poniedziałek, 7 stycznia 2013

MARTWA IDEA

Taka jest wola Boża, którą objawiono nam od początku, 
abyśmy się wzajemnie miłowali 
(1 J 3,11)


Lovis Corinth (1858-1925), Kain und Abel, 1917


Przykazanie MIŁOŚCI było zapisane w sercu człowieka od samego początku stworzenia.  Nie jest ono wymyślone przez ludzi ... ani wierzących ... ani niewierzących.Tę prawdę warto sobie uświadomić, aby nie iść za fałszywym tropem spierania się o światopoglądy, który prowadzi donikąd w rozważaniach na temat powołania człowieka do życia w miłości.

Kain i Abel nie byli w tedy katolikami, nie chodzili do Kościoła,nie byli ochrzczeni, ani nie przyjmowali Sakramentów. To w świetle tegoż przykazania czyn Kaina był zabójstwem, za który musiał on odpowiedzieć i pokutować. O tym też warto pamiętać, aby WEZWANIE DO ŻYCIA W MIŁOŚCI NIE WIĄZAĆ JEDYNIE Z NAUKĄ KOŚCIOŁA, do którego wiele osób ma ogromną niechęć.


Św. Jan pisze o miłości czynnej, obecnej w życiu, a nie o ideologii miłości, którą można głosić i samemu jej nie wypełniać. Pisząc to zdanie od razu w uszach mi brzmią ostatnio przeczytane komentarze osób niewierzących na temat braku miłości u ludzi wierzących. W wielu przypadkach mówią prawdę, chociaż nie zawsze jest tak, jak piszą. Wielokrotnie powtarzają zasłyszane slogany, niepotwierdzone fakty. Sarkazm i złośliwość też nie jest im obca. Często wypowiadają tezy o Kościele, które całkowicie mijają się z przekazem Ewangelii. Dochodzi do mojej świadomości, że podział na wierzący - niewierzący jest  jedynie sztucznym zastępnikiem martwej ideologii miłości. Bo tak naprawdę to w realizacji czynnej miłości niczym się nie różnimy. Podobne mamy z nią problemy.  

ŁATWIEJ NAM GŁOSIĆ MARTWĄ IDEĘ, O WIELE TRUDNIEJ JEST JĄ OŻYWIĆ WE WŁASNYM SERCU

***
Na ile przykazanie miłości mieszka w nas, najlepiej widać w sytuacjach, które nas zaskakują. Czy potrafimy w nich zareagować z miłością? Również wtedy, gdy gest miłosierdzia dużo nas kosztuje? Czy go podejmujemy? A już zupełnie tragicznie wygląda sytuacja, gdy nosimy w sobie nienawiść.  Niezmiernie ważna jest umiejętność odczytywania swoich spontanicznych reakcji. One pozwalają nam rozpoznać prawdę naszego serca. 


5 komentarzy:

  1. Zgadzam są różni wierzący i niewierzący też. Np. Zbigniew Religa - ateista. Czasem mam wrażenie, że im wznioślejsze hasła na ustach tym większa niechęć do czynów i tu także nie ma znaczenia, czy wierzący, czy nie. A z wierzących to na myśl przychodzi mi s. Małgorzata Chmielowska. Ostatnio, pewnie Alicjo kojarzysz, był problem z jedną naszą znajomą. Nie wiem jak ją określić - nieprzystosowana??? Urodziła dziecko. W pewnym momencie dostałam informację, że znajduje się z tym dzieckiem w okolicy Lublina - bez dachu nad głową i bez komórki. Po prostu się tuła. I tu własnie nastąpił moment w którym nastąpiła konfrontacja głoszonych idei z rzeczywistością. Zawiadomiłam tamtejsze ośrodki opieki społecznej państwowe i katolickie, aby ją przede wszystkim odnaleźć. Następnie Szpak w pół godziny załatwił ośrodek,który zechciałby ją przyjąć. Nie było to łatwe, bo nie spełniała warunków jakichś tam. Prosiłam o pomoc kilka osób z okolicy w dowiezieniu jej do ośrodka. I tu się zaczęły schody, osoby,na które liczyłam, głęboko wierzące itd. zaoferowały pomoc - jeśli zapłacę (!). Odezwały się tez miejscowe siostry i przede wszystkim siostra Małgorzata. Po godzinie odpowiedziała na maila, że przyjmie dziewczynę. Suma sumarum honor wierzących został uratowany ale w rzeczywistości bywa różnie. Nie ma co wszystkich wrzucac do jednego worka, czy dwóch z etykietami "wierzący", "niewierzący". Niestety często piękne słowa o miłości ulatują, gdy trzeba ruszyć tzw. dupsko. W tym miejscu polecam blog siostry Małgorzaty. Nie używa wielkich ale za to wiele robi http://siostramalgorzata.blogspot.com/.
    Takich sióstr jest wiele, ona jako jedna z niewielu ma bloga i jest "medialna". Czemu mówiąc o Kościele mówi się zwykle tylko o księżach???

    OdpowiedzUsuń
  2. Kończąc moje chaotyczne, nocne wywody - powyższa historia skończyła się dobrze. A co do wiary - to myślę, że to wielka tajemnica - dlaczego jedni ją mają, inni nie. Nie jest to kwestia woli ale chyba łaski. Niewierzący mają chyba swoje miejsce i zadanie w dziele zbawienia świata. Szatan,( o czym często się zapomina utożsamiając ateistów z tym co szatańskie), wierzy w Boga ale go odrzuca. -( nie jest to Alicjo uwaga skierowana w Twoim kierunku ale ogólna).pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Kaju :)

      Bardzo się cieszę, że napisałaś. Świetnym tropem poszłaś. Masz rację, kobiety w dziele zbawienia odgrywają niesamowitą rolę. Siostrę Małgorzatę obserwuję prawie od samego początku jej działalności. Dla mnie to ona poszła prawdziwie 'dziewiczymi terenami'. Słuchałam kiedyś wywiadu i przyznam, że jej historia bardzo otwarła mnie na Tajemnicę BOŻEJ MIŁOŚCI. Jest czytelnym znakiem Bożej Opatrzności. Niech Bóg nadal błogosławi jej wspólnocie.

      Mam to szczęście, że podobnych sióstr zakonnych znam trochę. Ostatnio moja przyjaciółka Siostra Gabriela - Dominikanka przyjechała z Boliwii, jest tam na misjach. Czy wiesz, że zajmuje się tam dziećmi mieszkającymi na wysypisku śmieci? Opowiadała, że wysoko w górach są jeszcze plemiona składające ofiary z ludzi - szczególnie z małych dzieci /noworodków/... dla mnie to był szok!!! Dzieje się to w XXI wieku!!!

      Muszę tutaj wspomnieć też o naszej kochanej Siostrze Jasi, która wielokrotnie została okradziona przez tych, którym pomagała. Sama wiesz ile w swoim życiu przeszła, a jednak nadal jej serce jest otwarte na ludzi, którzy z powodu różnorodnych nałogów nie są w stanie nawet dostrzec jej miłości do nich. Nie mówiąc już o prostym słowie 'dziękuję'... Jej prostota zawsze powalała mnie na kolana i pokazywała, którędy do Boga najbliżej.

      A co do wiary ...

      Masz rację to wielka tajemnica. Też kiedyż się zastanawiałam nad tym, dlaczego jedni ją mają inni nie. Doszłam do podobnego wniosku, co ty.

      Nie umiem tego dokładnie określić, ale wiem jedno, że szczera rozmowa z osobami niewierzącymi daje mi wiele odpowiedzi w wierze. Wystarczy wspomnieć tutaj Jaskółkę; jej pytania bardzo mnie prowokują do szukania śladów Boga na ziemi. I tu wcale nie chodzi o przekonywanie jej do wiary, chociaż czasami tak odbiera moje wywody. To przede wszystkim ja - dzięki jej pytaniom - muszę sobie odpowiedzieć na pytanie w KOGO wierzę. I to jest piękne!!! Bo czasem odpowiedzi są dla mnie "nie z tej ziemi" :)

      Szatan ...

      Istota, która nie musi wysilać się by wierzyć. Ona zna Boga i Jego Miłość, której nie potrafi znieść z tego powodu, że potrafi się ona dzielić sobą z najbiedniejszymi, czasami tak poranionymi, że nic w nich nie zostaje z godności człowieka. Działa destrukcyjnie na wierzącego, jak i niewierzącego. Korzysta jedynie z nieco innych narzędzi, aby nastawić jednych przeciwko drugim. A wszystko po to - ABY UŚMIERCIĆ W NAS IDEĘ MIŁOŚCI.

      Często łapiemy się na jego sztuczki. Są bowiem zapakowane w piękne słówka i idee ... najlepiej w tedy rzeczywiście 'ruszyć dupsko' i w tedy ujawnią się prawdziwe motywy naszego serca. :)

      Usuń
  3. „Przykazanie MIŁOŚCI było zapisane w sercu człowieka od samego początku stworzenia.” „Potrzeba miłości wyryta w sercu człowieka od początku”- moja pierwsza odpowiedź, „spontaniczna myśl”, nie na sytuację, człowieka, ale na słowo. Teraz zastanawiam się czy przykazanie i potrzeba miłości „idą razem od początku”. Może ta potrzeba pojawiła się dopiero wtedy gdy człowiek odrzucił Miłość?

    Zawsze miałam swoją wymarzoną „Kalkutę” do której raz na jakiś czas planowałam się wybrać. Wolontariat w hospicjum, świetlicy Caritas dla dzieciaków itd… Zbieram się od wielu lat i chyba czas najwyższy przyznać uczciwie, że do tej „Kalkuty” mi nie po drodze. Zawsze jednak w sercu pozostanie zachwyt nad Wielkimi, którzy poszli drogą totalnej miłości i poświęcenia dla bliźniego, oraz potrzeba „ofiarowania” siebie drugiemu. Wiem, że ten zachwyt i potrzeba „bycia” altruistą mają się nijak do miłości czynnej.
    Moją realną „Kalkutą” jest moje tu i teraz, moja rodzina, miejsce pracy, osoby, które spotykam na ulicy, w autobusie. Heroizmem jest dla mnie momentami powstrzymanie się od złośliwych komentarzy, umycie garów za mamę, popatrzenie z miłością na ojca.
    Chwilami wydaje mi się, że gdzieś tam, daleko, moja martwa idea miłości nabrałaby życia bo tu gdzie teraz jestem trudniej jest kochać.
    t.

    OdpowiedzUsuń
  4. Te kilka zdań miałam umieścić wcześniej (sorki)

    Gdy przeczytałam post, w moich myślach pojawiło się zdanie „Najłatwiej jest kochać tych, którzy są daleko.” Nie wiedziałam czyje to słowa i dlaczego kiedyś dotknęły mnie dość mocno. Gdy wpisałam je w wyszukiwarkę i otworzyłam link na „chybił trafił” wyświetlił się fragment wypowiedzi bł. Matki Teresy z Kalkuty:
    Jeśli masz oczy otwarte, dostrzeżesz Kalkutę na całym świecie. Ulice Kalkuty wiodą do drzwi każdego z nas. Wiem, że chcielibyście pojechać do Kalkuty, ale najłatwiej jest kochać tych, którzy są daleko. Nie zawsze przychodzi łatwo kochać tych, którzy żyją obok nas. A co z tymi, których nie lubię albo których mam w pogardzie? 'ŁATWO BYĆ SUROWYM, PYSZNYM, I EGOISTYCZNYM – TAK ŁATWO, ALE STWORZONO NAS DO WIĘKSZYCH RZECZY. Łatwiej jest nakarmić głodnego, niż ująć bólu i samotności komuś niekochanemu we własnej rodzinie. Wnieście do swoich domów miłość: nasza wzajemna miłość musi się zrodzić właśnie tam".

    OdpowiedzUsuń