piątek, 20 kwietnia 2012

ZA BARDZO PO KATOLICKU ...

/fragment postu o molestowaniu z innej stronki, którą też z przyjemnością czytam.../


Boże, ludzie co wy robicie ? Taką miałam nadzieję, że właśnie tu spotkam się ze zrozumieniem, a wy okazaliście się dokładnie tacy sami, jak wszyscy. Z poważnego dla mnie problemu, zrobiliście sobie pośmiewisko, bo tak jest najprościej, i ten wyśmiewający się zawsze jest trendy . Tylko Alicja przez krótką chwilę potraktowała mnie poważnie, co prawda, za bardzo po katolicku, ale jednak z sercem i poważnie. Jesteście tacy jak wszyscy! Widzicie tylko siebie, i problem istnieje tylko wtedy, gdy dotyczy was! Nigdy więcej tu nie napiszę...



ZA BARDZO PO KATOLICKU ...

- tak określiła moją odpowiedź pewna dama, gdy podzieliłam się z nią moim spojrzeniem na temat molestowania, grzechu nieczystości i jego skutkach. No i zaczęłam się zastanawiać, co to - "ZA BARDZO"- może oznaczać.
  • "za bardzo duże buty" - to rozumiem, są niewygodne do chodzenia i można się w nich zabić.
  • "za bardzo długa sukienka" - to też jakoś mogę pojąć, choć sama je bardzo lubię nosić. Poza tym mam do nich sentyment, gdyż przypominają mi młode lata hipisowskie, które wspominam bardzo mile
  • "za bardzo długie paznokcie" - nie do przyjęcia, gdy się gra na instrumentach
  • "za długie kazania" - są okropne, gdyż nie pozwalają mi się skupić na konkretnym Słowie, gdyż potok słów zalewa jego sens
  • "za bardzo długie moje życie" ... tak moja kochana babcia mówiła, gdy z tęsknotą patrzyła na zdjęcie dziadka, który dość wcześnie odszedł do krainy Boga

             Przykłady mogłabym mnożyć w nieskończoność, ale nie chcę przesadzić, aby za bardzo nie znużyć  ewentualnego czytelnika. Nie mam jednak pomysłu na  "ZA BARDZO PO KATOLICKU ... ", bo:

... jak można kochać Boga za bardzo ... jeżeli stale mi się zdaje, że można mocniej?

... jak można kochać bliźniego za bardzo ... jeżeli wciąż za mało to okazuję dobrym czynem wobec niego?

... jak można przebaczać za bardzo ... gdy Jezus mówi o wybaczaniu najgorszym wrogom do końca?

... jak można za bardzo poznawać Miłość Boga ... gdy jest ona nieskończona i wieczna?

... jak można ...




A może problem w tym, że nie bardzo wiemy, co tak naprawdę znaczy być KATOLIKIEM i mylimy pojęcie, zmieniając jego pierwotne znaczenie dostosowując go jedynie do własnego światopoglądu, nie bacząc na to, że człowiek może się w swych poszukiwaniach prawdy nieco pomylić? 



16 komentarzy:

  1. W ogóle dziwne stwierdzenie. Rzeczywiście, co to znaczy to "za bardzo"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wg mnie jeśli ktoś kocha kogoś 'za bardzo' to znaczy, że uzależnia się od drugiej osoby i taki związek staje się toksyczny. We wszystkim potrzebny jest umiar - nie można zatracać się w miłości do drugiego człowieka, bo to może świadczyć o naszej niedojrzałości. Każde uzależnienie prowadzi do destrukcji - wcześniej czy później.

      Usuń
    2. Cieszę się, że zawitałaś na moją stronkę :)

      Zanim odpowiem na twojego posta muszę znać twoją definicję Miłości. Gdyż w mojej - Miłość wyklucza zaborczość i toksyczność. Mówi o niej św. Paweł w pierwszym liście do Koryntian w 13 rozdziale - "Hymn do Miłości" /1Kor 13.1 - 13/

      Miłość, według mnie, nie opiera się jedynie na przyjemnych uczuciach, ale również na pracy nad sobą, by emocje nie karmiły się naszymi słabościami, które zniewalają wolność drugiego człowieka.

      Miłość czyni człowieka dojrzałym, który zna i potrafi wprowadzić w swoje życie właściwy umiar w relacjach do drugiego człowieka.

      Od Miłości nie można się uzależnić, gdyż wymaga od nas heroicznego wysiłku.

      Miłość Boga do człowieka jest dla mnie MATRYCĄ MIŁOŚCI, dla mojego związku, mojej rodziny. Jest także MATRYCĄ dla relacji do moich wrogów. To mój kierunek, w którym pragnę wzrastać i dojrzewać jako człowiek. Do osiągnięcia końcowego celu jeszcze długa dla mnie droga.

      Miłość nie jest w stanie uzależnić kogokolwiek. Uzależniają bowiem rzeczy, które na pierwszy rzut oka są łatwe i przyjemne. Gorycz zniewolenia spija się później.

      Z Miłością zaś jest odwrotnie - wpierw kosztuje sporo wysiłku, ale potem można spijać "miodzik najprzedniejszy".

      Usuń
    3. Miłość wg mojej definicji opiera się na zaufaniu, bezpieczeństwie, zrozumieniu, kompromisie, odpowiedzialności, poczuciu jedności, byciu na dobre i na złe, słuchaniu, współodczuwaniu etc.. Wg mnie kochać 'za bardzo' to znaczy kochać toksycznie i jeśli ktoś nie rozumie istoty miłości i staje się w swej miłości zaborczy, wówczas rani, a jak rani to czyni miłość jednostronną, egoistyczną, ograniczającą drugą stronę. Taka miłość staje się patologiczna.
      Miłość do boga jest poza sferą moich zainteresowań, więc moja wypowiedź w tym temacie byłaby co najmniej niestosowna.
      Pozdrawiam:)
      PS. Czy mogłabyś wyłączyć weryfikacje obrazkową? Bardzo utrudnia komentowanie, wręcz zniecheca. Jeśli masz z tym kłopot, mogę pomóc.

      Usuń
    4. Witaj :), co do weryfikacji obrazkowej to za bardzo nie wiem o co chodzi, ale spróbuję się dowiedzieć, możesz pomóc, będzie łatwiej

      Natomiast jeżeli o Miłość chodzi, to w połowie drogi całkowicie się z Tobą zgadzam. Natomiast inny mam problem. Choć pragnienia są w miarę czyste to z realizacją jej jest różnie. Czasem brakuje motywacji i siły do zrezygnowania ze swojego "ja" w imię miłości do drugiego człowieka. I w tedy pomaga mi wiara w Boga.

      Piszesz, że Miłość do boga jest poza sferą Twoich zainteresowań i chcę to uszanować, choć tak szczerze mówiąc to nie wiem jak to zrobić. Wynika to z tego, że gdy dotykam tematu - Miłość, od razu widzę w tym mego Stwórcę. Bo takie jest moje patrzenie na świat.

      Piszesz pięknie o Miłości, więc się zastanawiam jak dochodzisz do jej istoty? Czy jej doświadczasz w życiu w taki sposób, o jakim piszesz? Poza tym, jak radzisz sobie z miłością do wrogów? Czy w twoim pojmowaniu miłości ona w ogóle istnieje?

      PS

      Moi znajomi mnie znają z tego, że często zadaję pytania bardzo osobiste i wiedzą, że się nie obrażę, gdy ktoś mi powie, że za głęboko w serce drugiego wchodzę. Więc jeśli uznasz, że zbyt osobiste me pytania - nie odpowiadaj. Dla mnie ważne już jest to, że je postawiłam.

      Usuń
    5. Chyba mi się udało wyłączyć weryfikację obrazkową, o której pisałaś :)

      Usuń
    6. Podaję Ci linka do mojego posta dot. >>> wyłączenia weryfikacji obrazkowej. Do tematu natomiast postaram się wrócić jutro:) Pozdrawiam.

      Usuń
    7. Witaj Alu,
      Każdy człowiek ma inną, sobie właściwą konstrukcję psychiczną, która jest kształtowana niemal przez całe życie w oparciu o różne uwarunkowania (wychowanie, charakter, wzorce, doświadczenie, wykształcenie, środowisko, pochodzenie etc.).
      Moje patrzenie na świat jest odmienne od Twojego. Jestem racjonalistą. Krytycznie i analitycznie podchodze do życia, mam pełną kontrolę nad swoim życiem, zbędne mi są elementy nadprzyrodzone. Taka mam konstrukcję. Miłość jest wypadkową dwóch głównych czynników - zrozumienia i kompromisów. Trzeba dążyć do tego, by te dwa czynniki jednoczasowo bilansowały się. Dochodzenie do istoty miłości nie jest trudne. Miłość jest niczym innym jak troską o drugiego człowieka, troską na wiele sposobów. Najważniejsze, by dawać innym, jakkolwiek otrzymywanie też jest przyjemne. Kochając być kochanym to dla mnie ideał, którego doświadczam. Uważam, iż człowiek z natury jest zdolny do miłości, bo z natury jest dobry. Wiara w drugiego człowieka, wiara w siebie jest u mnie bardzo silnie rozwinięta i absolutnie wystraczająca do pokonywania wielu przeciwności losu. Życie mnie doświadczyło, za bardzo oraz moich najbliższych, ale dzięki temu nas wzmocniło i scaliło. Na tym polega własnie miłość.
      Wróg to też człowiek, o czym ludzie często zapominają. Nie mam powodu, by nie szanować kogoś tylko dlatego, że ma np. odmienne poglądy, jest moim konkurentem, adwersarzem. Zresztą tak naprawdę kto to jest wróg? Ktoś kto ma odmienne poglady nie jest wrogiem. Wróg wg mnie to ktoś kto ma zamiar mnie czy moich bliskich skrzywdzić i dokonuje tego, i w takim kontekście mogę skupić się jedynie na obronie przed nim.
      Miłego popołudnia.

      Usuń
    8. Udało się, dziękuję:))

      Usuń
    9. Witaj :)

      Zazdroszczę trochę tej pełnej kontroli nad życiem, też bym chciała, ale ostatnio to życie dość mnie kopie po plecach, rani moich bliskich, którym bardzo bym chciała, ale nie potrafię pomóc. Nie wrócę bowiem życia bardzo bliskich mi osób. Natura była silniejsza od moich marzeń i pragnień. Plany, które miałam musiały ulec zmianie, a zmiana ta do dzisiaj bardzo jeszcze boli. Gdyby nie doświadczenie nadprzyrodzonej rzeczywistości wszystko, co wokół mnie się dzieje przestało by mieć jakikolwiek sens.
      Naturę jednak można jakoś oswoić, nawet bez wiary w Boga.

      Człowieka fałszywego, który skrzywdził moich bliskich nie umiem jednak zrozumieć. Jego oszustwa jeszcze bardziej bolą, bo są związane z jego złą wolą. On jest moim wrogiem, wobec którego mogę przyjąć dwie postawy:

      - bronić się przed nim jego perfidną i wyrachowaną bronią, ale w tedy staję się podobna jemu.

      - albo starać się nie wchodzić w jego myślenie,w jego emocje i pozostać wierną Miłości, o której pisałam wcześniej.

      Wybieram opcję drugą, ale mam taki żal w sobie i taką złość, że bez nadprzyrodzonej łaski nie byłabym w stanie spojrzeć na tego oszusta okiem miłosiernym.

      Dzięki Bogu mam za sobą kilka zwycięstw ducha nad emocjami i wiem jak smakuje pokój serca związany z podejmowanym wysiłkiem miłości do wroga, który wcale się nie zmienił, natomiast stracił nieco mocy ranienia mnie w nieskończoność.

      A jeżeli chodzi o zdolność miłowania z natury ...

      Zgadzam się z Tobą w zupełności. Jest ona dana KAŻDEMU CZŁOWIEKOWI, BEZ WZGLĘDU NA ŚWIATOPOGLĄD, MIEJSCE URODZENIA itp., itd.

      Idąc jednak za tą myślą dalej rodzi się refleksja, co z tą zdolnością miłowania zrobił ten człowiek, który ... / nie będę pisać o jego perfidii, bo to nie ma tutaj znaczenia /, co zrobili z nią ludzie, którzy krzywdzą się nawzajem i zabijają o przysłowiową złotówkę, gdzie ta miłość z natury się podziała? GDZIE ONA JEST ZAKOPANA???!!!

      ŻEBY NIE BYŁO TAK PESYMISTYCZNIE, to muszę tu też powiedzieć, że znam wielu ludzi, którzy ją mają w sobie i emanują pokojem na zewnątrz.

      Często zadaję im pytanie, co robią, by nie przestali kochać w świecie, gdzie żyją także ludzie, którzy z miłością nie chcą mieć nic wspólnego, chociaż i oni ją w sobie mają? Różne słyszę odpowiedzi. Tobie również to pytanie zadaję.

      PS.

      Napisałaś - Życie mnie doświadczyło, za bardzo oraz moich najbliższych, ale dzięki temu nas wzmocniło i scaliło. Na tym polega własnie miłość.

      Dokładnie tak samo mogę powiedzieć o swoim życiu :)

      Usuń
    10. rzebaczenie jest podobno największą karą dla złego człowieka, ale też bardzo trudne do zrealizowania. Nie wszyscy potrafią temu podołać, nie wszyscy chcą. Mnie zdarzało się przebaczać, ale krzywdy jakie ktoś mi wyrządził nawet nie zbliżały się do tych najcięższych, wiec nie wiem jak bym się zachowała i prawdę mówiąc nie chciałabym tego nigdy sprawdzać.
      Człowiek poznaje siebie w konkretnych sytuacjach, dlatego ja nie lubię prorokować.
      Nie należę do osób przepraszających za to, że osiągnęły pewien sukces, że mają rodzinę, że kochają i są kochane etc., ale i nie narzekam, że jestem chora i jestem przez chorobę ograniczana, że jest wiele spraw, które chciałabym, by były inne, nie mam pretensji do innych, że mają więcej/lepiej, bo jest cała masa ludzi, którzy maja o wiele gorzej niż ja, i w stosunku do nich jestem jestem w cudownej sytuacji. Przez całe życie widziałam pozytywne strony i w tych, w których inni widzieli tylko negatywne. Nie interesuje mnie to, że ktoś nie potrafi kochać, bo to nie jest moja wina, także często nie jest to wina tego człowieka, któremu życie nie dało możliwości nauczenia kochać innych. Świat jest bardzo skomplikowany i im jesteśmy na wyższym poziomie rozwoju cywilizacji tym bardziej swoje życie komplikujemy, a paradoksalnie powinniśmy je upraszczać. Jeśli mogę i widzę sens swojej pomocy, nie dla siebie, ale dla osoby, której pomagam, robię to z przyjemnością, oczywiście w miarę moich możliwości. Dawanie jest o wiele przyjemniejsze od brania, jak już wcześniej napisałam, ale dawać też trzeb umieć, by nie popsuć jeszcze bardziej tego, co wymaga naprawy.
      Można być innym światopoglądowo, ale myśleć na wiele spraw bardzo podobnie, bo są pewne wartości uniwersalne dla wszystkich.
      Miłego weekendu Ci życzę:)

      Usuń
    11. Napisałaś, że nie interesuje Cię człowiek, który nie potrafi kochać ...

      I o tym bym chciała z Tobą porozmawiać, gdyż gdy "inny człowiek" przestaje być anonimowy rzecz ma się całkiem inaczej, przynajmniej dla mnie.

      Poza tym, wszystko inne w twoim poście jest także i moim zdaniem :)

      PS.

      Nie piszę teraz więcej, bo działka nieco dała mi w kość i muszę odpocząć. Aha ... piękne zdjęcia robisz, gratuluję spojrzenia :)

      Usuń
    12. Nie. Alu, tak nie napisałam. Napisałaś, że ja napisałam że nie interesuje mnie człowiek, który nie potrafi kochać, a ja napisałam 'nie interesuje mnie to, że ktoś nie potrafi kochać(...)'. Prawda, że to zasadnicza różnica? Inaczej - interesuje mnie człowiek, ale nie interesuje mnie to czy potrafi lub nie potrafi kochać i dlaczego tak jest etc., tzn. nie ma to dla mnie znaczenia, bo liczy się sam człowiek ze swoimi wadami, zaletami. Dla mnie drugoplanowe jest to jaki jest człowiek, na pierwszym plan wysuwa się sam człowiek.
      ---
      Praca w ogrodzie też nas pochłania. Dzisiaj znów dokupiliśmy nowe rośliny i będziemy je któregoś dnia dosadzać:)
      Miło mi, że moje zdjęcia podobają Ci się:) Dziękuję.

      Usuń
    13. No tak, za szybko czytałam; między jedną grządką, a drugą :) i zrozumiałam tak, jak napisałam wyżej.

      Napisałaś ... CZŁOWIEK ... niezależnie jaki jest, jest sam w sobie wartością. To prawda, ale przyznasz mi chyba rację, że smutno patrzeć, jak z powodu niedojrzałej miłości cierpią inni ludzie. Mam tu na myśli także dzieci, które uczę w szkole. Nie wszystkie są radosne:( A przecież nie musi tak być!

      Wszak w każdym sercu ziarno miłości jest zasiane, które powinno kiełkować, a nie zasuszać się i ginąć z powodu niedogodnych warunków wzrastania.

      Wiem, raju na ziemi nie zbuduję, zdaję sobie też sprawę z tego, że Zbawicielem świata nie jestem i nie mam wpływu na szereg spraw. Z motyką na księżyc też się nie wybieram; wystarczy mi mała działeczka wokół mnie. Dlatego, nie bacząc na to, że ktoś nie jest moją fizyczną rodziną interesuje mnie powód jego smutnego spojrzenia i zastanawiam się dlaczego tak jest... Nie robię tego z powodu samej ciekawości, lecz noszę w sobie chęć konkretnej pomocy. Wychodzi raz lepiej, raz gorzej, ale się staram iść w tym właśnie kierunku. Okazuje się bowiem, że wokół nas mnóstwo jest ludzi skrzywdzonych, którzy potrzebują miłości i ciepła. Gdy jej doświadczają rozkwitają jak piękne kwiaty na wiosnę. Takie widoki sprawiają, że i moje życie jest
      radośniejsze, pomimo trudności, których nie brakuje.

      Usuń
  2. Mówisz o Jezusie = za bardzo po katolicku
    Wyznajesz swoją wiarę = za bardzo po katolicku
    Nosisz znak Chrystusa = za bardzo po katolicku
    Mówisz o miłości bliźniego = za bardzo po katolicku
    Przebaczasz i prosisz o przebaczenie = za bardzo po katolicku

    Nie ważne co robisz, jeśli robisz coś z miłości do Chrystusa, zawsze będzie "za bardzo po katolicku". Katolikom odbiera się prawo do bycia katolikami.

    T.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń