wtorek, 14 lutego 2012

JAKI OBRAZ BOGA WYBRAĆ?

Bardzo lubię rozmowy, które zmuszają mnie do refleksji nad moją wiarą. Najgorzej bowiem przyzwyczaić się do jednego obrazu Boga i tkwić w nim do końca życia. Natrafiłam na blog bardzo sympatycznej osoby,  która napisała:


No tak, a teraz zapytam jako pedagog /…/  wiara katolicka w Polsce opiera się na smutku, boleści, przygnębieniu. Po co jeszcze dodawać taką wizję Jezusa?


Chodzi tu o czwartą Pieśń Sługi Jahwe z Księgi Izajasza, w której Jezus jest tak zmasakrowany, że ma się chęć jedynie zakryć twarz i na Niego nie patrzeć… tak Jego oblicze napawa wstrętem.


A może lepszy byłby dla praktykowania wiary obraz, na przykład, Jezusa spacerującego po łące w otoczeniu dzieci, baranków, apostołów itp. w jasnych pastelowych barwach (wcale nie musi to być obraz kiczowaty).


*** 
Tak sobie pomyślałam, że trudno jednoznacznie na to pytanie odpowiedzieć.

Przypomina mi się moja pierwsza świadoma decyzja pójścia za Jezusem. Było to końcem lat 70-tych. Wśród wspólnot chrześcijańskich, które miałam szczęście w tedy spotkać, zobaczyłam taką RADOŚĆ, RUCH, ZERO PRZYGNĘBIENIA, TANIEC i ŚPIEW na chwałę Bożą, że zrozumiałam co mieli na myśli ci, którzy  mówili o pierwszych chrześcijanach:  „Zobaczcie jak oni się miłują …” Patrząc na nich sama zapragnęłam takiego doświadczenia  w wierze.  Gdy poznałam potem niektóre historie z życia tych ludzi zdziwienie moje było jeszcze większe, bo po ludzku patrząc, nie było się wcale z czego cieszyć.

No i tak się zaczęła na poważnie moja przygoda z Kościołem.  Myślę, że gdybym tej radości nie skosztowała patrzyłabym na Kościół tak, jak moja znajoma z blogu. Bo co tu dużo mówić. … smutasów u nas nie brakuje. Czasem się zastanawiam dlaczego tak jest? I tylko jedno przychodzi mi na myśl, że nie potrafimy wprowadzić w życie tego, o czym mówi św. Paweł  … w doli czy niedoli, w dostatku, czy biedzie … radujcie się w Panu… powiadam radujcie się …

Łatwo powiedzieć… bo  jak się radować, gdy wokół tyle sytuacji śmierci? Sama ostatnio  doświadczyłam szyderczego uśmiechu złego losu.  Na myśl o  radosnych świętach Bożego Narodzenia cierpła mi skóra i miałam ochotę uciec jak najdalej od tych kolorowych choinek, zapalonych świeczek, czy prezentów pod choinkę. Nie mówiąc już o malutkim, roześmianym Dzieciątku tulącym się do piersi swojej Matki.  W tym okresie obraz Jezusa spacerującego po łące w otoczeniu dzieci, baranków, apostołów itp. w pastelowych barwach całkowicie do mnie nie przemawiał. Powiem więcej … dodawał mi jeszcze więcej bólu, był dla mnie kłamstwem na moją, konkretną sytuację.  

O wiele bliższy mi był Jezus opisany przez Izajasza w 53 rozdziale Starego Testamentu.  Każda Jego rana była wołaniem do mnie:

 … patrz, znam twój ból, jednoczę się z tobą, by ci ulżyć w cierpieniu, byś po okresie żałoby potrafiła się radować jak dawniej … patrz, dla ciebie pokonałem śmierć, by już tak mocno cię nie raniła…

I dopiero w tedy zrozumiałam, że ten malutki Jezus dla mnie się narodził i ... w tedy świeczki na choince, kolorowe bombki oraz kiczowate słodkie aniołki z bibuły przestały mnie tak mocno drażnić.

***

Jako pedagog i katecheta teraz odpowiadam.  

Nie mogę mydlić oczu moim uczniom, że życie usłane jest jedynie samymi płatkami róż. Gdyby tak było nie potrzebny by był nam Jezus, wiara w Niego, ani Kościół, w którym tajemnica walki Miłości ze śmiercią dokonuje się każdego dnia na ołtarzu. Prawda potrzebuje jednak równowagi. Nie można przedstawiać Boga tylko na jeden sposób. Nie jest on tylko zmasakrowanym Synem Boga. Jest także uśmiechniętym Dzieciątkiem wtulonym w piersi Matki, jak i Jezusem spacerującym po łące pełnych dzieci i białych baranków. O takim Jezusie pragnę im mówić, aby z małych rzeczy potrafili się bosko radować i z wielkich życiowych porażek potrafili się bosko podnosić. Bo w końcowym rozrachunku śmierć  została już pokonana mocą Bożej Miłości.

2 komentarze:

  1. Drugi raz podchodzę do komentowania. Nic z tego. jakaś swoista blokada dzisiaj. Może za trzecim razem się uda?
    Co to za dziwna weryfikacja słowna jest teraz?

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziwna weryfikacja słowna...?

    Sama jestem ciekawa dokąd nas ona zaprowadzi. Nie ukrywam, że dość intrygującym wędrowcem jesteś. Cieszę się, że mogłam Cię spotkać na mej drodze:) Rozmowy z Tobą bardzo mnie inspirują.

    OdpowiedzUsuń