poniedziałek, 12 listopada 2012

DIALOG ŻYWYCH

I kolejny dzień pełen niespodzianek :) 



Czy my Go również rozpoznamy?
Czy nasza droga prowadzi do Emaus?
Czy ROZMOWY W DRODZE są tymi rozmowami?


Widać, że Panu Bogu spodobało się z nami rozmawiać. Aby jednak to zobaczyć trzeba wejść w naszą rozmowę z tematu: DOWODY NA ISTNIENIE INNEGO WYMIARU. Przytoczę jedynie kilka zdań:
  • Wygląda to mniej więcej tak, jakby w nasz dialog włączyła się Osoba trzecia, która zna nas lepiej, niż my sami i daje konkretne sposoby rozwiązania problemu - zostawiając nam jednak całkowitą wolność i prawo wyboru. 
  • Konkretne FAKTY zechcę zapisać na sposób kronikarski - z datą i godziną /czasami się tak da/.
  • Zbieg okoliczności???  Owszem - TAK!!! Lecz te okoliczności są podawane przez MIŁOŚĆ w odpowiedniej porze i godzinie.

Otwieram rozważania O.Leona na dzisiejszy dzień  i co czytam....?

Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: 
„Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze, a byłaby wam posłuszna” (Łk 17,6).


/to tylko maleńkie fragmenty z rozważania, lepiej przeczytać całość/
  • Pan Jezus mówi uczniom, że nie mają wiary w ogóle. Wiara bowiem to nie uznanie czegoś za coś, ale zawierzenie, to przylgnięcie do Kogoś. Nie ma wiary na trochę, a na trochę nie. Albo jest zawierzenie, albo go nie ma. Stąd nawet mała wiara potrafi sprawiać cuda.
  • Wiara nie jest jedynie wynikiem ludzkiego zdecydowania. Ona jest łaską i jedynie przyjęta jako łaska, może stać się siłą duchową. 
  • Wiara prawdziwa daje nam udział w życiu samego Boga.
  • Wiara zatem to nie ideowa deklaracja, ale życiowa postawa i świadectwo


12 komentarzy:

  1. Czytam :))) Nie potrafię się jednak skupić, żeby przemyśleć. Strasznie nas teraz praca goni.
    Dwa poprzednie również przeczytałam, ale o aborcji nie wypowiadam się na blogach.

    "Wiara zatem to nie ideowa deklaracja, ale życiowa postawa i świadectwo"
    Brak wiary również dotyczy tego samego :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. I mnie teraz jest trudno się skupić ... :) A co do wiary, czy niewiary ...

    Szczerze mówiąc nie znam świadectw osób niewierzących /z brakiem wiary/, ani ich odpowiedzi na pytania:

    - jak radzą sobie z brakiem przebaczenia sobie wielu spraw, które odzywają się od czasu do czasu z przeogromną niszczącą siłą?

    albo...

    - jak radzą sobie z relacjami do wrogów?

    Niektórzy mi odpowiadają, że się po prostu od takich ludzi odwracają plecami i mają ich w nosie. Może jest to jakiś sposób na życie, lecz nie wiem:

    - na ile on przynosi prawdziwą radość i wolność?

    Z chęcią bym posłuchała obszernego świadectwa, które odpowiedziałoby mi na kolejne pytania:

    SKĄD NIEWIERZĄCY CZERPIE SZCZĘŚCIE W SWOIM ŻYCIU?
    CO DLA NIEGO JEST TYM SZCZĘŚCIEM, NADZIEJĄ, WOLNOŚCIĄ?
    SKĄD CZERPIE SIŁĘ DO DŹWIGANIA CIĘŻARU DNIA CODZIENNEGO?


    To tylko początek z długiej listy moich pytań, na które chciałabym usłyszeć odpowiedź; nie wiem jednak, czy ktoś się odważy mi na nie odpowiedzieć całkowicie szczerze. Dotykają bowiem one konkretnego życia, a nie tylko pięknych idei, które tak naprawdę, moim skromnym zdaniem, nie są do końca życiodajne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Alicjo, mnóstwo trudnych pytań zadajesz. potrzebnych, ale bardzo trudnych. Można powiedzieć szybko- czerpię szczęście z wszystkiego, ale to trywialne.
    Na razie powiem tylko- niewierzący musi sobie radzić sam w sprawach, w których wierzący ma oparcie w Bogu.
    Inne pytania muszę sobie przetrawić.
    Może odezwie się również inna niewierząca osoba, bo nie wierzę (!), że takie nie czytają Twojego bloga. Są, czytają i...Szkoda, że Iva poszła gdzieś sobie :(

    OdpowiedzUsuń
  4. .. bardzo wielka szkoda ... :(

    Lecz "nic na siłę" ... W wierze musi być uszanowana WOLNOŚĆ i PRAGNIENIE wartości duchowych - poza werbalnych, które odczuwa się sercem, lecz odrzuca racjonalnym umysłem.

    Jeżeli ich istnienia człowiek nie przyjmie "na wiarę" - to ciągle będzie się wahał i nie podejmie konkretnego działania; wciąż będzie jedynie karmił się pięknymi ideałami, które nie są w stanie ożywić ducha ludzkiego. Zatrzymują się one bowiem jedynie w sferze umysłu.

    Dopiero słowa: "amen, fiat, tak Panie..." - powiedziane w całkowitym zaufaniu Bogu, którego się sercem przeczuwa, a umysłem odrzuca są w stanie nas otworzyć na łaskę wiary. Ten krok jest NAJTRUDNIEJSZY DO WYKONANIA ... potem już jest o wiele łatwiej kroczyć drogą Ewangelii.

    Łaska wiary staje się bowiem konkretem w życiu, a jej siła zaczyna uzdrawiać najbardziej zranione zakamarki duszy, do których sami się boimy zajrzeć - bo wspomnienie bólu jest tak wielkie, że automatycznie zamykamy oczy.

    Ten skok "w wiarę" przypomina mi SKOK MAŁEGO DZIECKA W RĘCE KOCHAJĄCEGO OJCA Z BARDZO WYSOKIEJ GÓRY W CIEMNĄ DOLINĘ ... Gdybym nie widziała, jak inni "fruwają", to bym się chyba nie zdecydowała na ten skok :)

    PS.

    Cieszę się, że Jaskółki lubią latać ... do usłyszenia więc w przestworzach, widoki są niecodzienne:))))

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj... lubią latać, ale niekoniecznie skakać :))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciągle się "obchodzimy" dokoła :)Czy brak wiary musi być odbierany jako kierowanie się li tylko umysłem a mniej sercem?
    Czy niewierzący nie uwzględniają w swoim podejściu do rzeczywistości wolności i wartości duchowych?
    A, właśnie, te wartości duchowe? To według Ciebie co oznacza?

    OdpowiedzUsuń
  7. wartości duchowe ...

    Dobrze, że o nie pytasz gdyż termin potrzebuje uściślenia, aby nie dojść do absurdu, że człowiek wierzący to ten, który jedynie kieruje się sercem, a niewierzący - to wyrachowany racjonalista.

    Wartości duchowe to ...

    - podstawowe cele i dobra, które umożliwiają rozwój człowieka w tym, co w jego życiu jest najważniejsze i specyficznie ludzkie

    - podstawowe wartości duchowe to: miłość, prawda, odpowiedzialność, wolność.

    Normy moralne to...

    - zasady, które chronią nas przed wyrządzaniem krzywdy sobie i innym ludziom, które ukazują sposoby postępowania zgodne z naturą i powołaniem człowieka.

    Istnieje ścisły związek między normami moralnymi, a wartościami duchowymi, gdyż pełnią podobną funkcję. Są one rozpoznawane poprzez umysł i serce niezależnie od światopoglądu.

    Dla mnie człowiek niewierzący, w swym podejściu do rzeczywistości, zatrzymuje się w połowie drogi, na granicy własnych możliwości serca i umysłu. Jego niewiara nie pozwala mu przeskoczyć tej granicy natury, która każdego z nas ogranicza.

    Człowiek wierzący zaś przyjmuje zaproszenia Boga do wejścia na Jego terytorium. W wolności przyjmuje od Niego łaskę wiary, która pomału przemienia jego ograniczenia natury. Gdy nauczy się współpracować z łaską wiary, w jego życiu zaczną dziać się konkretne cuda. Wartości duchowe takie jak: miłość, prawda, odpowiedzialność, wolność zaczną jaśnieć nie ludzkim, lecz boskim blaskiem.

    Co to dla mnie oznacza?

    CZŁOWIEK PRZEKRACZA GRANICĘ INTERESOWNOŚCI i ZACZYNA MIŁOWAĆ DRUGIEGO CZŁOWIEKA CAŁKOWICIE BEZINTERESOWNIE, NAWET NAJWIĘKSZEGO WROGA.

    Człowiek niewierzący nazwie to utopią ... Ja zaś myślę w tedy o wielu świętych ludziach, którym się to udało.

    CZŁOWIEK ODNAJDZIE PRAWDĘ ABSOLUTNĄ /NIEZMIENNĄ/, KTÓRA W MYŚL JEZUSOWYCH SŁÓW - Poznacie prawdę, a ona was wyzwoli. UCZYNI GO WOLNYM OD RACJONALIZMU, KTÓRY NIE ZAWSZE DBA O DOBRO DRUGIEGO CZŁOWIEKA.

    Nie znam racjonalisty, który oddałby swoje życie za wroga, bo znajdzie tysiąc argumentów, aby udowodnić, że taki gest jest irracjonalny.

    Podobnie się ma z podejściem do drażliwego tematu aborcji. Podaj mi przykład racjonalisty, który broni życia poczętego dziecka i staje po jego stronie, gdy obok niego kobieta krzyczy o prawie do swojej wolności? Woli utworzyć swoją nielogiczną prawdę o tym, że człowiek w tym dniu nie jest człowiekiem.

    Faktem zaś jest, że co 3 minuty ginie na świecie chrześcijanin, za PRAWDY EWANGELICZNE, które uczyniły go wolnym od jakichkolwiek nacisków.

    OdpowiedzUsuń
  8. "Dla mnie człowiek niewierzący, w swym podejściu do rzeczywistości, zatrzymuje się w połowie drogi, na granicy własnych możliwości serca i umysłu. Jego niewiara nie pozwala mu przeskoczyć tej granicy natury, która każdego z nas ogranicza."
    Alicjo, proszę Cię...:))))

    Powoli- bo .. chyba mnie dziubnęłaś. To, co piszesz, to tak jakbyś odbierała mi prawo do bycia człowiekiem, bo nie wierzę.
    Generalizujesz i to o niewierzących, i to o wierzących. Nie ma dwóch ludzi tak samo wierzących, jak nie ma dwóch ludzi tak samo niewierzących.
    I o rozumie, i o miłości i o wrogu i o aborcji generalizujesz w obie strony.
    Racjonalista, a który? Bo jest ich sporo odmian.
    Piszesz: "Wartości duchowe takie jak: miłość, prawda, odpowiedzialność, wolność zaczną jaśnieć nie ludzkim, lecz boskim blaskiem." A ja chciałabym, żeby te wartości u chrześcijan były najnormalniej w świecie wyznawane i według nich wierzący postępowali.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jaskółko, proszę ... :)

    Nigdy nie chciałabym Cię zranić, ani dziobnąć. Napisałam /tak mi się zdaje/ PRAWDĘ o każdym człowieku. Nie uważam, że jestem człowiekiem wiary. Jestem jedynie na jej drodze i wciąż jej poszukuję, wiele razy błądzę i zatrzymuję się na granicy własnej, ograniczonej granicy poznania. Mój umysł wciąż kombinuje, by nie dać się wrogowi, a serce mocniej bije, niestety, tylko do niektórych. I ta prawda boli i będzie bolała i powinna boleć.

    W języku wiary ten ból nazywa się grzechem. Natura człowieka po grzechu pierworodnym tęskni za tym, co boskie lecz wybiera to, co ludzkie. Nie jesteśmy idealni w miłości, prawdzie, odpowiedzialności, czy wolności. I nie ma wśród nas takiego!!!

    Nawet najwięksi Święci nie byli nimi. Uznano ich za Świętych dlatego, że: umieli się przyznać do własnych ograniczeń i nie uważali, że są doskonałymi jak Bóg, chociaż jej bardzo pragnęli.

    NIE ZATRZYMYWALI SIĘ JEDNAK NA TEJ BOLESNEJ PRAWDZIE O SOBIE TYLKO RUSZALI DROGĄ NA SZCZYTY. POZWALALI SIĘ PROWADZIĆ BOGU NAWET WTEDY, GDY NATURA LUDZKA IM NA TO NIE POZWALAŁA. UPADALI POD NIĄ, LECZ CUDEM SIĘ PODNOSILI MOCĄ BOŻĄ - NIE WŁASNĄ.

    Przepraszam, że napisałam to dużymi literami. Iva by już zareagowała, że krzyczę na Ciebie. Nie krzyczę i nie chciałabym Cię zranić, ale nie mogę pisać, że jesteśmy zdrowi w swoim człowieczeństwie tylko dlatego, by uniknąć dziobnięcia.

    PRAWDA nie może być zależna od konwenansów, nie może być naginana do pragnień człowieka, które nie zawsze idą w dobrym kierunku. Uczciwy lekarz powie pacjentowi, że ma raka, którym może się zająć, ale potrzeba wiele cierpliwości, bolesnych dla niego zabiegów. Inaczej nie pomoże pacjentowi zmagać się z jego chorobą. Nie wiem, co ty wolisz, ale ja nie chcę trwać w iluzji, że jestem zdrowa.

    Piszesz, że odbieram ci prawo do bycia człowiekiem, bo nie wierzysz. To nie tak! Jesteś wspaniałą kobietą, z którą bardzo dobrze mi się dialoguje, która współczuje, kocha i uczciwie szuka prawdy o człowieku. Bardzo mi to imponuje, bo niewielu takich ludzi spotkałam na swojej drodze.

    Piszesz o różnych odmianach racjonalistów. Szczerze mówiąc nie znam tego podziału, stąd moje wpadki. Proszę więc, abyś mi opisała te odmiany, aby moje dziobnięcia nie były dziobaniem na ślepo, gdyż wtedy obrywają ci, którzy stoją najbliżej mnie - moi niewierzący przyjaciele :)

    A w ogóle, to ten podział na "wierzący - niewierzący" chyba nie jest bardzo trafiony. Wolałabym zastąpić te dwa terminy innym słowem, ale na razie nic mi do głowy nie przychodzi. Może ktoś znajdzie bardziej adekwatne określenie na tę rzeczywistość zmagania się człowieka grzesznego z łaską wiary darmo nam daną przez Boga.

    Piszesz - "A ja chciałabym, żeby te wartości u chrześcijan były najnormalniej w świecie wyznawane i według nich wierzący postępowali." - też tego pragnę z całego serca!!!!

    Ale wiele razy moja ludzka natura niszczy te wartości i w tedy ranię wielu, którzy obok mnie idą drogą zawierzenia. Jest mi przykro, że tak jest. Wciąż obiecuję sobie, że grzech mnie nie pokona i proszę Boga o łaskę wsparcia, która zawarta jest w Komunii świętej i Sakramentach. Podnoszę się i upadam. Czasem jestem wściekła na siebie, że chociaż:

    - pragnę tak bardzo MIŁOŚCI - lecz nie kocham tak, jakbym chciała
    - pragnę tak bardzo WOLNOŚCI - a jestem w niewoli grzechu
    - pragnę iść drogą PRAWDY - a wciąż kombinuję, by ją ominąć
    - pragnę być ODPOWIEDZIALNA - a moje życie pełne jest nieodpowiedzialnych decyzji.

    Nie chcę jednak użalać się nad swym stanem. Nie chcę się zatrzymać w połowie drogi - na granicy mojej słabości, bo wierzę, że pomimo tego Bóg nadal chce mnie mieć przy sobie i nie brzydzi Go mój widok. Powiem więcej - patrząc na krzyż Jezusa widzę, że moje okrucieństwo wziął On na siebie, abym ja mogła wejść w Jego Królestwo.

    Kartą wstępu jest UZNANIE SWOJEJ SŁABOŚCI I PRAWDY O NIEDOSKONAŁYM CZŁOWIEKU, KTÓRY NIE JEST WSTANIE UZDROWIĆ SIEBIE ZE ŚMIERTELNEJ CHOROBY. ONA TRAWI DUSZĘ STAŁYMI WYRZUTAMI SUMIENIA.

    OdpowiedzUsuń
  10. Coś mi tak chodzi po głowie, ze i Ty i ja jesteśmy wielkimi idealistkami. Ty w wierze w Boga i chęci wiary w to, że religia, wiara innych ludzi jest ogromna i są oni podobnie, jak Ty porządni, przyzwoici w swoim działaniu zgodnie z przyjętą wiarą- ja tak samo tylko w kwestii ludzi niewierzących. Czytam Ciebie, znam swoje przemyślenia i dochodzę do wniosku, że czasem wręcz jesteśmy naiwne w tej "wierze"- na nasze podobieństwo- w drugiego człowieka, niezależnie czy on wierzy w Boga, czy jest niewierzący.

    Podajesz zbyt dużo różnych wątków bardzo istotnych i nie jestem w stanie do wszystkich się ustosunkować. Grzech, wybaczenie, wartości itp- trochę dużo :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Masz rację, poszczególne wątki rozbiję na kilkanaście części i umieszczę je w kolejnych postach, aby móc się szczegółowiej im przyjrzeć, bez tego natłoku informacji, który może zmęczyć najbardziej otwarty umysł.

    Pozdrawiam - alicja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)))) Za każdym razem, kiedy chciałam odpowiedzieć, czułam mętlik, bo od czego zacząć i ile napisać, żeby komentarz nie był na 2 strony.
      Ciepełka :)

      Usuń