł na zloty hippisowskie, w latach 70/80 - tych. Potem każdego „młodego” karmił Słowem Bożym, ale w taki sposób, że chciało się go słuchać.
Nawrócił się po przeżytej śmierci klinicznej spowodowanej upojeniem alkoholowym. Razem z Krzysztofem mieli marzenie zbudować hip chatę. Nawet coś tam wspólnego "sklecili". Chałupka już prawie w ruinach, ale idea pozostała. Piotr potrafił słuchać drugiego człowieka. Gdy już bardzo cierpiał zwierzył się, że do lustra ćwiczy uśmiech, aby zmarszczki na twarzy układały się "odpowiednio". Miał cudowną żonę /zmarła w zeszłym roku/.
Piotr posiadał umiejętność nazywania rzeczy po imieniu i niezwykłą, charyzmatyczną mądrość życiową. Na jego pogrzebie byli i ci, z trawką w ręce i panowie w garniturach. Jego pogrzeb był iście bajkowy... przepraszam, jeżeli kogoś takim określeniem urażę, ale nie umiem inaczej określić tego wyjątkowego wydarzenia ... tym bardziej, że gdy wieźliśmy Jego mamę na pogrzeb, bardzo się o nią martwiliśmy, że śmierci Piotra nie przeżyje z powodu niewydolności serca. A ta kobieta dopiero na pogrzebie syna zobaczyła kim PIOTR był naprawdę. Tym faktem była tak zaskoczona, że całą drogę powrotną się uśmiechała i z niedowierzaniem wspominała " małego garbuska, z którego kiedyś śmiał się cały świat"... dużo by pisać ... może kiedyś wrócę do tematu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz