wtorek, 10 lipca 2012

MILCZENIE

Mówią niektórzy, że jest złotem ... 



Ale, czy to "złoto" w niektórych wypadkach nie przynosi śmierci duchowej, nie knebluje ust, nie zaczyna dusić i zabierać nam WOLNOŚCI? 

Może nadszedł czas zastanowić się nad sobą i nad przyczyną milczenia w wielu sprawach dotyczących sensu ludzkiego istnienia?


*** 


"Gdy ci wychodzili, oto przyprowadzono Mu niemowę opętanego. Po wyrzuceniu złego ducha niemy odzyskał mowę, a tłumy pełne podziwu wołały: «Jeszcze się nigdy nic podobnego nie pojawiło w Izraelu!»..."

Mateusz 9,32-37

33 komentarze:

  1. Żeby mówić o sensie istnienia trzeba mieć otwartych na słowo słuchaczy. Mam przykre doświadczenia z moją otwartością. Najczęściej spotykałam się z oceną mnie jako mówcy (częściej negatywną, bo mówiłam to, co niepopularne) a nie z dyskusją o tym, o czym mówię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Jaskółko. Zawsze się cieszę, gdy przylecisz do mnie :)

      Od ludzi to i ja nieraz dostałam po uszach z tego samego powodu, co Ty. Ale 'wolność', o której mówię nie jest zależna od moich słuchaczy, ale ode mnie i od moich relacji z Bogiem, który jest jedynym dawcą duchowej wolności.

      Po raz pierwszy zrozumiałam to, gdy z powodu strachu przed innymi nie śpiewałam dla innych, a jak nawet próbowałam - głos był tak ściśnięty, że uwierzyłam w to, że jestem totalne beztalencie. Przyszedł jednak moment uwolnienia się od oceny innych ludzi, a było to związane z moim nawróceniem wiele lat temu. Od tamtej pory nie przeszkadza mi ocena innych ludzi w momencie, gdy śpiewam dla Boga i głos mi się nie łamie, ani nie dusi. Czuję się wolna w tym i mam usta otwarte. A to, czy ktoś chce mnie słuchać, czy nie - to jego problem. Ja tylko staram się mu nie narzucać i tyle.

      PS.

      Nie znaczy to wcale, że mam same zwycięstwa, o nie! Raczej więcej porażek we mnie w tym temacie, ale mam za sobą doświadczenie, które daje mi zrozumieć iż milczenie nie zawsze jest złotem.

      Usuń
  2. wg mnie sama możliwość wypowiedzenia się wcale ludzi nie czyni wolnymi, gdy z drugiej strony napotyka się samych 'głuchych'. Gdy nie ma chęci słyszenia, ani słuchania, wypowiadanie staję się traci sens.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Ivo :)

      Sprawiasz mi radość za każdym razem, kiedy się u mnie pojawiasz.

      Masz rację. Gdy się spotyka samych 'głuchych ludzi' tak się dzieje z człowiekiem, że traci ochotę do dialogu. Też mam ich mnóstwo wokół siebie i znam gorycz odrzucenia.

      Jestem jednak w relacji z Osobą, która nigdy nie odrzuciła moich słów, chociaż były pełne żalu i oskarżeń za śmierć niezrozumiałą, za śmiertelną chorobę dzieci, które uczyłam ... i wiele, wiele innych spraw, których kiedyś nie rozumiałam, a po latach stały się siłą napędową w moim życiu.

      Każdego dnia medytuję Słowo Boga żywego, które rozświetla zakamarki mego serca i oczyszcza je z ran zadanych przez innych ludzi i czyni mnie wolną i szczęśliwą.

      Staram się o tym mówić i zapraszać do wejścia w ten bosko-ludzki dialog przy każdej okazji. Tylko to mogę zrobić w tej materii, aby nie naruszyć granicy wolności drugiej osoby.

      PS.

      Jak kiedyś zapytasz - od czego zacząć? - postaram się rzetelnie odpowiedzieć.

      Usuń
    2. I Ty, i ja mamy na szczęście z kim rozmawiać, jakkolwiek na dwa sposoby, to jednak jesteśmy pewne, że możemy i jesteśmy zawsze wysłuchane. Wracając do treści posta - możliwość ta nadaje sens życiu:) Jednak czasem chcemy zwrócić się do konkretnej osoby, by podzielić się w dobrej wierze swoimi wiadomościami i gdy zostajemy jakby odrzuceni bez wysłuchania nie powinniśmy się zniechęcać na przyszłość, choć to wcale nie jest łatwe.
      PS. Ja już dawno temu zadałam sobie to pytanie i zaczęłam na nie odpowiadać, wciąż idę swoją drogą, która w mojej ocenie jest właściwa:) Pozdrawiam:)

      Usuń
    3. I znowu zaczyna się ciekawie :):):)

      Nie sądzę, że nasze dialogi są na 'dwa sposoby'. Jedynie do różnych osób zwracamy się ze swoim słowem. Ty masz swoich znajomych, ja swoich. Ty masz wspaniałą rodzinę, ja także jestem ze swojej bardzo zadowolona. Jest tylko jedna maleńka różnica między nami, która sprawia, że rozmowa z Tobą jest dla mnie bardzo interesująca. Ty - nie dopuszczasz do swojej świadomości istnienia Osoby, z którą ja prowadzę codziennie rzeczywisty dialog.

      Piszesz:

      'Jednak czasem chcemy zwrócić się do konkretnej osoby, by podzielić się w dobrej wierze swoimi wiadomościami'...

      Ja zwracam się do konkretnej Osoby, która reaguje na to, co jej powiem; która mnie słucha i ma konkretne odpowiedzi oraz rady dotyczące mojego problemu.

      Nie interesuje mnie dialog z bogiem ludzkich marzeń, czy też wyobrażeń na jego temat. Bóg, w którego ja wierzę nie milczy jak bożki pogan. Byłabym osobą chorą psychicznie, gdybym rozmawiała z kimś kogo nie ma. Taka delirka w chrześcijaństwie jest nie do przyjęcia i robi wiele szkody! Aż dziw, że wielu tego nie widzi, nawet chrześcijanie.

      Co do pytań o sens życia, to zadaję je sobie każdego dnia i każdego dnia coś nowego odkrywam w tej materii. Życie bowiem niesie wiele niespodzianek i zawirowań, szczególnie w naszym postrzeganiu rzeczywistości.

      Nie oceniam też tego, czyja droga jest właściwsza, po prostu ... cieszę się, że nasze ścieżki choć na moment się przecięły i miałam możliwość poznać tak interesującą osobę, którą z pewnością jesteś :)

      Usuń
    4. pisząc konkretna osoba to mam na myśli wyłącznie drugiego człowieka i chęć dzielenia się z nim wiadomościami, które dla niego mogą być, w mojej ocenie, pomocne. Ludzie nie lubią rad. W sumie to nie wiem dlaczego, bo ja staram się wysłucham, nawet jeśli z nich nie skorzystam.
      Też nie oceniam, która droga jest właściwsza. Jedynie mogę wypowiadać się o mojej i dla moich potrzeb ją ocenić. Człowiek sam w sobie może być niezwykły niezależnie od swojego światopoglądu, który powinien być 'obojętny' dla innego człowieka. Można rozmawiać różniąc się, bo różnice wzbogacają dyskusję.
      Dziękuję i vice versa:)

      Usuń
    5. Piszesz:

      "Człowiek sam w sobie może być niezwykły niezależnie od swojego światopoglądu, który powinien być 'obojętny' dla innego człowieka"

      Myślę podobnie, choć trochę zgrzyta mi to słowo 'obojętny' dla innego ... muszę to przemyśleć.

      Bo chcąc być szczerą wobec Ciebie muszę powiedzieć, że nie jest dla mnie obojętne to, że negujesz istnienie Boga, którego ja w życiu doświadczam ... i z tego powodu nieco się smucę. To uczucie jest we mnie faktem,o którym chcę żebyś wiedziała. Bycie w prawdzie jest bowiem dla mnie wartością i na niej chcę budować dialog z Tobą. Nawet w tedy, gdyby ceną było potem Twoje milczenie.

      Prawdą jednak jest również to, że nie ma we mnie chęci zmiany Ciebie w kogoś innego, niż jesteś, choć czasami można by takie wnioski, po moich ostrzejszych postach, też wyciągnąć. Wynika to z szacunku do wolności osoby ludzkiej, którą również przyjmuję za wartość.

      Ivo - szanuję wybór jaki dokonałaś i nie przeszkadza mi on w widzeniu w Tobie niezwykłej osoby; z resztą ... Jaskółka też budzi we mnie ciepłe uczucia i ta mała garstka przyjaciół, którzy od czasu do czasu się odzywają na moim blogu.

      Wiara jest dziwną tajemnicą Boga ... mogą ją zgłębiać wierzący i niewierzący w Niego. I wcale nie potrzeba się przy tym kłócić, obrzucać wyzwiskami, obrażać, wyciągać przysłowiowe 'brudy' wynikające ze słabości człowieka do bycia dobrym itp. itd.

      I za to doświadczenie takiego dialogu bardzo Ci dziękuję :)

      Usuń
    6. No widzisz- Tu rozmowa się potoczyła. Ty powiesz- dzięki Bogu, ja powiem- dzięki Waszej otwartości na słowa innych. Ty powiesz- Bóg tak chciał, że jesteśmy otwarte. Ja powiem- ludzka dobroć i ciekawość drugiego człowieka to sprawia. I tak się będziemy przeplatać,a przecież i jeden, i drugi wątek pozwala nam na rozmowę. I to jest dobre

      Usuń
    7. umiejscowiłam słowo obojętny celowo w cudzysłowie, bo chodzi mi o to, że światopogląd interlokutora jest mi obojętny, przystępując do rozmowy nie musi o nim informować, bo to sprawa osobista. Oczywiście nie jest obojętne (celowo bez cudzysłowa) jaki światopogląd ma dany człowiek.
      Od początku, gdy zaczęłam Cię odwiedzać uderzyło mnie to, że Twój blog nie jest poczytny. Mnie się wydaje, że wiele wniosłabyś w rozmowach właśnie z katolikami.
      Mam różnych przyjaciół ateistów, katolików, świadków Jehowy, Żydów, księdza, pastora - to fantastyczni ludzie:)

      Usuń
    8. Ja może tylko jeszcze bym dopowiedziała, że bez Waszej otwartości, ludzkiej dobroci, ciekawości drugiego człowieka nawet Bóg by nic nie wskórał, gdyż związał nieco swoją wolność dając jej cząstkę nam - ludziom :)

      Usuń
    9. Ivo, ja również mam wielu przyjaciół w grupach, o których piszesz.

      A co do ilości osób, które mnie odwiedzają. Po liczniku widzę, że ilość ich jest dość spora. Wiem też, że i katolicy mnie czytają. Nie wiem jedynie dlaczego nie podejmują ze mną dialogu?

      Mam swoje przypuszczenia, ale czy one są słuszne - tego nie wiem. Nie jest to jednak dla mnie aż tak ważne, by stanowiło problem.

      Usuń
    10. Tym bardziej nie rozumiem.
      Dla mnie milczenie ludzi, którzy czytają jest nie do zniesienia, dlatego zamknęłam bloga.

      Usuń
    11. Milczenie blogowiczów nie należy do przyjemnych odczuć, to prawda. Człowiek lubi wiedzieć, jak reagują na niego inni. Nie mniej jednak nie chcę pokładać ufności w człowieku tak na 100 %, któremu raz podoba się jedno, a raz drugie ...

      Poza tym dla mnie mój blog jest 'swoistą wspinaczką ku górze', na której od czasu do czasu spotkam turystkę podobną do Ciebie. Chętnie się w tedy zatrzymam, podzielę się nowinkami z podróży, wymienię poglądy i opowiem o celu wędrówki. Od czasu do czasu zaproszę do wspólnego wędrowania. Wiem, że trasa jest trudna i wymaga wielu wyrzeczeń, dlatego nie zmuszam nikogo do pójścia w moje ślady, choć w głębi serca pragnę się cieszyć cudownym widokami z innymi i smucę się, gdy zostaję sama na trasie. Ma to jednak swój urok i swoją intymność, która jest tak piękna, że nie przeszkadza mi milczenie innych.
      Tym bardziej, że Przewodnik jest niesamowity i dla niego samego warto w tę podróż wyruszyć :)

      Usuń
    12. Każdy z nas pisze z innego powodu, co innego oczekuje i czym innym zadowala się. Dla mnie samo być to za mało, jakkolwiek nie ma przymusu komentowania. Miałam wybór, wiec z niego skorzystałam:)

      Usuń
    13. 'być', albo 'mieć' ...

      Problematyka określana pojęciami „być” i „mieć” jest podejmowana w ramach rozmaitych teorii odnoszących się do zagadnienia ludzkiego poznania. Zajmowali się nią filozofowie, teologowie, socjologowie, pedagodzy oraz psycholodzy. Liczni autorzy prac naukowych w swoich analizach egzystencjalnej sytuacji człowieka odwołują się do postulatu rozróżnienia pojęć „być” i „mieć”.

      I po tym nieco przydługawym wstępie ...

      A ja wolę bardziej "być" niż "mieć". U podstaw mojej wiary jest pytanie o najlepszy sposób bycia na tej ziemi.

      Chęć posiadania 'czegoś' jest bowiem czasami silniejsza od chęci bycia w prawdzie.

      Rodzi się wtedy pożądanie bycia docenianym za wszelką cenę, rozumianym na 100 % przez drugiego człowieka, uwielbianym przez wszystkich itd. Te pragnienia są jednak utopią, gdyż żaden człowiek nie ma takiej siły sprawczej, by mnie w pełni zadowolić swoimi darami. Zaczynam wtedy 'być głodna' i zaczynam pomału stawać się nieprzyjemna dla otoczenia, zgryźliwa, humorzasta, kąsająca na prawo i lewo.

      Uciekam od takiej filozofii życia gdzie pieprz rośnie i żałuję, że tak często mi się w życiu to nie udaje zrobić. Te upadki nazywam grzechem, ale to już inny temat na rozmowę

      Usuń
    14. rozumianym na 100 % przez drugiego człowieka - jak najbardziej tak - szlag mnie trafia, gdy piszę białe, a ktoś udowadnia mi, że napisałam czarne, wie lepiej ode mnie. Oczywiście ktoś może słowo rozumiany mylić ze słowem zgadzać się z nim, i to jest absolutna utopia, zresztą rozmowa li tylko na poklask jest zupełnie jałowa, bezsensowna; uwielbianym przez wszystkich nigdy do tego dążyłam, jestem osoba skromną i realistką, na pewno nie jestem próżna, wiem, że to jest niemożliwe.

      Usuń
    15. Ivo, nie neguję tego, że jesteś osobą skromną i realistką. Nie oceniam też twojej próżności, czy jest ona możliwa, czy też nie.

      Pisałam o sobie, o sytuacjach, które w moim życiu są obecne i nazywam je jasno grzechem i upadkiem, z którego, dzięki Bogu, wiem jak się podnieść.

      Jestem tego świadoma i szlag mnie trafia, gdy wiem, jak powinnam zrobić, a robię całkiem coś przeciwnego. Przykładów jest mnóstwo, ale blog nie jest odpowiednim miejscem na utylizację owoców mojej niezdrowej pożądliwości i chęci posiadania za wszelką cenę.

      Najodpowiedniejszym miejscem jest dla mnie konfesjonał, sakrament Spowiedzi w większości przypadków całkowicie nie rozumiany, wyśmiewany, wyszydzany itp.itd.

      Czytałam kiedyś u ciebie na blogu, w komentarzach, o takim widzeniu tego Sakramentu i w tedy też mnie ruszyło dość mocno. Nie odzywałam się jednak, bo się obawiałam, że moje słowa staną się pingpongową piłeczką odbijaną przez rozgniewanych graczy.

      PS.

      Sakrament Spowiedzi pomaga mi odwracać moje oczy ze słowa 'mieć', na 'być'

      Usuń
    16. wiem, ze nie negujesz, to jedynie mój udział w dyskusji.
      Wiesz, ja wychodzę z założenia, że jeśli komuś potrzebny jest konfesjonał, niezależnie co ja o nim myślę, a zapewniam Cię, że ja akurat nie myślę o nim wcale, wypada mi uszanować ten wybór drugiego człowieka, bez oceny z mojego punktu widzenia, którą uznałabym za bezsensowną, albowiem kościół interesuje mnie jedynie jako obiekt pożądany do zwiedzania turyście i sfotografowania fotografowi:)
      Jeśli ktoś wyszydza drugiego za jego wiarę i sprawy z nią związane, nie może liczyć na szacunek, zrozumienie etc. Dla mnie jest zwyczajnie głupi.
      Ja mam i jestem:)

      Usuń
    17. I dobrze, że jesteś :)

      Usuń
    18. a tak na marginesie ...

      nie widziałam twoich fotek o tej tematyce, a z przyjemnością bym je obejrzała :)

      Usuń
    19. Mam ich wiele, ale są to zdjęcia sprzed kilku lat, Najnowsze z Paryża z ubiegłego roku, z Kazimierza, niestety nie są skatalogowane w jednym albumie.

      Usuń
    20. Czekam więc cierpliwie ... Paryż ... byłam tam parę lat temu i chodziłam po zakamarkach kościołów i kościółków. Zobaczyłam i doświadczyłam wiele, ciekawym doświadczeniem dla mnie było by skonfrontowanie naszych spojrzeń :)

      Usuń
  3. "Dla mnie milczenie ludzi, którzy czytają jest nie do zniesienia, dlatego zamknęłam bloga" Czy blogi są od komentowania? Ja wolę prawdziwą rozmowę. Piszemy do siebie na czatach, blogach a tak naprawdę nie znamy siebie, jesteśmy sobie obcy.Tworzymy fałszywy obraz drugiej osoby, nie wchodząc z nią w osobową relację.
    Nie wszystko trzeba komentować, "obgadywać". Skoro ludzie zaglądają na bloga a licznik "pnie się do góry" to jest ok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. każdy ma inne potrzeby i, jak napisałam, 'dla mnie milczenie ludzi, którzy czytają jest nie do zniesienia', jakkolwiek oni nie muszą mieć potrzeby pisania.

      Usuń
  4. Piszesz Iva, że dla Ciebie milczenie ludzi jest nie do zniesienie. Dla mnie nie do zniesienia jest milcznie "przyjaciół" Zawsze to my mamy najwększe problemy, to do nas przyjaciel powinien odezwać się pierwszy. A nie zdajemy sobie sprawy, że za tym milczeniem kryje się wołanie "odezwij się, potrzebuję twojego słowa"
    Kilka dni temu zadzwoniłam do bliskiej osoby, w rozpaczy szukałam wsparcia. Cięzko było jej wykroić kawałek czasu. Za dwa dni odwołałam spotkanie. Może to wredne ale nie chcę żebrać o miłość człowieka. Wiesz co usłyszałam? "To wszystko się wyklarowało? W takim razie wykreślam cię z mojego kalendarza" A tak naprawdę nic się nie wyklarowało. Tylko ja zamykam swoje usta, bo "milcznie jest złotem". Nie chcę nikogo dręczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rozumiem Cię, lecz czy na pewno dzwoniłaś do przyjaciela? Ja znam inną definicję przyjaźni.

      Usuń
  5. Może to głupie ale tak sobie pomyślałam "Jeśli chcesz zachować przyjaciela, nie mów mu o swoich kłopotach" :)

    rozgadałam się. trzymajcie się ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba mówić o bólu i o swoich kłopotach, gdyż i z takich rzeczy składa się nasze życie.

      Uważać tylko trzeba, by za naszą skargą nie poszedł nasz żal i oskarżenie, bo takie rozwiązanie nie przyniesie ulgę duszy, która cierpi z powodu samotności.

      W takich sytuacjach lepiej usiąść na przydrożnym kamieniu i poczekać na pierwszy promyk słońca, które po cyklu nocnym na nowo zacznie świecić. Jak chcesz, to siądę przy tobie, ale wybacz ... nie wiem, co w takich chwilach powiedzieć ... chyba jednak zamilknę ... i poczekamy razem na Przewodnika, który przyjdzie niebawem z nadzieją ... wierzę w to :)

      Usuń
    2. Anonimowa, po co Ci taki 'przyjaciel'?
      Lepiej milczeć, niż podzielić się swoimi bolączkami z pseudo przyjacielem.

      Usuń
    3. Myślisz, że jak zamilkniesz to będzie łatwiej. Tylko, że to milczenie powoduje, że zaczynam wypuszczać kolce. Sporo muszę się namęczyć, żeby nikogo nie skaleczyć.
      Trudno oddychać z zamkniętymi ustami...

      Usuń
    4. Anonimowa, chyba mnie nie zrozumiałaś - mówić, nawet krzyczeć jeśli taka jest potrzeba, nie jestem zwolennikiem milczenia! Jednak pseudo przyjaciel nigdy nie będzie przyjacielem i to co powiedziałabym przyjacielowi, nigdy nie powiedziałabym pseudo przyjacielowi, i w tym ostatnim przypadku wolałabym milczeć.

      Usuń