niedziela, 11 listopada 2012

BEZRADNOŚĆ

Kilka dni temu dostałam maila, który wycisnął mi wiele łez ...

Moja siostra będzie miała dziecko. Trudno mi w to uwierzyć i pokonać strach przed nadchodzącymi problemami.   Boję się, co będzie z Maleństwem, które jest "przypadkiem" w życiu nieodpowiedzialnej i zaburzonej osoby ... wiesz, że jej koleżanka proponowała zabić to maleństwo i zaoferowała swoją pomoc? Na szczęście tak się nie stało. Ojciec dziecka ryczał,  jak usłyszał o aborcji. Na razie to jedna wielka niewiadoma ...




Może się to komuś wydawać dziwne, ale ja już kocham to Maleństwo i bardzo współczuję jego rodzicom, którzy nie planowali jego poczęcia. Bardzo jestem zmartwiona ich losem, który po części leży w rękach ludzi, którzy w sposób naukowy chcą udowodnić światu, że "pestka od jabłka, to nie jabłoń, a mała kropla wody - to nie ocean". 

Zdaję sobie sprawę, że młodzi rodzice potrzebują pomocy. Ale jak to zrobić, by nie była ona pustym słowem bez pokrycia? Nie znam przecież młodej matki, która przerażona swoim stanem  nie jest w stanie odróżnić dobra od zła. Nie mam możliwości powiedzieć wprost: 

pozwól Maleństwu żyć
- podaruj mu chociaż 9 miesięcy
- gdy będzie za ciężko oddasz je w inne ręce
- chcę być z tobą, nie chcę, byś została sama
- nie słuchaj tych, którzy śmierć uważają za jedyne rozwiązanie
- nie osądzam, nie oskarżam; jedynie się bardzo martwię o Wasz los 

Chciałabym być przy młodej mamie, by wiedziała, że nie jest sama. Chciałabym stanąć w milczeniu przy ojcu, by nie musiał sam podejmować trudnej decyzji. Fizycznie tego nie jestem w stanie uczynić; mogę się jedynie podzielić z Wami moim pragnieniem  i prosić Boga, aby posłał do tej rodziny swoich "aniołów" z Dobrą Nowiną, że są dobre rozwiązania. Może jakaś kobieta odnajdzie sposób na to, by uzyskać wreszcie pokój serca; dzięki modlitwie o życie tego, konkretnego dziecka może usłyszy głos z nieba ... mamusiu, wybaczam ci to, że jestem tutaj, a nie przy tobie - kocham cię ... i po raz pierwszy jej łzy nie będą już tak gorzkie ... Może mądry lekarz uczciwie wyjaśni czym jest aborcja? Może ktoś podejmie się duchowej adopcji dziecka poczętego ... o to mogę zawsze prosić dobrego Boga.

2 komentarze:

  1. Na świat przychodzi oczekiwane maleństwo, mój starszy brat. Dwa lata później rodzi się starsza siostra. Dwójka dzieci? To już chyba komplet? Tu niespodzianka, jest już trójka rodzeństwa. Gdy piąte dzieciątko jest już w drodze rodzina i znajomi nie mogą wyjść z „podziwu”. Zaczynają się uszczypliwe komentarze i dobre rady jak pozbyć się „problemu” : „co robimy pani…?” pyta moją mamę zatroskany ginekolog. „Rodzimy panie doktorze….”
    Podczas jednej z wizyt, ufająca lekarzowi i nieświadoma jego zbrodniczych intencji mama otrzymuje leki….. Dobrze, że pod sercem nie nosiła wtedy maleństwa.
    Pisk opon…. „Co Pani wyrabia?” A biedna mama uciekała przed koleżanką, która nie mogła pogodzić się z Jej zacofaniem „Jak można mieć tyle dzieci?”
    Rodzice nie potrzebują dobrych rad, przyjmują kolejne (szóste) dziecko z miłością. Położna zajęta swoimi sprawami, nie przejmuje się, że maleństwo z całych sił pcha się na świat. Mama wstrzymuje akcję porodową i dzięki temu moja głowa nie roztrzaskuje się o szpitalną posadzkę. Rodzę się wypchnięta z ciała mojej mamy przez łokcie położnych.
    Przerażające zimno, godziny spędzone pod lodem, granatowe od wylewów ciało….. „Mamusiu ale my i tak ciebie poznajemy. „
    Mijają trzy lata. Strach, „może nie wrócę do moich dzieci? Mama wraca z młodszą siostrzyczką. Dwa lata później jest nas już okrągła ósemka :)
    t.

    OdpowiedzUsuń
  2. no to i ja mam swoją opowieść ...

    Na studiach poznaję Ulę. Kiedyś zaprosiła mnie do siebie w góry. Poznałam jej przesympatyczną rodzinkę. Jako jedynaczka zawsze tęskniłam za tak liczną gromadką rodzeństwa. Gdy siedliśmy wspólnie przy stole wydawało mi się, że "Pana Boga złapałam za nogi" - tak mi było dobrze.

    Nie zapomnę pewnej rozmowy. Mama Uli upiekła bułeczki i zaczęły się rodzinne wspominki przy albumach zdjęć ... radość, śmiech, żarty ... gdy nagle, trzymając w ręku zdjęcie najmłodszej córki, mama Uli ucichła i spojrzała na nas tak jakoś dziwnie ...

    - Wiecie - powiedziała po chwili - gdybym nie uciekła ze szpitala w samej koszuli nocnej to Kingi by razem z nami tutaj nie było ...

    - jak to!!! krzyknęłam ze zdziwienia

    - no widzisz ... - kontynuowała dalej

    - Moi lekarze uznali, że skoro jestem już po 40 - stce i choruję dość poważnie na serce to powinni za mnie decydować o życiu mojego dziecka. Miałam pewne komplikacje ginekologiczne i trafiłam do szpitala, aby zrobiono mi zabieg. Pytałam, czy nie zagraża on życiu mojemu dziecku i usłyszałam wiele słów, które miały mnie uspokoić. Przez przypadek usłyszałam prawdę. Szłam korytarzem obok dyżurki, która była lekko otwarta i usłyszałam skrawek rozmowy na temat mojego jutrzejszego zabiegu. To, co usłyszałam było straszne! Tak jak stałam wybiegłam ze szpitala. Nie miałam czasu myśleć o tym, co pomyślą ludzie o kobiecie biegającej w koszuli nocnej, szlafroku i kapciach po ulicach Krakowa późnym wieczorem. Jakiś taksówkarz się nade mną zlitował i zadzwonił po mojego męża, by wziął mnie z ulicy ...

    ***

    Jestem drugim dzieckiem mojej mamy. Brat nie zdążył się narodzić jak inne dzieci. Nie ma grobu, ciałko gdzieś znikło ... nikt się za bardzo nie przejmował łzami mojej mamy, która do końca swoich dni wspominała Piotrusia. Tak naprawdę to dopiero po śmierci moich wnuków uświadomiłam sobie jego realną obecność. Bardzo długo czekał na moje pierwsze powitanie. Gdy mama mówiła mi o nim - jakoś to do mnie nie trafiało ... niby wiedziałam ... niby słyszałam ... niby rozumiałam ...

    OdpowiedzUsuń