środa, 25 stycznia 2012

MIŁOŚĆ i WOLNOŚĆ

Tłum narzuca określony styl patrzenia. Człowiek, który nie potrafi od czasu do czasu z niego wyjść zamyka się w określonych jego formach. Będąc wewnętrznie słabym nie ma możliwości sprecyzowania własnych poglądów. Dlatego posługuje się sloganami, których często nawet sam nie rozumie.

*** 

Czytam czasem fora, na których wyśmiewa się katolików. Wrzuca się do „ich worka” cudze śmieci, których nazbierało się od pierwszych wieków już sporo. Język miłości nie jest im znany, stąd w każdym słowie pojawia się jad, którym plują na lewo i prawo. Kiedyś szybciej się dawałam ponieść złym emocjom i wchodziłam w niepotrzebne dyskusje, po których miałam mocnego kaca. Dzisiaj staram się robić uniki, aby nie być tym jadem opluta. Nie zawsze się to udaje, ale jak się uda mam wewnętrzną satysfakcję, że nie dałam się sprowokować złemu. 

Patrząc na Jezusa dochodzę do wniosku, że i On nie wchodził w dyskusję ze złem. Szczególnie mocno widać to podczas kuszenia na pustyni, na której Jezus modlił się i pościł przez 40 dni, aby potem mieć siłę przebaczyć tym, którzy dali się nabrać demonowi. Daleko mi do Jezusa i Jego Miłości do wrogów, ale pomalutku się tego uczę. Przynajmniej już mnie nie ogarnia okropna złość, lecz wielki smutek, gdy czytam „o wrednych katolach i ich wybrykach”. 

*** 

Spotkanie „sam na sam” z MIŁOŚCIĄ pomaga człowiekowi podejmować decyzje wolne od manipulacji tłumu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz