poniedziałek, 27 lutego 2012

LĘK



"Krzyk", obraz Edwarda Muncha.


"Spacerowałem z dwojgiem przyjaciół - słońce zachodziło - kiedy nagle niebo wypełniła krwista czerwień. Zatrzymałem się, czując wyczerpanie, i oparłem na barierce - nad czarno-błękitnym fiordem i miastem było widać krew oraz języki ognia. Stałem i drżałem z niepokoju - czułem nieskończony krzyk przenikający naturę"- pisał Munch 2009.06.18

*** 

Egzystencjalny lęk .... Przychodzi znienacka. Boleśnie rani, pobudza wyobraźnię, zatrzymuje w drodze, paraliżuje uśmiech na twarzy... Kto go nie zna? Mnie dopadł wczoraj wieczorem. Wystarczyła mała niepewność, aby się skulić w sobie. Działał jak jad skorpiona spotkanego na pustyni. No właśnie ... o tej pustyni pisałam wczoraj ... tak swoją drogą ... nie trzeba było długo czekać na odpowiedź.


Ja jednak nie chcę z nim dyskutować. Wolę iść za swoim Mistrzem, Panem pokoju. Słowa -“Nie lękajcie się, ja jestem z Wami” wypowiadałam jak mantrę, aby wyprzeć myśli pełne niepokoju. Udało się, chociaż jeszcze nad ranem, prawie przez sen cichutko wypowiadałam słowa “Jezu ufam Tobie”.
Pomalutku wrócił wewnętrzny pokój. Działa on jak balsam na duszę, która umocniona nocnym doświadczeniem, staje się coraz bardziej odporna na te pociski złego ducha. W umyśle zaś pozostaje pamięć o tym, że Bóg nie pozostawia człowieka samego ani na chwilę.


Zdaję sobie sprawę z tego, że jeszcze nie raz otrę się o różne zasadzki śmierci, ale mam Obrońcę, który w porę mnie przed nimi ustrzeże. Wystarczy iść po Jego śladach, a przejdę po tym “polu minowym” w miarę bezpiecznie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz