środa, 25 lipca 2012

DLACZEGO TAK SIĘ DZIEJE?


Dzięki Jaskółce to pytanie zabrzmiało we mnie jak dzwon Zygmunta. Potrzeba będzie wielu ludzi, którzy pomogą go podnieść i powiesić na właściwym miejscu, aby wydał godny sobie dźwięk. Na razie brzmi bardzo nieciekawie, głucho ... ale ... jak ma brzmieć, jeżeli na ziemi leży? Jego miejscem docelowym jest wieża wysoka, sięgająca nieba... Aby tam trafił, potrzebna jest zgrana wspólnota ludzi, którzy pragną jego głos usłyszeć w pełnym brzmieniu.



/kontynuacja tematu - JAK PATRZEĆ, BY ZOBACZYĆ?/


Mistycy piszą o różnych drogach poznania Boga. Wskazują na to, że Bóg  wyposażył każdego człowieka w zdolność osobowego spotkania się z Nim. Możliwość więc posiada każdy, lecz nie każdy z niej korzysta. Dlaczego tak się dzieje?


Myślę, że ma to wiele wspólnego z wolnością Boga i z wolnością człowieka. 

Bóg daje łaskę wiary komu i kiedy chce, a człowiek przyjmuję tę łaskę również w sposób wolny, to znaczy, że kiedy i jak chce. Problem chyba tkwi w tym, że trochę się gubimy w pojęciu 'wolności', którą często zamieniamy w samowolkę. Ona także jest obecna w budowaniu świata duchowego. I chyba jest o wiele gorszym zagrożeniem dla człowieka niż samowolka budowlana, o której mówią w mediach 'to tu, to tam'.

PS.

Proszę, nie zostawiajcie mnie z tym pytaniem samej, nie udźwignę go i nie usłyszę nigdy pełnego jego brzmienia.


wtorek, 24 lipca 2012

JAK PATRZEĆ, BY ZOBACZYĆ?


ZDOLNOŚĆ ROZPOZNANIA ZMARTWYCHWSTAŁEGO ... 


W niektórych sytuacjach poznanie „naturalne” traci swoje znaczenie, a na plan pierwszy wychodzi zdolność 'rozpoznania Zmartwychwstałego'.  Z niej trzeba korzystać, gdy się czyta fragmenty o spotkaniach z Jezusem po jego śmierci. Gdyby Maria Magdalena nie rozpoznała Go przy grobie w ogrodniku, pozostałaby pogrążona w smutku i żalu do końca życia. Podobnie inni uczniowie i przyjaciele Jezusa. 

‘Rozpoznanie Zmartwychwstałego’, żyjącego pomimo śmierci, daje inne spojrzenie na życie i śmierć /szczególnie najbliższych/ oraz na relacje z innymi ludźmi. Każda ludzka dusza jest w stanie się tą umiejętnością posługiwać i wbrew opiniom wielu, nie jest ważne z jakiego domu się pochodzi, choć nie przeczę, że łatwiej jest, gdy ma się wokół siebie dobre wzorce do naśladowania w tej materii.

Bez tej zdolności nie da się żyć wiarą. Bez niej każda liturgia, Eucharystia jest jedynie zewnętrznym znakiem, pozbawionym Ducha. Nie dziwię się wcale, że są ludzie, którzy nie chodzą do Kościoła, nie modlą się, bo nie odczuwają takiej potrzeby. Sami o sobie mówią, że poznanie naturalne im wystarcza i ja to  chcę uszanować. Dzielę się jedynie z nimi swoim odkryciem, że są różne sposoby poznania rzeczywistości, w której żyjemy.

‘Naturalne poznanie’ pozwala widzieć tylko to, co da się zmierzyć, zbadać, dotknąć, logicznie wydedukować. Jest narzędziem poznania świata zewnętrznego. Spełnia ważną rolę w rozwoju techniki, cywilizacji ... W żaden sposób nie można go ignorować, czy zaniedbywać.

Ducha Bożego nie da się jednak w ten sposób dotknąć i doświadczyć. Do tego potrzebna jest wiara, która jest łaską darmo daną. Zdolność 'rozpoznania' też jest łaską ... nikt na nią nie zasługuje ... nie da się jej kupić żadnymi pobożnymi praktykami ... nic z tego! Człowiek sam z siebie może tylko o niej ‘wiedzieć’, lub ‘nie wiedzieć’. Może ją ‘przyjąć’, lub ‘odrzucić’. Zmuszanie do ‘wiary’, lub ‘niewiary’ nie ma żadnego sensu.

*** 

Aby ta łaska uaktywniła się w naszym życiu potrzeba tylko jednego kliknięcia  - pstryczek "wolnej woli na OK!". Potem ‘instalacja’ dokonuje się sama. Trzeba jednak uważać - w duchowym świecie też się można zarazić śmiercionośnym wirusem .... pychy ... żre co popadnie i kogo popadnie ... gorszy jest od trojana w sieci.

piątek, 20 lipca 2012

KUFEREK CIERPIEŃ

Miłość zmienia jakość odczuwania tego, co jest ciężkie, co stanowi obiektywnie trudne zadanie do spełnienia.




Tak się czasem zastanawiam nad naszym życiem, które nikogo nie oszczędza. Gdyby tak każdy otworzył swój 'kuferek cierpień' okazałoby się, że nie ma takiego człowieka na ziemi, który by przeszedł po niej bez własnego ciężaru. I nie ma znaczenia, jaki posiada światopogląd, w kogo wierzy, lub nie wierzy.

Iva zadała mi niedawno pytanie: "Dlaczego wierzę?". Wiele mam odpowiedzi. Jedna z nich dotyka mojego "kuferka". Też go mam i rzadko otwieram go przed nieznajomymi. Bo to kosztuje, bardzo kosztuje ... przypominają się bowiem chwile, w których człowiek czuł się całkowicie bezradny. Tylko kochająca rodzina ma do niego dostęp, tylko ona jest w stanie unieść jego ciężar. Ale, czy do końca...? Przecież człowiek, choć pragnie doskonałości w przeżywaniu bólu drugiej osoby, nie jest w stanie w pełni ją nasycić pokojem serca, nadzieją, radością ...

Dlaczego wierzę?

Wierzę, bo w Bogu odnalazłam Miłość, która zmieniła jakość odczuwania mojego cierpienia. Ona przynosi mi ulgę, ociera wiele łez, pobudza nadzieję, uczy ufać i żyć na nowo. Ukazuje mi świat ludzi, którzy swoje "kuferki" chowają gdzieś bardzo głęboko i czasem nie wiedzą co z nim mają zrobić. Ta Miłość pozwala mi spotkać ludzi z podobnymi 'kuferkami'. W jej świetle nie są one już takie przerażające i straszne.Mój Mistrz też ma swój 'kuferek'. Jest tak wielki, jak Jego Miłość. Od czasu do czasu otwiera go, aby pozbierać do niego te nasze, te ludzkie ... i nie pyta nikogo o jego światopogląd. Dla niego samego to jest bez znaczenia.

poniedziałek, 16 lipca 2012

NIE, BO NIE…

Człowiek jest wolny w swojej relacji do Boga.


Powinien jednak wiedzieć, dlaczego mówi stanowczo - NIE !!!

***
Skopiowałam komentarz z postu o Wysokiej Górze, bo aż mnie korci pociągnąć ten wątek dalej i zapytać o to, dlaczego ludzie nie wierzą w Boga i w to, co mówił ... a więc m.in. o Kościele, jako miejscu szczególnego spotkania się z Nim? - nie zaprzeczam bowiem, że w każdym innym miejscu na ziemi On też jest, ale uważam, że te spotkania mają nieco inny charakter niż w świątyni.

***
Zdaję sobie sprawę z tego, że otwieram swoje 'drzwi i okna' bardzo szeroko i niejedno zgniłe jabłko przez nie wleci. Ale ... jeżeli zgniłe, to nie ma co go w swoim koszu trzymać, bo od niego inne owoce też się zaczną psuć, a to mi się wcale nie uśmiecha. Ale ... jeżeli ono jest tylko cierpkie i niedojrzałe to sprawa ma się całkiem inaczej.

Jest powiedzenie - "nie wyrzucajmy dziecka z kąpielą ..." Wielka mądrość jest w nim zawarta. Jestem ciekawa, czy tej mądrości nam wystarczy do porządkowania własnego ogródka?

***

WIELKA PROŚBA :)

Lubię szczerość i na niej chcę budować dialog. Natomiast chamstwa nie znoszę i mam małą tolerancję wobec niego. Proszę więc, miejcie litość dla mnie ... lecz mnie zbytnio też nie oszczędzajcie; jak ciężar będzie dla mnie nie do udźwignięcia to powiem, licząc na Waszą wyrozumiałość.



  1. Niektóre owoce są robaczywe i cierpkie. Ale i te nasz "organizm" może strawić.
    OdpowiedzUsuń
  2. Masz rację, niektóre owoce są cierpkie ze swej natury i jakby nie zjadliwe, ale wiesz co ...

    Syn mi niedawno zrobił sałatkę grecką z oliwkami, których nie znosiłam. Kiedyś myślałam, że ich po prostu nie przełknę, a dzisiaj zajadam się nimi ze smakiem.

    I sama się sobie dziwię, że aż tak zmienił się mój smak :)
    Tym bardziej, że nic nie robiłam, aby siebie przekonywać, myśląc, że tak po prostu musi być i już!

    PS
    ... a tak na marginesie ...

    Jestem ciekawa, czy 'smaki' naszego umysłu również mogą się zmienić? ... nasz racjonalizm, albo dewocja, nasz sceptycyzm, albo nadmierny optymizm ...

    Zmiana 'smaku' - to rewolucja w patrzeniu na rzeczywistość, to wywrócenie życia do góry nogami!!!

    ... chyba tego człowiek boi się najbardziej :)

czwartek, 12 lipca 2012

CODZIENNOŚĆ

Dana człowiekowi, aby się z nią nieco zmierzył tu, na 'dole' wysokiej góry, której nie da się zdobyć bez wysiłku i ustawicznego treningu ciała, umysłu i duszy.

Jest ona jak sala ćwiczeń dla podróżnika, który potrzebuje się zmierzyć z rywalem, by sprawdzić swoją gotowość do wyjścia na najwyższy szczyt najpiękniejszej Góry Świata, którą Bóg wybrał na spotkanie się z człowiekiem.

Szkoda, że niektórzy, ćwicząc bardzo rzetelnie swoją kondycję 'bycia' człowiekiem ciągle się jeszcze wahają i zadowalają się mniejszymi, choć równie pięknymi pagórkami, które jedynie dla odpoczynku od codzienności są stworzone.



Fakt ... 

czasem buty są za duże, niewygodne i nie na mój rozmiar ... 

ale... czy z ich powodu warto rezygnować? 

Może wystarczy znaleźć swój fason i dopasować je do swoich, 

jakże osobistych stóp?




***

Święty Benedykt miał proroczą wizję codzienności, to znaczy dostrzega jej eschatologiczny wymiar. Według niego, wszystko, co składa się na codzienne życie, ma wielką wartość, bowiem stanowi cenny materiał do budowy przyszłości, a w ostatecznej perspektywie prowadzi do Boga. Zachowując prymat tego, co wieczne i duchowe, wysoko ceni to, co doczesne i materialne, ceni każ­dą najmniejszą rzecz i każde najbardziej prozaiczne zajęcie. Ukazuje sens i wartość codziennych spraw, pozornie nieznaczących gestów, przedmiotów wydawałoby się niegodnych uwagi.

wtorek, 10 lipca 2012

MILCZENIE

Mówią niektórzy, że jest złotem ... 



Ale, czy to "złoto" w niektórych wypadkach nie przynosi śmierci duchowej, nie knebluje ust, nie zaczyna dusić i zabierać nam WOLNOŚCI? 

Może nadszedł czas zastanowić się nad sobą i nad przyczyną milczenia w wielu sprawach dotyczących sensu ludzkiego istnienia?


*** 


"Gdy ci wychodzili, oto przyprowadzono Mu niemowę opętanego. Po wyrzuceniu złego ducha niemy odzyskał mowę, a tłumy pełne podziwu wołały: «Jeszcze się nigdy nic podobnego nie pojawiło w Izraelu!»..."

Mateusz 9,32-37

niedziela, 8 lipca 2012

MYŚLENIE LUDZKIE i BOSKIE

Pan Bóg nie chce naszej udawanej doskonałości, ale pragnie, żebyśmy doświadczając własnych ograniczeń, ufnie zwracali się do Niego o pomoc, by przemieniał nasze myślenie ludzkie na boskie.


Co nie pozwala nam zaufać Bogu?

Ograniczają nas własne wyobrażenia o Bogu i człowieku, a także nasz subiektywizm. On sprawia, że stajemy się głusi na prawdę obiektywną o człowieku, stworzonym na podobieństwo Boże po to, by mogła nawiązać się osobowa relacja bosko – ludzka, oparta na prawie miłości.


„To tylko cieśla” 


Tak mówili o Synu Bożym ci, którzy powinni być najszczęśliwsi spośród narodu wybranego, gdyż wśród nich dojrzewało Jego powołanie. 

Wadowice … miasteczko, które jest dumne, iż po jego ulicach przechadzał się dzisiejszy święty, Jan Paweł II. Najdrobniejsze pamiątki z jego rodzinnego domu stają się bezcenne, dlatego gromadzi się je w izbie pamięci. O ich wartości nie decyduje jednak wartość materialna, lecz duchowa. 


Dlaczego w Nazarecie było inaczej? 


Jezus przychodzi do swojej rodzinnej wsi. Wszyscy liczyli, że po znajomości należą się im szczególne względy i prawo do nadzwyczajnych cudów. Nie chcieli słuchać Jezusa, który mówił o rzeczywistości duchowej. Oburzenie wzrosło, gdy zaczął od nich wymagać zmiany myślenia z ludzkiego na boskie; z subiektywnego na obiektywne.

I może nawet nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że takie subiektywne myślenie zaślepia nas na obiektywną prawdę i wprowadza zazdrość, nieufność i bałagan w życiu społecznym. 


Kim jest Jezus z Nazaretu? 


Dla mieszkańców Nazaretu Jezus był cieślą. Chętnie byśmy dziś podziwiali dzieła rąk Jego. Fachowcy oceniliby solidność roboty, a dla nas wierzących byłaby to cenna pamiątka. Nie da się jednak urządzić muzealnej izby pamięci gromadzącej materialne wyroby z warsztatu Jezusa. Jedyną izbą pamięci jest Wieczernik otwarty wszędzie tam, gdzie kapłan bierze do rąk chleb i wino i użycza Jezusowi swoich ust wypowiadając słowa: „Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało Moje”. 

Warto jednak uświadomić sobie, że połowę swego życia na ziemi Jezus spędził przy pracy jako cieśla. Ciągle chcemy z Bogiem świętować, podczas gdy On chce z nami pracować. Ewangelia musi być zakorzeniona w życiu. Gdy tego zabraknie, początkowo może zdumiewać, ale próby czasu nie wygra i nie wyda owoców. 


Dlaczego tak trudno stworzyć na ziemi wspólnotę braterską, dlaczego tak trudno zamienić środowiska nawet religijne w szczęśliwą rodzinę? 


Nazaret był małym miasteczkiem. Wydawałoby się, że sama obecność Syna Bożego i Jego Matki winno już przemienić serca nazaretańczyków i otworzyć na budowę wspólnoty w duchu Bożej Rodziny. Tymczasem nic z tego. Wystąpienie Jezusa w synagodze zakończyło się Jego klęską. Jezus ledwo uszedł z życiem. W tej sytuacji tym ostrzej staje przed nami pytanie: dlaczego tak trudno na ziemi połączyć ludzi w braterską wspólnotę? Odpowiedź jest stosunkowo prosta. 


Nie ma braterstwa bez Ojca.



Braterstwo jawi się tylko tam, gdzie ludzie odnajdują się jako dzieci jednego Ojca. Ono jest kwiatem wyrosłym z korzenia głęboko przeżytej więzi z Ojcem. Jeśli tego zabraknie, nie da się spojrzeć na drugiego człowieka jak na brata. Ta więź z Ojcem decyduje również o mądrym i twórczym przeżyciu wszelkich napięć, jakie powstają między braćmi. Ojciec ma w nich głos decydujący, a mówiąc ściśle miłość do Ojca stanowi klucz do ich przezwyciężenia

***



Ojcze Nasz (Modlitwa Pańska)

Ojcze nasz, któryś jest w niebie

święć się imię Twoje;

przyjdź królestwo Twoje;

bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi;


chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj;

i odpuść nam nasze winy,

jako i my odpuszczamy naszym winowajcom;

i nie wódź nas na pokuszenie;

ale nas zbaw od złego.

Amen


 Niech się tak stanie, niech się stanie rzeczywistością mojego życia