piątek, 20 lipca 2012

KUFEREK CIERPIEŃ

Miłość zmienia jakość odczuwania tego, co jest ciężkie, co stanowi obiektywnie trudne zadanie do spełnienia.




Tak się czasem zastanawiam nad naszym życiem, które nikogo nie oszczędza. Gdyby tak każdy otworzył swój 'kuferek cierpień' okazałoby się, że nie ma takiego człowieka na ziemi, który by przeszedł po niej bez własnego ciężaru. I nie ma znaczenia, jaki posiada światopogląd, w kogo wierzy, lub nie wierzy.

Iva zadała mi niedawno pytanie: "Dlaczego wierzę?". Wiele mam odpowiedzi. Jedna z nich dotyka mojego "kuferka". Też go mam i rzadko otwieram go przed nieznajomymi. Bo to kosztuje, bardzo kosztuje ... przypominają się bowiem chwile, w których człowiek czuł się całkowicie bezradny. Tylko kochająca rodzina ma do niego dostęp, tylko ona jest w stanie unieść jego ciężar. Ale, czy do końca...? Przecież człowiek, choć pragnie doskonałości w przeżywaniu bólu drugiej osoby, nie jest w stanie w pełni ją nasycić pokojem serca, nadzieją, radością ...

Dlaczego wierzę?

Wierzę, bo w Bogu odnalazłam Miłość, która zmieniła jakość odczuwania mojego cierpienia. Ona przynosi mi ulgę, ociera wiele łez, pobudza nadzieję, uczy ufać i żyć na nowo. Ukazuje mi świat ludzi, którzy swoje "kuferki" chowają gdzieś bardzo głęboko i czasem nie wiedzą co z nim mają zrobić. Ta Miłość pozwala mi spotkać ludzi z podobnymi 'kuferkami'. W jej świetle nie są one już takie przerażające i straszne.Mój Mistrz też ma swój 'kuferek'. Jest tak wielki, jak Jego Miłość. Od czasu do czasu otwiera go, aby pozbierać do niego te nasze, te ludzkie ... i nie pyta nikogo o jego światopogląd. Dla niego samego to jest bez znaczenia.

8 komentarzy:

  1. Ja nie umiem odpowiedzieć na pytanie "dlaczego wierzę". Wem jednak, że to nie moja zasługa tylko ogromna łaska, którą otrzymałam od Boga i zasługa wielu Dobrych Dusz, które spotkałam na drodze. Może najwłaściwszym pytaniem w moim przypadku jest "dlaczego nie odrzucasz daru wiary?" Odpowiedź na to pytanie też nie jest taka oczywista. Kiedyś powiedziałam do mojego Jezusa "oddaję Tobię moją wolną wolę. Jeśli będę próbowała kolejny raz odejść, odrzucić Twoją miłość to zrób wszystko aby tak się nie stało, nawet wbrew mojej woli".
    t.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiara zmieniła także i mój sposób patrzenia na cierpienie. Staram się pamiętać Alicjo drogowskaz, który od Ciebie otrzymałam i zamieniam cierpienie na modlitwę za konkretne osoby. To bardzo pomaga i nie pozwala patrzeć na siebie jak na bezużyteczną ofiarę.
    kIedyś przeczytałam " cierpienia wiernych są dopełnieniem Ofiary Krzyża". I nad tym się zastanawiam. Trudno mi to odnieść do moich doświadczeń. Przecież niektóre cierpienia są zawinione. Może ja na swoje zasłużyłam? Łatwiej jednak cierpieć z miłości do Chrystusa niż "za karę".
    t.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet cierpienia 'zawinione' można dobrze spożytkować, gdy się człowiek zreflektuje i je nie zmarnuje. Są one w tedy cząstką zadośćuczynienia za zło popełnione.

    OdpowiedzUsuń
  4. "Kuferek cierpień" ładnie nazwane :)Cierpienie kojarzy mi się zawsze z zaszyciem się w kącie i ... przeżyciem cierpienia. Tak do końca- to konieczne.To bardzo intymna i indywidualna rzecz. Powiesz- świeckie podejście. Wiesz, że ja jakoś nie potrafię przejść cierpienia na zasadzie "Jak trwoga, to do Boga" tak, jak i nie potrafię GO "oskarżać', że mnie tak doświadcza. I nawet, gdybym była wierzącą, nie potrafiłabym przyjąć postawy "Bóg tak chciał". Nie wiem.. być może nawet za swoje cierpienie biorę odpowiedzialność indywidualną?
    Miłość w cierpieniu? Wierzę w drugiego człowieka, ale wiara w drugiego człowieka to nie to samo co miłość.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj Jaskółko :)

    Gdy stoję nad grobem małych dzieci i widzę ten napis 'Bóg tak chciał' - to mi się 'nóż w kieszeni'otwiera, bo co to za Bóg, który karmi się śmiercią niewinnych? Ja w takiego boga nie wierzę!!!

    Drugiego powiedzenia - 'Jak trwoga to do Boga' - też nie kupuję, bo według mnie strach nie może być motywacją do żywej wiary.

    Powiesz zapewne, że przecież wszyscy o tym trąbią na prawo i lewo ... no i będziesz miała rację, bo trąbią ... ale nie wszyscy, dzięki Bogu. Są też i tacy, którzy podzielają mój pogląd.

    Cierpienie po prostu jest. Dotyka każdego. Można je jednak przeżywać w różnorodny sposób. Przeżywanie go z Bogiem nie niszczy indywidualności człowieka. Powiem więcej ... bycie z Bogiem poszerza jeszcze tę 'izdebkę intymności', w której można skryć się bezpiecznie przed całym światem, o którym choć na moment chce się zapomnieć, gdyż stale przypomina o bólu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzisiaj rano przeczytałam komentarz do Słowa na dzisiejszy dzień. 'Dziwnym', a może nie dziwnym trafem natknęłam się na takie zdania:

    "Choroba może zweryfikować ludzkie myślenie, stosunek do siebie oraz innych, ale i sprowadzić relację z Bogiem do odczuwania większej bliskości."

    i kolejne:

    "Trwanie, a może lepiej powiedzieć: zamieszkiwanie w Chrystusie, oznacza wejście w intymność wzajemnego wsłuchiwania się."

    ***

    Wiem ... trudna ta mowa ... ale właśnie to miałam na myśli odpowiadając Jaskółce, mówiąc jej o "izdebce intymności".

    Czytając rano rozważania Słowa Bożego na dzisiejszy dzień nie mogę się oprzeć wrażeniu, że sam Jezus włączył się do naszej dyskusji ... ale, żeby nie było ... nie każę nikomu w to wierzyć ... to moja, całkowicie prywatna refleksja. Niektórzy nazywają ją światłem, inni iluminacją,jeszcze inni oświeceniem umysłu ... wierzący zaś ... żywą obecnością Jezusa, który pragnie konkretnego dialogu z człowiekiem, a nie wypowiadanych bezmyślnie regułek z książeczki do nabożeństwa :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pisałam na ten temat w grudniu 2011 roku, zapraszam do przeczytania:

    http://alicjan.blogspot.com/2011/12/miosc-i-cierpienie-otwieraja-serca.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Dla mnie to "słynne" powiedzenie zawsze brzmiało jakoś głupawo (przepraszam jeśli kogoś tym) urażę. Trwoga- może każdy inaczej interpretuje ten stan umysłu, ducha ? Nie raz widziałam jak ktoś żegnał się przed klasówką, egzaminem, operacją. Ale ten "kontakt" z Bogiem był chwilowy, nie prowadził do bliskiej relacji z Nim.
    Czy cierpienie może stać się fundamentem dla relacji Bóg-człowiek? Zastanawiam się jak było w moim przypadku, jak inni "stawiają" swój fundament. Co jest pierwsze, cierpienie czy Bóg? Może trochę dziwnie to brzmi...

    Jaskółko, napisałaś "Cierpienie kojarzy mi się zawsze z zaszyciem się w kącie i ... przeżyciem cierpienia". Nie zawsze można zaszyć się w kącie, niektórzy musieliby w nim pozostać na zawsze. Co wcale nie oznacza, że każdy ma dostep do naszej "izdebki intymności".

    Ja wierzę w światło, które daje Chrystus, w Jego obecność. Kilka dni temu szłam do pracy i strasznie się bałam. Miałam zająć się czymś o czym nie miałam bladego pojęcia.
    Nagle "usłyszałam": "Wszystko mogę w Tym który mnie umacnia" Ja sama tego nie wymyśliłam, nie "mam w głowie" na zawołanie cytatów z Pisma św. Kilka dni póżniej dowiedziałam się, że to cytat z Listu do Filipian. Resztę zachowam dla siebie w mojej "izdebce" :)
    t.

    OdpowiedzUsuń