poniedziałek, 31 grudnia 2012

niedziela, 30 grudnia 2012

CZYM JEST MIŁOŚĆ?

Z Pieśni nad Pieśniami ...


WARTO POSŁUCHAĆ ...  

http://pobierz.wyszukiwarkamp3.it/05Ogm7GBO0z/adam-szustak-op-czy-milosc-jest-jeszcze-mozliwa#.UOCa33crzu0


czwartek, 27 grudnia 2012

MISTERIUM NARODZENIA


W czarnej czeluści skalnej groty stoi żłób z Dziecięciem owiniętym w pieluszki. Żłób ma wygląd sarkofagu, natomiast owinięcie w pieluszki przypomina owinięcie w całun, nawiązując do Męki i Śmierci Jezusa Chrystusa. 

Ikona  „Boże Narodzenie”...

Św. Józef, Małżonek Maryi w zadumie opiera głowę na ręce. Przed starcem stoi niewielka postać pasterza Thyrsosa, odziana w zwierzęce skóry. Św. Józef ulega wątpliwościom (Mt 1, 18-19) w obliczu ujawniającej się Tajemnicy. Doznaje lęku, zdumienia i zawstydzenia. Obawia się oddalenia od siebie Maryi, ale zarazem wątpi w Jej dziewiczą czystość. Jego Małżonka rozumie zmartwienie św. Józefa, patrząc na niego ze współczuciem. Pasterz Thyrsos jest symbolem szatana, który usiłuje przekonać św. Józefa, że istnieje tylko świat widzialny, dlatego niemożliwe jest dziewicze poczęcie, kusząc go, by oddalił od siebie Maryję. 

*** 

Jestem wdzięczna naszym prawosławnym braciom w wierze za takie spojrzenie na Misterium Narodzenia naszego Zbawiciela. Ukazuje bowiem prawdziwy sens tego wydarzenia i nie zatrzymuje się nad chwytami marketingowymi z wystaw wielkich sklepów na arenie świata ... widzialnego świata ... który swymi błyskotkami chce rozświetlić czeluści Betlejemskiej szopki. Tego jednak się nie da zrobić!

Nie neguję naszego sposobu świętowania. Jest bardzo piękny, ale boję się iż zatrzymamy się nad tym co ZEWNĘTRZNE i nie wejdziemy W GŁĄB - do wnętrza TAJEMNICY  BOŻEGO NARODZENIA. 

*** 

Niejeden pasterz Thyrsos czeka u naszych drzwi, czy damy mu wiarę?

środa, 26 grudnia 2012

O CO CHODZI?

Człowiek głoszący Życie zostaje zabity ...


Męczeństwo św. Szczepana (mal. Annibale Carracci, 1603)


Skąd się wziąłeś Szczepanie?!

Nie pasujesz dzisiaj
do świecącej choinki
lukrowych aniołków
i karpia w galarecie

Czyś się nie pomylił?

Przecież to nie czas 
by walczyć na słowa
która teza właściwa 
prawda prawdziwsza

Chyba, że ... 

o coś całkiem innego 
Bogu  Ojcu  chodziło
gdy w ubogiej stajni 
Dziecko się rodziło


/alicja/



*** 

W drugim dniu oktawy Bożego Narodzenia Kościół wspomina swojego pierwszego męczennika, diakona Szczepana, pełnego łaski i mocy.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

WIGILIA 2012

W Dzień Bożego Narodzenia ... 



Jak wierzyć, by wiara 
nie była zuchwałością
i otwierała na prawdę
której  poszukuję ?
Czy można  zmusić
Miłość przedwieczną
by mocniej kochała?
Czy można powiedzieć
coś więcej niż Amen? 
Chociaż zdaje się
że to niemożliwe
 chcę mocno uwierzyć 
że Ty mnie kochasz
do mnie przyszedłeś
położyłeś swoją głowę
na moim sercu
 do żłobu bardziej podobne
z Betlejemskiej stajni
a niżeli do kołyski 
Króla królów




/alicja/




sobota, 22 grudnia 2012

WARTO POSŁUCHAĆ


Zgłaszam się na ochotnika do pomocy i  mogę nawet rozwalić dach, narazić się na niezadowolenie gospodarza ... co mi tam ... nic nie jest ważniejsze od drugiego człowieka ... potrzeba jedynie czterech do niesienia dotkniętego wiatrem ...



Kazanie 1: O braku wiary 
Konferencja 1: O dnie studni

piątek, 21 grudnia 2012

NATURA DZIECKA



Postanowiłam z nimi porozmawiać ... z przedszkolakami, pierwszoklasistami i tymi troszkę starszymi. No i oczywiście z moimi "młodymi wilczkami" z szóstej klasy. Pan Jezus miał rację w tym, że dziecko dużo widzi i słyszy. Ich zdania nie można bagatelizować. 

A wy ... co myślicie o naturze dziecka i człowieka dorosłego, czy są podobne?

niedziela, 16 grudnia 2012

JAK SIĘ TAM DOSTAĆ?


Dzisiaj przeczytałam ...



Pomysłowość różnej maści cwaniaków jest wprost proporcjonalna do naiwności ich ofiar. To powszechnie znana prawda. Jednak zdarzają się wypadki, kiedy ludzka łatwowierność przekracza wszelkie granice. Okazuje się bowiem, że niektórzy są w stanie uwierzyć we wszystko. Nawet w to, że kupią sobie miejsce w niebie!

Historia tutaj opisana wcale nie dotyczy średniowiecznego handlu odpustami. Rozegrała się ona bowiem znacznie później, a konkretnie w połowie lat 30. minionego stulecia w północno-wschodniej Rumunii. Pomysłodawcami oryginalnego „biznesu”, polegającego na sprzedaży „wejściówek” do raju, było kilku tamtejszych oszustów. O sprawie doniósł w Polsce poznański „Dziennik Poranny” w numerze z 12 maja 1936 r.

Niebo za równowartość 200 złotych

Rzecz miała swój początek w pierwszych miesiącach 1936 r., kiedy to przedsiębiorczy jegomoście założyli w pobliżu miasta Jassy biuro swojej sekty, stworzonej specjalnie w celu promowania całego „interesu”. Gdy już zgromadzili wokół siebie spore grono wyznawców, przystąpili do realizacji drugiego etapu szczwanego planu. Jak pisał poznański dziennik, po zapłaceniu równowartości około 200 złotych (w przybliżeniu dwóch tysięcy współczesnych złotych): kandydat do piekła lub czyśćca otrzymał drukowane imienne zaświadczenie, że nabył prawnie ten i ten numer miejsca w niebie. Dodatkowo każdy z „klientów” biura podróży niebieskich i sprzedaży miejsca w niebie na odwrocie swej przepustki do życia wiecznego mógł przeczytać, że legitymację tę należy zabrać do grobu i okazać u bram niebieskich celem uniknięcia nieporozumień i uzyskania właściwego miejsca.

Interes kręcił się bardzo dobrze, a naiwniaków gotowych zapłacić za specjalną legitymację nie brakowało. W ciągu zaledwie kilku miesięcy „bilet do nieba” kupiło około 280 osób chcących zapewnić sobie niebiański spokój. Zważywszy na to, że „wejściówka” nie była tania można przyjąć, że nabywali je ludzie zamożni, a nie jacyś tam ciemni chłopi. Może  znaleźli się wśród nich również przestępcy, bojący się piekielnych mąk czekających ich po śmierci?

Wycinek artykułu z "Dziennika Porannego". Św. Piotr coś podejrzliwie patrzy na przepustkę do życia wiecznego.

Koniec końców przedsiębiorczymi kanciarzami zainteresowała się jednak rumuńska policja, która pewnego pięknego poranka wkroczyła do biura podróży niebieskich i sprzedaży miejsca w niebie. Przy zatrzymaniu nie obyło się rzecz jasna bez próby przekupienia funkcjonariuszy. Złapani na gorącym uczynku winowajcy chcieli wręczyć im łapówkę w postaci… biletów do nieba. Najwidoczniej jednak policjanci byli nieprzekupni lub – co bardziej prawdopodobne – uznali, że „waluta” jest bezwartościowa i odstawili oszustów do aresztu.Niestety poznańska gazeta nie podała jaki wyrok otrzymali handlarze miejscami w niebie, informując jedynie swych czytelników, że trafili oni do więzienia. Jedno wydaje się pewne. Naiwni amatorzy płatnego zbawienia raczej nie odzyskali swoich pieniędzy. No ale przynajmniej przez chwilę byli pewni, że czeka na nich miejsce w niebie.

Źródło:

»Murowane« miejsce w niebie za 200 zł, „Dziennik Poranny”, 12 maja 1936, s. 4.

*** 

Chroń mnie Panie od takiego pojmowania Ciebie ...

środa, 12 grudnia 2012

VA BANK!!!

12. grudnia A.D. 2012 Najświętszej Maryi Panny z Guadalupe ...

Nagle 24 kwietnia 2007 - z obrazu Matki Bożej wydobyło się światło, które przybrało kształt ludzkiego embrionu. Pielgrzymi nie mogli uwierzyć własnym oczom. Wydawało im się, że widzą Jezusa w łonie Maryi...


Niepokalana z Guadalupe – Patronka życia poczętego


Zjawisko niewytłumaczalne ... FAKT,  KTÓRY SIĘ WYDARZYŁ ...  pozostawił trwały ślad w pamięci tych, którzy go widzieli, a także materialny dokument w postaci wizerunku i fotografii. Fakt, z którym nie chcę dyskutować, gdyż jest on dany człowiekowi po to, by uczciwie  zmierzył się z nadprzyrodzonością. 

Czy wiara w to wydarzenie jest konieczna do zbawienia? Nie! Tak jak nie jest konieczna druga para butów, by przejść bezpiecznie po graniastych szczytach; jest on dany po to:

- by człowiek ponownie zapytał o wiarę
- by doświadczył kolejnego DOTKNIĘCIA BOGA
- by zrobił rzetelny remanent prawd - w co wierzy, a czego nie przyjmuje

Dlaczego dzisiaj o tym piszę? Piszę, gdyż w łańcuszku wydarzeń ostatnich dni ten fakt stał się dla mnie dodatkowym światełkiem w tunelu. Idę bowiem w wołaniu do Boga na "całego" - bo nie mam innego wyjścia. Staję za ślepcem z Jerycha i chyba pragnę go przekrzyczeć.

Wczoraj różaniec stał się moim krzykiem o łaskę. Dzisiaj mam motywację do wrzasku; to nie szkodzi, że ktoś może mnie uznać za szaleńca - nie dbam o to, idę ... VA BANK!!!




https://www.youtube.com/watch?v=w3rCMXngzm4
https://www.youtube.com/watch?v=l36VupASICU&feature=plcp

PROŚBA 

Jeżeli ktoś pragnie mnie wesprzeć - to zapraszam do grona rozkrzyczanych i rozwrzeszczanych wariatów i szaleńców. Potrzebuję Waszego wsparcia jak nigdy dotąd. ... nie musisz wierzyć, żeby zacząć ze mną krzyczeć do nieba ...


niedziela, 9 grudnia 2012

PO CO, DLACZEGO, W JAKIM CELU?



W dniu urodzin dla nieba ...

Kochanym wnuczętom
Kamilkowi, Bartusiowi i trzeciemu Aniołkowi
od Babci „od Aniołków”



Napisałam pamiętnik, który dzisiaj wręczę mojej córce i zięciowi, gdy będziemy puszczać nasze trzy światełka do nieba. Pisałam go cały rok. Prawie od pierwszych chwil podwójnych narodzin moich wnuków - dla ziemi i dla nieba. Przyszła taka inspiracja ....  nie wiedziałam ... jak i co mam robić ... po co ... dlaczego ... w jakim celu? Poszłam w ciemno za natchnieniem. Dzisiaj postawiłam ostatnią kropkę . Liczy 77 stron. Czy się kiedyś odważę, by dać go Wam przeczytać? Nie wiem ... wszystko będzie zależało od tego, jaką rolę miałby on spełniać. Na dzień dzisiejszy nie znam jego przeznaczenia. Wiem tylko, że chciałam w nim zapisać te chwile DOTYKU BOGA, DOTYKU ANIOŁA, DOTYKU MOICH WNUKÓW w czasie, gdy człowiek musi się zmierzyć z tajemnicą śmierci i zmartwychwstania. Gdy wczoraj siadłam do redagowania 'na czysto' doszłam do wniosku, że pamięć ludzka jest tak zawodna, że nie ma co za bardzo jej ufać do końca. Tyle wspaniałych chwil się wydarzyło, o których już zapomniałam ... Wspaniałych??? - zapytacie.  Wspaniałych! - odpowiem krótko, bo w okresie żałoby Bóg jest naprawdę blisko człowieka - trzeba w to tylko uwierzyć, wszystko inne potoczy się samo.

Dobrze więc, że 6 stycznia 2012 roku Bóg dotknął mnie i popchał ... a ja poszłam całkowicie w ciemną drużkę ...   bez zastanawiania się    ... po co   ...   dlaczego   ...   i w jakim celu? 


niedziela, 2 grudnia 2012

DOTYK BOGA

Otwieram następny temat -  DOWODY NA ISTNIENIE i DZIAŁANIE MIŁOŚCI BOGA, który jest kontynuacją DIALOGU ŻYWYCH. 







W jednym dniu usłyszałam  dwie wypowiedzi: 


  • "dobrze wiesz, że nie ma dowodów na to, że jest [Bóg] i na to, że Go nie ma :) Ty wierzysz, że jest, ja twierdzę, że Go nie ma i całej dyskusji nie byłoby, gdyby był to w tę lub w tę stronę udowodnione:)"
  • "Człowiek (przynajmniej ja) zawsze będzie wątpić. Nigdy się od tego nie uwolnię. Mogłabym wylać z siebie ocean wątpliwości, lęku, niepewności. Jednak odpycham od siebie to wszystko, nie szukam odpowiedzi. Pozostaje nadzieja, której się trzymam gdy wiary brakuje. Nie mam i nigdy nie otrzymam tej wewnętrznej pewności, której szuka J. Ja chcę uwierzyć w miłość Boga, chcę iść do Nieba i cieszyć się wiecznym szczęściem, którego chwilami się boję. Pomyśl, szczęśliwie, pozbawione cierpienia życie....... Nie do ogarnięcia umysłem, emocjami, wyobraźnią. Wieczna Miłość. Może to infantylne, ale ja nie czuję miłości ze strony drugiego człowieka. Ale to chyba nie jest takie ważne.... Gdybym nigdy nie poczuła dotyku Boga, Jego obecności, nie dałabym rady. W chwilach zwątpienia sięgam do "pamięci mojego serca i duszy".  Nie mam wtedy siły i odwagi, aby odrzucić Jego miłość, nawet jeśli jej nie "czuję".



      No właśnie ... DOTYK BOGA ... mam ich sporo w swojej pamięci serca i duszy. One są dla mnie kołem ratunkowym w chwilach zwątpienia. Trudno o nich pisać, łatwiej o nich jest mówić 'twarzą w twarz' ... czas pokarze ...


      -  co lepiej zrobić?
      -  co będzie bardziej wiarygodne?
      - co z pewnością nie przekona tych, którzy z przekorą będą twierdzić, że Boga nie ma.
      - co wzbudzi refleksję wśród tych, którzy szczerze poszukują Tajemnicy - tajemnic.


      *** 


      "Bóg jest zawsze w pobliżu ludzi okazujących sobie miłość." 

      / Johann Heinrich Pestalozzi / 


      Może warto poszukać tego DOTYKU BOGA 
      w dotyku dobrych ludzi, których spotkaliśmy w życiu?


      *** 


      1 DOTYK: 

      http://profeto.net.pl/l/2596/21/9/rekolekcje,889.html

      poniedziałek, 26 listopada 2012

      DIALOG ŻYWYCH - PYTANIE 2

      No... co to jest myślenie prawdziwe? A jakie jest nieprawdziwe? 
      Sory, kto ma patent na określanie tego względem mnie? 


      Rozmowa Jezusa z Samarytanką


      Rozmowa burzliwa, pełna niepokojów i poszukiwań. Emocje zaczynają się rozpalać, raz ku zadowoleniu, drugi raz zaczyna ogarniać nas wściekłość. Chociaż się staramy być poprawnie grzecznymi - zaczyna nam nie wychodzić; podnosimy głos i zaczynamy żałować, że  w ogóle daliśmy się wciągnąć w niepotrzebną dyskusję. Tak się kiedyś czułam po rozmowie ze świadkami Jehowy. Wciągnęła mnie ta żonglerka na Słowo tak, że zapomniałam o tym, że OSTATNIE ZDANIE W TEJ DYSKUSJI MA JEZUS.  Przyrzekłam sobie w tedy, że będę ostrożniejsza. Dlatego w poprzednim poście, w komentarzach napisałam:


      "Dochodzimy w tej rozmowie do granicy ludzkich możliwości, dalej, bez Jego łaski nie damy rady. Potrzebujemy jej, aby nas poprowadziła bezpiecznie przez Tajemnicę Jego Miłości."


      Czy mamy szansę ją otrzymać?
      Jak myślicie?

      *** 

      Wierzę, że taką łaską została obdarowana Samarytanka przy studni i dlatego mogła uczciwie powiedzieć:

      Panie, widzę, że Ty jesteś prorokiem!
      Chodźcie zobaczyć kogoś, kto wyjawił mi wszystko, co uczyniłam. 
      - Czyż nie jest On Chrystusem?" 

      *** 

      /.../ Wielu Samarytan z tej miejscowości uwierzyło w Niego na podstawie świadectwa danego przez ową kobietę: "Wyjawił mi wszystko, co uczyniłam". Przyszli więc do Niego z prośbą, aby pozostał u nich. I przebywał tam dwa dni. Wtedy jeszcze więcej uwierzyło dzięki głoszonej przez Niego nauce. Do tej kobiety zaś mówiono: "Teraz wierzymy już nie na podstawie tego, co nam powiedziałaś, lecz dlatego, ze sami Go usłyszeliśmy" Wiemy, ze On naprawdę jest Zbawicielem świata".   /.../


      Ewangelia wg Św. Jana, 4 , 5-42 

      poniedziałek, 19 listopada 2012

      DIALOG ŻYWYCH - PYTANIE 1

       - A, właśnie, te wartości duchowe? To według Ciebie co oznacza?




      Dobrze, że o nie zapytano, gdyż termin potrzebuje uściślenia, aby nie dojść do absurdu, że człowiek wierzący to ten, który jedynie kieruje się sercem, a niewierzący - to wyrachowany racjonalista. 

      Miłość doskonała ...

      CZŁOWIEK PRZEKRACZA GRANICĘ INTERESOWNOŚCI i ZACZYNA MIŁOWAĆ DRUGIEGO CZŁOWIEKA CAŁKOWICIE BEZINTERESOWNIE, NAWET NAJWIĘKSZEGO WROGA.

      Czy jest możliwe tak kochać bez pomocy łaski Bożej?

      Moim skromnym zdaniem jest to niemożliwe, a ty - co mi na ten temat powiesz?

      poniedziałek, 12 listopada 2012

      DIALOG ŻYWYCH

      I kolejny dzień pełen niespodzianek :) 



      Czy my Go również rozpoznamy?
      Czy nasza droga prowadzi do Emaus?
      Czy ROZMOWY W DRODZE są tymi rozmowami?


      Widać, że Panu Bogu spodobało się z nami rozmawiać. Aby jednak to zobaczyć trzeba wejść w naszą rozmowę z tematu: DOWODY NA ISTNIENIE INNEGO WYMIARU. Przytoczę jedynie kilka zdań:
      • Wygląda to mniej więcej tak, jakby w nasz dialog włączyła się Osoba trzecia, która zna nas lepiej, niż my sami i daje konkretne sposoby rozwiązania problemu - zostawiając nam jednak całkowitą wolność i prawo wyboru. 
      • Konkretne FAKTY zechcę zapisać na sposób kronikarski - z datą i godziną /czasami się tak da/.
      • Zbieg okoliczności???  Owszem - TAK!!! Lecz te okoliczności są podawane przez MIŁOŚĆ w odpowiedniej porze i godzinie.

      Otwieram rozważania O.Leona na dzisiejszy dzień  i co czytam....?

      Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: 
      „Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze, a byłaby wam posłuszna” (Łk 17,6).


      /to tylko maleńkie fragmenty z rozważania, lepiej przeczytać całość/
      • Pan Jezus mówi uczniom, że nie mają wiary w ogóle. Wiara bowiem to nie uznanie czegoś za coś, ale zawierzenie, to przylgnięcie do Kogoś. Nie ma wiary na trochę, a na trochę nie. Albo jest zawierzenie, albo go nie ma. Stąd nawet mała wiara potrafi sprawiać cuda.
      • Wiara nie jest jedynie wynikiem ludzkiego zdecydowania. Ona jest łaską i jedynie przyjęta jako łaska, może stać się siłą duchową. 
      • Wiara prawdziwa daje nam udział w życiu samego Boga.
      • Wiara zatem to nie ideowa deklaracja, ale życiowa postawa i świadectwo


      niedziela, 11 listopada 2012

      BEZRADNOŚĆ

      Kilka dni temu dostałam maila, który wycisnął mi wiele łez ...

      Moja siostra będzie miała dziecko. Trudno mi w to uwierzyć i pokonać strach przed nadchodzącymi problemami.   Boję się, co będzie z Maleństwem, które jest "przypadkiem" w życiu nieodpowiedzialnej i zaburzonej osoby ... wiesz, że jej koleżanka proponowała zabić to maleństwo i zaoferowała swoją pomoc? Na szczęście tak się nie stało. Ojciec dziecka ryczał,  jak usłyszał o aborcji. Na razie to jedna wielka niewiadoma ...




      Może się to komuś wydawać dziwne, ale ja już kocham to Maleństwo i bardzo współczuję jego rodzicom, którzy nie planowali jego poczęcia. Bardzo jestem zmartwiona ich losem, który po części leży w rękach ludzi, którzy w sposób naukowy chcą udowodnić światu, że "pestka od jabłka, to nie jabłoń, a mała kropla wody - to nie ocean". 

      Zdaję sobie sprawę, że młodzi rodzice potrzebują pomocy. Ale jak to zrobić, by nie była ona pustym słowem bez pokrycia? Nie znam przecież młodej matki, która przerażona swoim stanem  nie jest w stanie odróżnić dobra od zła. Nie mam możliwości powiedzieć wprost: 

      pozwól Maleństwu żyć
      - podaruj mu chociaż 9 miesięcy
      - gdy będzie za ciężko oddasz je w inne ręce
      - chcę być z tobą, nie chcę, byś została sama
      - nie słuchaj tych, którzy śmierć uważają za jedyne rozwiązanie
      - nie osądzam, nie oskarżam; jedynie się bardzo martwię o Wasz los 

      Chciałabym być przy młodej mamie, by wiedziała, że nie jest sama. Chciałabym stanąć w milczeniu przy ojcu, by nie musiał sam podejmować trudnej decyzji. Fizycznie tego nie jestem w stanie uczynić; mogę się jedynie podzielić z Wami moim pragnieniem  i prosić Boga, aby posłał do tej rodziny swoich "aniołów" z Dobrą Nowiną, że są dobre rozwiązania. Może jakaś kobieta odnajdzie sposób na to, by uzyskać wreszcie pokój serca; dzięki modlitwie o życie tego, konkretnego dziecka może usłyszy głos z nieba ... mamusiu, wybaczam ci to, że jestem tutaj, a nie przy tobie - kocham cię ... i po raz pierwszy jej łzy nie będą już tak gorzkie ... Może mądry lekarz uczciwie wyjaśni czym jest aborcja? Może ktoś podejmie się duchowej adopcji dziecka poczętego ... o to mogę zawsze prosić dobrego Boga.

      niedziela, 4 listopada 2012

      DOWODY NA ISTNIENIE INNEGO WYMIARU


      Temat, który rzucam do przemyślenia. Nawiązuje on do komentarzy z poprzedniego postu - GDZIE ONI SĄ? Jaskółka ma rację w tym, że trzeba być bardzo ostrożnym w opisywaniu zjawisk nadprzyrodzonych, gdyż łatwo jest je zinterpretować w sposób błędny. Są one nam jednak dane w jakiś konkretnym celu. Ludzie ich doświadczają, chociaż boją się o nich mówić, by nie zostać wyśmianym. Może spróbujmy wspólnie ten cel odnaleźć, nazwać, poszukać? Może ktoś będzie miał odwagę podzielić się swoim doświadczeniem spotkania z nim? Wiem, że to trudne, sama bowiem noszę w sobie strach przed utratą "twarzy". Jaskółka mi jednak dodała wiele odwagi, mówiąc, że wierzy w jego istnienie, chociaż jej wiara opiera się na innych argumentach. 




      Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!


      Nawet Jezus, który czynił cuda, wielokrotnie zakazywał o nich mówić innym, aby nie narażać ludzkie umysły na "przegrzanie"... a jednak nadal je czynił i przekazał tę moc tym, którzy czynią to nadal ... w XXI wieku również. Może warto więc o tym porozmawiać w szerszym gronie?

      ***

      Wiara  - bez doświadczenia jej we własnym życiu będzie jedynie zbiorem idei, o które  będą się spierać ludzie.

      niedziela, 28 października 2012

      GDZIE ONI SĄ?

      ONI ... czyli  nasi zmarli przyjaciele.


      Kilka dni temu, po ciężkiej chorobie, umarł mój przyjaciel, z którym czasem mijałam się na pielgrzymkowych szlakach. Na pożegnanie piszę do niego ostatnie słowa: 

      Do zobaczenia ... W domu Ojca jest mieszkań wiele; wierzę, że jesteś zadowolony ze swojego. Przeszedłeś już swoją ziemską drogę oczyszczenia, którą my jeszcze kroczymy. Zaczął się czas trudnego oczekiwania na ponowne spotkanie; jedynie NADZIEJA pozwala dzisiaj patrzeć na twoje odejście nieco z mniejszym bólem, a żałoba nie zamienia się w rozpacz ... wszak ci, których opuściłeś zmierzają w tym samym kierunku. Odpoczywaj w POKOJU ... DO PONOWNEGO UŚCISKU DŁONI ...

      Pisze do Niego również inny towarzysz ziemskiej podróży:

      Przemijanie jest naturalnym elementem istnienia Wszechświata. Wszystko rodzi się, i umiera, ma swój początek, i ma swój kres. . . . Drzewa wzrastają po to, żeby paść pewnego dnia, ludzie idą drogą życia, ale pewnego dnia ich droga się kończy, bo takie jest prawo Wszechświata, i nie ma od niego wyjątków. Nawet gwiazdy rodzą się, przeżywają dni swojej świetności, i umierają. . . Dziś przyszedł kres twojej drogi, nie spotkamy się już nigdy więcej, bo nie ma takiej opcji. . . . . Część tej drogi odbyliśmy razem . . Żegnaj ..., byłeś OK !

      *** 

      Trudno się nie zgodzić z naturalnym prawem przemijania Wszechświata.  Ale po przeczytaniu tych słów zaczęłam się zastanawiać nad różnymi opcjami naszego postrzegania śmierci. To, co dla mnie jest kolejnym etapem człowieczego życia, dla innych jest całkowitym unicestwieniem. Nie chcę rozpoczynać tutaj żadnej walki światopoglądowej, ale jedno pytanie nie daje mi spokoju. Zadaję je z nadzieją, że ktoś na nie szczerze mi odpowie.

      Dlaczego osoba niewierząca w zmartwychwstanie, odrzucająca opcję ponownego spotkania kieruje do niej słowa w taki sposób, jakby miała nadzieję, że ona te słowa jeszcze usłyszy? Jeżeli uważa śmierć za KONIEC ISTNIENIA, to dlaczego kieruje swoją mowę do osoby zmarłej, tak jakby żyła?

      Pomijam wszystkie kwestie związane z różnymi przenośniami i językowymi trikami, bo wiem, że poeci się nimi także posługują. Chcę pójść o krok dalej w szukaniu odpowiedzi stąd kolejne moje pytanie ... 

      Czyżby nasza dusza wyczuwała rzeczywistość, której umysł nie pojmuje i stąd pewna nielogiczność w naszych wypowiedziach?

      piątek, 26 października 2012

      CZY WIERZYSZ W MIŁOŚĆ BOGA?

      Dzisiaj, przy okazji rozpoczętego ROKU WIARY, padło  na katechezie takie pytanie. Różne były odpowiedzi, ale jedna przykuła moją uwagę ...



      - czy wierzysz w miłość Boga?
      - nie wierzę proszę Pani ... 
      - dlaczego? -  pytam zdziwiona
      - nie chcę odpowiadać ... 
      - ok, szanuję twój wybór... 


      Znam sytuację rodzinną tego dziecka, ale nie myślałam, że ma ona tak wielki wpływ na jego wiarę. Zrobiło mi się jakoś smutno; chyba po raz pierwszy zobaczyłam jego osobę całkiem w innym świetle. Do tej pory wydawało mi się, że kto, jak kto - ale to dziecko czerpie MIŁOŚĆ BOŻĄ pełnymi garściami; jakże się myliłam ... Wypowiedź ta zmieniła całkowicie dalszy tok katechezy. Doszliśmy do wniosków, które niejednego dorosłego by zaskoczyły i zadziwiły. O tym jednak napiszę kiedy indziej. 

      *** 

      Patrzeć na Boga oczami dziecka ...

      To zadanie na ten rok. 



      niedziela, 21 października 2012

      ŚWIATEŁKO Z NIEBA


      Światełko pamięci ...


       Okazuje się, że ludzie po wielu latach uświadamiają sobie istnienie brata, siostry, córki, syna, wnuka, wnuczki … Opowiada mi przyjaciółka, iż po raz pierwszy zapaliła znicz za swoją siostrę, o której raz, czy dwa słyszała kiedyś od swojej mamy. Dopiero w przeddzień DNIA usłyszała pełną tajemnic opowieść, która stała się początkiem budzenia jej świadomości istnienia kogoś bardzo bliskiego.



      Co usłyszała Małgosia od swojej mamy?

      Otóż – 45 lat temu odeszło do nieba, w pierwszych miesiącach ciąży, maleńkie dzieciątko. Trudno było określić w tedy jego płeć, nikt też w szpitalu nie przejmował się kobietą po stracie dziecka. Musiała sobie radzić sama z żałobą, z bólem i z niezrozumieniem społecznym. Jedynie mogła liczyć na wsparcie bliskiej rodziny, szczególnie ojca. Dwa lata temu mama mojej przyjaciółki miała dziwny sen, o którym nikomu nie mówiła, gdyż obawiała się niezrozumienia. Opowiedziała go po raz pierwszy w niedzielę, gdy się dowiedziała o organizowanym DNIU UTRACONEGO DZIECKA  dzień później, w poniedziałek. 

      Otóż we śnie przyszedł do niej zmarły Tato z małą, jasnowłosą dziewczynką i przedstawił ją, że jest ona jej córeczką, którą się on teraz, tam w niebie, opiekuje. Więc niech się już nie martwi. I w tym momencie poczuła w sercu pokój, którego nigdy wcześniej nie doświadczyła. Nie muszę chyba pisać o emocjach mojej przyjaciółki, która tę historię usłyszała po raz pierwszy. Wyglądała tak, jakby dotknęła na żywca  rzeczywistości sacrum, o którą się wciąż spierają wierzący z niewierzącymi.

      Do mnie jedynie powiedziała ze łzami w oczach:

      - wiesz, ja mam siostrę, o której wprawdzie wiedziałam, ale nie było jej w mojej świadomości tyle lat. Po raz pierwszy zapalam dla niej światełko pamięci … nadałam jej też imię - Ania - po mojej mamie; tak jak radził na kazaniu Ojciec Faustyn …  


      *** 

      To jest jedna z wielu historii, które usłyszałam podczas DNIA DZIECKA UTRACONEGO ... Zaczyna do mnie dochodzić, że to dopiero początek czegoś wyjątkowego, tajemniczego, niewyobrażalnego. Mam przeczucie, że wiele podobnych historii w naszym życiu się wydarzyło, o których boimy się mówić, aby nas nie wyśmiano.  Chyba nadszedł czas, aby "wyszły one na światło dzienne", bo tak naprawdę ...

      - to po czym ludzie niewierzący mają rozpoznać działanie żywego Boga?
      - jak mają znaleźć różnicę w przeżywaniu wielu wartości, m.in. życia i  śmierci?

      To dopiero początek lawiny pytań, które zrodziły się w moim umyśle po przeżyciu DNIA DZIECKA UTRACONEGO. Zaczął się ROK WIARY, a więc rok łaski, dawania świadectw, przeżywania i doświadczania żywej obecności Boga w życiu. 

      Mam nadzieję, że nie będziemy tak długo czekać na swoją opowieść. Dużo zależy od nas samych, czy będziemy się dzielić swoją wiarą i czy będziemy chować znaki Bożej Opatrzności "pod poduchę strachu o własne Imię".  Znam ten strach, który również i mnie ogarnia, gdy chcę pisać o historiach z pogranicza fantazji. Za każdym razem przychodzą mi myśli typu:

      - co inni na mój temat pomyślą?
      - czy uznają mnie za szaloną i nieprzyzwoicie nawiedzoną?

      Wiele razy mnie on paraliżuje, choć muszę szczerze przyznać, że po śmierci Kamilka, Bartusia i jeszcze jednego Aniołka ta odwaga przychodzi coraz częściej, ale o tym napiszę w kolejnych odsłonach mojej przygody z wiarą.



      wtorek, 16 października 2012

      DZIEŃ DZIECKA UTRACONEGO w Moszczance - PO DRUGIEJ STRONIE NIEBA ...

      Pierwsza odsłona ...



      Wspaniałe przedstawienie ... pełne nadziei i wiary ... były łzy i ukradkiem wyciągane chusteczki ... były też krótkie westchnienia ... była także radość ... 


      Nawiązał się swoisty dialog ... między niebem, a ziemią ... między tym, co ludzkie i tak bardzo bolesne ... a tym, co wymyka się spod kontroli umysłu, szukającego odpowiedzi na każde pytanie ...


      Postanowiliśmy pójść drogą Jezusa ... jedynym drogowskazem jest mocniejsze bicie serca i wszechogarniający pokój, który sprawia, iż człowiek już tak się nie boi ciemności ...


      Idziemy za ŚWIATŁEM ... Paschał jest znakiem naszej wiary w ZMARTWYCHWSTANIE ... zegar zaczął wybijać godziny świadomego oczekiwania na ponowne spotkanie z tymi, którzy nas ubiegli w drodze do Domu Ojca ...


      Zapaliliśmy światełka pamięci ... Agnieszko, tam również pali się twoje - za Przemka i rodzeństwo ... są też tam takie, które wspominają dzieci niechciane, zapomniane, wyrzucone w podświadomość ... im też chcieliśmy powiedzieć ... KOCHAMY WAS! ... usłyszeliśmy słowa przebaczenia ... trudne do przyjęcia, bo najbardziej bolą ... ale niebo jest dla wszystkich ... a nie tylko dla wybranych ... 


      Wiatr porwał lampiony szczęścia  ... wysoko ... w niebo ... nie nasyciliśmy się ich widokiem ... mąż złapał aparat i cyknął szybko zdjęcie ... dopiero ono odkryło nam tajemnicę ... czy warto o niej pisać ... nie wiem ... bo ją odczytuje się sercem, a nie umysłem ... może się kiedyś podzielę ... dziś jeszcze nie mam na tyle odwagi w sobie ...

      sobota, 13 października 2012

      TRĘDOWACI


      Trędowaci ... 

      często są omijani szerokim kołem. Czasem nie potrafią zrozumieć -DLACZEGO? 
      Okazuje się, że odpowiedzi mogą być różne. 
      Jedna mnie jednak bardzo zaskoczyła. 



      Pytam się znajomego, czy przyjedzie 15 października (w poniedziałek) do naszej parafii, aby wspólnie celebrować DZIEŃ DZIECKA UTRACONEGO, a zarazem modlić się o uzdrowienie duszy i ciała, którego potrzebuje każdy, bez względu na to, czy dotknęła go osobiście strata dziecka, czy też nie.

      - no wiesz, nie wiem ... to taka trauma, że nie chcę wchodzić "z butami" w środowisko tak poranione i doświadczone cierpieniem; co ja mam w tej materii do powiedzenia ... moja obecność będzie dodatkowym cierniem ... poza tym ...


      Zatrzymał się w połowie zdania, gdy zobaczył moją minę. Stałam jak wryta, z oczami wlepionymi w niego tak, że musiał zamilknąć.

      - wiesz, przepraszam Cię bardzo, ale gdy tak mówiłeś - to z każdym słowem czułam się coraz bardziej jak trędowata, wyobcowana ze wspólnoty ludzkiej, dla której śmierć nie powinna być tematem tabu, gdyż jest ona wpisana w życie każdego z nas; nikogo nie ominie ... jedynie przychodzi według swojego, nam nieznanego, grafiku.

      Teraz ja popatrzyłam na niego wielkimi oczami, gdyż na twarzy malowała się głęboka refleksja człowieka, który uzmysłowił sobie coś bardzo ważnego. 

      Po tej rozmowie zdałam sobie sprawę z tego, jak wielkie zadanie ma do spełnienia ten DZIEŃ. Ma leczyć ludzką świadomość śmierci, która dla chrześcijanina nie może być tematem 'tabu', schowanym gdzieś głęboko. Po moim doświadczeniu widać, że powody milczenia są różne. Czasem wypływają one z bardzo ludzkich i szlachetnych powodów ... z wrażliwości na cudze cierpienie, które jak widać - nie zawsze jest dobrym doradcą.


      *** 

      Doświadczam jednak i takich sytuacji, po której nasuwa mi się inna refleksja. Myślę, że trzeba ją również napisać.

      Trędowaci … naznaczeni piętnem cierpienia, którego nikt nie chce się dotknąć, aby się nim nie zarazić. Są „solą” w oku tych, którzy chcą się jedynie bawić i nie myśleć o rzeczywistym wymiarze życia, które nie jest takie beztroskie jakbyśmy tego chcieli.

      ... Takie myślenie również potrzebuje uzdrowienia.



      środa, 3 października 2012

      DZIEŃ DZIECKA UTRACONEGO


      ZAPROSZENIE


      Moszczanka - 15 października 2012 r

      Dzień Dziecka Utraconego wraz z modlitwą o uzdrowienie

      15 października, jak co roku jest dniem, w którym wspominamy wszystkie zmarłe dzieci. Dzieje się tak w Polsce już od kilku lat, głównie za sprawą inicjatywy Organizacji Rodziców po Stracie oraz Rodziców Dzieci Chorych – „Dlaczego”. Tego dnia pamiętamy o zmarłych dzieciach, ale również o wszystkich rodzicach, którzy doświadczyli straty swojego potomstwa.

      DZIEŃ DZIECKA UTRACONEGO W MOSZCZANCE BĘDZIEMY CELEBROWAĆ
      • 15 października 2012 r - w poniedziałek
      • Parafia Podwyższenia Krzyża Świętego w Moszczance (woj. opolskie)

      PROGRAM  DNIA:
      • 17.30 – Różaniec w intencji dzieci, które odeszły przedwcześnie
        w wyniku poronienia, w okresie okołoporodowym, w wyniku choroby lub wypadku.  Modlitwą otoczymy również wszystkie osoby przeżywające utratę kogoś tak bliskiego jak swoje dziecko oraz te, które z powodu innych doświadczeń potrzebują uzdrowienia duszy i ciała. W czasie różańca będzie okazja do spowiedzi.
      • 18.00 – Msza święta. Kazanie wygłosi O. Faustyn Zatoka OFM
        z Prudnika Lasu
      • „Po drugiej stronie nieba…”  - krótki spektakl słowno – muzyczny
      • Modlitwa o uzdrowienie przed Najświętszym Sakramentem
      • Światełko do nieba
        Wypuścimy specjalny płomyk do nieba - lampion, na którym napiszemy imiona naszych dzieci oraz  słowa skierowane do nich
      • Spotkanie w sali parafialnej
        Można będzie porozmawiać z księdzem, psychologiem, spotkać innych rodziców. Można też będzie, w ciszy i spokoju wypić coś ciepłego i nie rozmawiać z nikim...

       ZAPRASZAMY WSZYSTKICH:

      W szczególności zaś:
      • Osoby, które doświadczyły śmierci dzieci w różnym wieku
        i okolicznościach
      • Osoby, które pragną się modlić w intencji rodzin dotkniętych
        stratą dzieci
      • Osoby, które pragną podziękować Bogu za dar życia i prosić  o Boże błogosławieństwo
      • Osoby, które pokładają ufność w Bogu i potrzebują uzdrowienia duchowego i fizycznego


      Uczestnicy są proszeni o przyniesienie zniczy ponieważ po Mszy świętej 
      nastąpi zapalenie światełek pamięci zmarłych dzieci przy krzyżu misyjnym



      czwartek, 27 września 2012

      NIEBO

      Czasem warto posłuchać, co inni mają do powiedzenia na ten temat ...





      Kiedy Colton Burpo cudem wyzdrowiał po nagłej operacji wycięcia wyrostka robaczkowego, jego rodzina nie posiadała się z radości. Nie spodziewała się jednak, że w ciągu następnych kilku miesięcy usłyszy piękną i wyjątkową historię o podróży małego chłopca do nieba i z powrotem.

      Niespełna czteroletni Colton oznajmił rodzicom, że opuścił swoje ciało podczas zabiegu, wiarygodnie opisując, co jego rodzice robili, gdy on leżał na stole operacyjnym. Opowiadał o wizycie w niebie i przekazywał historie ludzi, z którymi spotkał się w zaświatach, a których nigdy wcześniej nie widział. Wspominał nawet o zdarzeniach mających miejsce jeszcze przed jego narodzinami. Zaskoczył swoich rodziców opisami i mało znanymi szczegółami o niebie, dokładnie pasującymi do tego, co podaje Biblia, a przecież nie mógł ich stamtąd znać, bo jeszcze nie umiał czytać.

      Z rozbrajającą niewinnością i typową dla dziecka prostolinijnością Colton opowiadał o spotkaniach z członkami rodziny, którzy już dawno odeszli z tego świata. Opisywał Jezusa i anioły, twierdził, że Bóg jest „bardzo, bardzo duży” i naprawdę nas kocha. 

      Historia ta – opowiedziana przez ojca przywołującego proste słowa własnego syna – ukazuje miejsce, które czeka na nas wszystkich, gdzie, jak mówi Colton, „nikt nie jest stary i nikt nie nosi okularów”.



      poniedziałek, 24 września 2012

      WOLNOŚĆ

      Bóg nie chce śmierci grzesznika ... 



      Często patrzymy na Boga jedynie przez pryzmat własnych wyobrażeń o Nim. Podobnie patrzymy na ofiarę  Abrahama. Łatwiej nam w tym obrazie zobaczyć nóż w ręku obłąkanego starca, niż Anioła - posłańca z nieba, który zatrzymuje rękę cierpiącego Ojca nie rozumiejącego do końca wyroków boskich ...


      *** 

      Drugi człowiek nie jest niczyją własnością. Jego historia należy tylko do niego i Boga, który jest dawcą życia. Nie zawsze ona biegnie torami naszych marzeń i oczekiwań. I w tedy przychodzi wielkie cierpienie, z którym trudno dać sobie radę. W tym świetle doświadczenie ofiary Abrahama wygląda nieco inaczej. Przestaje być jedynie aktem rozrywania więzi, lecz staje się przede wszystkim aktem uszanowania wolności osoby ludzkiej, której nawet Miłość nie może związać żadnymi więzami. 

      Zaczynam pomalutku rozumieć ten gest Miłości Boga Ojca względem swojego Syna. Zdałam sobie jednak sprawę i z tego, jak daleko mi do takiej Miłości, która rezygnuje ze wszystkiego dla dobra i wolności drugiego człowieka. 

      niedziela, 23 września 2012

      BRAK ZROZUMIENIA

      Uczniowie słyszeli Jego słowa, ale nic z nich nie zrozumieli ...



      Nie rozumiem wiele spraw dotyczących mojej wiary. Często stoję w gronie tych uczniów, którzy też nie rozumieli słów Mistrza, choć patrzyli na znaki, które im dawał. Czasem tak jak oni nie pytam za wiele, by Boga nie urazić swoim niedowiarstwem; bo przecież tyle razy dowiódł swą bezinteresowną miłość wobec mnie, że aż głupio zadać to pytanie - DLACZEGO BOŻE?

      Dziś jednak zapytam o sprawę dla mnie ważną, może ktoś znalazł już odpowiedź i zechce się nią ze mną podzielić.

      • Dlaczego przychodzi niechciane cierpienie, które równocześnie otwiera bolące rany i świadomość nieba?


      ***


      "Po wyjściu stamtąd podróżowali przez Galileę, On jednak nie chciał, żeby kto wiedział o tym. Pouczał bowiem swoich uczniów i mówił im: "Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie". Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać." (Marek 9,30-32)

      • Jezus wiele razy mówił o swojej śmierci swoim uczniom, dlaczego więc byli zaskoczeni, gdy te słowa się wypełniły?