sobota, 18 sierpnia 2012

WIARA i MIŁOŚĆ


Nikt nie może żyć w pełni, żyjąc jedynie dla siebie, ale aby osiągnąć pełnię życia ludzkiego, trzeba wejść w więź miłości, więź wzajemnego obdarowania sobą. 
Od strony każdego potrzebny jest szczery dar z siebie.




.... kierunek każdy musi wybrać sam ... 



Ktoś może mnie zapytać, dlaczego łączę wiarę z miłością.  Nawet poda wiele przykładów na to, że wśród osób niewierzących znajdzie więcej tych, którzy kochają szczerze i bez obłudy. Z resztą ... sama znam wiele rodzin, które budują swoje życie na prawach miłości i nie łączą jej wcale z Bogiem. 

Nie jest to jednak mój problem, co ktoś drugi na ten temat myśli i jak odbiera rzeczywistość, choć bardzo lubię posłuchać zdanie innych, by zweryfikować własne. Zakładam bowiem, że moje poznanie nie jest pełne i doskonałe. Każdego dnia potrzebuję zmierzyć się ze sobą ... i w wierze ... i w miłości. I wiem, że bez Boga i Jego pomocy, w wielu momentach byłabym na pozycji przegranej. Zbyt silne jest moje przywiązanie do własnego "ja", które szczególnie wobec wroga jest harde i bezlitosne. A przecież - on też jest z rodziny ludzkiej, która powołana jest do budowania więzi miłości. I to, że ktoś mi powie, że wielu chrześcijan tego nie robi nie jest dla mnie żadnym argumentem, by nie podejmować wysiłku, by kochać jeszcze lepiej i wierzyć jeszcze goręcej. 

Poza tym słowo 'większość' jest starą zagrywką demona, który w raju kusił Ewę. /Według starszej tradycji ulepił z prochu człowieka (mężczyznę) i osadził go w ogrodzie w Eden, aby go uprawiał i doglądał. Zabronił mu jedynie spożywania owocu z drzewa poznania dobra i zła. Inni dodają jeszcze jedno drzewo - drzewo życia. /  Jedno ... dwa ... to nie 'większość', na którą się tak często łapiemy jak rybki na wędkę.

Kiedyś usłyszałam zdanie, które wyleczyło mnie z tego myślenia 'ilościowego'. Brzmiało ono mniej więcej tak:

"Gdybyś była jedna na świecie i potrzebowała pomocy - to Bóg bez wahania - posłałby swojego Syna, by cię uratować; nawet, gdyby ta pomoc była związana z cierpieniem na krzyżu, bo kocha Ciebie. Nie przyjdzie tylko w tedy, gdy Go nie zawołasz, ponieważ szanuje wolność we wzajemnym obdarowywaniu się miłością". 


21 komentarzy:

  1. a mam problem ze zrozumieniem pojęcia "miłość", o której Ty mówisz. Miłość dla mnie jest uczuciem zarezerwowanym (brzydkie słowo) dla męża i dzieci, rodziców. Według mnie ludzie zasługują na szacunek. Nie muszę ich kochać, powinnam szanować. Miłość do Boga w ogóle nie mieści w mojej rzeczywistości. Nawet, gdybym wierzyła- szanowałabym Go, ale chyba nie kochała- nie darzyła miłością. Czy odwoływanie się do miłości w kontekście wiary nie jest pewnym rodzaju nadużyciem?

    OdpowiedzUsuń
  2. Miłość Boga... :)

    Nie wiem Jaskółko, czy potrafię Ci o niej tak powiedzieć, byś ją poczuła w sobie.

    Nie mam jej mocy, ani jej ciepła ... nie dam ci tego cudownego poczucia bezpieczeństwa, ani nie sprawię, że będziesz w sercu czuła głęboki pokój i ciszę pomimo, że wali się wszystko na głowę ... nie mam jej światła w głębokim tunelu, które sprawia, że ciemność nie przeraża ...

    Choć bardzo kocham męża i swoje dzieci nie jestem w stanie im tego w pełni dać; widzę też, że i oni w sobie tego nie mają, choć nosimy w sobie czyste jej pragnienie. Jesteśmy ludźmi niedoskonałymi w miłości i nasze słabości często bardzo ranią, nawet tych, których kochamy.

    Jesteśmy rodziną od 1985 roku i wiele trudnych spraw wspólnie przeżyliśmy. Gdyby nie dotknęła nas Miłość Boga nie wiem, czy potrafilibyśmy się jeszcze cieszyć życiem ...

    Jestem jednak PRZEKONANA, że gdy zapragniesz ją spotkać i ona Cię dotknie 'od środka'- zrozumiesz jej istnienie, o którym trudno prosto pisać.

    OdpowiedzUsuń
  3. .. ja też nie muszę kochać wszystkich ludzi, ale ... gdzieś w środku mam taką potrzebę kochania ... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ... nawet tego, który dzisiaj naszą rodzinę po raz kolejny perfidnie oszukał :(

    Jest mi jedynie cholernie smutno, że tacy niektórzy ludzie są, co żadnej godności w sobie nie mają i po trupach idą, by posiadać cudzym kosztem. Nie mam jednak w sobie chęci zemsty ... i to chyba też jest miłość, która jednak nic w sobie z radości nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cokolwiek Cię dzisiaj dotknęło, współczuję Ci. Wiesz, że ja jestem Przekora (?) i drążę. Niestety, a może stety, siedzi we mnie jedno wielkie pytanie i chciejstwo wiedzy. Dlatego zapytam- Ta miłość, czy to nie jest stan umysłu? Ty wiesz, że coś takiego ma Cię spotkać. Wiesz, bo bardzo wierzący przekazali Ci wiedzę o wielkiej miłości do Boga, którą oni sami czują. Czy nie jest to taki imperatyw- Tak należy, więc tak mam?

      Usuń
  5. Witaj Jaskółko :)

    'Czy ta Miłość to nie stan umysłu?'

    Z pewnością jest to pewien stan umysłu otwartego na sacrum. I może Cię zaskoczę, ale według mnie KAŻDY człowiek ma umysł z tym potencjałem poznania i doświadczania.

    Z umysłu wypływają pierwsze pytania o sens życia, które w sposób niedoskonały, zadaje już malutkie dziecko. Z niego wypływa pierwsze słowo - 'kocham'.

    Popatrz Jaskółko na dziecko. Ono nie rozprawia o miłości, nie tworzy definicji; ono potrzebuje jej doświadczać. Jakież to smutne, kiedy to wołanie o miłość rozbija się o kamienne serce dorosłego.

    WIEDZA NA TEMAT MIŁOŚCI...

    Całe życie mamy na to, by ją zdobywać, badać, rozeznawać. Św. Paweł pisze:

    "Gdybym posiadał dar przemawiania z natchnienia Bożego
    i znał wszystkie tajemnice i posiadł wszelką wiedzę,
    i wiarę miał taką, żebym mógł góry przenosić, a miłości bym nie miał, niczym jestem."

    Z tego fragmentu wynika, że wiedza, a nawet wiara ma rolę służebną wobec MIŁOŚCI. Ich zadaniem jest doprowadzić nas do relacji z Miłością doskonałą, przekraczającą nawet ludzkie możliwości kochania. Ileż ludzi zatrzymuje się w połowie tej drogi?!

    Dlaczego tak się dzieje? Myślę, że po części rodzi się to z lęku przed Tajemnicą, którą sercem przeczuwamy, a umysłem - ledwie muskamy.

    Piszesz dalej: "Czy nie jest to taki imperatyw - Tak należy, więc tak mam?"

    W modlitwie 'Ojcze nasz' jest takie wołanie ... "bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi". Szczególnie trudno mi było się modlić tą modlitwą, gdy prosiłam o życie moich wnuków, które pochowałam w grudniu 2011 roku. Gdyby moja wiara była jedynie imperatywem - 'tak należy, więc tak mam' - nie pisałabym już dawno z Tobą o Miłości Boga do mnie, o Jego dobroci i miłosierdziu wobec każdego człowieka ...

    Nie umiem jednak wytłumaczyć - na czym opiera się to doświadczenie wiary. Ono przychodzi 'z zewnątrz' i całkowicie nie jest zależne od mojego poziomu wiedzy, ani umiejętności kochania. I wiesz, co w tym doświadczeniu jest najpiękniejsze? Mianowicie to, że czuję się prze Boga kochana miłością bezwarunkową, która nie odwraca się ode mnie, chociaż czasami ja sama na siebie spojrzeć nie potrafię. To doświadczenie wyciska łzy z głębi jestestwa, które przynoszą taką ulgę, że nie ma nic piękniejszego na świecie ...

    ... alem się rozpisała:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie potrafię zwerbalizować, o co mi chodzi z tą miłością. Nadal twierdzę, że to jest jakby sobie narzucone- ja chcę to czuć, bo wiem, że to inni czują, pisano o tym w Piśmie Świętym, ksiądz mówi: Musisz poczuć tę miłość w sobie"...więc wierzę, ze to czuję i to jest we mnie. Nie potrafię sobie wyobrazić miłości do nieznanego (Boga), do niedotykalnego, do czego/kogoś, kogo nie potrafię dojrzeć mimo, iż słyszę, że to (Bóg) mnie kocha. I nie wierzę w miłość bezwarunkową. Żadną. Nawet matczyną.

      Usuń
    2. piszesz Alicjo, że "gdyby moja wiara była jedynie imperatywem - 'tak należy, więc tak mam' - nie pisałabym (...)o Miłości Boga do mnie, o Jego dobroci i miłosierdziu wobec każdego człowieka..." i w zasadzie tylko przysłuchiwałam się Waszej rozmowie, ale na skutek tejże wypowiedzi nasuwa mi się pytanie - na czym owo miłosierdzie wobec Ciebie, ale przede wszystkim rodziców, którzy stracili dzieci polegało? Pytam z ciekawości, bez żadnych podtekstów.
      Słowa "bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi" są dla mnie - rodzica/matki nie do zaakceptowania i na szczęście nie dotyczą mnie.

      Usuń
    3. Masz rację Jaskółko ...

      Też nie wyobrażam sobie miłości do nieznanego Boga. Bo to by było po prostu głupie i przypominałoby raczej efekt placebo, niż rzeczywistość.

      Dlatego, przed 'miłowaniem' musi nastąpić 'rzetelne poznanie', które nie boi się trudnych pytań i trudnych odpowiedzi. Otwartość umysłu jest podstawą do poznania prawdy.

      Nie wierzę również w bezinteresowną miłość ludzką. 'Bezinteresowność' - jest matrycą dla ludzkiej miłości i ja ją odnalazłam w Bogu, którego doświadczyłam w konkretach mojego życia.

      Dzięki tym doświadczeniom Bóg przestał być dla mnie totalną enigmą. Cząsteczki "szyfru" zostały odkodowane, lecz trudno jest o nich pisać na tak szerokim forum. Dlatego rozumiem wątpliwości, jakimi się tutaj ze mną dzielisz.

      Poza tym, nadal twierdzę, że wiara jest łaską, której nie da się w sobie wypracować. Nie ja ją jednak rozdzielam i nie mam żadnego wpływu na to, czy uwierzysz mi w to, co mówię o Bogu. Nawet nie roszczę sobie takiego prawa względem człowieka, z którym podobne dialogi prowadzę. Jestem katechetką i uczę o Bogu, ale już dzieciom w podstawówce mówię, że wiary im nie dam, bo nie mam takiej mocy sprawczej i proszę, aby nie oczekiwali tego ode mnie. Jeżeli chcą ją otrzymać - poniekąd znają właściwego Adresata.

      POZNANIE ... (???)

      Muszę Cię wprost zapytać Jaskółko droga - czy zakładasz w swoich poszukiwaniach wiedzy istnienie świata duchowego, niefizycznego, niedotykalnego, którego pewnymi zmysłami dotknąć się po prostu nie da?

      Usuń
    4. zakładam, ale to świat inny od tego religijnego. Myśl, idea, siła, energia, czakramy, bioprądy... tak, dlaczego zatem nie dopuszczam istnienie tego świata boskiego, niematerialnego, niedotykalnego? Chyba dlatego, że już go zbyt nachalnie mi określono i gdybym w niego uwierzyła, byłby to już uformowany świat. A taki świat mi się nie podoba. Pewnie nie potrafiłabym "wysublimować" z niego Boga w czystej postaci, żeby w takiego uwierzyć.

      Usuń
    5. Jeżeli znasz tylko ten świat = 'nachalnie określony'- to znaczy, że mówimy całkiem o innych światach, choć posługujemy się tymi samymi pojęciami.

      Ten 'mój' - choć dość długo już przeze mnie poznawany, stale mnie czymś nowym zaskakuje i z 'foremek ludzkiego umysłu' wyskakuje :)

      Usuń
    6. Alicjo, nic nie poradzę na to, że świat religii znam taki, jaki mi jest przedstawiany. I nic nie poradzę na to, że jest on często nachalnie wręcz (przepraszam) wpychany. I nie podoba mi się ta forma. Nie pomagają nawet tacy ludzie jak Ty, a mam kilku bardzo fajnych znajomych mocno wierzących i patrzących na swoją wiarę tak samo ufnie, jak TY. Znam pastorów, mam nawet trzech w rodzinie. I ciągle staram się zrozumieć, poznać, dlaczego jest taka ogromna rozbieżność między teorią (nauką Kościoła), deklaracjami i zachowaniami.

      Usuń
    7. Witaj Jaskółko :)

      ... no nie ... co to znaczy - "nic nie poradzę"? ... to stwierdzenie jakoś mi do Ciebie nie pasuje. Zbyt dociekliwa jesteś w szukaniu prawdy. Nie zadowala Cię banalna odpowiedź ... drążysz jak kropla wody w skale ... Problem chyba nie w świecie pojęć tkwi, lecz całkiem w czymś innym.

      A skąd rozbieżności między teorią, a praktyką?

      W 'mysiej pysze'; każdy ją hoduje w sobie w mniejszym, bądź większym stopniu. Niektórym to nawet ich smród już nie przeszkadza. Są też i tacy, co z gówna cnotę potrafią uczynić ... i to odpycha. Wychodzę jednak z założenia, że dlaczego to ja mam z wieży ze skarbami uciekać? Wolę przegonić myszy ... :)

      Usuń
    8. No właśnie- nic nie poradzę- spadek formy jakiś mam :))))Poważnie. Muszę dojść do siebie po anginie i w ogóle. Te rozbieżności, Ty wiesz, i wiesz, że ja jeszcze mam u siebie tematy do omówienia. Na razie drążę św. Pawła i jego antysemityzm .

      Usuń
    9. To wracaj do zdrowia :)

      A z tym antysemityzmem św. Pawła uważaj, byś w poszukiwaniu prawdy o grzeszności drugiego człowieka nie opadła całkowicie z sił.

      Cokolwiek byś nie odkryła, to i tak wiadomo, że człowiek nigdy nie będzie 'czystym diamentem' , a poza tym jak się chce znaleźć kij, by psa uderzyć - zawsze go znajdziesz - nawet nie jeden, lecz mnóstwo. Nie odciągam Cię jednak od poszukiwań, gdyż i w górze śmieci można znaleźć drogocenną perłę, dla której warto się całe życie trudzić.

      Usuń
  6. Witaj Ivo :)

    W zasadzie musiałabyś spytać mojej córki i zięcia o to, w jaki sposób radzą sobie w sytuacji 'aniołkowych' rodziców. Możesz to zrobić osobiście 15 października, w naszej parafii, podczas mszy o godzinie 18.00. Długo by pisać o tym przedsięwzięciu, na które wpadła moja Kasia, czytając 'przypadkowo - nieprzypadkowo' pewien artykuł, a potem odkryła stronkę, której link tutaj podaję:

    http://www.dlaczego.org.pl/

    Jeżeli zaś chodzi o mnie, mogę się wypowiedzieć jako "aniołkowa babcia", która też kocha swoje wnuki i za ich fizyczną obecnością bardzo tęskni. Z nią było mi najgorzej sobie poradzić.

    Pytasz - "na czym owo miłosierdzie wobec Ciebie polegało".

    Moja odpowiedź: /wybacz mi duże litery, ale to, co chcę napisać, jest dla mnie najistotniejszym sednem mojej wiary/

    NA RZECZYWISTEJ NADZIEI, ŻE TĘSKNOTY NIE MUSZĘ ZAMYKAĆ JEDYNIE WE WSPOMNIENIACH O ZMARŁYCH. NIE MUSZĘ JEJ SPYCHAĆ W PODŚWIADOMOŚĆ, BY NIE BOLAŁA TAK BARDZO, NIE MUSZĘ SIĘ Z NIEJ TŁUMACZYĆ PRZED ZNAJOMYMI, ŻE TRWA TAK DŁUGO, A TRZEBA WRESZCIE ZAPOMNIEĆ I ŻYĆ DALEJ... A JA WCALE NIE CHCĘ ZAPOMNIEĆ, CHOĆ CHCĘ RÓWNIEŻ ŻYĆ DALEJ.

    NADZIEJA TA ZMIENIA PATRZENIE W PRZYSZŁOŚĆ I UCZY CIERPLIWEGO CZEKANIA. NIE JEST ONA CELEM SAMYM W SOBIE, JEJ ŚLADY DOTYKAJĄ MNIE KAŻDEGO DNIA. Z NIEJ CZERPIĘ RADOŚĆ na "tu i teraz", aby "tam" SPOTKAĆ SIĘ Z TYMI, KTÓRYCH KOCHAM.

    ONA POKAZAŁA MI, ŻE ŚMIERĆ JEST JEDYNIE ETAPEM W ŻYCIU CZŁOWIEKA, A NIE JEGO KOŃCEM. UKAZAŁA PODOBIEŃSTWO ŁONA MATKI DO ŁONA ZIEMI ... RODZENIE ... ŚMIERĆ ... JEST BÓLEM, KTÓRY ZROZUMIAŁAM DZIĘKI MIŁOSIERDZIU BOŻEMU.


    Wierzę w zmartwychwstanie...

    Pisałam o tym w tym poście:
    http://alicjan.blogspot.com/2012/07/jak-patrzec-by-zobaczyc.html

    Dla mnie PRAWDA jest tajemnicą zewnętrzną, której stale poszukujemy. Na niej opiera się również prawo naturalne, które przyjmuje również człowiek niewierzący /np. prawo do życia/

    Piszesz:

    Słowa "bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi" są dla mnie - rodzica/matki nie do zaakceptowania i na szczęście nie dotyczą mnie.

    Ja patrzę na nie nieco inaczej. Te słowa dają mi pewność, że w swoich poszukiwaniach prawdy nie zbłądzę i nie będę naciągać jej do własnych wyobrażeń, lub oczekiwań. Są niejako zabezpieczeniem moich poszukiwać przed słabościami ludzkiego umysłu w poznawaniu rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam Cię, jakkolwiek nigdy nie zrozumiem takiego tłumaczenia, ale to jest właśnie to, co nas różni, jednocześnie zbliżając:)

      Usuń
    2. Ivo :)

      Zastanawiam się, co może być trudne do zrozumienia? ... jaka myśl, bądź jaka fraza ...

      Pytam, gdyż mam za sobą swój dzień totalnej niewiary w prawdy objawione. Jest on dla mnie 'pamiątką' całkowicie innego patrzenia na to, co widzę teraz.

      Przyszło mi na myśl, że mogłabym twoją niewiarę porównać z moją; czy masz te same wątpliwości i emocje, które mi w tedy towarzyszyły. Oczywiście zapraszam do rozmowy na ten temat; jeżeli jednak jest on zbyt osobisty - uszanuję :)

      Usuń
    3. Emocje, wątpliwości, pytania, poszukiwania są wg mnie czymś normalnym i nie wyobrażam sobie życia bez nich. Człowiek, który mówi, że wszystko wie, tak naprawdę kłamie. Ja bardzo wielu rzeczy nie wiem i nie zdołam swoim umysłem ogarnąć nawet gdybym była geniuszem nad geniusze.
      Trudne do zrozumienia jest dla mnie wciąż to samo - wiara/religia. A co do porównania to dawno uznałam, że Twoja wiara jest tak samo mocna, jak mocną jest moja niewiara.

      Usuń
    4. Witaj:)

      Porównujesz Ivo moją wiarę z Twoją niewiarą. Mnie jednak nie o to chodziło. Chciałam skonfrontować swoją dawną niewiarę z Twoją obecną. Czasem, gdy czytam Ciebie, mam wrażenie, jakbym słuchała siebie z tamtego czasu ... ale, może to nie jest takie ważne, by do tego wracać :)

      Usuń
    5. Moja obecna, to także dawna. Czy ważne, czy nie - to tylko Ty to możesz wiedzieć.

      Usuń