piątek, 26 października 2012

CZY WIERZYSZ W MIŁOŚĆ BOGA?

Dzisiaj, przy okazji rozpoczętego ROKU WIARY, padło  na katechezie takie pytanie. Różne były odpowiedzi, ale jedna przykuła moją uwagę ...



- czy wierzysz w miłość Boga?
- nie wierzę proszę Pani ... 
- dlaczego? -  pytam zdziwiona
- nie chcę odpowiadać ... 
- ok, szanuję twój wybór... 


Znam sytuację rodzinną tego dziecka, ale nie myślałam, że ma ona tak wielki wpływ na jego wiarę. Zrobiło mi się jakoś smutno; chyba po raz pierwszy zobaczyłam jego osobę całkiem w innym świetle. Do tej pory wydawało mi się, że kto, jak kto - ale to dziecko czerpie MIŁOŚĆ BOŻĄ pełnymi garściami; jakże się myliłam ... Wypowiedź ta zmieniła całkowicie dalszy tok katechezy. Doszliśmy do wniosków, które niejednego dorosłego by zaskoczyły i zadziwiły. O tym jednak napiszę kiedy indziej. 

*** 

Patrzeć na Boga oczami dziecka ...

To zadanie na ten rok. 



2 komentarze:

  1. Gdy byłam kilkuletnim dzieckiem nie potrafiłam odpowiedzieć sobie na jedno fundamentalne pytanie dotyczące Boga. Nie miałam odwagi zapytać a wątpliwości spychane w podświadomość spowodowały, że mój obraz Boga stał się wykrzywiony. Odpowiedź na moje pytanie otrzymałam dzisiaj , czytając komentarz do fragmentu z Pisma św., za co dziękuję Bogu. Żałuję tylko, że nikt wcześniej nie "pytał" tak jak Ty Alicjo.
    "Patrzeć na Boga oczami dziecka ..." myślisz,że są dzieci które mają prawdziwy obraz Boga w swoim sercu?
    t.

    OdpowiedzUsuń
  2. Są takie dzieci! Dzięki nim doświadczam wielu wzruszeń i poruszeń serca. Im są mniejsze - tym bardziej w ich oczach "odbija się" niebo.

    Wczoraj miałam katechezę z maluszkami 3-4 letnimi. Nie da się opowiedzieć prostymi zdaniami tego, co od nich usłyszałam, a jeszcze więcej duszą dotknęłam. Czasami na blogu o tym piszę.

    JEZUS POWIEDZIAŁ:

    Trzeba stać się jak dzieci, aby nasza wiara stała się rzeczywistością żywą, szczerą i prawdziwą.

    Trzeba nauczyć się patrzeć na ten świat sercem. Dzieci to potrafią; trzeba tylko tę umiejętność w nich dostrzec, a potem słuchać tego, co swoim dziecięcym językiem i mową ciała chcą przekazać.

    Ponadto, trzeba zrezygnować z chorego mniemania wielkości umysłu człowieka dorosłego. Może tu narażę się wielu osobom. Nie chcę im robić przykrości, ale żyjąc już trochę lat coraz bardziej się przekonuję, że dorosły szuka tego, co dziecko po prostu doświadcza. Smutne jest tylko to, że ta naturalna umiejętność dziecka może zaniknąć, gdy się jej w rodzinie nie pielęgnuje.

    OdpowiedzUsuń