poniedziałek, 19 grudnia 2011

MIŁOŚĆ I JEJ GORZKI SMAK

... gorzki jej smak również. 

Zbliża się Boże Narodzenie, które od dzieciństwa kojarzyło mi się jedynie z wielką radością. I zapewne tak jest ... ale coraz bardziej dociera do mnie proroctwo Symeona o siedmiu mieczach boleści, które przeszyją serce matczyne Maryi. Trudno pogodzić ten obraz z piękną choinką z gwiazdką na czubku i piernikami; cudownymi kolędami i pastorałkami ... 

Przypomina mi się pewna sytuacja sprzed kilku lat. Szykowaliśmy w kościele szopkę. Brakowało nam postaci Matki Bożej; mieliśmy w odpowiedniej wielkości, pasującą do Józefa, ale ... była to Matka Boża Bolesna. Byłam nieco tym faktem zdezorientowana, ale moja uczennica wpadła na pomysł, aby przemalować Jej twarz na Matkę Bożą Radosną. Pobiegła szybko po malowidła od mamy i szybko zrobiła Maryi odpowiedni makijaż. Radości było co nie miara. 

Gdy tak dzisiaj snuję refleksję o Matce Bożej Bolesnej przerobionej na Radosną zaczynam się nieco wstydzić tego braku świadomości o tym, że ZBAWICIEL PO TO SIĘ NARODZIŁ, ABY W SWOIM CZASIE WYPIĆ  KIELICH GORYCZY po to, byśmy mogli się radować prawdziwie, bez sztucznego makijażu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz