niedziela, 23 września 2012

BRAK ZROZUMIENIA

Uczniowie słyszeli Jego słowa, ale nic z nich nie zrozumieli ...



Nie rozumiem wiele spraw dotyczących mojej wiary. Często stoję w gronie tych uczniów, którzy też nie rozumieli słów Mistrza, choć patrzyli na znaki, które im dawał. Czasem tak jak oni nie pytam za wiele, by Boga nie urazić swoim niedowiarstwem; bo przecież tyle razy dowiódł swą bezinteresowną miłość wobec mnie, że aż głupio zadać to pytanie - DLACZEGO BOŻE?

Dziś jednak zapytam o sprawę dla mnie ważną, może ktoś znalazł już odpowiedź i zechce się nią ze mną podzielić.

  • Dlaczego przychodzi niechciane cierpienie, które równocześnie otwiera bolące rany i świadomość nieba?


***


"Po wyjściu stamtąd podróżowali przez Galileę, On jednak nie chciał, żeby kto wiedział o tym. Pouczał bowiem swoich uczniów i mówił im: "Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie". Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać." (Marek 9,30-32)

  • Jezus wiele razy mówił o swojej śmierci swoim uczniom, dlaczego więc byli zaskoczeni, gdy te słowa się wypełniły?


4 komentarze:

  1. Alicja, wiele razy pytałam "dlaczego". To moje "dlaczego" nie otwierało jednak świadomości nieba, tylko potęgowało ból i ciągnęło w stronę niewiary.
    Nie wiem czy tu na ziemi "dostaniemy" odpowiedź,która nas zadowoli i "przekona", że cierpienie ma sens. Dla wielu osób cierpienie jest bezwartościowe. Dla Boga jednak coś znaczy, a my nie możemy tego zmienić.
    "...dlaczego więc byli zaskoczeni, gdy te słowa się wypełniły?..." Myślę, że interpretowali słowa Jezusa na swój ludzki sposób, karmili się złudzeniami.
    Nie bój się pytać Boga. Z braku dialogu rodzą się nieporozumienia :)
    t.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pytam - 'dlaczego?' - choć zdaje mi się, że znam odpowiedź z nieba płynącą i do nieba wiodącą.

    Pytanie to zabrzmiało mi w uszach dzisiaj na mszy, w trakcie czytania Słowa Bożego i jakoś nie daje mi ono spokoju. Widać nie znam jeszcze pełnej odpowiedzi, więc drąży ono we mnie 'kanał' dla łaski zjednoczenia się z Bożą Miłością.

    Gdy byłam w Rzymie widziałam przepiękną rzeźbę Matki Bożej Bolesnej. Jej twarz była taka piękna; był w niej ... i ból ... i pokój ... i całkowite milczenie ... i pełna zgoda na tę drogę odkupienia. Patrząc na Jej twarz zdałam sobie sprawę z tego, jakże inne jest moje patrzenie na tajemnicę cierpienia Syna Bożego. Dzisiaj odezwały się we mnie tamte emocje.


    Dziwna jest ta nasza ludzka natura ...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja uświadomiłam sobie ostatnio, jak wiele osób cierpiało i cierpi bardziej niż ja. Pytam jak znoszą swoje cierpienie, którego ja nie udźwignęłabym. Przychodzą do głowy różne "cierpienia" i myśl "ty nie zniosłabyś tego", "nie wytrwałabyś przy Jezusie". Najbardziej boli, że to jest szczerą prawdą.
    t.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczerą prawdą jest również to, że Jezus po to przyjął postać Sługi, aby większą część naszego ciężaru wziąć na własne ramiona... bo wiedział, że sami nie jesteśmy w stanie go udźwignąć. Masz rację Teresko, prawda o własnej niedoskonałości boli najbardziej.

    OdpowiedzUsuń