wtorek, 31 grudnia 2013

ŻYCZENIA NOWOROCZNE

Obyśmy zawsze potrafili odnaleźć właściwą odpowiedź ... 




Dzisiaj trochę nietypowo ...

Zdrowych i szczęśliwych, radosnych i z workiem pieniędzy ... itp. itd. Nie gniewam się, gdy takie życzenia otrzymuję, bo zdrowia mi ostatnio brakuje, a i radości by się też więcej zdało. O worku pieniędzy nawet nie wspomnę, bo nawet kilka bym przyjęła.

Dzisiaj jednak mam w głowie pytanie Maćka, które zadał na okoliczność Święta Młodzianków. Sprowokowało mnie ono do szukania odpowiedzi. Pragnę, aby Nowy Rok 2014 przyniósł każdemu z nas ukojenie w prawdzie o miłości Boga.

Dlaczego Bóg nie posłał anioła do matek małych Męczenników i nie ostrzegł je przed Herodem?

Nigdy do końca nie odpowiem na to pytanie. Mogę jedynie gdybać i tym gdybaniem dzielić się z innymi.
  • Czy będę blisko prawdy?
  • Czy odpowiedź przyniesie pokój serca?

Mam nadzieję, że TAK. Tak samo, jak przyszedł w momencie śmierci Taty, Mamy, wnuków, członków rodziny i przyjaciół. Nie zawsze był taki sam. Zależał od wielu rzeczy. Jedną z nich była pewność, że po „tej stronie życia” wszystko było zamknięte po Bożemu … i pojednanie … i pożegnanie … i złączenie swojego cierpienia z bólem i śmiercią Jezusa.

Przypomina mi się przyjaciel narkoman, którego znaleźli na strychu opuszczonego domu. Nie żył już dwa tygodnie. Obok niego porzucone strzykawki i zabrudzone igły. Wszystkich zaskoczył widok bardzo zniszczonego obrazka Jezusa Miłosiernego, który stał obok wypalonej świeczki. Na pogrzebie Dzidka jedynie ten fakt przynosił ukojenie i pewność, że nasz przyjaciel nie był sam w chwili konania. Był z Nim Jezus, który potrafił przebić się przez jego mur, którym tak szczelnie się otoczył tu, na ziemi.

Próba odpowiedzi…

  • Nie przyjęcie prawdy o swoim ograniczeniu zawsze zabija …
  • Niewinność dziecka jest najjaśniejszym kontrastem ciemnych zakamarków duszy …
  • Irracjonalny lęk pobudza wyobraźnię do niecnych czynów …


Dlaczego?

  • Pytanie, które powraca jak bumerang. Bo jak tu pogodzić Miłość Boga z rozpaczą matek?

Śmierć jest konsekwencją złego wyboru. Nikt się jej nie wywinie. Tajemnicą jest jedynie czas jej nadejścia. Przyzwyczailiśmy się, że z natury przychodzi później i dziwimy się, gdy przychodzi wcześniej. Zawsze prowokuje pytanie – dlaczego? Gdy dotyka niewinnych dzieci pytanie jest głośniejsze i wyrazistsze. I może właśnie o to chodziło. Czy da się oszukać śmierć? Moim zdaniem – nie, chociaż często targujemy się z Bogiem o jej czas nadejścia.


  • Dlaczego Herod posunął się do takiej zbrodni?


Herod był wolnym człowiekiem. Czy możemy go osądzać jak zbrodniarza? Owszem. Przyda się jednak odrobina autorefleksji.


W jaki sposób współczesny  człowiek korzysta z daru wolności?

Chyba do końca życia nie odpowiemy sobie w sposób  wyczerpujący na to pytanie. Można jednak zacząć szukać właściwej odpowiedzi w Nowym Roku 2014.

Życzę powodzenia :)


czwartek, 26 grudnia 2013

ŻYCZENIA...





...
długo szli
wędrowcy z bożej łaski
ktoś uczepił się osiołka
że niby do konia nie podobny
za mały łeb
za duże uszy
a to ogon nie taki
a i grzywa jakaś  
... 
osioł słuchał pokornie
czasem przykro mu się zrobiło
bo też potrzebuje kochania
no cóż
nie można mieć wszystkiego
...
szli...
a cel był bliski
na uboczu
z dala od ludzi
i tych dobrych
i tych złych
jak zechcą, sami przyjdą
...
a osiołek się ucieszy
że nie trudził się
na darmo.

(alicja)

środa, 18 grudnia 2013

TUŻ PRZED WIGILIĄ

Opłatek ... 




  • Czy jest symbolem pojednania?
  • Czy jest symbolem bogobojnego życia?

Takie dwa pytania zadałm koleżance, która stanowczo powiedziała, że nie ma ochoty dzielić się opłatkiem z osobami, z którymi ma na pieńku. Nie chce uczestniczyć w sztucznym ceremoniale, gdyż jest wolna i może dobierać sobie osoby, z którymi pragnie siedzieć przy wigilijnym stole.

Wolność ...

Jest to wartość, którą sobie bardzo cenię, ale ...

  • czy wolność osoby nie jest również wolnością od złego nastawienia do osób, z którymi mi nie po drodze?

*** 
Gdy zapytałam moją koleżankę, czy ma ochotę kiedyś skończyć z tą sytuacją gniewu, w której trwa od kilku lat odpowiedziała mi, że owszem ... tak ... ma .... ale konfrontacji tej boi się jak ognia... 



Znowu zapytałam:

  • Czego więc nie skorzystasz z wieczoru wigilijnego, który jest najlepszą sposobnością, by załagodzić choć troszkę spory?

I wyszłam nie czekając na odpowiedź, którą każdy sam musi w sobie odnaleźć ... bo to już nie moja bajka.

sobota, 14 grudnia 2013

RADOSNE OCZEKIWANIE …

Jutro kolejna niedziela adwentu - niedziela RADOŚCI...

Mój przyjaciel, kapłan, poprosił mnie o refleksję na temat RADOŚCI. Wiedział, że jestem w stanie żałoby po śmierci Taty i oczekuję narodzenia bardzo długo oczekiwanej wnuczki, bądź wnuka ... 


Widzę młodą matkę w stanie błogosławionym i zastanawiam się na ile ona przeżywa RADOŚĆ w sobie? Czy troska o małe dzieciątko w jej łonie, albo ubogość stajenki, w której ma się ono urodzić nie zabija tego wspaniałego stanu duszy i nie gasi uśmiechu na twarzy? Ból rodzenia również może wystraszyć, bywa przecież różnie. A jednak … 

Patrząc na Matkę Jezusa ufam, że uda jej się wytrwać w RADOŚCI OCZEKIWANIA. Przecież ta święta Matka też nie miała lekko; stale narażona na ludzkie niezrozumienie i strach przed biedą nie przestała ani na chwilę śpiewać pieśń RADOŚCI na cześć Boga - Stwórcy Nowego Życia.

Stoję nad grobem kochanej mi osoby.  Wszyscy wokół życzą mi siły do przezwyciężenia smutku. Czy jednak zawsze tak musi być?! Czy tylko łzy, ból i cierpienie są siostrami śmierci? A gdzie podziała się ta siostra, która potrafi przezwyciężyć lęk przed śmiercią i zamienić go na radość ponownego spotkania. 

Często o tej siostrze zapominamy, a przecież w tym wydarzeniu właśnie ona powinna usiąść na pierwszym miejscu przy stole żałobników. Miałam okazję usiąść z nią i porozmawiać. Ma tyle POKOJU i NADZIEI  w sobie, że smutek szybko zamienił się w RADOSNE OCZEKIWANIE NA PONOWNE SPOTKANIE. 

Jakże piękne to doświadczenie, które może być udziałem każdego, kto uwierzy w zmartwychwstanie Jezusa. Nie zabiera ono łez, ani bólu tęsknoty ... o nie ... ale potrafi je zamienić.

KLUCZ DO RADOŚCI …

Jest taka piosenka: „Wszystkie moje troski i kłopoty w Twoje ręce składam Panie mój…” 

Myślę, że słowa te są kluczem do RADOŚCI. Nie ma on nic wspólnego z beztroskim podejściem do życia. Wiele się trzeba natrudzić, by go nie zgubić w tej pielgrzymce życia. Każdy go otrzymał w Sakramencie Chrztu świętego. Pytanie jednak, gdzie on teraz jest?




poniedziałek, 25 listopada 2013

DO SZUWARKA

Dwa posty o śmierci / oczekiwaniu na śmierć najbliższych, a takie różne...





Drogi Przyjacielu.


Przeczytałam twój komentarz do poprzedniego postu i postanowiłam odpisać. Z powodu doświadczenia, z którym się teraz zmagam mój głos może być ciut wiarygodniejszy i dlatego mam odwagę zaświadczyć o tym, że życie, jak i śmierć można przeżywać z wiarą lub bez wiary. Wybór należy zawsze do człowieka. Każdy zaś wybór pociąga za sobą konsekwencje:

  • doświadczenie sensu życia i umierania
  • doświadczenie bezsensu życia i umierania

Zapytałeś ...

  • Życie które jest darem,  jest wartością - czy ja na nie zasługuje? Byli lepsi ode mnie, dlaczego oni odeszli? ...

Może dlatego już odeszli, że poznali pełnię PRAWDY o sensie życia i umierania człowieka i zobaczyli światło za "drzwiami - śmierci", które tak często są zamykane z różnych powodu  ... 


*** 

TE DZRZWI JUŻ SĄ OTWARTE ... 

***


Dopowiedzenie ... 

Czytam rozważanie na kolejny dzień ... oto maleńki fragment:

  • "To bolesne doświadczenie odsłania przede wszystkim prawdę, że nie warto umieszczać w dobrach doczesnych swojej istotnej nadziei. Nasze trwałe mieszkanie jest u Boga. Niestety, bardzo często o tym zapominamy. Tak bardzo przywiązujemy się do doczesności, że trzeba nieraz bardzo bolesnego doświadczenia, abyśmy zrozumieli, że w naszym życiu chodzi o coś o wiele większego..."


niedziela, 24 listopada 2013

WYKONAŁO SIĘ ...

Wykonało się ... 

Tak powiedział Tato zaraz po śmierci Mamy; dzisiaj ja tak mogę powiedzieć względem Niego.



... rozerwały się więzy śmierci ...


Zmarł w sobotę, 24.11.2013 roku o godzinie 20.15. Telefon ze szpitala zadzwonił o 21 - szej. Pojechaliśmy się jeszcze pomodlić przy jego ciele. Mam w sercu POKÓJ i WDZIĘCZNOŚĆ. Wszystko zamknęło się po Bożemu i to poczytuję sobie za łaskę. Teraz przygotowania do pogrzebu. Zaczynam od jutra rana. Niedzielę mam na przemyślenia ..Śmierć naprawdę została pokonana...  jestem tego pewna!

czwartek, 21 listopada 2013

JEZUS ŻYJE!

Śmierć jest jedynie bramą do Królestwa żyjących ...



Ona nie wiedziała, że właśnie we wtorek odwoziłam Tatę do szpitala ... nie znała mojej sytuacji ... ani myśli, które chodziły mi wówczas po głowie ... ani mojej modlitwy nie słyszała... Rysowała rysunek "ot tak", a potem przyszła na przerwie i mi go podarowała ze szczerym uśmiechem mówiąc:

- to dla pani go dzisiaj namalowałam ...

Dziękuję ci Natalko ... nawet nie wiesz, że Bóg przemówił do mnie przez Ciebie ... i mnie pocieszył ... i wzmocnił... i podał właściwy kierunek ... 

Trudna to lekcja dla mnie, ale usłyszałam, że Bóg jest teraz ze mną ... 

środa, 20 listopada 2013

ODDECH ŚMIERCI ...

Proszę, pomódlcie się za mojego Tatę, który leży w szpitalu bardzo chory. Niech dobry Bóg będzie dla niego łaskawy ...


ODDECH ŚMIERCI ...

Poczułam jej oddech
zimny, bezlitosny, płytki
z coraz dłuższymi bezdechami

nie wróży on nic dobrego
gasi radość i pobudza umysł
do patrzenia głębiej i dalej

znam go, gdyż nie raz
czynił mnie i moich bliskich
bezradną wobec prawdy.

O przemijaniu to pieśń
którą rozumem przyjmuję
choć serce wciąż pyta 
...

dlaczego tak trudno przejść
do Twego królestwa ...
Panie panów i Królu królów?

(alicja)

sobota, 9 listopada 2013

"Podążając za π"

Długo się nie odzywałam, bo.... zresztą, sami popatrzcie ...

Głosowanie kończy się 18 listopada
Zagłosujcie na nasz film :)
Można to zrobić tutaj: 
                            http://millionyou.com/nowoczesna-edukac ... map=%5B%5D


"Podążając za π"




Tam jest film, który zrobiłam z koleżankami na konkurs 
... jak się spodoba  ... można głosować ...

*** 

"Podążając za π"

  • Uczeń w nowoczesnej szkole rozwija swoje pasje. Jego wartość jest niezmienna, jak liczba π. Zmieniają się jedynie okoliczności zewnętrzne.
  • W filmie biorą udział uczniowie klas od 1 do 6 SP. Pokazują oni jak ważną rzeczą w nowoczesnej szkole jest wzajemna współpraca i kontakt z naturą. Ona jest źródłem poznania. 
  • Nowoczesne sprzęty, wspaniała technologia są jedynie narzędziami w poszukiwaniu niezmiennego π, które jest tu synonimem wartości każdej osoby ludzkiej, której nie można zgubić w procesie wychowania młodego pokolenia.

*** 

1. Scenariusz filmu - Małgorzata Żuk
2. Montaż - Anna Włodarczyk
3. Muzyka autorska - Alicja Niedbalska.

sobota, 19 października 2013

SZCZERZE MÓWIĄC …

To nie wiem jak pisać o problemie aborcji, by mnie dobrze zrozumiano. Czytając komentarz Szuwarka do poprzedniego postu wcale się nie zdziwiłam, że napisał:

  • Kiedykolwiek czytam teksty o aborcji, to mam wrażenie, że tak naprawdę to są one formą ataku. Ataku na kobiety, które tego dokonały. Bo to one są bezpośrednio odpowiedzialne...

Zgadzam się z nim, gdyż i ja mam podobne wrażenie. Brakuje mi artykułów, które bronią równocześnie kobiety „po przejściach” i jej nienarodzonego dziecka. A przecież w tym „tańcu śmierci” te dwie OSOBY są dla siebie parnterami… 


DWIE OFIARY … kobieta … dziecko …

Spotykam artykuły broniące kobietę. Mało jest takich, które wspominają o drugiej ofierze "wypadku" - dziecku. Nie mogę się zgodzić z argumentami, które w imię dobra kobiety pozbawiają tożsamości jej dziecka. Przecież te dwie OSOBY LUDZKIE są związane jedną relacją, której na imię MACIERZYŃSTWO. 

BOLESNE MACIERZYŃSTWO ... 

Zdaję sobie sprawę z tego, że ta relacja jest bardzo trudna. Czy śmierć jednej z osób jest jednak właściwym rozwiązaniem? W nierównej walce zawsze przegra najsłabszy. Kto stanie w jego obronie i nie przestraszy się podejrzliwości o atak na matkę? Z resztą ... obrona dziecka nie może godzić w jego matkę!!! Bo tak naprawdę ... i matka ... i dziecko jadą "na jednym wózku" .

A GDZIE MIŁOŚĆ?

Szuwarek napisał:

  • A co jeżeli one są także ofiarami? A teraz nawet podwójnie, bo oskarża się je o morderstwo. Czy tego nie za wiele? Gdzie jest litość, gdzie współczucie, a gdzie miłość?

Trzymam się słów Jezusa - "Prawda was wyzwoli ...". Od siebie jedynie dodam ... od wszelkiego bólu, który powstał na skutek okłamania kobiety, że śmierć dziecka zakończy jej problem. Teraz mogę się posiłkować słowami kobiety, która przeszła ten koszmar zwycięsko. Jej wyznanie umieściłam w poście - W OBRONIE ŻYCIA. Tutaj zacytuję jedynie mały fragment:

  • Czasu nie cofnę, a żyć z tym nie potrafię. Błagam o modlitwę za mnie i wiele kobiet, które są w podobnej sytuacji. Mówcie i krzyczcie głośno, że to nieprawda, że kobieta pozbywając się ciąży pozbywa się problemu. Tak naprawdę wtedy go sobie przysparza. 

  • "Kocham Jezusa całym sercem. Możesz umieścić ten wpis na swoim blogu. Może uda się przemówić choć do jednej kobiety i uratować jedno istnienie. Moje serce wyje z bólu, ale kiedy wiem, że Jezus mnie kocha jestem szczęśliwa. Bóg z wami."

Janina jest dla mnie wiarygodnym świadkiem prawdziwości słów Jezusa. Dzięki Niej mam odwagę pisać o aborcji i jej skutkach. Mam bowiem dowód, że można współczuć kobiecie i dziecku równocześnie. I nie tylko współczuć, ale razem z nimi wejść na drogę powrotu do pokoju serca. Zbyt dużo traumy doświadczyli oboje, by przejść obojętnie.


BARDZO WAŻNE PYTANIE ...

Szuwarek zapytał:

  • Kto może jej pomóc kiedy jest w tej trudnej sytuacji, kiedy cały świat usuwa jej się spod nóg, kiedy musi ratować siebie? 

Dodam do tego pytania jeszcze kilka słów:

  • Kto może jej pomóc kiedy jest w tej trudnej sytuacji, kiedy cały świat usuwa jej się spod nóg, kiedy musi ratować siebie ... i swoje dziecko? 

***

Poszukajmy wspólnie odpowiedzi ...

*** 

http://www.doziemiobiecanej.pl/notka/588/o-aborcji-w-duchu-milosierdzia/

Dziękuję Kaju za włączenie się w temat :)

***
PROŚBA

MOŻE KTOŚ ZNA DOBRE OŚRODKI POMOCY DLA KOBIET PO ABORCJI
... potrzeba nam nowych drogowskazów

czwartek, 17 października 2013

WSPÓLNOTA OKŁAMANYCH

Czy ona naprawdę istnieje, czy też ją sobie tylko wymyśliłam?




Będę czekać, drążyć, szukać ...


Kiedyś przeczytałam na jednym z blogów bolesne wyznanie pewnej kobiety po aborcji. Bardzo jej współczułam, ale nie potrafiłam ulżyć w bólu. Nigdy nie byłam w tej sytuacji, nigdy nie doświadczyłam tego, co ona. Nie jestem więc wiarygodnym świadkiem, który by powiedział ...Tak, ja to przeżyłam; wiem, jak to jest ....można się jednak podnieść ... 

Powierzyłam sprawę Panu Bogu prosząc o wiarygodnego świadka, który miałby odwagę podzielić się swoim bólem i próbą poradzenia sobie z nim. Jestem przekonana, że takich poranionych kobiet jest mnóstwo. Tylko, czy będą miały odwagę powiedzieć o:
  • kłamstwie, któremu uwierzyły ...
  • przymusie, jakiemu zostały poddane ...
  • presji społecznej, której uległy ...
  • braku zrozumienia wśród najbliższych ...
Bo przecież nie może być tak, by te kobiety zostały ze swoim bólem same!!! Wystarczy chwila, by ból i cierpienie wróciły ze zdwojoną mocą. I co wtedy?
  •  Znów problem zamieść pod dywan?
  • Uciszyć sumienie kolejnym kłamstwem, że dziecko do 13 tygodnia nie jest dzieckiem?
  • Zasłonić się parawanem wolności wyboru?

Jest!!! Jest!!!Jest!!!

Gdy przeczytałam świadectwo Janiny uświadomiłam sobie, że może nadeszła chwila ujawnienia się kobiet, które przeżyły to samo, co ona. W ten sposób może staną się heroldami PRAWDY, która wyzwoli i uleczy ich zbolałe serca. Zdaję sobie sprawę, że dotykam rany tak głębokiej, jakiej jeszcze nie dotykałam na moim blogu. Być może skazuję się na porażkę, głosy niezadowolonych, ośmieszenie ...

Podejmuję to ryzyko świadomie...

Może pomogę w ten sposób kobiecie, która kiedyś napisała:

  •  Im jestem starsza, tym więcej wątpliwości, przemyśleń /…/ Ten temat, te fakty, te rzeczy, o których tu dyskutujemy, to bardzo dla mnie trudne. Kiedyś matka zmusiła mnie w imię dobra rodziny (co za dulszczyzna) do aborcji. Zostało to we mnie jak cierń. /../  Swoją córkę bardzo wsparłabym przy ciąży ... niechcianej? Złe słowo, prawda? Kobieta przeważnie nie traktuje  w ten sposób ciąży, kiedy ma warunki do zapewnienia dziecku godziwego życia. A kiedy nie ma? Zawsze cierpi. I to sumienie. I ta presja społeczna. Bóg? Nie wiem. Ja nie wierzę, ale myślę, że dla wierzącej kobiety jest wielkim wsparciem. Często jedynym. Czasem też myślę, że łatwiej byłoby mi niektóre rzeczy przeżyć, gdybym wierzyła. Ale nie potrafię...


poniedziałek, 14 października 2013

CZY TO MOŻLIWE?

Tak mi się marzy ...

...   aby kobiety po aborcji na nowo pokochały swoje nienarodzone dzieci 
...   i wewnętrznie je do siebie przytuliły
...   aby opowiedziały im o kłamstwie, w które uwierzyły
...   aby ............................................................



Czy to wogóle jest możliwe? 
Czy świadectwo Janiny z poprzedniego postu jest jednym na miliony?


sobota, 12 października 2013

W OBRONIE ŻYCIA

Długo czekałam na takie świadectwo... 


"Kiedy byłam młoda usunęłam 2 razy ciążę (zabiłam dwoje dzieci). Później jeszcze raz usunęłam ciążę (zabiłam dziecko). W tym czasie nie miałam świadomości jak bardzo będę tego żałować. Przy ogólnym przyzwoleniu, a także pod bierną presją męża. Mimo, że urodziłam i wychowałam czwórkę dzieci nie przestałam myśleć o tamtych, którym nie dałam żadnej szansy. Codziennie odmawiam wieczne odpoczywanie za moich zmarłych rodziców i za trójkę dzieci moich nienarodzonych. Ufam Bogu, że kiedyś mi przebaczy. Czasu nie cofnę, a żyć z tym nie potrafię. Błagam o modlitwę za mnie i wiele kobiet, które są w podobnej sytuacji. Mówcie i krzyczcie głośno, że to nieprawda że kobieta pozbywając się ciąży pozbywa się problemu. Tak naprawdę wtedy go sobie przysparza. Boże wybacz mi, bo tak naprawdę nie wiedziałam wtedy co czynię."

*** 

Poprosiłam o zgodę umieszczenia go na swoim blogu i dostałam odpowiedź:


  • "Kocham Jezusa całym sercem. Możesz umieścić ten wpis na swoim blogu. Może uda się przemówić choć do jednej kobiety i uratować jedno istnienie. Moje serce wyje z bólu, ale kiedy wiem, że Jezus mnie kocha jestem szczęśliwa. Bóg z wami."

*** 

Janino, razem z Tobą będę wołała ... prosiła ... błagała ... płakała ... Dzięki Tobie mogę otworzyć na swoim blogu nowy temat, który nie będzie przepychanką słowną odmiennych światopoglądów. Nie będzie potępieniem, lecz zrozumieniem pułapki, w ktorą wpada tyle kobiet. 

Kobiety, wystraszone pojawieniem się w nich nowego życia,  stoją na rozdrożu i pytają siebie - co zrobić? Decyzję muszą podjąć same. Nikt tego nie uczyni za nie. Nikt im nie zakaże, nikt na siłę je nie powstrzyma. Dobrze jednak, by miały pełną świadomość i rozeznanie czynu, który chcą dokonać. Jest wiele kobiet po aborcji, które do tej pory nie mogą sobie wewnętrznie z tym faktem poradzić.

Dla tych kobiet Ty jesteś wiarygodnym świadkiem!!!

Dziękuję Bogu, że stanęłaś na mojej drodze. Ufam, że dzięki Tobie otworzą się oczy wielu, którzy bardziej lub mniej świadomie poszli drogą śmierci. Patrząc na Ciebie na nowo wzrosła we mnie nadzieja, że nie wszystko stracone. Pokazałaś drogę powrotu do pokoju serca ... dziękuję. 




sobota, 5 października 2013

II Dzień Dziecka Utraconego oraz modlitwa o uzdrowienie duszy i ciała

15 październik to „Światowy Dzień Dziecka Utraconego”. W Polsce został on rozpowszechniony dzięki Organizacji Rodziców po Stracie oraz Rodziców Dzieci Chorych – „Dlaczego”.  Nasza parafia w Moszczance (woj. opolskie) obchodzi go w tym roku po raz drugi 18 października. Dołączyliśmy do niego modlitwę o uzdrowienie duszy i ciała. Uważamy bowiem, że każdy człowiek nosi w sobie brzemię śmierci, które nie pozwala mu w pełni cieszyć się darem życia. 

PROGRAM  DNIA:
  • 17.30Różaniec w intencji dzieci, które odeszły przedwcześnie w wyniku poronienia, w okresie okołoporodowym, w wyniku choroby lub wypadku.  Modlitwą otoczymy również wszystkie osoby przeżywające utratę kogoś tak bliskiego jak swoje dziecko oraz te, które z powodu innych doświadczeń potrzebują uzdrowienia duszy i ciała. W czasie różańca będzie okazja do spowiedzi.
  • 18.00Msza święta. Kazanie wygłosi O. Faustyn Zatoka OFM z Prudnika Lasu
  • „Tylko Bóg może mnie obudzić” -  spektakl słowno – muzyczny
    Modlitwa o uzdrowienie przed Najświętszym Sakramentem 
  • Światełko do nieba - wypuścimy specjalny płomyk do nieba - lampion, na którym napiszemy imiona naszych dzieci oraz  słowa skierowane do nich 
  • Spotkanie w sali parafialnej (dla chętnych)

Uczestnicy są proszeni o przyniesienie zniczy ponieważ po Mszy świętej nastąpi zapalenie światełek pamięci przy krzyżu misyjnym.


*** 
Fragmenty z pamiętnika… 

Podzielę się refleksją z zeszłego roku. Może dzięki niej ktoś poczuje się zaproszonym gościem.

24.09.2012
Dziś zapytam Boga o  niezrozumiałą dla mnie śmierć dziecka? Może odpowie mi na głęboko skrywane pytania?

06.10.2012
Plakaty wydrukowane. „Są pełne nadziei” - to zdanie niektórych osób. Dzięki niej można przekroczyć granicę rozpaczy.

08.10.2012
Przygotowujemy oprawę muzyczną. Organista, słucha propozycji aniołkowej mamy. Słucham z przyjemnością jej wskazówek. Zaskakują nas słowa - „bardziej radośnie proszę, to nie cmentarz, lecz miejsce na budowanie wiary i nadziei; ludzie mają się wzmocnić, a nie pogrążać w smutku i w żałobie”. Grupa teatralna przygotowuje spektakl „Po drugiej stronie nieba”.

09.10.2012
Umieściłam zaproszenie w Internecie. Są już odpowiedzi. Jedną szczególnie zapamiętałam, gdyż napisała ją osoba deklarująca swoją niewiarę w Boga: „To bardzo przykre (banalnie zabrzmiało), kiedy śmierć dotyka dziecka, nastolatka. Modlić się nie będę, ale myślę ciepło o tych, którzy stracili swoje skarby...”. Przychodzą kolejne maile. „Dzisiejszy dzień mija spokojnie, zwyczajnie. Wszyscy obok mnie tak mocno "trzymają" się tego co ziemskie. Chwilami trudno w pojedynkę "szukać" śladów nieba. Dzisiaj poczułam, że niebo istnieje i "jest dla wszystkich". „Po 20 latach poczułam wreszcie pokój serca, dziękuję. Mogę powiedzieć, że moja żałoba się dopiero teraz skończyła. Moj aniołek nie umarł rok temu, ale 20 lat temu. Byłby na pewno studentem lub pracował. Łączę się z innymi rodzicami [*] mama Davida.”„Gdy przeczytałam zaproszenie przypomniało mi się Dzieciątko mojej siostry, które zmarło na początku swojej drogi życia i nie było chcianym, oczekiwanym maleństwem swoich rodziców. Życie i śmierć tego Dziecka, które nie otrzymało nawet imienia było i jest tematem tabu. Przed chwilą dotarło do mnie, że to Dziecko żyje i patrzy teraz na swojego starszego brata, który jest wspaniałym i mądrym chłopcem. Ufam, że kiedyś spotkają się po drugiej stronie...”. „Ja również utraciłem córkę - miała 41 lat. Osierociła dwoje dzieci w wieku 17 i 9 lat. Córka zmarła na raka piersi z przerzutami…” „Cóż za piękne święto! Nigdy o nim nie słyszałam. Jestem z Wrocławia. 9 grudnia 2011 roku zginął mój syn Przemek, miał 19 lat. Potem poroniłam w trzecim miesiącu ciąży. Gdyby nie Pan Bóg to nie wiem... Proszę zapalcie znicz i napiszcie:  Przemek i rodzeństwo - kochamy Was!!! Mama, Tata i Weronika”.

10.10.2012
Przygotowuję karteczki z intencjami. Jezus też płakał nad grobem Łazarza…  to takie ludzkie ... ale potem uczynił to, czego nikt się nie spodziewał.

13.10.2012
Pytam znajomego, czy przyjedzie i słyszę: „No wiesz, nie wiem ... to taka trauma, że nie chcę wchodzić "z butami" w środowisko tak poranione i doświadczone cierpieniem. Co ja mam do powiedzenia ... moja obecność będzie dodatkowym cierniem ... poza tym ...”. Zatrzymał się w połowie zdania, gdy zobaczył moją minę. Stałam jak wryta, z oczami wlepionymi w niego tak, że musiał zamilknąć. Potem wydusiłam z siebie: „Wiesz, przepraszam Cię bardzo, ale gdy tak mówiłeś poczułam się jak trędowata, wyobcowana ze wspólnoty ludzkiej, dla której śmierć nie powinna być tematem tabu. Ona przecież nikogo nie ominie, jedynie przychodzi według nieznanego nam grafiku”. Po tej rozmowie zdałam sobie sprawę z tego, jak wielkie zadanie ma do spełnienia ten Dzień, który leczy naszą świadomość śmierci.

15.10.2012
Niektórzy po latach uświadamiają sobie istnienie brata, siostry, córki, syna, wnuka, wnuczki. Opowiada mi przyjaciółka, iż po raz pierwszy zapaliła znicz swojej siostrze, o której prawie nic nie wiedziała. Dopiero w przeddzień Dnia usłyszała pełną opowieść od swojej mamy.

Co usłyszała przyjaciółka od swojej mamy?

Otóż – 45 lat temu odeszło do nieba, w pierwszych miesiącach ciąży, maleńkie dzieciątko. Trudno było określić w tedy jego płeć, nikt też w szpitalu nie przejmował się losem kobiety po stracie dziecka. Musiała sobie radzić sama z żałobą i niezrozumieniem społecznym. Jedynie mogła liczyć na wsparcie rodziny, szczególnie ojca. Dwa lata temu mama przyjaciółki miała dziwny sen, o którym nikomu nie mówiła, gdyż obawiała się wyśmiania. Opowiedziała go po raz pierwszy, gdy się dowiedziała o organizowanym Dniu Utraconego Dziecka. Otóż we śnie przyszedł do niej zmarły Tato z małą, jasnowłosą dziewczynką i przedstawił ją, że jest ona jej córeczką, którą się on teraz, tam w niebie, opiekuje. Więc niech się już nie martwi. I w tym momencie poczuła w sercu pokój, którego nigdy wcześniej nie doświadczyła. Nie muszę chyba pisać o emocjach mojej przyjaciółki, która tę historię usłyszała po raz pierwszy w życiu. Do mnie jedynie powiedziała ze łzami w oczach: „wiesz, ja mam siostrę, o której wprawdzie wiedziałam, ale nie było jej w mojej świadomości tyle lat. Po raz pierwszy zapalam dla niej światełko pamięci … nadałam jej też imię - Ania - po mojej mamie; tak jak radził na kazaniu Ojciec Faustyn …”

16.10.2012
„Po drugiej stronie nieba”. Przedstawienie pełne nadziei. Były łzy i ukradkiem wyciągane chusteczki. Nawiązał się swoisty dialog między niebem, a ziemią; między tym, co ludzkie, a tym, co wymyka się spod kontroli umysłu, szukającego odpowiedzi na każde pytanie.

17.10.2012
Zapaliliśmy światełka pamięci. Myślimy też o dzieciach abortowanych. Im też chcemy powiedzieć - Kochamy Was! Niebo jest przecież dla wszystkich niewinnych istnień.

19.10.2012

 Dzień Utraconego Dziecka wzbudził na nowo pamięć o zmarłych dzieciach, która okazała się lecząca dla niejednego zbolałego serca. To doświadczenie pokazało, że warto go powtórzyć. Bo przyznam szczerze, że przed jego organizacją przyszły zwątpienia i myśli czy "rozdrapywanie" tak bolesnych ran ma jakiś głębszy sens. Tyle razy mówiono, że lepszą rzeczą jest wymazać śmierć z pamięci.

DOPOWIEDZENIE…

Każdy szuka sensu wydarzenia, którego nie może pojąć. Ja również go szukałam stojąc nad grobem Kamilka i Bartusia, którzy żyli jedynie 11 godzin. Pragnę dzisiaj powiedzieć tym, którym jeszcze łza w oku nie wyschła – Odwagi!!! Zegar już zaczął wybijać godziny świadomego oczekiwania na ponowne spotkanie z tymi, którzy nas ubiegli w drodze do domu Ojca. Jego głos będzie można usłyszeć w Moszczance - 18 października 2013 roku.



poniedziałek, 30 września 2013

WOLNOŚĆ SŁOWA

Nie mnie oceniać człowieka i dobrze by było, aby inni również nie oceniali czyjegoś człowieczeństwa. 





W imię wolności słowa ... 

Czasem chcą mnie "zamknąć" i proszą bym nie mówiła to, co mi leży na sercu. Gdy nie przestaję mówić wysuwają ciężkie działo i mówią ... nie szanujesz mojej wolności. I wtedy na chwilę milknę, by jeszcze raz zweryfikować swoje słowa, bo co jak co, ale WOLNOŚĆ OSOBY stawiam na pierwszym miejscu. I tę wartość pragnę realizować w każdym wymiarze życia i w każdej relacji z człowiekiem, nawet z tym, z którym mi nie po drodze.

Ocena moralna czynów ...

Czymś innym jest jednak ocenianie ludzkich wyborów, z którymi nie zawsze muszę się zgadzać. Wobec nich muszę się jasno określić, nawet wtedy, gdy komuś nie będzie się to podobało. Dla mnie wyznacznikiem norm społecznych jest nauka Jezusa. To moja droga, która nie wszystkim musi pasować. Wybrałam ją świadomie, bez zewnętrznego przymusu i nieuczciwością by było kryć głowę w piasek w momentach, gdy inni postrzegają inaczej niektóre wartości.

Chcę, aby wiedziano, że np. homoseksualizm uważam za niezgodny z naturą człowieka i mam prawo o tym mówić. Nie mam jednak żadnego prawa ubliżać tym, którzy nie zgadzają się z moim światopoglądem. 

Ceną za moje słowa jest nazwanie mnie homofobem. No cóż ... nie mam wpływu na to, jak mnie postrzegają inni, którzy nie zgadzają sie ze mną.  Mam tylko nadzieję, że za bardzo nie będą mnie więzić swoim światopoglądem i nie zapomną, że ja również stawiam na WOLNOŚC SŁOWA i WOLNOŚĆ WYPOWIADANIA SIĘ NA WAŻNE DLA MNIE TEMATY.

*** 
Walka na słowa ...

Postawa "warczenia na siebie z powodu różnic światopogladowych" jest dla mnie nie do przyjęcia. Nie znaczy to jednak, że w decydujących chwilach będę milczeć i udawać, że jest dobrze. Żadne standardy niosące śmierć i deptanie godności człowieka nie zamkną mi ust - tak mi dopomóż Bóg!

piątek, 27 września 2013

STANDARDY

Standard – wspólnie ustalone kryterium, które określa powszechne, zwykle najbardziej pożądane cechy czegoś, np. wytwarzanego przedmiotu czy ludzkiego zachowania (norma kulturowa). 



Wspólnie ustalone kryterium ...

Dzisiaj usłyszałam rano w TV wypowiedź pani. NN, w świetle której jestem zacofana wobec standardów europejskich dotyczących filozofii życia, która w moim przypadku broni tego życia od samego początku jego istnienia. Zagotowało się we mnie, ale ... szybko, w imię tej samej filozofii życia ... zamknęłam buzię, która już chciała rzucić parę epitetów w stronę tej pani i zaczęłam się modlić za tych, którzy chcą decydować o cudzym życiu.

powszechne ...

Na tę cechę zwróciła uwagę pani NN i tu się myli, ani powszechne, ani pożądane. Owszem są tacy, którzy debatują nad tym, czy 12 tygodniowe dziecko jest dzieckiem, czy też nie, co mnie osobiście nie mieści się w głowie. Taki schemat myślowy prowadzi bowiem do absurdalnej tezy, że człowiekiem się jest w zależności od tego - jak się wygląda? W historii już byli tacy, którzy tym tropem poszli ...

... odpowiedni wzrost
... odpowiedni nos 
... odpowiedni kolor oczu, włosów, skóry
...  itp. itd.

Historia już oceniła ten światopogląd, ale widać, że nie wszyscy skorzystali z jej POWSZECHNEJ oceny bezsensownej śmierci.

najbardziej pożądane cechy ludzkiego zachowania ...

  • Dlaczego nie rozmawiamy o tym, jak pomóc rodzinom, które opiekują się dziećmi niepełnosprawnymi w należyty sposób?

Słusznie zauważyła pewna pani, która napisała do TV - dlaczego nie rozmawiamy o tym, jak pomóc rodzinom, które opiekują się dziećmi niepełnosprawnymi w należyty sposób. Wprawdzie napisała to jako argument za możliwością zabijania dzieci z PRZYPUSZCZALNĄ chorobą, ale jej tok myślenia, poza tym jednym faktem, podoba mi się. Znam bowiem wiele rodzin, które według mnie powinny dostać: jeden złoty medal za innowacje w rozwiązywaniu problemów opieki nad chorymi dziećmi, drugi zaś za pokonywanie barier społecznych norm, które negują ich miłość do własnych dzieci.


  • Dlaczego nie dbamy o wychowanie seksualne społeczeństwa w taki sposób, by umiało ono zadbać "o własny brzuch"?

Tutaj znowu muszę wspomnieć o tych, którzy broniąc "cudzego brzucha kobiety" chcą zarządzać życiem drugiego człowieka. Czyż nie lepiej by było, abyśmy nieco ukrucili własne pożądanie ciała na rzecz ochrony życia? 

Ktoś może mi zarzucić, że nie pojmuję "tych" spraw i dlatego tak mówię. 

Wyprzedzę tę ocenę, aby uniknąć zbędnych dyskusji. Uważam, że akt seksualny małżonków jest wspaniałym zamysłem Bożym, dzięki któremu mąż i żona mogą doświadczyć prawdziwości słów, że są JEDNYM CIAŁEM, SERCEM i DUSZĄ. Trzeba jednak nauczyć sie z tego daru korzystać w taki sposób, aby nie niszczyć żadnego życia. Mówi się tu najczęściej o dziecku. Lecz tu nie chodzi tylko o dziecko, ale także o żonę i męża, którzy mają PRAWO DOŚWIADCZAĆ MIŁOŚCI W TEN SPOSÓB. Muszą się jednak nauczyć siebie traktować podmiotowo, a nie przedmiotowo. A to wymaga nieraz heroizmu ponad miarę człowieka, dlatego w sakramencie małżeństwa upatruję siłę do pokonywania trudności w tym temacie.


*** 

Nieopanowanie rządz własnego ciała powoduje, że partnerzy traktują swoje ciała jak przedmioty do używania. Czy o takim standardzie europejskim myślała pani NN w porannym wywiadzie? Bo jeżeli tak - to wolę być zacofana.





niedziela, 15 września 2013

SPRAWY TRUDNE

... hmm... ale ... może najpierw warto się modlić o powrót obecnego męża?





Sprawy trudne ...

W rozmowie na temat rozwodów ostatnio usłyszałam krótkie zdanie, które przypomniało mi wydarzenie sprzed około 10 lat. Sprawa tyczy się sytuacji, która, po ludzku rzecz ujmując, była skazana na totalną porażkę.

Rozwody ...

Nie uznaję żadnych rozwodów w małżeństwach sakramentalnych, które od samego początku były świadome tego, że wchodzą we wspólnotę osób wzajemnie wspierajacych się w budowaniu relacji Miłości między sobą opartych na zasadach Ewangelii oraz w sposób CAŁKOWICIE WOLNY, BEZ ŻADNEGO PRZYMUSU w tę relację zaprosiły Boga, powierzając Mu swoje zmagania, by ta Miłość każdego dnia coraz bardziej przekraczała ludzkie możliwości kochania.

Orzeczenie nieważności małżeństwa ...

Jest jeszcze orzeczenie nieważności małżeństwa, które od samego początku nie było sakramentalne pomimo tego, że zostało zawarte w Kościele. Sprawa dotyczy wyjątkowych przypadków i nie może być stawiana na równi z prawem cywilnym. Sakrament jest znakiem widzialnym rzeczywistości duchowej. Jeżeli ona nie zaistniała to na nic:

  • welon i biała suknia w kościele, 
  • złote obrączki na palcach
  • Ave Maryja na organach,
  • goście weselni w pierwszych ławkach,
  • słowa kapłana orzekające iż ...  od tej chwili jesteście jednym ciałem,
  • ryż wysypany na głowę nowożeńców,
  • huczne wesele na 1000 osób,
  • album ze zdjęciami z uroczystości, która z Bogiem, tak naprawdę nie miała nic wspólnego.

Separacja ... 

Uważam, że jedynym rozwiązaniem bardzo trudnych sytuacji w małżeństwie jest separacja, a nie rozwód cywilny. Więc relacje małżeńskie z innym partnerem są poza zasięgiem tych, którzy chcą iść świadomie drogą Ewangelii. 

Każdy musi sam podjąć decyzję ... 

Mogę się z nią zgadzać lub nie. Nikogo też nie mam zamiaru w tej materii zmuszać do moich rozwiązań. Sprawę jednak trzeba postawić uczciwie. Jezus nie przyjmuje opcji rozwodów i takowej się całkowicie sprzeciwia. Nikomu też nie obiecywał, że Jego droga będzie łatwa i przyjemna. W świecie sportu prawda jest oczywista ... chcesz osiagnąć sukces, daj z siebie wszystko! W świecie duchowym jest daleko trudniej osiągnąć szczęście wieczne, którego cudowną woń można od czasu do czasu kosztować w relacjach wspólnotowych opartych na prawie Miłości ... w małżeństwie również!!!


Światło w tunelu ... może ktoś dostrzeże w nim łaskę dla siebie.

  • Moja przyjaciółka była rozwódką 16 lat, ale ta sytuacja ciągle była dla niej ogromnym ciężarem. Mąż bardzo ją krzywdził, aż wreszcie opuścił dom. Nie miała siły zwrócić się do Boga i prosić o jego powrót. Widzieliśmy jej rozdracie i bardzo jej współczuliśmy. Dlatego wspólnota, w której wtedy byłam, wzięła sprawę w swoje ręce. Poprosiliśmy tylko, by nasza siostra w wierze pozwoliła nam się modlić. Ona jedynie się uśmiechneła na naszą propozycję i powiedziała, byśmy robili co chcemy, ale ona sobie nie wyobraża powrotu męża i chyba nie będzie miała siły otworzyć mu drzwi. 

    Było to jakieś 10 lat temu. Ona złamała nogę, więc była unieruchomiona w łóżku. Mieszka w bloku, więc postanowiła nie zamykać drzwi wejściowych, byśmy mogli ją bez przeszkód odwiedzać, a sąsiedzi w razie potrzeby jej pomóc. Pewnego dnia drzwi się otwarły i wszedł do domu menel spod mostu. Paznokcie miał tak brudne i tak długie, że powykręcane wrosły się w palce; szczegóły jego wyglądu pominę. Ważne jednak było świadectwo naszej przyjaciółki, która powiedziała nam: 


    ... na moje i jego szczęście byłam unieruchomiona w łóżku i tak zdźiwiona, że nie wydusiłam z siebie żadnego słowa sprzeciwu. 

    Od tamtej pory byłam świadkiem wielu cudów, jakie dokonywał w nich Bóg. Dzisiaj są już bardzo leciwymi staruszkami prowadzącymi się za ręce. Gdy wspominamy czasami tamte wydarzenia nadal się one nam jawią jak powieść z bajki, która w ich przypadku stała się rzeczywistością. Nie znaczy to wcale, że teraz jest im łatwo i przyjemnie. Życie jeszcze się toczy, walka między dobrem, a złem także. Trzeba więc być nadal czujnym.

  • Moi przyjaciele, którzy żyli wcześniej w różnych związkach małżeńskich, są teraz ze sobą. Mieszkają w jednym domu, lecz po nawróceniu postanowili żyć ze sobą jak brat z siostrą. Zrezygnowali z relacji małżeńskich, natomiast są wzorowymi rodzicami córki, która się poczęła jeszcze przed ich decyzją poukładania swego życia na nowo z Jezusem. Wielu, którzy są zorientowani w sprawie podziwia ich za tę decyzję. Są też i tacy, którzy nie wierzą, że zachowują czystość. Przyjmują to z pokorą, a nawet żartują, że zapracowali na taki krzyż swoim grzesznym życiem. Według mnie mogą być światłem dla wielu pogubionych w tym temacie osób.
*** 

Warto się modlić,
choćbyśmy nie widzieli żadnego sposobu
na rozwiązanie trudnej sytuacji.





czwartek, 12 września 2013

SAMOTNOŚĆ NIE JEST WIECZNA

W komentarzach do poprzedniego postu - BEZRADNOŚĆ SAMOTNOŚCI - Szuwarek m.in. napisał:

  • Kiedy byłem mały bardzo lubiałem samotność. I wciąż mam związane z tym pewne nawyki. Nie lubię np. mieć otwartych drzwi od pokoju...




Człowiek ma wybór ...

  • "zamknąć drzwi swojej samotni"  i skazać się tym samym na metafizyczną samotność, która nie zawsze musi boleć i za którą /tak myślę/ każdy z nas tęskni 
  • "otworzyć drzwi swojej samotni" i skazać się tym razem na rzeczywiste cierpienie, które nie zawsze musi być pozbawione sensu

Znam oba te stany...

  • Raz chowam się głęboko w sobie i wtedy boleśnie tęsknię za innymi
  • Innym razem wychodzę ze skorupy własnych zabezpieczeń i dostaje się mojej wrażliwości od tych, którzy mnie nie rozumieją

Wydawać by się mogło, że jest to sytuacja patowa... 

Na moje szczęście spotkałam na swojej drodze Tego, który mi nie oddał ... ba ... nawet wziął moje razy na swoje plecy. Niesamowite to doświadczenie, które pozwoliło mi uwierzyć, że SAMOTNOŚĆ nie jest wieczna

*** 

Szuwarku, dziękuję za Twoją samotność, która mojej nieco szerzej otworzyła oczy. Szczególnie Twoje słowa z ostatniego komentarza bardzo mocno zadźwięczały w moim sercu. Zacytuję je raz jeszcze, aby każdy mógł się w nich nieco przejrzeć:

  • Ja przede wszystkim upatruję zagrożenie we wrogości otoczenia do wszystkiego co jest inne, do dzielenia ludzi na ‘swoich’ i obcych kiedy wszyscy są naprawdę takimi samymi ludźmi z bardzo podobnymi potrzebami, niezależnymi od kultury w której się wychowali czy stopnia wiedzy / ignorancji. 

piątek, 6 września 2013

BEZRADNOŚĆ SAMOTNOŚCI

Ania zacytowała wspaniałą sentencję:

  • "jest taka granica cierpienia, za którą się uśmiech zaczyna"



Róża napisała:
  • ... trudno mi teraz zaufać... zostaje więc bolesna samotność i ciemność ... bo potrzebuję pomocy ... lecz boję się zaryzykować kolejną ranę...

Małgosia, moja przyjaciółka, nic już nie napisze... 

Pomimo moich starań odebrała sobie życie. Pozostały mi jedynie listy, w których zmagałyśmy się z jej samotnością. Przypominają one zawody w przeciąganie liny między życiem, a śmiercią. Długo nie potrafiłam wybaczyć sobie mojej bezradności wobec jej wyboru. Wciąż dręczyły mnie wyrzuty sumienia, że mogłam lepiej i więcej. Aż kiedyś przeczytałam świadectwo osoby, która podobnie jak ja, walczyła o pokój w sercu, który został mi odebrany w momencie bezsensownej śmierci przyjaciółki. 

Zrozumiałam wówczas, że:

  • HEROIZMEM MIŁOŚCI BOGA DO CZŁOWIEKA JEST DANIE MU WOLNEGO WYBORU
***

A ja ... 

Robiłam wszystko, by Małgosia z tego przywileju wtedy nie skorzystała. I do tej pory jestem bezradna i zadaję sobie wciąż pytania:

  • Na ile mi można ingerować w czyjeś życie?
  • Gdzie jest granica cierpienia, o której pisała Ania?
  • Jak dalece można zaryzykować, by przekroczyć granicę lęku przed kolejnym zranieniem?




poniedziałek, 2 września 2013

PEWIEN RODZAJ SAMOTNOŚCI

... Racja, racja z tą samotnością, ale są i wesołe momenty...



I po tej refleksji mojej przyjaciółki nad samotnością (z poprzedniego postu) zdałam sobie sprawę, że różne są samotności, jak i różne są miłości.  Wszystko zależy od tego ... za kim i za czym tęsknimy?. I nad tym pytaniem chyba trzeba się nieco dłużej zatrzymać, gdyż w zależności od odpowiedzi samotność będzie niosła życie, albo śmierć. Więc sprawa jest poważna.


Odpisałam przyjaciółce ...

  • Wesołych momentów w życiu musi być naprawdę sporo, by nasza samotność nie wgnotła nas w ziemię. Dzięki kochanej rodzince mam takich chwil dużo, a ostatnio jest ich coraz więcej. I mimo tego doświadczenia radości przychodzi czasem taki moment, który nazywam samotnością. Nie zawsze jest on związany z uczuciem smutku i łzami. To raczej rodzaj tęsknoty, którą odnajduje się w ciszy podczas adoracji w drewnianym kościółku, albo oglądając zdjęcia pielgrzymki, na której by się chciało bardzo być, ale realia życia na to nie pozwalają.

SAMOTNOŚĆ TO RODZAJ TĘSKNOTY ... 

(cdn.)







piątek, 30 sierpnia 2013

SAMOTNOŚĆ

Każdy człowiek jej doświadcza, w rodzinie również. 
Tego uczucia nikt nie zniweluje, żaden człowiek, JEDYNIE BÓG. 
Jestem tego pewna. 





Zapewne się zdziwisz, że tak piszę i zapytasz o to, dlaczego tak myślę. Odpowiem krótko:


  • wspólnota zakonna, rodzina, przyjaciele singli ...
    są  po to, by tą samotnością się wzajemnie dzielić, by się wzajemnie pocieszać i razem smucić; by brzemię samotności było nieco lżejsze. 

  • Patrząc na moje życie w rodzinie - widzę, że jest to  możliwe!
  • patrząc na życie przyjacieli singli - widzę, że jest to możliwe!
  • patrząc na życie przyjaciół księży - widzę, że jest to możliwe!
  • patrząc na każdy stan w Kościele - widzę, że jest to możliwe!



*** 

GDZIE JEST TWOJE MIEJSCE W TEJ WSPÓLNOCIE 
LUDZI SAMOTNYCH? 


*** 


"Niespokojne jest serce człowieka, 
dopóki nie spocznie w Bogu" 

(św. Augustyn)