czwartek, 16 lutego 2012

NN ... ZA KOGO MNIE UWAŻASZ?

W drodze pytał uczniów: "Za kogo uważają Mnie ludzie?" Oni Mu odpowiedzieli: "Za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za jednego z proroków". On ich zapytał: "A wy za kogo Mnie uważacie?"

*** 

Kiedyś napisałam piosenkę pod tytułem „Kim jestem dla Ciebie Boże, że pamiętasz o mnie?”. Ponoć chwyta za serce.  Pamiętam emocje, jakie mi towarzyszyły w trakcie jej tworzenia. Były jak dotyk ręki Przyjaciela, jak ciepłe słowa, na które czeka się latami… Było też w nich pytanie  – „A ty Alicjo za kogo Mnie uważasz?” … i zamilkłam na dłuższą chwilę, bo to pytanie całkowicie mnie zamurowało.

*** 

A jednak to prawda – JEZUS ŻYJE i pamięta o mnie, nie jest postacią mityczną, ani bohaterem z kreskówek. Nie jest też iluzją, ani żadnym światopoglądem. Jest Osobą, która zaprasza do dialogu.  Ale jakże z Nim rozmawiać, gdy się nie zna  boskiego języka i myśli się wciąż po ludzku o sprawach bożych?  

*** 

Dzisiaj w klasie VI mówiłam o przygotowaniu duszy na rozmowę z Jezusem. Zbliża się bowiem czas bardzo szczególny dla chrześcijan: Wielki Post, który jest czasem łaski dla tych, którzy pragną doświadczyć żywej obecności Boga w sobie. Jest to czas, w którym Bóg zadaje każdemu to samo pytanie – NN  … za kogo Mnie uważasz?  

*** 

Postawa wobec tego pytania może być różna. Od ignorancji do pełnego skupienia. Przecież każdy z nas jest wolnym człowiekiem, więc może zrobić to, na co będzie miał ochotę. Jeżeli chodzi o mnie to szukam wciąż właściwej odpowiedzi. Czasem mi się zdaje, że mam ją prawie na wyciągnięciu dłoni, aby za chwilę zdać sobie sprawę z tego, że jest to tylko bardzo maleńki rąbek Bożej tajemnicy.

*** 

Dorastanie w wierze, to odchodzenie od myślenia "po ludzku" na rzecz myślenia "po Bożemu". To zadanie na całe życie dla chrześcijanina, który traktuje swoją wiarę choć troszkę poważnie.

23 komentarze:

  1. Alicjo, obok siebie żyją ludzie o innych konstrukcjach wewnętrznych, o konstrukcjach skrajnie różnych, co pozwala im na diametralnie inne postrzeganie świata. Niewątpliwie obie należymy do innych grup. Oczywiście, przy odrobinie dobrej woli, a tej nam nie brakuje, ta różnorodność może łączyć, nie musi dzielić, bo w tej kwestii przynależność do którejś z grup nie ma znaczenia. Ja myślę po ludzku, bo myślenie po bożemu jest dla mnie abstrakcją i tak już zostanie. Niemniej poznanie punktu widzenia Twojego, bez wątpienia wzbogaca mnie, jak każdy nowy element poznawczy. Jednak nie traktuję tego jako dysonansu, nie uważam by był to element zagrażający np. mojemu wyobrażeniu o sobie, mojej samoocenie. Być może dlatego rozmawiamy i w pewnym sensie przyciągamy siebie wzajemnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też nie czuję zagrożenia z twojej strony i to jest piękne :)

    Także prawda o różnorodnych konstrukcjach wewnętrznych jest dla mnie oczywista. I z tej oczywistości właśnie wypływa fakt, że do każdego człowieka Bóg nieco inaczej przemawia, inne daje historie życia, innych ludzi posyła. Więc, jak słusznie zauważyłaś, przy odrobinie dobrej woli, ta różnorodność może łączyć i nie musi dzielić.

    I o to, w ten nadzwyczajny sposób pada kolejny mit, że wierzący z niewierzącym nie mają sobie nic do powiedzenia :)

    PS.

    Za niedługo trzecia odsłona mojej odpowiedzi na twoje pytanie. Nie zapomnij Ivo jednak i o moim pytaniu, skierowanym do Ciebie 16 lipca, ja nadal czekam na szerszą odpowiedź :)

    Może go przypomnę i tutaj.

    "Dlaczego ludzie nie wierzą w Boga i w to, co mówił ... a więc m.in. o Kościele, jako miejscu szczególnego spotkania się z Nim? - nie zaprzeczam bowiem, że w każdym innym miejscu na ziemi On też jest, ale uważam, że te spotkania mają nieco inny charakter niż w świątyni".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie wiem dlaczego ludzie nie wierzą w boga.
      Ja wiem, że ja nie wierzę, bo dla mnie boga nie ma i to jest oczywiste, tak samo jak dla Ciebie to, że bóg jest. W ogóle nie zastanawiam się dlaczego nie wierzą, bo z mojego punktu widzenia, także z socjologicznego punktu widzenia dla mnie istotniejsze, bardziej interesujące jest zastanowienie się nad tym dlaczego wierzą, a z Twojego punktu widzenia zapewne - dlaczego nie wierzą. Zastanawiam się czy powinnam w ogóle podjąć próbę odpowiedzi na Twoje pytanie z prostej przyczyny, nie znam się na sprawach kościelnych i tym co z nim związane. Mój światopogląd nie był nigdy oparty o religię. Myślę, że osoba, która porzuciła religie byłaby lepszym, bardziej pożądanym rozmówca w tym konkretnym temacie. Ona zapewne udzieliłaby odpowiedzi na to pytanie.

      Usuń
  3. Też wolę rozmawiać o sobie niż o innych, więc twój kierunek myślenia mi bardzo odpowiada.

    W takim razie jeszcze raz stawiam pytanie, na które w części już odpowiedziałaś. Pytam wprost, aby nikt nie szukał podtekstów. Jeżeli pytanie będzie dotykać twoich bardzo osobistych spraw, zrozumiem i pytać dalej nie będę z szacunku do Ciebie.

    - Ivo, dlaczego nie wierzysz w Boga?

    Odpowiadasz, że 'dla Ciebie boga nie ma' - spróbuj mi przybliżyć tę prawdę w oparciu o swoje przemyślenia, tak jak i ja próbuję mówić w oparciu o swoje przemyślenia i konkretne doświadczenia w moim życiu. Nie chodzi mi tutaj o przekonywanie do swojego światopoglądu; chcę natomiast spojrzeć na te prawdę z twojego punktu widzenia.

    Znam zdania wielu ludzi, którzy odeszli od Kościoła. Nie znam jednak odpowiedzi na to pytanie tych, którzy w tym Kościele nigdy nie byli. Dlatego właśnie do Ciebie skierowałam to pytanie i na Twojej odpowiedzi mi zależy.

    Piszesz, że twój światopogląd nie był nigdy oparty o religię. Jeżeli możesz, spróbuj mi to wyjaśnić szerzej; jeżeli nie chcesz odpowiadać, zrozumiem i nie będę wchodzić z butami w twoje życie.

    ***

    W dzisiejszych rozważaniach nad Słowem Bożym zatrzymałam się na stwierdzeniu, że niewierzący szybciej doświadczą osobowego Boga, niż ci, którzy mieli możliwość poznania Go, ale z tego nie skorzystali. Wydaje mi się, że autor tego zdania ma wiele racji ... ale o nich możemy porozmawiać kiedy indziej

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiem Ci na pewno nie tak jak bym to zrobiła gdybyś siedziała teraz naprzeciwko mnie, ale postaram się jakby zawrzeć clue mojej niewiary albo własnie wiary w całą masę rzeczy. Nie chciałabym jednak, by mój komentarz stał się jakby motorem do zbytnio rozbudowanej dyskusji, gdyż uważam rozmowę pisaną za niefortunną formę konstruktywnej dyskusji, a właściwie uniemożliwiającą ją. Tym bardziej, że to temat morze.
    Jestem ateistą i staram się o tym przypominać, a w zasadzie starałam w niejednym poście na zamkniętym już blogu. Dlaczego to robiłam? Ano dlatego, by ktoś kto odwiedził mnie po raz pierwszy nie miał wątpliwości do kogo przyszedł i, jeśli mu ze mną nie było po drodze, mógł czym prędzej odejść. Może dlatego nie było antagonizmów.
    Ja nie dochodziłam do ateizmu, lecz jestem w nim od zawsze. W moim przekonaniu nie trzeba mieć dowodu na istnienie czegoś lub nieistnienie czegoś, by w to wierzyć lub nie, jakkolwiek nie zawsze jest to proste. Ja wierzę w naukę, w racjonalizm, humanizm, w siebie, w silną wolę, w ewolucję, w wolność umysłu, wierzę, że człowiek z natury jest dobry i wierzę w całą masę innych rzeczy, ale wierzę też, że niektórzy ludzie mają potrzebę i miejsce na wiarę w elementy nadprzyrodzone. Na świecie jest miejsce na różnorodność jakkolwiek uważam obraną przez siebie drogę za właściwą dla siebie. Nie wierzę w dogmaty i cuda. Będąc ateistą nie jestem pozbawiona życia uczuciowego - duchowego, staram się być dobrym człowiekiem, miłującym ludzi, postępującym etycznie i moralnie, odróżniającym dobro od zła. Od zawsze słyszę słowo'bóg', bowiem obracam się wśród ludzi, dla większości którzy ma ono szczególne znaczenie. W dzisiejszym świecie normalny człowiek nie izoluje się od innych, lecz próbuje współistnieć, współtworzyć społeczność, szanując wybory innych, nawet, gdy są kompletnie niespójne z naszymi. Nigdy nikt nie pytał mnie 'dlaczego nie wierzę?', co najwyżej - 'jak to jest gdy się nie wierzy?', na co odpowiadałam - 'tak samo, gdy się wierzy':) Alicjo, jesteś pierwsza.

    OdpowiedzUsuń
  5. Musze podzielić odpowiedź na kilka części, bo za dużo znaków i mój kod HTML nie jest akceptowany :)

    Masz rację, rozmowa pisana ma w sobie wiele zasadzek. Są jednak sprawy, o których trzeba mówić nawet w tedy, gdy niebezpieczeństwo niezrozumienia, czy przekręcenia sensu czyha za każdym rogiem …

    / :) z ‘rogiem’ … ten też, i to nawet z dwoma rogami miesza nieźle …on bowiem nie musi się wysilać, tak jak my z wiarą, czy niewiarą; on po prostu wie, że Bóg jest i z nim walczy całkowicie świadomie. m.in. mamiąc człowieka iż jest wielki i równy Bogu/

    Piszesz:

    „Jestem ateistą i staram się o tym przypominać, a w zasadzie starałam w niejednym poście na zamkniętym już blogu. Dlaczego to robiłam? Ano dlatego, by ktoś kto odwiedził mnie po raz pierwszy nie miał wątpliwości do kogo przyszedł i, jeśli mu ze mną nie było po drodze, mógł czym prędzej odejść.”

    Niesamowite, jak my jesteśmy do siebie podobne! Wystarczy jedynie zmienić początek na:

    – „Jestem wierząca w Jezusa Chrystusa i we wszystko, co mówił …”. ... abym się pod tym zdaniem podpisała.

    Myślę, że to podobieństwo sprawia, że zawsze czekam na twoje odwiedziny i cieszę się, gdy się odezwiesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego wierzę?

      Trudno tak wprost odpowiedzieć na to pytanie. Od pierwszego postu na moim blogu, staram się zmierzać z tym pytaniem. Najprościej by było zaprosić Cię do przewertowania go, ale zdaję sobie sprawę, że takie czytanie może znużyć; tym bardziej,że język, jakim się posługuję niema nic wspólnego z językiem nauk ścisłych.

      Piszesz:

      „Ja nie dochodziłam do ateizmu, lecz jestem w nim od zawsze.”

      Mój dom, odkąd pamiętam, był przepełniony modlitwą i rozmowami o Bogu. Miałam też szczęście do katechetów. Pierwszą katechezę o śmierci miałam przy łóżku mojej kochanej babci, która w skali ‘mikro’ umierała jak Jan Paweł II w skali ‘makro’. W ten sposób żegnałam się z kilkoma jeszcze osobami, które bardzo kochałam. W grudniu 2011 roku, stojąc nad grobem Kamilka i Bartusia (to wnuki, które miały szczęście żyć tylko 11 godzin na tej naszej ziemi) uzmysłowiłam sobie, że jedynie w Bogu najpełniej mogę znaleźć sens tych wszystkich traumatycznych dla mnie doświadczeń. On jest prawdziwym Panem Pokoju … nie zaś psychologowie, psychiatrzy, czy też naukowcy … nawet ci, którzy są dobrzy i działają z myślą o dobru człowieka; bo są i tacy, którzy w imię nauki niszczą człowieka.

      Nie chcę przez to powiedzieć, że człowiek nie ma mocy wnoszenia pokoju w serce drugiego człowieka. Ma – ale są pewne granice jego możliwości i ja tę granicę niejednokrotnie przekroczyłam ale … zamiast ciemności zobaczyłam światło, które stało się doświadczeniem mojej wiary.

      Usuń
    2. Piszesz:

      „ Ja wierzę w naukę, w racjonalizm, humanizm, w siebie, w silną wolę, w ewolucję, w wolność umysłu, wierzę, że człowiek z natury jest dobry i wierzę w całą masę innych rzeczy, ale wierzę też, że niektórzy ludzie mają potrzebę i miejsce na wiarę w elementy nadprzyrodzone”.

      Nie podważam zdobyczy nauki, ale mam świadomość tego, że umysł ludzki nie jest wszechwładny, wszechmocny, wszechwiedzący ... w poznawaniu rzeczywistości i dlatego dopuszczam możliwość pomyłki.

      Potrzeba jednak wielkiej pokory, aby „przewrót kopernikański” dopuścić do swojej świadomości. Ewangelia właśnie o tej pokorze ciągle przypomina. Ale sama wiem, jak trudno się przyznać, że się nie miało racji w tym, w co całe życie chciało się wierzyć.

      Piszesz:

      „Nie wierzę w dogmaty i cuda”

      Ja wierzę przede wszystkim w Miłującego Boga, który czyni cuda. Doświadczyłam ich sporo w swoim życiu, ale nie mam potrzeby przekonywać kogokolwiek do nich. Są one dla mnie rzeczywistością, potwierdzającą obecność żywego Boga w moim życiu. Z resztą, taka jest ich rola i tylko taka!

      Cuda są znakami dialogu Boga z konkretnym człowiekiem, który jak nie pozna języka boskiego – nic z tego dialogu nie zrozumie. Ale … i teraz mocno się skup na tym, co chcę powiedzieć …

      TO, ŻE CZŁOWIEK NIE ROZUMIE JĘZYKA BOGA, NIE OZNACZA WCALE, ŻE BÓG DO NIEGO NIE MÓWI. MÓJ BÓG NIGDY UST NIE ZAMYKA, NAWET W TEDY, GDY INNI CHCĄ GO ZAKNEBLOWAĆ.

      Pisząc o „innych” mam na myśli jedynie tych ludzi, którzy nie mają w sobie za grosz szacunku do drugiego człowieka. Mówię o tym, aby uprzedzić ewentualne skojarzenia, że myślę tak o ludziach niewierzących. Doświadczenie „zgnitego jabłka w koszyczku” uczyniło mnie roztropniejszą. :)

      Piszesz dalej:

      „Będąc ateistą nie jestem pozbawiona życia uczuciowego - duchowego, staram się być dobrym człowiekiem, miłującym ludzi, postępującym etycznie i moralnie, odróżniającym dobro od zła.”

      Nie może być żaden człowiek pozbawiony tych pięknych uczuć, gdyż na podobieństwo Bożej Miłości został stworzony i wyposażony w umiejętność miłowania drugiego człowieka. Ja tę dobroć, płynącą z Twego serca również doświadczam :)

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    5. Piszesz dalej:

      "Nigdy nikt nie pytał mnie 'dlaczego nie wierzę?', co najwyżej - 'jak to jest gdy się nie wierzy?', na co odpowiadałam - 'tak samo, gdy się wierzy':) Alicjo, jesteś pierwsza."

      Cieszę się, że Cię spotkałam na swojej drodze 
      Muszę też powiedzieć, że jesteś pierwszą osobą niewierzącą, z którą w takiej atmosferze otwartości rozmawiam.

      PS

      Musiałam dwa komentarze usunąć, bo je zdublowałam z innymi :)

      Usuń
    6. odpowiadając posłużę się pewnym przykładem - idąc na spacer z psem spotkałam swoja długoletnią koleżankę z pracy, która bardzo się ucieszyła na mój widok, bowiem słyszała, ze jestem po chorobie, po powrocie, jak to niektórzy mówią, z tamtej strony. Była bardzo ciekawa moich wrażeń. Tak, tak użyła słowa 'wrażenia'. Czy widziałam światło, tunel, czy coś jeszcze, co myślałam, co czułam etc. jakbym wybrała się w zaplanowana podróż na księżyc i właśnie stamtąd wróciłam. Wiesz zazdrościła mi tego, czego ja bym wrogowi nie życzyła. Każde słowo wypowiedziane przeze mnie zostało zinterpretowane przez nią kompletnie na opak, pod siebie, niestety pod swoją wiarę. Nawet nie chce o tym pisać, ale poczułam się jakbym rozmawiała z osobą opętaną, która niemal we wszystkim widzi rękę boska także we mnie. Rozmowa nie miała najmniejszego sensu, zmęczyła mnie,byłam zła, ze dałam się w nią wciągnąć. Po tym wydarzeniu byłam ostrożniejsza, jakkolwiek czasem mam sama potrzebę mówienia o tym i innych smutnych sprawach.
      'To, że człowiek nie rozumie języka boga, nie oznacza wcale, że bóg do niego nie mówi.' - niestety te słowa przywołało tamto spotkanie - koleżanka na koniec dodała, 'Ty jeszcze nie wiesz, że w boga wierzysz.' Ja swoje, ona swoje:(

      Usuń
    7. O każdej z nas można tak powiedzieć:

      - 'Ja swoje, ona swoje' - taka jest bowiem natura człowieka, który bronić będzie swojego zdania, aż do ostatniej kropli krwi. :)


      Ja jednak wiem, że podzieliłam się tylko tym, jak widzę pewne sprawy w świetle wiary. Przypuszczałam, że tak zareagujesz na niektóre słowa, dlatego poprosiłam o szczególną uwagę.

      Nie chciałam Cię ranić i z stąd było moje zawahanie; nawet zastanawiałam się, czy w ogóle powiedzieć te słowa. Tak, jak zawahał się lekarz mówiąc mojej koleżance, że ma 8% szansy, że wyjdzie z raka. Dzisiaj zadzwoniła do mnie z radością, bo wróciła wczoraj z badań kontrolnych po 5 latach ciągłej walki i stałej niepewności i powiedziała z radością - nie jest źle :)Te 8% sprawiło, że miała ogromną determinację w sobie podczas chemii, którą wybrała do końca, chociaż już po 5 serii lekarz jej powiedział, że nie bierze odpowiedzialności za jej wycieńczony organizm. Ona jednak uznała, że tylko 8% z życia ma do stracenie - więc poszła na całego.

      Patrząc na moją przyjaciółkę doszło do mnie, że w pewnych sprawach trzeba stanowczo powiedzieć, jak się na pewne sprawy patrzy i jak się je interpretuje. Nie można zawsze oczekiwać tego, że nasz słuchacz będzie mnie za to 'nosił na rękach'... i tego również nie oczekuję od Ciebie.

      Mam dobre intencje, ale nie licz na to, że wszystko, co będę mówić będzie dla Ciebie łatwe i przyjemne. Nie chcę tracić przyjaźni z Tobą, ale nie będę jej utrzymywać kosztem prawdy, w którą wierzę.

      Masz wybór, jesteś wolną i wspaniałą kobietą, zrobisz, co będziesz uważała za słuszne. Wiedz też, że nie chcę Ciebie nawracać ... zrobisz to sama, jeżeli uznasz to za dobre ... ja bowiem nie mam prawa wchodzić między Ciebie i Boga ... i tego się trzymam.

      Usuń
    8. ja nigdy nie odważyłabym się powiedzieć osobie wierzącej, że jej wiara nic nie znaczy i przekona się, że to bajki. Naprawdę to nie moja sprawa jak postrzega świat inny człowiek, bo i ja, i on mamy prawo wyboru i tego wyboru dokonaliśmy. Natomiast ja nie mam prawa szydzić z czyichś przekonań tak sam jak nikt nie ma prawa szydzić z moich. To nie jest kwestia obrony swojego zdania. Swoje zdanie możemy bronić, gdy rozmawiamy o bluzce, albo o zupie. Tak ja uważam. Gdy zaczniemy bronić swojego zdania ja przestanę dalej dyskutować, bo wtedy uznam naszą dyskusję za bezsensowną.
      Nie zraniłaś mnie, jedynie przywołałaś tamto spotkanie, nic ponad to, dlatego nie za bardzo rozumiem tego, że się tłumaczysz.
      Osiem procent? Cóż za precyzja! Gdy moja córka leżała na stole operacyjnym wyszła chirurg (pani, co ma tutaj ogromne znaczenie, także matka) i powiedziała, że przykro jej, ale córka ma raka i nie ma żadnych szans. Była w trakcie operacji trzustki. Ja stałam w czerni, żałobie po tacie, i zemdlałam. To była jedyna tak sytuacja jaka mnie spotkała od strony medyka.

      Usuń
    9. Szyderstwo ... też się nim brzydzę. Bronić swego zdania za wszelką cenę też nie mam zamiaru, bo taka postawa zamyka na to co nowe i jeszcze nie poznane.


      Jak jednak mówić o sprawach ważnych i czasem bardzo trudnych i kontrowersyjnych, gdy lęk przed zranieniem osoby, którą się darzy szacunkiem, jest większy od chęci bycia szczerym z nią do końca? Jestem ciekawa twojej odpowiedzi na to pytanie.


      Niektórzy radzą na ten czas zamilknąć i poczekać na dogodniejszą chwilę. Myślę, że jest to jakiś sposób na zdrowe relacje. Mnie takiej ciszy w eterze na razie nie potrzeba, ale zrozumiem, gdy Ty z niej skorzystasz w potrzebie. Mam tylko nadzieję, że wrócisz, bo ja będę czekać na Ciebie ... kurcze ... lubię Ciebie i te nasze rozmowy :)

      ***

      8% ... :( ... nie wiem, co powiedzieć ... po prostu, po ludzku ... współczuję. Mam nadzieję, że nie byłaś w tym doświadczeniu sama.

      Usuń
    10. 'Jak jednak mówić(...)gdy lęk przed zranieniem osoby, którą się darzy szacunkiem, jest większy od chęci bycia szczerym(...)?' Pytanie bardzo mądre i bardzo życiowe. Wciąż napotykam na takie przeszkody, gdy rozmawiam z mamą. Muszę wiele rzeczy przemilczeć, by nie tyle ranić ją, ale oszczędzać, bo zamartwia się wszystkim i o wszystkich czy zbytnio do siebie bierze.
      Rozumiem Twą troskę i myślę sobie, że niestety jest to czasem nie do uniknięcia, ale wtedy nie należy chować urazy, lecz dopytać, pamiętając, iż dyskusja pisana ma swoje złe strony. Nie uważam, iż lepiej rezygnować ze szczerości, bo po cóż wtedy ta nasza dyskusja? Czy dyskusja będzie miała sens jeśli nie można zadać pytania lub udzielić szczerej odpowiedzi, nawet jeśli może być odebrana zbyt osobiście i wbrew intencjom autora? Forma wypowiedzi też nie jest bez znaczenia.
      ***
      byłam z rodziną, ale też doświadczona tą chorobą osobiście i poprzez tatę.

      Usuń
  6. Alicjo, jest mi bardzo miło, ale i też czuję smutek, z tego powodu, że jestem jakby rodzynkiem, że ludzie nie potrafią, nie chcą rozmawiać jak równy z równym, gdy się różnią. I nie chodzi tu jedynie o różnice światopoglądowe, ale wiekowe, w wykształceniu, zawodowe etc. To przecież nie jest trudne. Ba! To sprawia, że doświadczamy tego co dotychczas nie jest nam znane, że uczymy się, że stajemy się bardziej rozumni, nie zamykamy się na innych. Przecież rozmowa nie ma na celu przekonywanie do swoich racji, a jedynie do ich przedstawienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ivo, przeczytałam swoją wcześniejszą odpowiedź. Byłam stanowcza, może nawet za bardzo, więc chcę jeszcze raz powiedzieć:

      Bardzo cenię sobie rozmowy z Tobą :) Jesteś jedną z niewielu osób, które aż tak mnie "otworzyły" i za to ci bardzo dziękuję, za twoją szczerość wobec mnie - przede wszystkim ona mnie zachwyca :)

      Usuń
    2. Alicjo, jeśli nie mogłabym mówić szczerze, to musiałabym milczeć. Nie potrafię dyskutować na niby, ale też przestaję, gdy czuję oznaki niechęci do siebie, a rozmawia z Tobą raczej mnie zachęca:)

      Usuń
    3. super :)

      Bo i ja cenię sobie szczerość w każdym wymiarze ... i tym, duchowym również. Bo, co to za przyjaźń, która boi się trudnych pytań i trudnych odpowiedzi?

      Usuń
  7. Dwie godziny temu wracałam pociągiem do domu. Nie potrafię opisać widoku nieba, który przypominał baśniową krainę. Czegoś tak cudownego nigdy wcześniej moje oczy nie widziały. Całym sercem czułam, że to dzieło mojego Niebiańskiego Ojca. A w Niebie ma być jeszcze piękniej :)
    Alicja dzisiaj usłyszałam "nie mogę stwierdzić czy straci Pani wzrok" A więc niepewność będzie moją towarzyszką życia. Staram się nie poddawać lękowi, przecież po śmierci będę oglądać Jezusa oczami duszy....
    t.

    OdpowiedzUsuń
  8. Teresko :)

    Myślę, że oczami duszy możesz Go już oglądać. Nie czekaj aż do śmierci, szkoda czasu. Bierz przykład z Marty, mojej uczennicy, która widziała świat i ludzkie serca o wiele szerzej niż jej widzący rówieśnicy.

    Głowa do góry :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Alicjo.

    Gdybym kilka miesięcy temu nie ujrzała Jezusa oczami duszy, a raczej gdyby to On nie uzdrowił mnie z duchowej ślepoty, teraz nie cieszyłby mnie widok nieba. Wcześniej o wiele bardziej błahe sprawy odbierały mi sens życia. Tylko czy można odebrać coś co nie istnieje, a raczej nie istniało? Świadomość obecności i działania żywego Boga motywuje mnie żeby iść do przodu, niezależnie od sytuacji.
    Jednocześnie mam ogromną świadomość tego jak łatwo zerwać nić życia, która łączy mnie z Jezuse. Ostatnio wyjątkowo trudno jest mi nie dać się "wciągnąć" w otchłań codzienności. Chwilami mam wyrzuty sumienia, że niewielką cząstkę siebie oddaję Temu, który oddał nam wszystko.
    t.

    OdpowiedzUsuń