wtorek, 29 maja 2012

TRUDNE SPRAWY



Czasem wchodzę na blogi osób, które mają za sobą przykre doświadczenia z księżmi, katechetami, czy też osobami, które siebie uważają za wierzące. Gdy czytam ich komentarze mam wrażenie, że rana jest tak bolesna, że nie są w stanie spojrzeć inaczej na wiele spraw dotyczących Kościoła. Rozumiem po części ich ból, bo nie jestem ślepa ... widzę zgorszenie, obłudę i faryzejskie spojrzenie we wspólnocie Ludu Bożego. Nie mam jednak ochoty zatrzymywać się jedynie na tych faktach, które sprawiają, że ci wszyscy "poranieni"   pływają po powierzchni Oceanu i piją jedynie ludzkie zanieczyszczenia. Współczuję im i gdybym potrafiła - przeprosiłabym każdego z osobna, nie bacząc na to, że w większości przypadków byłabym posądzona o obłudę. Nie sądzę jednak, że mnie wysłuchają ... mają swoje spojrzenie, które często nie jest poparte rzetelną wiedzą o Kościele. Taki wniosek również wyciągnęłam czytając komentarze. Z chęcią podyskutowałabym z ich autorami. Nie mówię, że znam odpowiedź na każde pytanie - bo nie znam. Sama jestem w drodze poznania prawdziwego oblicza Kościoła, którego serce bije daleko, w głębinach oceanu ... 

7 komentarzy:

  1. Alicjo- mam wrażenie, że uprościłaś obraz tych "pokrzywdzonych". Nie chodzi nam o krzywdę własną i rany. Chodzi głównie o zachowanie księży wobec ludzi i to nie tylko niewierzących. Jeżeli czytałaś dokładnie, to naprawdę wiesz o jakie zachowania chodzi. Poza tym, wszyscy podkreślają, że KK za bardzo ingeruje w życie wszystkich ludzi (niewierzących, innowierców), a powinien skupić się bardziej na swoich wiernych i przekazie biblijnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Jaskółko, uprościłam z delikatności. Nie chciałam się czepiać słówek, aby mnie od razu nie włożono do wspólnego "wora na śmieci". Chcąc uniknąć etykiety - "NAWRACACZA" - nie podjęłam też konkretnego tematu, czekając na inicjatywę z drugiej strony.

      Napisałaś do mnie i tym samym dałaś mi prawo na wypowiedzenie się w konkretnej sprawie. Piszesz, że KK za bardzo ingeruje w życie niewierzących i innowierców, a powinien skupić się na swoich wiernych i przekazie biblijnym.

      Nie zgadzam się z tym zdaniem, gdyż zaprzecza ono podstawowemu zadaniu, jakie Jezus pozostawił swoim uczniom:

      „Będziecie moimi świadkami aż /.../ po krańce ziemi"-(Dz 1,8)

      Chrześcijanin ma za zadanie głosić DOBRĄ NOWINĘ O ZBAWIENIU każdemu człowiekowi. Ma mówić "w porę i nie w porę". O PRAWDZIE decyduje Bóg, a nie człowiek, który wciąż chce ją naginać do swoich potrzeb. Nikomu to nie pasuje, gdyż każdy boryka się z własnym grzechem, który sieje zgorszenie. Gdyby nie zapowiedź wiecznego szczęścia, które jedynie teraz przeczuwamy, nikt z nas nie podjąłby się nawet próby odpowiedzenia na wezwanie Jezusa.

      Zgadzam się jedynie z tym, że w tym głoszeniu PRAWDY nie jesteśmy doskonali, że popełniamy miliony błędów ... jednym z nich są te, o których piszą "pokrzywdzeni" na wielu blogach. Wiem o nich i bardzo mi przykro, że tak się stało. Takie rzeczy miały miejsce już na początku działalności misyjnej KK. Święty Paweł pisał o nich w swoich listach pasterskich, często ganił postępowanie nowo ochrzczonych ... pokrzywdzonych zaś prosił, aby na tyle mieli w sobie siły, by słuchali SŁÓW PANA, pomimo zgorszenia, jakie doświadczyli na sobie.

      Dziękuję Jaskółko, że się odezwałaś :)

      Usuń
    2. Chyba się trochę rozeszło. Nie chodzi mi o wiernych i ich zachowania, chociaż też można wiele niektórym zarzucić. Chodzi o zachowania księży. Nie o łamanie celibatu, nie o pedofilię, nie o homoseksualizm- chodzi o stosunek (sporej liczby) księży do swoich wiernych, niewierzących i innowierców. O to lekceważenie, pychę, łamanie praw wierzących do np. chrztu, narzucanie wymyślonych warunków dopuszczenia np. do chrztu itp. Do błędów mają w dużej mierze prawo wierzący ( mają prawo błądzić, szukać celu, jakim jest Bóg)), a w bardzo małej księża. Oni są przygotowywanie do posług kapłańskich i wiedzą czego nie powinni czynić, a mimo to zachowują się nagannie, czasem wręcz skandalicznie. I o tym, przede wszystkim, jest w blogach.

      Usuń
    3. Prawo do chrztu???!!! ... to kolejna pomyłka!!!

      Wybacz Jaskółko, ale prawo tu nie ma nic do powiedzenia. CHRZEST JEST DROGĄ WOLNEGO WYBORU ŻYCIA WEDŁUG EWANGELII JEZUSA. Nie jest prawem, lecz ZAPROSZENIEM BOGA DO WSPÓLNOTY Z NIM. Nie może być dziełem przypadku, ani też nie może wynikać z przyzwyczajenia do tradycji. W kościele pierwotnym do przyjęcia sakramentu chrztu przygotowywano się latami, gdyż katechumeni musieli wpierw zdobyć świadomość wiary w Jezusa Zmartwychwstałego. Chrzest był przysłowiową kropką nad "i" - powiedzeniem Bogu - TAK - IDĘ ZA TOBĄ, GDZIEKOLWIEK MNIE POŚLESZ. I NA TĘ DROGĘ OTRZYMYWALI BOŻE BŁOGOSŁAWIEŃSTWO POPRZEZ CHRZEST, KTÓRY GŁADZIŁ GRZECH PIERWORODNY I WSZYSTKIE INNE GRZECHY.

      Dzieci zaczęto chrzcić później i to jedynie ze względu na wiarę rodziców, którzy przed Bogiem ślubowali, że prowadzić będą dziecko tą samą drogą wiary, którą oni idą.

      Udzielanie tego sakramentu w starożytności nie miało nic z beztroski i pobieżności, z jakimi się go udziela dzisiaj. Pobłądziliśmy bardzo!! Skutkiem tego są postawy, o których piszesz ty i blogowicze. Ja również jestem nimi zgorszona i bardzo zasmucona.

      Moim ratunkiem są jednak ci, którzy nie zdradzili łaski, którą na chrzcie otrzymali. Widzę po ich uczynkach, że współpracują z nią i przynoszą wspaniałe owoce, które powodują we mnie wzrost wiary wbrew różnorodnym anty-świadectwom.

      Masz jednak rację ... każdy może błądzić ... kapłani KK również... chciałabym, aby im również dano do tego prawo ... tylko o to proszę.

      Usuń
    4. Tak, ja rozumiem o co to znaczy prawo do chrztu. Mnie chodzi o to, że księża zbyt pochopnie, czasem wręcz arogancko traktują młodych rodziców stawiając im warunki, o których nic Jezus nie mówił. zachowanie księży "odrzuca' młodych od Kościoła. O to mi chodzi. A przecież księża powinni cieszyć się, że młodzi chcą. Poza tym, kiedy "owieczki' brykają, to księża powinni z cierpliwością, czasem pobłażaniem i wyrozumieniem tłumaczyć i przyciągać z powrotem do zboru,a oni pychą i arogancja reagują.
      Popatrz Alicjo- ja jestem niewierząca, a czuję jakąś więź z wiernymi różnych wyznań. Mnie- niewierzącej sprawia przykrość zachowanie kapłanów wobec swoich wiernych. A może to chodzi o zwykłą ludzką przyzwoitość i człowieczeństwo, których brak niektórym księżom?

      Usuń
    5. Witaj Jaskółko.

      Mnie również bardzo bolą grzechy, o których mówisz. Martwi mnie jednak całkiem coś innego.

      Mianowicie to, że słabość ludzka ma TAK WIELKI wpływ na osobistą relację drugiego człowieka z Bogiem, który powierzył grzesznikowi zadanie budowania Królestwa Bożego już tu na ziemi. Tajemnicą Bożej Miłości jest TO NIEZWYKŁE ZAWIERZENIE CZŁOWIEKOWI DO KOŃCA, AŻ PO ŚMIERĆ. Chyba nigdy do końca jej nie zrozumiemy, gdyż "siedzi w nas" ta paskudna interesowność, rozliczająca każdego z braku bezinteresowności.

      Jezus posyła nam Ducha Świętego, który jest STRAŻNIKIEM PRAWDY O MIŁOŚCI BOGA. Otrzymujemy Go między innymi w Sakramencie Chrztu, potem w Bierzmowaniu i w innych sakramentach.

      Przychodzi On też w inny sposób, znany jedynie Bogu. Myślę, że Jego tchnienie wyraża się także w smutkach ludzi nie będących w Kościele z różnych powodów. Jest On w ich reakcjach na grzechy ludzi Kościoła. Ja także mam w śród nich wielu przyjaciół, którzy pomagają mi się rozeznać w wielu trudnych sprawach wiary.

      Jako ludzie stanowimy jedną WSPÓLNOTĘ, KTÓRA SIĘ RODZI, A POTEM UMIERA DLA CIAŁA, LECZ NIE DLA DUCHA. Moje patrzenie wynika z wiary w Zmartwychwstałego, stąd moje pytanie, otwierające blog:

      - "Moja "DROGA" zaczęła się w dniu moich urodzin i mam nadzieję, że nie skończy się w dniu mojej śmierci, lecz będzie biegła dalej i dalej ... DOKĄD? ... no właśnie ... stale szukam odpowiedzi."

      W Biblii jest zachęta, aby swojej wiary nie opierać na ludzkich uczynkach, lecz na Słowu Boga. To Słowo powinno być proklamowane nie tylko przez kapłanów KK, ale przez WSZYSTKICH wiernych, a o tym się wielokrotnie zapomina. Taki jest Kościół, jacy my wszyscy jesteśmy.

      Mówisz, że kapłani są najbardziej za Kościół odpowiedzialni, bo się najdłużej przygotowywali do tej funkcji. Troszkę inaczej na to patrzę.

      Mój pobożny Proboszcz ma zwyczaj mówić - "Takiego macie kapłana, jakiego sobie wymodlicie" ... no właśnie ... czasem sobie tak myślę, że gdyby te słowa krytyki, rzucane to tu, to tam na różnych blogach zamienić na modlitwę za swoich pasterzy to nie mielibyśmy tylu problemów z cudzym grzechem.

      Spłycanie prawdy o Kościele jedynie do Instytucji jest kolejną pomyłką.

      KOŚCIÓŁ TO NIE PARTIA!!! W nim całkowicie inne prawa funkcjonują, ale o nich to może innym razem pogadamy. :)

      Usuń
  2. "Jeżeli czytałaś dokładnie, to naprawdę wiesz o jakie zachowania chodzi." Nie wiem o jakie konkretnie zachowania chodzi w tym przypadku, nie zaglądam na blogi (z jednym wyjątkiem). Ale nazwijmy rzeczy po imieniu: homoseksualizm, łamanie celibatu, pedofilia, nałogi, gromadzenie dóbr materialnych wśród osób duchownych itd., można długo wymieniać. To chyba najbardziej boli wiernych Kościoła Katolickiego. Dlaczego tak jest? Odpowiedź wydaje się bardzo prosta. Szatan był na tyle perfidny, że próbował skusić naszego Pana Jezusa. To logiczne, że nie "oszczędzi" Jego Apostosłów, będzie ich atakował ze zdwojoną siłą.
    "Róbcie więc wszystko i zachowujcie, czego was uczą, ale nie naśladujcie ich uczynków, bo mówią, ale nie czynią” To chyba odpowiedź Jezusa na nasze "trudne sprawy".
    Kilka dni temu przyszła mi taka myśl...Ksiądz trzyma w ręku Ciało naszego Pana Jezusa, jest w samym centrum Cudu. Gdyby zdawał sobie z tego sprawę, czuł sercem i duszą bliskość swojego Pana, to czy po odejściu od ołtarza poszedłby z premedytacją popełniać najcięższe grzechy? Myślę, że nie... To dramat tego Księdza, mój, nasz, Kościoła.
    Teraz rozumiem dlaczego Maryja prosiła, żeby modlić się za Jej synów.
    teresa

    OdpowiedzUsuń