niedziela, 28 października 2012

GDZIE ONI SĄ?

ONI ... czyli  nasi zmarli przyjaciele.


Kilka dni temu, po ciężkiej chorobie, umarł mój przyjaciel, z którym czasem mijałam się na pielgrzymkowych szlakach. Na pożegnanie piszę do niego ostatnie słowa: 

Do zobaczenia ... W domu Ojca jest mieszkań wiele; wierzę, że jesteś zadowolony ze swojego. Przeszedłeś już swoją ziemską drogę oczyszczenia, którą my jeszcze kroczymy. Zaczął się czas trudnego oczekiwania na ponowne spotkanie; jedynie NADZIEJA pozwala dzisiaj patrzeć na twoje odejście nieco z mniejszym bólem, a żałoba nie zamienia się w rozpacz ... wszak ci, których opuściłeś zmierzają w tym samym kierunku. Odpoczywaj w POKOJU ... DO PONOWNEGO UŚCISKU DŁONI ...

Pisze do Niego również inny towarzysz ziemskiej podróży:

Przemijanie jest naturalnym elementem istnienia Wszechświata. Wszystko rodzi się, i umiera, ma swój początek, i ma swój kres. . . . Drzewa wzrastają po to, żeby paść pewnego dnia, ludzie idą drogą życia, ale pewnego dnia ich droga się kończy, bo takie jest prawo Wszechświata, i nie ma od niego wyjątków. Nawet gwiazdy rodzą się, przeżywają dni swojej świetności, i umierają. . . Dziś przyszedł kres twojej drogi, nie spotkamy się już nigdy więcej, bo nie ma takiej opcji. . . . . Część tej drogi odbyliśmy razem . . Żegnaj ..., byłeś OK !

*** 

Trudno się nie zgodzić z naturalnym prawem przemijania Wszechświata.  Ale po przeczytaniu tych słów zaczęłam się zastanawiać nad różnymi opcjami naszego postrzegania śmierci. To, co dla mnie jest kolejnym etapem człowieczego życia, dla innych jest całkowitym unicestwieniem. Nie chcę rozpoczynać tutaj żadnej walki światopoglądowej, ale jedno pytanie nie daje mi spokoju. Zadaję je z nadzieją, że ktoś na nie szczerze mi odpowie.

Dlaczego osoba niewierząca w zmartwychwstanie, odrzucająca opcję ponownego spotkania kieruje do niej słowa w taki sposób, jakby miała nadzieję, że ona te słowa jeszcze usłyszy? Jeżeli uważa śmierć za KONIEC ISTNIENIA, to dlaczego kieruje swoją mowę do osoby zmarłej, tak jakby żyła?

Pomijam wszystkie kwestie związane z różnymi przenośniami i językowymi trikami, bo wiem, że poeci się nimi także posługują. Chcę pójść o krok dalej w szukaniu odpowiedzi stąd kolejne moje pytanie ... 

Czyżby nasza dusza wyczuwała rzeczywistość, której umysł nie pojmuje i stąd pewna nielogiczność w naszych wypowiedziach?

7 komentarzy:

  1. Pozwoliłam sobie wkleić komentarz z innego forum, na którym zadałam to samo pytanie. Uważam bowiem ten głos za bardzo znaczący w tym konkretnym przypadku. Oto on:

    Nick: róża
    Data: 31-10-2012 (15:47)
    Treść: do alicji

    "myślę, że nawet ludzie niewierzący chcą by życie po tamtej stronie istniało i to że przemawiają do zmarłej osoby świadczy o głębokiej tęsknocie za nią i o miłości do tej osoby"

    Moja odpowiedź brzmi:

    Nick: alicja
    Data: 31-10-2012 (20:22)
    Treść: do róży - dziękuję za odpowiedź :)

    "Z pewnością niewierzący bardzo tęsknią i bardzo cierpią z powodu straty osoby kochanej. Tak naprawdę, to bardzo im współczuję tego bólu i tej tęsknoty; nie wyobrażam sobie tego stanu ducha - to prawdziwe piekło bez nadziei.

    Szczerze mówiąc nie wiem, czy umiałabym przetrwać czas żałoby bez wiary w zmartwychwstanie, która jest jak balsam na rany; tym bardziej, że jej łaską jest wewnętrzny pokój, który w tym specyficznym czasie przychodzi do serca człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przypomina mi się rok, w którym zmarła moja mama. Szczególny to był czas, gdyż w przeciągu 2 miesięcy pochowaliśmy 4 najbardziej bliskie mi osoby - wspaniałą teściową i dwie ciocie - siostry mojej mamy. Ludzie z zakładu pogrzebowego patrzyli tylko na nas ze współczuciem, a gospodarz restauracji, w której były stypy dał nam spory rabat.

    Rozmawiałam wówczas z moją koleżanką, która deklaruje się jako osoba niewierząca. W pewnym momencie zapytała mnie wprost:

    - wiesz, chyba bym tego nie zniosła, powiedz szczerze - na jakich prochach jesteś?

    - na Bożych, droga koleżanko, w których moc ty po prostu nie wierzysz - odpowiedziałam z uśmiechem na ustach.

    Gdy o tym teraz piszę przypomina mi się ten przedziwny wewnętrzny pokój, który nagle ogarnął nas obie i zmusił do pewnej refleksji, którą się potem ze sobą podzieliłyśmy. To jednak zatrzymam dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nick: róża
    Data: 01-11-2012 (11:57)

    Treść:

    Gdy umiera ktoś najbliższy z rodziny, gdy umierał mój brat, który był młody, przystojny, życie przed nim dopiero się otwierało, tylko wiara w to że w swej miłości i dobroci Bóg zabiera go w tak młodym wieku, nie uchylając nam rąbka tajemnicy - dlaczego -, sprawia, że potrafimy żyć dalej
    a naszą siłą była ufność Jezusowi i modlitwa

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem, dlaczego założyłaś, że ludzie niewietrzący twierdzą, iż po śmierci nic nie ma. Może są tacy, ale i są tacy, którzy śmierć traktują jako przejście w inny wymiar. I ja też w to wierzę. A zmartwychwstanie niekoniecznie musi oznaczać taki moment, jaki przeszedł Jezus. Myślę, że my, niewierzący rozmawiamy ze swoimi zmarłymi wierząc, że są właśnie w tym innym świecie, ale nie w niebie, czyśćcu czy piekle. I myślę, że zmarli niekoniecznie przybierają po śmierci (zachowują) postać (ciało) ludzką. Może to być kulka energii, poświata, mgiełka... no nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Jaskółko :)

      Cieszę się, że zagościłaś u mnie. Szczerze mówiąc, liczyłam na to, że przylecisz i podzielisz się swoim patrzeniem na temat śmierci. Czekam również na zdanie innych niewierzących, aby wyrobić sobie jakikolwiek pogląd. Na razie bowiem błądzę po omacku.

      Pytasz, dlaczego założyłam, że ludzie niewierzący twierdzą, iż po śmierci nic nie ma?

      Być może zasugerowałam się przytoczonym zdaniem drugiego towarzysza ziemskiej podróży i jego opcją, która jasno na tę NICOŚĆ po śmierci wskazuje.

      Natomiast cieszę się, że wierzysz, iż śmierć jest przejściem w inny wymiar. Ja również w to wierzę i dlatego wciąż zadaję nowe pytania.

      Twoja wypowiedź pokazuje mi, iż ten 'inny wymiar' jest tajemnicą wyczuwalną również przez niektórych zdeklarowanych niewierzących, a to dla mnie jest bardzo ważną wskazówką, która pokazuje, iż nie jest on jedynie wymysłem ludzi Kościoła i ludzi zacofanych.

      Ten fakt potwierdza, że jest sensowne dalsze nasze szukanie odpowiedzi na pytania dotyczące tego 'innego wymiaru'. Nic nas nie dzieli; może jedynie pewne OKREŚLENIA dotyczące tej rzeczywistości.

      "Niebo, piekło, czyściec ..." - pojęcia, które nie oddają całkowitej prawdy o rzeczywistości, która jest TAJEMNICĄ NASZEJ WIARY. Wskazują jedynie kierunek na tę rzeczywistość. I tak, jak drogowskaz nie może być mylony ze szczytem, na który wskazuje, tak te określenia nie mogą być brane za pełnię prawdy o tym 'innym wymiarze', który obie wewnętrznie wyczuwamy i do którego z każdym dniem nam wszystkim jest bliżej.

      MOJE POSTRZEGANIE...

      Chrześcijanie wierzą, że Kościół składa się z trzech wymiarów:

      1. Kościół pielgrzymujący - na ziemi
      2. Kościół cierpiący - w czyśćcu
      3. Kościół chwalebny - w niebie

      Te trzy wymiary wzajemnie się przenikają i dzięki łasce Bożej możemy tego doświadczyć już tu, na ziemi. Zapewne zapytasz o konkrety. Mam ich sporo w moim życiu, ale podzielę się doświadczeniem córki z wczorajszego Dnia Wszystkich Świętych.

      Stojąc nad grobem swoich dzieci bardzo zmarzła w ręce i w modlitwie poprosiła o konkretną pomoc - ABY ROZGRZAŁY JEJ ZMARZNIĘTE DŁONIE. I to, czego doświadczyła wyzwoliło u niej szczery uśmiech na twarzy .../cytuję/

      - "mamo, one dotknęły moją dłoń w taki sposób, że do tej pory moje ręce płoną od gorąca... chyba nieco przesadziły ..."

      Dowód przenikania ... ???!!! - ktoś zapyta z niedowierzaniem - i wcale się nie zdziwię jego niedowiarstwu, gdyż:

      ... to nie jego dłonie w tym momencie stały się ciepłe
      ... to nie na jego twarzy pojawił się uśmiech
      ... to nie jego dusza została pocieszona
      ... to nie on doświadczył tej łączności z niebem
      ... to nie jego SMUTEK zamienił się w RADOŚĆ

      A wszystko dokonało się nad grobem maleńkich dzieci, które odeszły zbyt szybko, by mieć wspomnienia ich ciepłych rączek dotykających ręki kochającej matki.

      Usuń
  5. Wiesz, czytam i dochodzę do wniosku, że w pewnych kwestiach wcale tak bardzo się nie różnimy. A niektóre rzeczy po prostu nazywamy inaczej, ale idziemy w tym samym kierunku. To "coś", co jest po śmierci objawia się wielu ludziom żyjącym w różny sposób. Nie mówią o tym, bo boją się, iż zostaną opacznie zrozumiani lub wręcz wyśmiani. Nie wnikam, co(kto) ogrzało ręce Twojej córce, ale jej interpretacja i wiara jest dla mnie zrozumiała, i jest piękna. Zawsze z wszelką ostrożnością podchodziłam do opowieści o takich doznaniach. Nasza wiedza jest ograniczona. Nie mogę z całą stanowczością powiedzieć- "Bzdura, to nie mogło się zdarzyć". Bo niby dlaczego nie?Jeżeli Twoja córka to poczuła, wierzy w to i przyniosło jej to szczęście, to ta chwila jest bardzo ważna.
    Tak naprawdę, to chyba nie ma ludzi niewierzących w ogóle w nic (wierzących w nic). Chyba nie ma takiej opcji w naszych mózgach. Zresztą sama logika podpowiada- wierzę w nic czyli wierzę.Tylko, że ja nie o tym, a o tych, którzy zamiast w Boga wierzą w ideę, moc, siłę sprawczą, przeznaczenie itp.
    Myślę, że ci, którzy deklarują swoją wiarę w to, że po śmierci nic nie ma, są zakłamani. Jak to się mówi- szpanują, bo nie bardzo mogą mówić coś innego, kiedy założyli, że Boga nie ma czyli odrzucili całą eschatologię, a jakoś nie przychodzi im do głowy, że nie przeszkadza to w wierze, iż jest coś innego jeszcze po śmierci.
    Przypuszczam, że większość ludzi deklarując swój brak wiary w Boga, równocześnie wierzy w byt po śmierci.
    "Życie po śmierci"- niebo, piekło- to jest część religii, którą należy przyjąć jako wiedzę o tej religii. Dlatego jakoś nigdy nie kojarzyłam tego z ciemnogrodem i zacofaniem.
    Fakt, że trochę niecodziennie w obecnych czasach brzmi- pójdziesz do piekła lub pójdziesz do nieba, ale taki obraz przyjęła religia chrześcijańska i nie można nagle tego elementu wyrzucić, aby tej religii (jej założeń) nie naruszyć. Z drugiej strony, nie wyobrażam sobie, że pozostawiając wszystkie elementy religii, zacząć nagle mówić: "Po śmierci polecisz w kosmos".
    Czasem sobie myślę, że Twoja wiara, moja niewiara (wiara) różnią się tym, że ja wierzę w siłę, moc naturalną- Ty ją nazywasz Bogiem, ja jestem wolna od wszystkich towarzyszących wierze chrześcijańskiej elementów, które Ty przyjęłaś wraz z chrztem i kultywujesz.
    Chyba szale wagi się równoważą?

    OdpowiedzUsuń
  6. DOWODY NA ISTNIENIE INNEGO WYMIARU - To temat na kolejny post, który muszę przygotować. Teraz więc odpowiem w wielkim skrócie.

    Masz rację w tym, że trzeba być bardzo ostrożnym w opisywaniu zjawisk nadprzyrodzonych, gdyż łatwo jest je zinterpretować w sposób błędny. Nawet Jezus, który czynił cuda, wielokrotnie zakazywał o nich mówić innym, aby nie narażać ludzkie umysły na "przegrzanie"...

    OdpowiedzUsuń