wtorek, 22 stycznia 2013

NADZIEJA ...

Czym ona tak naprawdę jest?


Szukam definicji zadowalającą wszystkich. Chyba nie znajdę takiej, bo NADZIEJĘ dzielą różnie .... na emocjonalną, uczuciową, chrześcijańską itp. itd

Mówią też, że jest ona oczekiwaniem spełnienia się upragnionej rzeczy. No i super, ale jak mówić o NADZIEI w obliczu śmierci? 

Czy wystarczy tutaj jedynie pozytywne uczucie? A jeżeli tak, to czy ma ono moc wyprowadzić bezpiecznie człowieka z poczucia bolesnej straty?




11 komentarzy:

  1. dla mnie nadzieja jest czymś oczekiwanym, pragnieniem. Jeśli się coś nie ziści, nadzieja opuszcza mnie. Wydaje mi się, że każdy człowiek określa sam czym jest dla niego nadzieja, do jakiego momentu nadzieja obowiązuje, a od jakiego przestaje, albo czy może istnieje zawsze. Czy w ogóle musi być?
    Jest też dla mnie coś takiego jak nadzieja... pragmatyczna, jakby z założenia trwa do pewnego logicznego końca, np. mam nadzieję, że jutro pójdę do księgarni - idę i nadzieja w tej kwestii wygasa.
    Bolesna strata dla mnie sama w sobie jest beznadziejna...

    OdpowiedzUsuń
  2. "Nadzieja to nieodparte dążenie, by odnajdywać sens w bezsensie i odkrywać prawdę w zamęcie kłamstw. Nadzieja to ziarenko światła ukryte w głębokiej ciemności".
    t.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo bolesną stratę noszę w moim sercu...

    Przyglądałam się jej bardzo uważnie cały rok. Miałam potrzebę opisać ją na 77 stronach kartek A-4. Zapisywałam różne stany mojego umysłu i uczuć. To, co sprowokowało mnie do pisania nie była jednak beznadzieja, lecz poczucie pustki, które napełniało się bardzo powoli NADZIEJĄ ZMARTWYCHWSTANIA. Gdy poprawiałam tekst uświadomiłam sobie ile dobrych rzeczy się wydarzyło przez ten rok, które nadały sens sytuacjom, które z ludzkiego punktu patrzenia były całkowicie beznadziejne.

    Wiem, że to co tutaj napisałam będzie niezrozumiałe dla wielu. W wielu momentach jest nawet niezrozumiałe dla mnie samej. I gdyby nie bardzo konkretne wydarzenia, o których nie bardzo chcę teraz pisać, łatwo by mi było stracić grunt pod nogami i zanurzyć się w dolinie rozpaczy, bólu i ogromnej tęsknoty, która niesie za sobą ciągły niepokój.

    Nadzieja moja zakorzeniła się w wierze w zmartwychwstanie Jezusa. Nie da się jej zbadać termometrem, ani opisać słowami tak, by dla wszystkich była ona czytelna. Można ją jednak doświadczać w sercu, a jej owocem jest POKÓJ duszy, która beznadziejną nicość zamienia w konkretne oczekiwanie oczekiwanie.

    OdpowiedzUsuń
  4. ... na ponowne spotkanie :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. to jest ta odmienność, która nie musi dzielić - każdy inaczej przeżywa, postrzega, ocena, tłumaczy, rozpacza, tęskni... Dla każdego nadzieja ma inny wymiar.

    OdpowiedzUsuń
  6. To prawda, że inny wymiar ...

    Kiedyś Jezusa zapytano, który uczynek /wymiar/jest właściwszy? Nie odpowiedział wprost, lecz posłużył się pewnym przykładem.

    "Po smaku owoców poznaje się drzewo, które na zewnątrz może się wydawać całkiem niepozorne".

    POKÓJ, który odczuwam w sercu ma słodki smak. Nie niweluje bólu, ani tęsknoty, ale je zamienia w coś, co daje radość. Można mi uwierzyć, bądź nie. Sama od słuchacza niczego nie wymagam, bo to nie on odczuwa i to nie jego doświadczenie.

    Jedynie, co mnie korci - to chciałabym usłyszeć szczerą odpowiedź na pytanie, które nie wiem, czy wypada w ogóle zadać.

    A jaki smak ma śmierć Twojego ukochanego Taty?

    Jeżeli nie otrzymam odpowiedzi, zrozumiem. Nie jest to bowiem pytanie o przysłowiową pogodę.

    Pytań mam jeszcze wiele, ale jakoś brak mi w tej chwili odwagi je zadać. Może kiedyś ... Dzisiaj się trochę boję, by Cię Ivo nie zranić. Jeżeli tak by się stało - to z góry przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Alicjo, smak goryczy, smak słonych łez, smak smutku. Tęsknota, jak jakaś skorupa, wszystkie te smaki spoiła. Czas mija, a ona wciąż umacnia się, ale jestem spokojna. Nigdy też nie zadawałam sobie pytania dlaczego on, co by było gdyby... Nigdy nie miało to większego znaczenia, znaczenie miał fakt samej śmierci. Śmierci, która pozostawiła pustkę nie do zapełnienia i tak już zostanie do mojej śmierci.
    Alicjo, pytaj, nie obawiaj się mojej reakcji. Jeśli nie będę umiała albo może nie chciała odpowiedzieć, wprost Ci to powiem. Jednak zawsze miej na uwadze, że bardzo różnimy się i nie każda odpowiedź - Twoja czy moja - musi być wzajemnie zrozumiana.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego pytam ...

      Mam koleżankę, która deklaruje się jako osoba niewierząca. Gdy miałam za sobą sześć pogrzebów w ciągu kilku miesięcy usłyszałam od niej stwierdzenie:

      "Ala, zazdroszczę ci twojej wiary, mnie by te wydarzenia zabiły"

      Gdy ją zapytałam, co ma na myśli nie odpowiedziała mi, tylko stwierdziła, że to zbyt skomplikowane, by dać odpowiedź. Uszanowałam jej milczenie, ale pytanie we mnie pozostało.

      Co takiego zauważyła ona w wierze chrześcijan i co tak naprawdę stoi na przeszkodzie, by nie skorzystała z jej dobrodziejstwa?

      Usuń
    2. Właśnie, co stoi na przeszkodzie? Przypuszczam co miała na myśli. Rozmawiałyśmy już wielokrotnie o tym, jakkolwiek przy innych tematach.
      Nie bez znaczenia jest powszechnie znany zwrot "wiara czyni cuda", oczywiście każda ma siłę, ale w tym wypadku chodzi o wiarę religijną. Ty wierzysz w zmartwychwstanie, co napawa Cię radością i nadzieją, ja wierzę, że z chwilą śmierci człowiek przestaje żyć i wraz z nim umiera nadzieja. Koniec. Miłość do niego pozostanie w sercu tak długo, jak długo będę żyła i jak długo będę chciała by pozostała w nim, jeśli w ogóle będę chciała, by to uczucie trwało. Rozumiesz? Obie wierzymy mocno. Logicznym jest, że komuś, komu wiara pozwala myśleć, że śmierć jest jedynie etapem do wiecznej szczęśliwości i nic nie kończy się z chwilą ostatniego oddechu człowieka, inaczej ją powinien przeżyć, niż człowiek, który uważa, że śmierć kończy wszystko. Na marginesie - przyznam, że nie zawsze rozumiem ludzi wierzących, którzy rozpaczają latami po zmarłym, mimo, że powinni wierzyć w życie nieskończenie długie i dobre. I wracając do pytania "(...)co tak naprawdę stoi na przeszkodzie, by nie skorzystała z jej dobrodziejstwa?" Odpowiedź jest prosta i zasadnicza. Ona szczerze nie wierzy. Zazdrości Ci przeżywania, ale tak samo jak moc Twojej wiary nie pozwala stać się osobą niewierzącą, tak samo moc jej niewiary nie pozwala stać się osoba wierzącą, co jednak nie znaczy, że nie potrafi dostrzec dobrych dla człowieka stron wiary. To prawda z wiarą religijną wielu osobom łatwiej żyć, zwłaszcza pokonywać trudności losu.

      Usuń
  8. Kiedyś przeczytałam artykuł ks. Jana Kaczkowskiego "Jak umiera ciało?" Poniższy fragment nie daje mi spokoju (nie wiem czy juz go tutaj nie przytaczałam?) :
    "Nawet jeśli ktoś ma wątpliwości co do istnienia Pana Boga i rzeczywistości nadprzyrodzonej, to dla mnie proces umierania – fakt, że ktoś jeszcze kilkanaście minut wcześniej był integralną osobą, która żałowała, kochała, modliła się, czyli ewidentnie była i żyła – nie kończy jego istnienia. Teraz, gdy przestało bić serce, miałoby go nie być? Tak po prostu w odstępie kilkunastu minut? Dla mnie fakt ustania pracy organizmu nie jest dowodem na to, że człowiek przestał istnieć. Zawsze powtarzam pacjentom, że trzeba przeżyć własną śmierć – to jest zwycięstwo duszy nad ciałem."
    Gdy dopadają mnie wątpliwości co do istnienia życia po śmierci, patrzę na konketne osoby, bliskie mojemu sercu i powtarzam za ks. Janem...Czy to możliwe? Wtedy zwątpienie "...z chwilą śmierci człowiek przestaje żyć i wraz z nim umiera nadzieja" powoli odchodzi.

    Ksiądz Jan umiera z powodu glejaka mózgu a mimo to jest pełen wiary i optymizmu, którą przekazywał swoim pacjentom w hospicjum. Oglądałam reportaż z Jego udziałem i trudno mi uwierzyć, że za kilka miesięcy stanie się tylko wspomnieniem, zniknie, przestanie ISTNIEĆ.

    t.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i ja oglądałam ten reportaż, bardzo poruszający.

      Usuń