sobota, 26 marca 2011

ŁZY KACPERKA I SEN MYSZOSKOCZKÓW

Dawno mnie tu nie było... Wielki Post już prawie w połowie ... zdążyłam wylecieć i przylecieć z Rumunii, zobaczyć kontrasty, o których miałam pojęcie, a i tak mnie zaskoczyły. Muszę więc poukładać sobie wszystko w głowie, nazwać emocje, które mi towarzyszyły przez te dni. Nie jest to łatwe zadanie, gdyż doświadczam coraz szybszego biegu czasu, a tu jeszcze godzina do przodu dzisiejszej nocy....

*** 
Muszę jednak zapisać krótką refleksję, jaka zrodziła się po religii w drugiej klasie. Opowiadałam o miłości Jezusa, która w świetle krzyża jest nieco traumatyczna ... głowiłam się, kombinowałam, aby powiedzieć prawdę o Jezusie cierpiącym, a zarazem nie wprowadzać apokalipsy w te małe główki. Zaśpiewałam z nimi modlitwę "Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste - zmiłuj się za nami" i usiadłam w przekonaniu, że to za trudna katecheza dla mnie, gdy nagle mały Kacperek podszedł do mnie i mówi 

-Prze pani, ale ta piosenka jest piękna, aż łzy mam w oku, 

a  Wiktoria dodała

-Tak!!! - bardzo piękna. Prosę pani, Prosę pani, nawet nasze myszoskoczki w klatce zasnęły spokojnie, a one wiedzą, co jest dobre i piękne!

*** 
Usiadłam z wrażenia, bo dzisiaj ocenę z katechezy  wystawiły mi łzy Kacperka i sen myszoskoczków... 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz