niedziela, 4 marca 2012

CO WYBRAĆ? - oto jest pytanie.

Często uciekamy od wyrzutów sumienia w krainę pustki i myślimy, że tak będzie lepiej dla nas. Dlaczego więc nie jest? Dlaczego nie czujemy "Pełni" w sobie, która  nadaje sens naszemu życiu?

*** 

Wczoraj słuchałam świadectwa nawrócenia człowieka, który w młodości interesował się okultyzmem i religiami wschodu. Warto posłuchać:



O. Joseph Marie Verlinde zwrócił moją uwagę na to, że tęsknota, pojmowana jako cierpienie, jest odczuwalnym znakiem Miłości do osób, które istnieją. I bez znaczenia jest to, w którym miejscu one przebywają. Człowiek może z tą emocją zrobić co chce. Mógłby się nawet jej pozbyć i wielu tak robi z powodu bólu, jaki ona przysparza. Ceną za odrobinę ulgi jest wyrzeczenie się Miłości, którą należy zabić w sobie, by nie przypominała osób, z powodu których cierpimy.

Zastanawiam się, jak napisać prościej o tym, czego się nauczyłam. I tylko jedno przychodzi mi do głowy. 

Nie tęsknią ci, którzy nie kochają. 
Miłość bez cierpienia nie jest w stanie zaistnieć, 
dlatego jest taka trudna do realizacji.

I wszystko staje się jasne. To dlatego kobiety, które z wyrachowania dokonują aborcji nie mają wyrzutów sumienia. Wyparły się miłości do swego dziecka, więc nie znają uczucia tęsknoty za nim. /Trochę inaczej przeżywają te tragedie kobiety zmuszone do aborcji, które stały się tak samo ofiarami aborcji, jak ich dzieci./ Terroryści nie mają litości, gdyż nie łączy ich żadna relacja z ofiarami ich działań; źli politycy, myślący jedynie o sobie, nie mają skrupułów oszukać najbiedniejszych, szefowie bez miłości mają gdzieś swoich podwładnych ...

Konsekwencją takich wyborów jest jednak szukanie Miłości w różnych jej zastępnikach. Mają one wspólną cechę - nigdy nie potrafią nasycić do końca i w większości przypadków uzależniają od siebie. I w ten sposób godność ludzka umiera, a cywilizacja śmierci zatacza coraz to szersze kręgi pakując do swojego wora kolejne ofiary przemocy.

O.Joseph Marie Verlinde, tuż przed nawróceniem, w piątym etapie wtajemniczenia miał się świadomie wyprzeć Miłości, aby wejść w nirwanę, która pozwoliłaby mu uciec od doświadczania cierpienia. I wtedy przeżył prawdziwe, duchowe piekło, które według niego jest o wiele boleśniejsze od największego cierpienia na ziemi. Zrozumiał wówczas, że to nie tą drogą pragnie iść

*** 

Zastanawiam się ilu z nas w takim piekle tkwi po uszy? 

Może warto przestać się bać Miłości, która boli, ale i leczy rany mocą Zmartwychwstałego Jezusa. 

2 komentarze:

  1. Droga Pani Alicjo.

    "Spotkałam" Panią na "Przemianie". Podziwiam Pani ogromną wiarę i mądrość, której mi brakuje.
    Szukam odpowiedzi na moje wątpliwości, niestety nie znajduję jej teraz. Tak wiele i jednocześnie za mało powiedziane, napisane. Czym jest powołanie? Czy istnieje? Jak je odkryć? Czy to możliwe? Co robić gdy natłok myśli nie daje spokoju?

    Nieśmiało proszę o dobre słowo...
    t.
    gladiolus1@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiać należy Jezusa i jego Miłość, która pozwala iść ciemną doliną.

    Napisałam o tym modlitwę "Kim jestem dla Ciebie Boże", którą śpiewam w lutowych postach na blogu. Ona poniekąd jest moją odpowiedzią na twoje pytanie.

    Pisałam też prywatnego maila :)

    OdpowiedzUsuń