środa, 20 lipca 2011

DZIWNE NIEPOROZUMIENIA

Podzielę się pewnym moim doświadczeniem w prowadzeniu dialogu.


Dość dawno temu powiedziałam koleżance, że "z jej chłopem nie wytrzymałabym nawet jednego dnia". I nagle nasza przyjaźń się urwała na kilka dobrych lat. Głowiłam się dość długo, o co chodzi, gdyż w głębi serca podziwiałam jej miłość do człowieka, na którego widok nóż w kieszeni mi się otwierał. Przypadek sprawił, że ów mężczyzna rozmawiał z moim mężem i z wyrzutem powiedział o mnie, że takiej dwulicowej katechetki to on w życiu nie widział. Gdy Krzyś zdziwiony zapytał o co chodzi ten wystrzelił torpedę, która dla mnie była szokiem - jak to nie wiesz, tak pięknie mówi o nierozerwalności sakramentu małżeństwa, a moją żonę namawia do rozwodu ze mną . Tak mnie to ruszyło, że tak jak stałam poszłam do dawnej przyjaciółki wyjaśnić tę sprawę. Okazało się, że takie same słowa wypowiadała jej matka, która rozwiodła się z ojcem. Ona jako dziecko to bardzo przeżyła, więc gdy ode mnie te słowa usłyszała - zrozumiała tak, jak zrozumiała. Nie była wstanie odczytać z moich słów mojego podziwu dla niej, że ma w sobie MIŁOŚĆ, KTÓRA POTRAFI ZOBACZYĆ DOBRO W CZŁOWIEKU nawet w tedy, gdy inni go nie postrzegają. Gdy wyjaśniłyśmy sobie tę sprawę, okazało się, że nie tylko powróciła przyjaźń, ale również poprawiły się moje relacje z jej mężem. Dlaczego o tym piszę. Bo wydaje mi się, że KIERUNEK ROZMOWY jest zależny od wielu czynników. Nie zawsze jest podyktowany złą wolą rozmówcy; czasem bowiem mamy w świadomości zakodowane szablony, które niekoniecznie muszą zawsze pasować.


 Zacytuję dwa zdania z książki brata Remi - ""Porzuć swoją przeszłość, czyli o uzdrowieniu pamięci" 


-  "Traumatyczne przeżycia z dzieciństwa mogą na trwałe zniekształcić percepcję. Będziemy słyszeć nie to, co ktoś rzeczywiście do nas mówi, ale to, do czego zostaliśmy przyzwyczajeni"


WARTO TO PRZEMYŚLEĆ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz