wtorek, 12 lutego 2013

DO ZOBACZENIA

Wyruszam .... Nie chcę nieść ze sobą ciężaru ...  Proszę więc mi wybaczyć, że nie zawsze rozumiem, nie zawsze jestem miła, nie zawsze z pokorą przyjmuję rację drugiego ... Potrzebuję nawrócenia, wiem o tym, dlatego idę tam, gdzie On jutro pójdzie. Może Go spotkam i nauczę się kochać innych tak jak On mnie ukochał. Jak dobrze wszystko się ułoży, za 40 dni wracam. Mam nadzieję wtedy się na nowo spotkać. Czy będę lepsza ... tego nie wiem, trudno mi obiecać. Będę jednak wyglądała za tymi, których noszę już od dawna we własnym sercu.


Nie chcę ranić, a jednak wciąż ranię
nie chcę smucić, a jednak smucę
nie chcę krzyczeć, a jednak
mocno się buntuję na to, 
czego nie rozumiem
*************
ruszam 
w głąb siebie
zbadać myśli
 intencje duszy
wolę trwania w dobrym
gdy wrócę, mam  nadzieję
spotkać tych, których zawiodłam
być może mi wybaczą gorliwość
szukania zrozumienia spraw  niejasnych
lecz bardzo istotnych dla mojego zbawienia

(alicja)

poniedziałek, 11 lutego 2013

ZAPROSZENIE


Zakochany Skazaniec

Internetowe rekolekcje wielkopostne 2013.

Mamy 40 dni na przygotowanie się 
do największego wesela jakie widział ten świat.

Bóg postanowił poślubić nas na wieczność, a że przysięga małżeńska mówi "aż do śmierci" - potraktował te słowa wyjątkowo dosłownie i na serio. Będziemy więc wpatrywać się w tego Zakochanego Skazańca chcąc zobaczyć Jego niezwykłe piękno, dobroć i miłość jaką ma względem nas. Chcemy w ten sposób przygotować się na ślub. Pan Młody już nadchodzi, więc wybiegnijmy Mu na spotkanie.


http://mail.freshmail.pl/c/236wvh7nvb/twdgeawhzu/

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=f2evLX2QXZg

niedziela, 10 lutego 2013

CHRZEŚCIJAŃSKIE TEMATY TABU DLA NIEWIERZĄCYCH

Temat tabu ... 
  1. to temat, na który się po prostu nie rozmawia bo nie wypada
  2. to temat, na który się niewygodnie i niezręcznie rozmawia, i dlatego jest pomijany
  3. temat krępujący, który wprowadza w zakłopotanie 
  4. w potocznym sensie, są to sprawy, działania, co do których istnieje rodzaj "zmowy milczenia" 
  5. pewien rodzaj autocenzury, zwykle głęboko wpajanej w trakcie procesu wychowawczego
  6. tabu zabrania głośno mówić, pisać, a nawet myśleć i zauważać sprawy nim objęte


Chrześcijańskie tematy tabu ... To odkrycie tygodnia!!! Przecież wśród wielu tkwi takie przekonanie, że:
  1. Na tematy dotyczące wiary nie wypada mówić głośno, bo to sprawa bardzo prywatna. 
  2. Nie wypada mówić o niebie i piekle, aniołach i demonach, śmierci i zmartwychwstaniu, bo to ...
  3. Niewygodnie jest mówić o cudach Jezusa, które do tej pory się wydarzają, bo to ....
  4. Lepiej nie mówić o tematach krępujących, które się nie da naukowo zważyć i zmierzyć, bo to ...
  5. Postęp cywilizacyjny zaprzecza temu, co mówi Ewangelia.

Wystarczy zrobić mały teścik, a zaraz wyjdzie - co jest dla Ciebie chrześcijańskim tematem tabu, który nie chcesz ruszyć z różnych powodów. Jakich? - zapytasz. Nie odpowiem Ci na to pytanie, bo na to pytanie musisz sobie sam odpowiedzieć. Nikt tego za Ciebie nie zrobi.



Za niedługo Środa Popielcowa ...

WIELKI POST ...

Czas porozmawiania ze sobą. Potrzeba na to ciszy, by usłyszeć własne myśli i je posegregować na te ważne, mniej ważne i najważniejsze. Tego nikt nie zrobi za mnie, chociaż niejeden by chciał mieć władzę nad tym, co  mam myśleć, czuć, w którą stronę powinnam pójść.

WIELKI POST ...

Pustynia ... Jezus poszedł tam pierwszy, by zmierzyć się z demonami, które chcą mieć wpływ na moje myślenie i wybory. Mają one różne imiona. Już nie straszą swym wyglądem jak dawniej. Zmieniła się moda, a one zawsze muszą iść z duchem czasu, by być trendy dla człowieka XXI wieku, który coraz częściej zapomina starą prawdę jak świat, że ... z prochu powstał i w proch się obróci ... i chyba nie zmieni jej nawet zamrażanie chorych ciał biednych ludzi, którzy swe pragnienie o życiu wiecznym ulokowali w kosmicznych kapsułach z ciekłym azotem ... "wehikułach" czasu, którego nie da się jednak oszukać.

WIELKI POST ...


Tematy tabu ...  o których wielu nie chce rozmawiać wcale, bo ... głupio wierzyć w baśniowe historyjki o cudach, demonach, o skażonej naturze człowieka, który skusił Ewę. .. Dobrej Nowinie ... Zmartwychwstaniu ...

WIELKI POST ...

To czas rozliczania się ze swoimi myślami ... i nie tylko z nimi. 

***
Przykładowe - chrześcijańskie tematy tabu dla niewierzących:

Główne prawdy wiary:
  1. Jest jeden Bóg. 
  2. Bóg jest Sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze. 
  3. Są trzy Osoby Boskie : Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. 
  4. Syn Boży stał się człowiekiem i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia. 
  5. Dusza ludzka jest nieśmiertelna. 
  6. Łaska Boska jest do zbawienia koniecznie potrzebna. 
Ostatnie rzeczy człowieka: 
  1. Śmierć.
  2. Sąd. 
  3. Niebo albo piekło
***

Czy rozmawiasz na powyższe tematy z innymi 
z takim samym zaangażowaniem z  jakim ostatnio rozprawiałeś 
na temat wydarzeń w sejmie?


PS.

Małe dopowiedzenie ....


  • 'Niewierzący' - to nie tylko zdeklarowany ateista. To również  ochrzczony  katolik, który czasem  ma większy problem z wiarą, niż on.


sobota, 9 lutego 2013

KTO MI POMOŻE ZROZUMIEĆ?

Pomóżcie mi zrozumieć, bo ni jak się nie mogę połapać.


Nie potrafię zrozumieć takiego sposobu myślenia, w którym szuka się prawdy obiektywnej o danej rzeczywistości badając jedynie jedną stroną medalu - tą, która daje potwierdzenie własnej tezy i nie interesując się "drugą", która nie jest wygodna, gdyż burzy subiektywne teorie. To nie trzyma się jakoś kupy, brzydko mówiąc. Mogę zrozumieć, że ta "druga strona" jest mniej ciekawa i wkurzająca. Mogę ją nawet nie chcieć oglądać, bo jestem wolnym człowiekiem. Ale jeżeli taki tok rozumowania przyjmuję, to czy moje wywody o danej rzeczywistości są prawdziwe i obiektywne?

Pisze się tu i ówdzie o hipokryzji Kościoła ... czy zaniknie kiedyś, czy też nie ... ? 

Poszukałam w necie definicji, bo znowu zaczęłam się gubić.
  • Hipokryzja jest stałą cechą ludzkich społeczeństw. Wynika ona z jednej strony z konfliktu między indywidualnym interesem poszczególnych osób i normami moralnymi panującymi w danym społeczeństwie, a z drugiej strony z konfliktu między normami obyczajowymi i moralnymi.
Indywidualny interes poszczególnych osób .... to mnie zatrzymało. Kościół jest takim zbiorem indywidualnych osób, więc ...
  • Czy według obiektywnej prawdy 'obiektywnych' jestem na wskroś przesiąknięta hipokryzją, strachem i obłudą tylko dlatego, że utożsamiam się całkowicie z rzeczywistością Kościoła?
Idę dalej po definicję, gdyż przeraziła mnie nowo odkryta prawda o mnie, więc chcę się jej baczniej przyjrzeć, aby nie dać się myśli wykiwać. Tak radził zrobić Ewagriusz z Pontu 1600 lat temu, gdy przyjdzie jakakolwiek niepewność. Tak na marginesie ... to facet miał wyczucie na dzisiejsze me rozterki,

Hipokryzja może się przejawiać na kilka sposobów:

  1. oficjalne głoszenie przestrzegania określonych zasad moralnych i jednoczesne ich "ciche" łamanie, gdy nikt ważny tego nie widzi (np. głoszenie przez polityka, że walczy z korupcją i jednoczesne branie przez tego polityka po cichu łapówek)
  2. stosowanie różnych, sprzecznych wzajemnie zasad moralnych przy różnych sytuacjach (np. wymaganie od żony, żeby nie zdradzała i jednoczesne zdradzanie żony)
  3. wymyślanie rozmaitych teorii, które w pokrętny sposób tłumaczą stosowanie różnych norm moralnych przy różnych sytuacjach (np. głoszenie, że zabijanie dzieci wroga w czasie wojny jest dobre dlatego, że wróg ten popełnił wcześniej zbrodnię mordując nasze dzieci)
  4. tworzenie obszarów tabu, czyli spraw, o których się nigdy nie rozmawia publicznie; zazwyczaj są to sprawy, które w świadomości wielu ludzi są niemoralne, ale są lub były jednocześnie masowo praktykowane (zob. też tajemnica poliszynela).
Robię szybko mały rachunek sumienia.
  1. .... hmm ... ciche łamanie zasad ... zdarza się, chociaż szczerze tego nie chcę robić i żałuję, że tak jest. Staram się jakoś naprawiać krzywdy, przepraszać ... ale ... czy moje przeproszenie za hipokryzję Kościoła pomoże 'obiektywnym' zmienić nieco nastawienie? Trochę w to wątpię, gdyż ich nie interesuje tak naprawdę moja strona medalu.
  2. ... hmm ... sprzeczne zasady ... Dekalog dość dobrze znam. Przyjmuję go z wiarą i nie kombinuję, nie zmieniam treści, aby sobie dogodzić, lub usprawiedliwić swój czyn, jak to robią ci, którzy w imię swojej wolności - zabierają ją innym. Myślę tu teraz o łamaniu przykazania NIE ZABIJAJ!
  3. ... hmm ... wymyślanie rozmaitych teorii ... może przemilczę ten punkt. Wiem jedno, gdyby one nie istniały nie miałabym dzisiaj tyle pytań.
  4. ... hmm ... obszary tabu ... myślę, że nie boję się ich dotykać. I na pewno nie zgodzę się z kolejną tezą 'obiektywnych', że moja wiara i trwanie w Kościele jest podszyta ... jakimś niepojętym dla obiektywnych strachem. Gdybym się bała rozmawiać o sprawach trudnych tego postu też by nie było. Mam bowiem świadomość, że moje słowa mogą niektórych 'obiektywnych' mocno poruszyć i tym samym nadstawiam głowę ... czy na ich gniew? ... to się okaże w praniu.
A co na to wszystko Ewagriusz z Pontu?

Demon gniewu - Gniew jest bardzo gwałtowną namiętnością. Silnie targa duszą człowieka, zaciemniając jego umysł. Człowiek opanowany przez gniew nie potrafi w swoim sercu wzbudzić dobrych myśli. Już na sam widok drugiej osoby błyskawicznie narasta w nim złość. Brak w nim miłości do bliźniego. Wszystko go denerwuje, wszystko irytuje. Brak mu cierpliwości.

Człowiek targany gniewem nie może zaznać spokoju w duszy, bo jego namiętność wciąż pozostaje niezaspokojona. Zmianie ulega też oblicze takiego człowieka. Gniew, który nosi w sercu, uwidacznia się w jego wyglądzie zewnętrznym. Nieprzypadkowo mówi się, iż oczy są zwierciadłem duszy. Jak pisze Ewagriusz, oczy gwałtownika są zaniepokojone i nabiegłe krwią („O ośmiu duchach zła”). 

Obecność gniewu w duszy uniemożliwia modlitwę. Czasami demon szydzi z człowieka wzbudzając najpierw w jego sercu gniew do bliźnich, a potem skłaniając do modlitwy, w której jest sławiona łagodność i cierpliwość jako jedyna droga do Boga. Taka modlitwa naturalnie nie jest miła Bogu. /tu mi się przypomina znane powiedzenie - modli się pod figurą, a diabła ma pod skórą - to ku przestrodze tych, którzy pod krzyżem stojąc w sercu i na swoich wargach mają gniew do swoich wrogów/

Demon ten wzbudza w nas złe wyobrażenia o kimś, kogo nawet osobiście nie znamy. Demon gniewu nie pozwala również na to, by w naszym sercu pojawiło się pragnienie pojednania z kimś, z kim się pokłóciliśmy. W tym celu podsuwa nam szereg rzekomo racjonalnych argumentów, które uniemożliwiają pojednanie. Dlaczego to ja mam pierwszy wyciągnąć rękę do zgody? Dlaczego nie miałaby tego zrobić strona przeciwna? Przecież to ja jestem poszkodowany, a nie on! 

Ewagriusz w swoich pismach przywołuje w tym miejscu słowa apostoła Pawła: 

Niech nad gniewem waszym nie zachodzi słońce (Ef. 4, 26). 


Pismo Święte apeluje do nas byśmy nie wdawali się w rozważania odnośnie tego czy nasz gniew jest słuszny, czy też nie. Nie ważne kto bardziej zawinił, a kto mniej. To my powinniśmy jak najszybciej dążyć do zgody. Niebagatelną rolę odgrywa tu też pokora, bowiem człowiek który dąży do zgody musi zapomnieć o swoich racjach, które rzekomo uzasadniają jego gniew do bliźniego. Musi się ukorzyć, ustąpić jako pierwszy. 

*** 

A może to nie hipokryzja, lecz gniew 
jest przyczyną braku obiektywnego patrzenia?

*** 

Zbadałam uczciwie moje myśli i dziękuję Bogu, że nie ma we mnie gniewu, ani żalu do 'OBIEKTYWNYCH'. Nadal mam jednak pytania, na które chciałabym znaleźć odpowiedź, gdyż nadal nie pojmuję sposobu myślenia, o którym napisałam w tym poście.

środa, 6 lutego 2013

CUDZE GRZECHY


Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli 
(Ewangelia Jana 8, 32)


Lubimy chować pod dywan własne grzeszki. O cudzych łatwiej jest mówić. W tedy stać nas na oburzenie, gniew, złośliwość i szukanie sprawiedliwości. Zdobywamy się nawet na litość wobec tych pokrzywdzonych, którzy rzeczywiście cierpią. Ale ... 

  • Czy oburzając się na jawną niesprawiedliwość zawsze mamy czyste intencje i dobre myśli?
  • Czy w oburzeniu nie kryje się również moja niechęć do osób o innych światopoglądach?
  • Dlaczego tak szybko nam do uogólnień, że CAŁY KOŚCIÓŁ JEST DO BANI, bo do bani są niektórzy jego członkowie???
  • Czy w ten sposób nie robimy to samo, co ci faryzeusze, którzy słusznie, bo według prawa chcą ukamienować jawnogrzesznicę za jej niecne czyny. To, co mówią o niej jest przecież prawdą.


Chyba, że:

  • Nie tylko chodzi tutaj o mówienie samej PRAWDY, ale o to, w jakim celu ją mówimy.
  • Mówimy część PRAWDY, aby stała się ona potwierdzeniem moich wyborów.
Zawsze mnie intrygowała ta scena z Ewangelii o spotkaniu Jezusa z cudzołożnicą  Pytanie, które mi zostało do dnia dzisiejszego znowu zabrzmiało mi w uszach po przeczytaniu 'nowinek' o złym zachowaniu ludzi Kościoła: 

Dlaczego Jezus się ociąga i tylko pisze coś na piasku?

Ostatnio pojawiają się takie nowinki o niecnych czynach sióstr Magdalenek, lub o przekrętach panów w czarnych sukienkach. Nie podejmuję się dyskusji na te tematy. Za mało wiem o okolicznościach, poza tym dopuszczam do siebie myśl, że takowe bezeceństwa mogły mieć miejsce. Na post o Magdalenkach w Irlandii chciałam nawet dać odpowiedź, ale mi się nie udało ... coś nie potrafię dobrze wklepać w komputerze. Postanowiłam więc odpowiedzieć na moim blogu.

Dobrze, że takie sprawy wychodzą na jaw. Nie można żadnych grzechów zamiatać pod dywan i udawać, że jest dobrze, jak jest źle, albo nawet okropnie źle. Życie w kłamstwie nigdy nie da dobrych owoców. Człowiek wszędzie może być potworem dla drugiego, nawet w Kościele, do którego należę. Na moje szczęście pokładam ufność w Bogu, a na człowieka patrzę przez pryzmat jego słabości; swoją też widzę i staram się jak mogę, by było jej w moim życiu jak najmniej. Skłamałabym jednak mówiąc, że zawsze jestem kryształowa. Dochodzę do wniosku, że ja mam naprawdę szczęście... i na to moje szczęście znam kilka osób z zakonów, w których dzieją się naprawdę wspaniale Boże rzeczy. Przypuszczam bowiem, że gdybym znała tylko taki Kościół, o jakim mowa w nowinkach, wyrywałabym z niego, gdzie pieprz rośnie.

I jeszcze jedna refleksja, która mnie naszła ...

O ile trudniej uwierzyć w Boga tym, którzy jedynie z takich niepełnych obrazów tworzą sobie całkowity obraz Kościoła ... nie ukrywam ... jakoś smutno mi się zrobiło :(

*** 
(J 8,1-11)

Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz? Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień. I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił? A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz.

O wielu grzechach ludzi Kościoła wiem i jest mi z ich powodu bardzo przykro. Czy są one jednak podstawą do tego, by wątpić w to, co Jezus w tym Kościele pozostawił? Moim zdaniem - NIE.

*** 

Ewagriusz dzisiaj musi poczekać, choć nie tak do końca ... bo według mojego planu miało być o demonie nieczystości.




niedziela, 3 lutego 2013

GDY ZŁO NAZWIEMY DOBREM.

Nasze codzienne doświadczenie podpowiada, że jesteśmy mistrzami tłumaczeń i potrafimy na własny użytek diagnozować siebie, że nie zrobiliśmy niczego złego. Oszukujemy siebie na wiele sposobów, aż dochodzimy do momentu, że zło nazwiemy dobrem.



Żaden nałogowy palacz nie powie, że palenie mu szkodzi, ani żaden alkoholik nie przyzna się, że coś tu nie gra. Chyba, że na sobie doświadczy swojej niemocy i zacznie myśleć.  Znam takich, którzy wyszli z nałogów i mówili, że najtrudniej było im wyjść z  nałogu samooszukiwania samego siebie. Powiesz ... ale mnie ten problem nie dotyczy, nie jestem ani nałogowym palaczem, ani tym bardziej nałogowym alkoholikiem. 

Nie mnie z tobą dyskutować. Podyskutuj tym razem sam ze sobą. Uważam bowiem, że niejeden alkoholik mniej siebie okłamuje niż .... ja ... albo .... ty

Czy w imię rozumianego przez Ciebie dobra:
  • nigdy nie zraniłeś drugiego człowieka?
  • nigdy nie dopuściłeś do tego, że inny człowiek stracił życie?
  • nigdy nie pielęgnowałeś w sobie nienawiść?
  • nigdy nie utwierdzałeś kogoś w jego złych wyborach?
  • nigdy nie chowałeś głowy w piasek?
  • nigdy nie traciłeś swojej ludzkiej godności?

Godność człowieka ... 

Na nasze szczęście nie zależy ona od naszego rozumienia dobra. Ona po prostu jest. Naszą biedą jest jednak to, że ciągle jest narażona na ból. Czasem biją nas inni ... Częściej jednak sami ją w sobie zabijamy ... i to w imię dobra.

*** 
A co na to Ewagriusz? 
Demaskuje demony, które chcą mieć wpływ na nasze myślenie. 



Demon łakomstwa nie namawia bynajmniej do tego, co rozumie się pod klasycznym pojęciem obżarstwa – jedzenia w nadmiarze. Stara się za to skłonić do jedzenia i picia rzeczy bardziej wyrafinowanych, o niezaprzeczalnych walorach smakowych, dających rozkosz naszemu podniebieniu. Zaczynamy jeść i pić w nadmiarze nie dlatego, iż nasz organizm tego potrzebuje, lecz dlatego że dostarcza nam to przyjemności. W ten sposób stopniowo osłabiamy nasze ciało, przyzwyczajając je do rozkoszy. W końcu ciało staje się tak rozleniwione, że nie może zbyt długo wytrzymać bez rozkoszy, domagając się dostarczania sobie cały czas nowych doznań. Tak osłabione ciało staje się łatwą pożywką dla demonów innych namiętności, które kusząc obiecują dostarczanie ciału wciąż nowych rodzajów przyjemności. Demony zdają się sugerować – „uczyń to i to, a twoje ciało przeżyje chwilę przyjemności”. Nic zatem dziwnego, iż będąc zniewoleni przez łakomstwo tak łatwo wpadamy w pułapkę innych grzesznych czynów. Jak pisze Ewagriusz: Wiele drewna roznieca wielki płomień, zaś mnóstwo pokarmów karmi pożądliwość. Płomień przygasa gdy zabraknie materii, a niedostatek pokarmów uśmierza pożądliwość („O ośmiu duchach zła”). Im bardziej umartwiamy nasze ciało, trzymając je z dala od rozkoszy, tym mniejsze szanse, iż oddamy się w niewolę grzechu. Stąd tak wielka waga postu. Ograniczając się w spożywaniu wyrafinowanych posiłków, możemy utrzymywać nasze ciało pod kontrolą. Zdając sobie sprawę z wielkiej skuteczności postu, demon łakomstwa stara się nam go za wszelką cenę wyperswadować, podsuwając różne, zdawałoby się racjonalne, argumenty. Przede wszystkim tłumaczy, że to przecież nic złego kupić sobie coś smacznego do jedzenia. Sugeruje również, iż przepisy postne są dla nas zbyt ciężkie, a samo poszczenie nic nam nie da. Straszy też chorobą wynikającą z osłabienia od zbyt długiego postu. 
    
***

RACJONALNE ARGUMENTY ...   kto ich dzisiaj nie wypowiada???

Dla nich niektórzy dali by się pozabijać, a ja się tylko ich pytam:
  • Czy badacie swoje myśli w oparciu o godność i dobro, które nie zawsze musi schlebiać namiętnościom i pożądaniom człowieka, który ma w sobie skłonność rozumienia wielu spraw 'na opak'?
cdn.

sobota, 2 lutego 2013

O SPORZE Z MYŚLAMI

Istota i sens chrześcijaństwa zawiera się w jego życiu duchowym. 



Jeżeli ktoś tego nie dostrzega to jest albo wielkim ignorantem, albo bardzo pogubionym w sobie człowiekiem. Nie jestem tutaj od diagnozowania czyjejś duszy. Nie mogę się jednak powstrzymać od złych myśli, gdy słyszę wypowiedzi o Kościele, które ni jak się mają do nauki Jezusa, który jest Jego głową. 

Czy to tak trudno zrozumieć, że:
  • Kościół, jako Wspólnota Ludu Bożego z ludzi słabych, narwanych i nieposkromionych się składa?
  • Kościół hierarchiczny nigdy nie będzie doskonały na tyle, by nie stać się solą w oku drugiego?
  • Kościół jest miejscem dla najsłabszych, którzy nie mają siły sami walczyć ze swoimi złymi skłonnościami?

Czy to tak trudno uwierzyć, że:
  • Bóg zaufał człowiekowi, pomimo smutnej prawdy o nim?
  • Jezus posłał Ducha Bożego w Dzień Pięćdziesiątnicy, by czuwał nad tą zgrają oszustów, pijaków, cudzołożników, żarłoków, złodziei, prostytutek, opętanych, by się wzajemnie nie pozabijali, ale by szli na miarę swoich możliwości drogą zbawienia?

Dziwię się, że:
  • wielu ludzi widzi przykrą prawdę o drugim człowieku, a o swojej biedzie zapomina.

*** 

Dość jednak narzekania! Lepiej wrócić do Ojców Pustyni, którzy próbują odpowiedzieć na mój brak zrozumienia i moje zdziwienie. Według nich walka z gnębiącymi nas namiętnościami jest naszym głównym chrześcijańskim obowiązkiem. To mordercza walka, która wiąże się z ogromnym cierpieniem i dlatego porównywana jest do ukrzyżowania. To dlatego wielu ludzi wymięka i woli żyć w iluzji, że są lepsi od innych. Nasuwa się pytanie o aktualność wskazówek świętych eremitów, skoro zostały one spisane przeszło tysiąc sześćset lat temu? Wystarczy jednak choć trochę zagłębić się w opisy walk duchowych, jakie przyszło im toczyć, by się przekonać, że problemy, z jakimi musieli się zmierzyć nie tylko nie odbiegają od naszych, lecz wręcz są z nimi tożsame! 

*** 
Jak walczyć z demonami? 

Przede wszystkim należy być bardzo czujnym. Pierwsza metoda walki z demonami polega na samoobserwacji, badaniu myśli i wyobrażeń, by w porę rozpoznać tą myśl, która może stanowić dla nas zagrożenie. W swoim dziele „Antirrheticon” („O sporze z myślami”) Ewagriusz proponuje, by walczyć ze złymi myślami za pomocą cytatów z Pisma Świętego...

c.d.n.



piątek, 1 lutego 2013

POROZMAWIAJMY O TYM, CO NIEMODNE

Zamiast wstępu ...

Niemodne jest dziś mówić o piekle, czyśćcu, albo o niebie. Dlatego pomyślałam sobie, że to najlepszy temat na mój blog. Lubię bowiem iść pod prąd i czuć opór tych, którzy zerkną na mnie nieco z przymrużeniem oka. Poczuję się może jak komik na arenie świata. Wolę jednak to, niż być biernym widzem tego, na co dziś patrzę. Zaczyna mnie irytować mdławy 'postęp cywilizacyjny', który zapomina o godności, honorze i ludzkiej uczciwości. Ciasne są dla mnie szufladki, w których się pragnie umieścić Boga, którego wszechświat nie jest w stanie ogarnąć. 


Odkrywam na nowo pisma Ojców Pustyni i zadziwia mnie ich prostota. Przez jakiś czas pójdę ich tropem. Zapraszam do wspólnej wędrówki. Myślę, że będzie o czym porozmawiać.

Skąd się biorą grzeszne myśli? 

Według Ewagriusza z Pontu głównym ich źródłem są demony. Rozróżnia on osiem demonów odpowiedzialnych za kuszenie:

  1. Demon łakomstwa
  2. Demon nieczystości
  3. Demon chciwości
  4. Demon smutku
  5. Demon gniewu
  6. Demon acedii (zniechęcenia)
  7. Demon próżności
  8. Demon pychy
O nich sobie trochę porozmawiamy w tym miesiącu. O tych niektórych dialogach, które prowadzi z nimi człowiek XXI wieku; o tych paktach, które są podpisywane w imię ... no właśnie ... w czyje imię??? 

Człowiek ma wolną wolę i tu się nic nie zmienia.

Nie będę obarczać demony za ludzkie złe wybory, bo to zbyt uproszczone myślenie. Człowiek wobec nich jest na początku całkowicie wolny ...  tak jak wolny jest w obliczu Miłości Bożej, którą może przyjąć lub odrzucić.