środa, 6 lutego 2013

CUDZE GRZECHY


Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli 
(Ewangelia Jana 8, 32)


Lubimy chować pod dywan własne grzeszki. O cudzych łatwiej jest mówić. W tedy stać nas na oburzenie, gniew, złośliwość i szukanie sprawiedliwości. Zdobywamy się nawet na litość wobec tych pokrzywdzonych, którzy rzeczywiście cierpią. Ale ... 

  • Czy oburzając się na jawną niesprawiedliwość zawsze mamy czyste intencje i dobre myśli?
  • Czy w oburzeniu nie kryje się również moja niechęć do osób o innych światopoglądach?
  • Dlaczego tak szybko nam do uogólnień, że CAŁY KOŚCIÓŁ JEST DO BANI, bo do bani są niektórzy jego członkowie???
  • Czy w ten sposób nie robimy to samo, co ci faryzeusze, którzy słusznie, bo według prawa chcą ukamienować jawnogrzesznicę za jej niecne czyny. To, co mówią o niej jest przecież prawdą.


Chyba, że:

  • Nie tylko chodzi tutaj o mówienie samej PRAWDY, ale o to, w jakim celu ją mówimy.
  • Mówimy część PRAWDY, aby stała się ona potwierdzeniem moich wyborów.
Zawsze mnie intrygowała ta scena z Ewangelii o spotkaniu Jezusa z cudzołożnicą  Pytanie, które mi zostało do dnia dzisiejszego znowu zabrzmiało mi w uszach po przeczytaniu 'nowinek' o złym zachowaniu ludzi Kościoła: 

Dlaczego Jezus się ociąga i tylko pisze coś na piasku?

Ostatnio pojawiają się takie nowinki o niecnych czynach sióstr Magdalenek, lub o przekrętach panów w czarnych sukienkach. Nie podejmuję się dyskusji na te tematy. Za mało wiem o okolicznościach, poza tym dopuszczam do siebie myśl, że takowe bezeceństwa mogły mieć miejsce. Na post o Magdalenkach w Irlandii chciałam nawet dać odpowiedź, ale mi się nie udało ... coś nie potrafię dobrze wklepać w komputerze. Postanowiłam więc odpowiedzieć na moim blogu.

Dobrze, że takie sprawy wychodzą na jaw. Nie można żadnych grzechów zamiatać pod dywan i udawać, że jest dobrze, jak jest źle, albo nawet okropnie źle. Życie w kłamstwie nigdy nie da dobrych owoców. Człowiek wszędzie może być potworem dla drugiego, nawet w Kościele, do którego należę. Na moje szczęście pokładam ufność w Bogu, a na człowieka patrzę przez pryzmat jego słabości; swoją też widzę i staram się jak mogę, by było jej w moim życiu jak najmniej. Skłamałabym jednak mówiąc, że zawsze jestem kryształowa. Dochodzę do wniosku, że ja mam naprawdę szczęście... i na to moje szczęście znam kilka osób z zakonów, w których dzieją się naprawdę wspaniale Boże rzeczy. Przypuszczam bowiem, że gdybym znała tylko taki Kościół, o jakim mowa w nowinkach, wyrywałabym z niego, gdzie pieprz rośnie.

I jeszcze jedna refleksja, która mnie naszła ...

O ile trudniej uwierzyć w Boga tym, którzy jedynie z takich niepełnych obrazów tworzą sobie całkowity obraz Kościoła ... nie ukrywam ... jakoś smutno mi się zrobiło :(

*** 
(J 8,1-11)

Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz? Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień. I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił? A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz.

O wielu grzechach ludzi Kościoła wiem i jest mi z ich powodu bardzo przykro. Czy są one jednak podstawą do tego, by wątpić w to, co Jezus w tym Kościele pozostawił? Moim zdaniem - NIE.

*** 

Ewagriusz dzisiaj musi poczekać, choć nie tak do końca ... bo według mojego planu miało być o demonie nieczystości.




4 komentarze:

  1. „Czy oburzając się na jawną niesprawiedliwość zawsze mamy czyste intencje i dobre myśli? „
    Z mojego punktu widzenia często (nie zawsze) kryje się pod tym zwyczajne wygodnictwo i chęć polepszenia swojego samopoczucia, fizycznego czy psychicznego.

    „Dlaczego tak szybko nam do uogólnień, że CAŁY KOŚCIÓŁ JEST DO BANI, bo do bani są niektórzy jego członkowie???" O wiele łatwiej jest przypiąć przysłowiową łatę niż wysilić się i spróbować poznać tych, których oceniamy. Nie tylko Kościół na tym cierpi. Uogólnienia dotyczą wszystkich grup społecznych. Dlaczego jednak najgłośniej dyskutuje się o błędach wierzących? Dlaczego to od nich wymaga się bycia krystalicznymi? Kto powiedział, że mam być „bez skazy”? Co mam robić albo czego mam nie robić aby w ocenie innych zasłużyć na bycie dzieckiem Bożym?

    Siostry Magdalenki….. Nie znam żadnej z Nich. Znam natomiast:
    -Siostrę, która umierając na nowotwór ofiarowała swoje cierpienie Bogu za drugiego człowieka.
    -Siostrę , która nieustannie modli się w intencji osób, które kocham.
    -Siostrę, która straciła w wypadku samochodowym ukochanego brata ,a mimo to potrafi ofiarować drugiemu dobro i miłość.
    -Siostrę, która dobrym słowem napełniła moje serce nadzieją.
    -Siostrę, której szczerość i pogoda ducha nie pozwalają przejść obojętnie.
    -Siostrę, która ociera się w tej chwili o śmierć i potrzebuje Człowieku Twojej Modlitwy.

    t.

    OdpowiedzUsuń
  2. Była już kiedyś wspomniana Siostra Małgorzata Chmielewska ...

    http://siostramalgorzata.blog.onet.pl/



    A tym razem polecę kolejny piękny blog siostry Judyty.

    http://lavieestbelleijatez.blogspot.com/2013/02/o-rumsiki.html

    Może nie piszę w nim za wiele, ale czytam z wielką przyjemnością :)

    Wcześniej pisze pięknie o powołaniu zakonnym. Ten tekst polecam szczególnie tym osobom, które "od tej strony" mało znają Kościół i jego rzeczywistość.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem, czy większość lubi chować pod dywan własne grzeszki, z pewnością jednak NIKT nie lubi ich wywlekać. :-)

    Osobiście bardzo często uogólniam, bo tak jest po prostu łatwiej. Nie stosuję tego jednak w osądzaniu całych grup ludzkich, ale pewnych postaw - do tego służy uogólnienie.

    Jak na tak krótki post jest zbyt wiele odniesień, więc skupię się na jednym. Czuję niechęć do poszczególnych osób i całych grup o odmiennych poglądach nie ze względu na to, jakie te poglądy mają - dla mnie mogą mieć dowolne, ale z powodu, że starają się je innym siłowo i za pomocą manipulacji narzucić. Normalnie rzecz biorąc byłbym to kolokwialnie rzecz ujmując olał, ale kiedy widzę, jak zmanipulowani ludzie mówią coś wbrew sobie, żeby tylko kogoś nie urazić, to krew mnie zalewa, choć nerwusem nie jestem. :-)

    Kościół dużo stracił nie tylko w oczach wrogów dając im na tacy argumenty ukrywania spraw złych ale i wiernych, widzących zamiatanie pod dywan wstydliwych spraw.

    Jak wszędzie tak i w Kościele są ludzie porządni, pijacy, złodzieje i przestępcy. To, że ktoś nosi koloratkę nie powinno dawać immunitetu. Moja wiara na skandalach nie ucierpi, może nieco nagrzeszę odsądzając od najgorszych winnych (sprawców i ukrywających zło). Ale co pomyślą i zrobią ci małej wiary? Czy zwątpią i się odsuną... ?

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam :)

    ... na siłę i za pomocą manipulacji ...

    Masz rację, to okropny sposób narzucania własnego światopoglądu innym. Staram się również wystrzegać tego jak ognia. Czy mi się to udaje? Nie wiem. Czasem mi bowiem mówią , że za bardzo 'przyciskam', gdy mnie się wydaje, że jedynie się dzielę swoimi przemyśleniami.

    GDZIE PRZEBIEGA GRANICA WOLNOŚCI DRUGIEGO CZŁOWIEKA ?

    Na to pytanie ciągle szukam odpowiedzi. Dopóki jej nie znajdę będę popełniała wiele gaf. Czy wystarczy w tedy moim rozmówcom moja dobra wola uszanowania ich wolności? Czy też odwrócą się ode mnie plecami, zarzucając mi brak doskonałości w tej materii?

    PISZESZ:

    ...kiedy widzę, jak zmanipulowani ludzie mówią coś wbrew sobie, żeby tylko kogoś nie urazić to krew mnie zalewa, choć nerwusem nie jestem. :-)

    I tu znowu mogę powiedzieć, że podobnie reaguję. Choć może już mnie mniej krew zalewa. W to miejsce jednak wchodzi jakiś dziwny smutek i pytanie:

    DLACZEGO CZŁOWIEKU TO ROBISZ?

    Przecież można mniej agresywnie powiedzieć to, co masz do powiedzenia. Chyba, że poziom agresji jest tak wysoki, że ów człowiek ...albo milczy ... albo kłamie i mówi wbrew sobie. Żadna z tych opcji mi nie odpowiada.

    PISZESZ:

    Kościół dużo stracił nie tylko w oczach wrogów dając im na tacy argumenty ukrywania spraw złych ale i wiernych, widzących zamiatanie pod dywan wstydliwych spraw.

    I tu się z Tobą zgodzę, gdyż takie skandale i mną mocno wstrząsają. I łapię się na tym, że i moje ręce są mocniej ściśnięte, a umysł szuka antidotum na ten jad. I w tedy przypominają mi się konkretne rozmowy o Miłości Boga, a także konkretni ludzie czyniący tę Miłość wśród najuboższych tego świata, którzy niejednokrotnie są przysłowiowymi 'potworami'. Mam też w swoim życiu konkretne ZNAKI Bożej Opatrzności, które w momentach zwątpienia przypominają mi, po co tak naprawdę w tym Kościele jestem.

    No i otwiera się nowy temat do dyskusji - PO CO i DLACZEGO? Zostawię go sobie jednak na później.

    Dzięki, że mnie odwiedziłeś :)

    OdpowiedzUsuń