sobota, 26 stycznia 2013

NIE ROZUMIEM ...

/fragment komentarzy z postu o NADZIEI, który zainspirował mnie do napisania tego postu/


  • ja - "Mam koleżankę, która deklaruje się jako osoba niewierząca. Gdy miałam za sobą sześć pogrzebów w ciągu kilku miesięcy usłyszałam od niej stwierdzenie: "Ala, zazdroszczę ci twojej wiary, mnie by te wydarzenia zabiły". Gdy ją zapytałam, co ma na myśli nie odpowiedziała mi, tylko stwierdziła, że to zbyt skomplikowane, by dać odpowiedź. Uszanowałam jej milczenie, ale pytanie we mnie pozostało. Co takiego zauważyła ona w wierze chrześcijan i co tak naprawdę stoi na przeszkodzie, by nie skorzystała z jej dobrodziejstwa?"


  • Iva - "Odpowiedź jest prosta i zasadnicza. Ona szczerze nie wierzy. Zazdrości Ci przeżywania, ale tak samo jak moc Twojej wiary nie pozwala stać się osobą niewierzącą, tak samo moc jej niewiary nie pozwala stać się osoba wierzącą, co jednak nie znaczy, że nie potrafi dostrzec dobrych dla człowieka stron wiary. To prawda z wiarą religijną wielu osobom łatwiej żyć, zwłaszcza pokonywać trudności losu."



A jednak ...  nadal nie rozumiem koleżanki, która widząc pozytywne wartości wiary chrześcijańskiej rezygnuje z nich na rzecz życia trudniejszego. Gdyby nie widziała tych wartości, to jestem w stanie ją zrozumieć. Ale tak ... ???  Nie potrafię dostrzec w tym sensu, ani logiki. Przecież Jezus przyszedł właśnie do takich, co potrzebują wsparcia. Skąd więc ten wewnętrzny opór przed przyjęciem Jego pomocy? Myślę, że odpowiedź na to pytanie nie leży jedynie w przestrzeni wiary, czy nie wiary człowieka. Jest jeszcze gdzie indziej, ale ... gdzie??? Dzisiaj nie jestem w stanie na to odpowiedzieć.

4 komentarze:

  1. a ja dostrzegam i sens, i logikę:)
    PS. Nie przepadam rozmawiać o kimś, kto nie wie, że się o nim rozmawia:(

    OdpowiedzUsuń
  2. Też nie lubię rozmawiać o drugiej osobie bez niej. Fakt ten miał miejsce 8 lat temu, a przypomniał mi się w kontekście naszych ostatnich rozmów. Równie dobrze mogłabym zadać Tobie to samo pytanie, pytając się o Twój sens i Twoją logikę.

    Ja tego po prostu nie widzę. Nie twierdzę jednak, że jej nie ma. Nie umiem się jednak postawić w miejsce osoby, która z jednej strony podziwia coś, a równocześnie to odrzuca. Gubię się w tym rozumowaniu.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Ala, zazdroszczę ci twojej wiary, mnie by te wydarzenia zabiły" Nie chcę oceniać Osoby, do której należą te słowa. Zastanawiam się jednak, czy faktycznie poczuła Ona szczerą „zazdrość”, którą nazwałabym w tym przypadku tęsknotą, poczuciem braku „czegoś”. Czy to co mówiła pochodziło z głębi? Jeśli tak to dlaczego nie próbuje iść za głosem i zdobyć tego czego pragnie, za czym tęskni? Człowiek z natury stara się zaspokajać swoje potrzeby. Co z potrzebą wiary? Może był to tylko slogan jakich wiele? Odpowiedź prawdopodobnie zna ta Osoba.
    Dla mnie zagadką zostanie to, dlaczego jedne serca tęsknią i szukają Boga niezależnie od tego w jakim bagnie się znalazły i jak niegodne czują się Jego miłości. Pewnie jest tak jak napisała Alicja „… odpowiedź na to pytanie nie leży jedynie w przestrzeni wiary, czy nie wiary człowieka. Jest jeszcze gdzie indziej, ale ... gdzie???”

    t.

    OdpowiedzUsuń
  4. Święty Paweł pisze do Galatów: (Ga 5,17)

    "Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgody, tak że nie czynicie tego, co chcecie".

    Odbiegam już od osoby mojej koleżanki i przypatruję się baczniej sobie. Dochodzę do wniosku, że ja też mam problem z wyborami i wiele razy nie czynię tego, co bym chciała ... jakbym nie miała siły podążać za dobrem, które jasno odczytuję umysłem. Z tego powodu mam czasem złość na siebie i moralnego kaca. Różnie sobie z tym radzę; jak jest już całkiem źle idę do Sakramentu Pokuty i tam doświadczam łaski umocnienia. Szkoda, że nie na zawsze ... ale dobre i to ... zawsze mogę wrócić. Takie powroty jednak bardzo kosztują wysiłku. Nie jest bowiem tak, jak mówią niektórzy, co o teologii tego Sakramentu wiedzą bardzo niewiele, że katolik poleci do spowiedzi i ma już po sprawie ... no i może grzeszyć dalej. Uwaga!!! Takie podejście u Boga nie przejdzie!!! Jezus nazywa go grzechem przeciwko Duchowi Świętemu, który jako jedyny nie będzie przebaczony.

    Myślę, że NATURA osoby wierzącej i niewierzącej jest taka sama i w tej dziedzinie mamy podobne problemy. I dlatego powstają sytuacje opisane w poście.

    Jeżeli jest inaczej - to chętnie posłucham Waszej opowieści.

    OdpowiedzUsuń