niedziela, 12 lutego 2012

CO MA WSPÓLNEGO KOŚCIÓŁ Z ORZECHEM?

Dzisiaj nasz ksiądz Proboszcz powiedział świetne kazanie o Kościele. Porównał go do orzecha. Trzeba odwagi, aby Instytucję Kościoła nazwać twardą skorupą, na której czasem zęby można sobie połamać. I nie jeden z nas sobie połamał… Można w tym miejscu się zatrzymać i biadolić nad ubytkiem w gębie. Wielu jest takich, ale mi z nimi nie po drodze.

Wolę pójść za tymi, którzy szukają bezpiecznych sposobów dotarcia do wnętrza. Poznałam wiele wspólnot chrześcijańskich, które znalazły skuteczny sposób. Owocem tym dzielili się jak opłatkiem. Był tak dobry, że przestałam się przejmować jakąkolwiek skorupą, którą zawsze można otworzyć MIŁOŚCIĄ, która cierpliwa jest, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, nie unosi się pychą, we wszystkim pokłada nadzieję. 

***

Niektórzy usprawiedliwiają swoje odejście od Kościoła zgorszeniem, jakiego w nim doświadczyli. Myślę, że to nie ta droga, choć bardzo ubolewam nad tym, że zostali skrzywdzeni i daleko mi do wydawania sądu na kogokolwiek. Jestem jednak przekonana, że trwanie w Kościele zależy od samego człowieka i jego pragnienia kosztowania Boga. Inni mogą jedynie nam w tym pomóc, albo przeszkodzić. Wszystko zależy od twardości serca, czasem jest ono niestety z kamienia.

***

Niektórzy woleliby, aby orzech rósł bez żadnej skorupy, ale w tedy mówilibyśmy całkiem o czymś innym.

3 komentarze:

  1. Pozwolisz, że będę czytała, ale nie zawsze się odezwę. Wchodzę powoli w świat, który dotąd był mi znany bardziej z książek i moich obserwacji niż z bezpośrednich "relacji". Bardzo mnie interesuje spojrzenie ludzi wierzących na wiarę, Kościół, postępowanie wiernych. Czytam i poznaję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Jaskółko :) czytaj, pytaj i odzywaj się w tedy, gdy poczujesz tego potrzebę. Blog ten jest zapisem moich refleksji, które rodzą się po spotkaniu z różnymi ludźmi. Nie zawsze są to wierzący i praktykujący.

    Lubię trudne pytania, które zmuszają mnie do spojrzenia w głąb. Jeżeli komuś te przemyślenia "coś" dadzą to dobrze, ale nie jest moim celem przekonywanie kogokolwiek do wiary, czy Kościoła. Uważam bowiem, że Dawcą wiary jest Bóg, który sieje na swój sposób łaskami i spotyka ze sobą ludzi w odpowiednim czasie, aby się tymi łaskami mogli dzielić dla wspólnego dobra. Łaska zaś dotyka konkretnych sytuacji z życia człowieka, stąd i ten blog jest taki, jaki jest.

    Cieplutkie pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Alicjo, bardzo pięknie powiedziane, z tym orzechem:) Myślę, że dopiero jak się na tej skorupie połamie zęby, można w pełni doświadczyć zwyczajności i nadzwyczajności Kościoła...

    OdpowiedzUsuń