sobota, 9 lutego 2013

KTO MI POMOŻE ZROZUMIEĆ?

Pomóżcie mi zrozumieć, bo ni jak się nie mogę połapać.


Nie potrafię zrozumieć takiego sposobu myślenia, w którym szuka się prawdy obiektywnej o danej rzeczywistości badając jedynie jedną stroną medalu - tą, która daje potwierdzenie własnej tezy i nie interesując się "drugą", która nie jest wygodna, gdyż burzy subiektywne teorie. To nie trzyma się jakoś kupy, brzydko mówiąc. Mogę zrozumieć, że ta "druga strona" jest mniej ciekawa i wkurzająca. Mogę ją nawet nie chcieć oglądać, bo jestem wolnym człowiekiem. Ale jeżeli taki tok rozumowania przyjmuję, to czy moje wywody o danej rzeczywistości są prawdziwe i obiektywne?

Pisze się tu i ówdzie o hipokryzji Kościoła ... czy zaniknie kiedyś, czy też nie ... ? 

Poszukałam w necie definicji, bo znowu zaczęłam się gubić.
  • Hipokryzja jest stałą cechą ludzkich społeczeństw. Wynika ona z jednej strony z konfliktu między indywidualnym interesem poszczególnych osób i normami moralnymi panującymi w danym społeczeństwie, a z drugiej strony z konfliktu między normami obyczajowymi i moralnymi.
Indywidualny interes poszczególnych osób .... to mnie zatrzymało. Kościół jest takim zbiorem indywidualnych osób, więc ...
  • Czy według obiektywnej prawdy 'obiektywnych' jestem na wskroś przesiąknięta hipokryzją, strachem i obłudą tylko dlatego, że utożsamiam się całkowicie z rzeczywistością Kościoła?
Idę dalej po definicję, gdyż przeraziła mnie nowo odkryta prawda o mnie, więc chcę się jej baczniej przyjrzeć, aby nie dać się myśli wykiwać. Tak radził zrobić Ewagriusz z Pontu 1600 lat temu, gdy przyjdzie jakakolwiek niepewność. Tak na marginesie ... to facet miał wyczucie na dzisiejsze me rozterki,

Hipokryzja może się przejawiać na kilka sposobów:

  1. oficjalne głoszenie przestrzegania określonych zasad moralnych i jednoczesne ich "ciche" łamanie, gdy nikt ważny tego nie widzi (np. głoszenie przez polityka, że walczy z korupcją i jednoczesne branie przez tego polityka po cichu łapówek)
  2. stosowanie różnych, sprzecznych wzajemnie zasad moralnych przy różnych sytuacjach (np. wymaganie od żony, żeby nie zdradzała i jednoczesne zdradzanie żony)
  3. wymyślanie rozmaitych teorii, które w pokrętny sposób tłumaczą stosowanie różnych norm moralnych przy różnych sytuacjach (np. głoszenie, że zabijanie dzieci wroga w czasie wojny jest dobre dlatego, że wróg ten popełnił wcześniej zbrodnię mordując nasze dzieci)
  4. tworzenie obszarów tabu, czyli spraw, o których się nigdy nie rozmawia publicznie; zazwyczaj są to sprawy, które w świadomości wielu ludzi są niemoralne, ale są lub były jednocześnie masowo praktykowane (zob. też tajemnica poliszynela).
Robię szybko mały rachunek sumienia.
  1. .... hmm ... ciche łamanie zasad ... zdarza się, chociaż szczerze tego nie chcę robić i żałuję, że tak jest. Staram się jakoś naprawiać krzywdy, przepraszać ... ale ... czy moje przeproszenie za hipokryzję Kościoła pomoże 'obiektywnym' zmienić nieco nastawienie? Trochę w to wątpię, gdyż ich nie interesuje tak naprawdę moja strona medalu.
  2. ... hmm ... sprzeczne zasady ... Dekalog dość dobrze znam. Przyjmuję go z wiarą i nie kombinuję, nie zmieniam treści, aby sobie dogodzić, lub usprawiedliwić swój czyn, jak to robią ci, którzy w imię swojej wolności - zabierają ją innym. Myślę tu teraz o łamaniu przykazania NIE ZABIJAJ!
  3. ... hmm ... wymyślanie rozmaitych teorii ... może przemilczę ten punkt. Wiem jedno, gdyby one nie istniały nie miałabym dzisiaj tyle pytań.
  4. ... hmm ... obszary tabu ... myślę, że nie boję się ich dotykać. I na pewno nie zgodzę się z kolejną tezą 'obiektywnych', że moja wiara i trwanie w Kościele jest podszyta ... jakimś niepojętym dla obiektywnych strachem. Gdybym się bała rozmawiać o sprawach trudnych tego postu też by nie było. Mam bowiem świadomość, że moje słowa mogą niektórych 'obiektywnych' mocno poruszyć i tym samym nadstawiam głowę ... czy na ich gniew? ... to się okaże w praniu.
A co na to wszystko Ewagriusz z Pontu?

Demon gniewu - Gniew jest bardzo gwałtowną namiętnością. Silnie targa duszą człowieka, zaciemniając jego umysł. Człowiek opanowany przez gniew nie potrafi w swoim sercu wzbudzić dobrych myśli. Już na sam widok drugiej osoby błyskawicznie narasta w nim złość. Brak w nim miłości do bliźniego. Wszystko go denerwuje, wszystko irytuje. Brak mu cierpliwości.

Człowiek targany gniewem nie może zaznać spokoju w duszy, bo jego namiętność wciąż pozostaje niezaspokojona. Zmianie ulega też oblicze takiego człowieka. Gniew, który nosi w sercu, uwidacznia się w jego wyglądzie zewnętrznym. Nieprzypadkowo mówi się, iż oczy są zwierciadłem duszy. Jak pisze Ewagriusz, oczy gwałtownika są zaniepokojone i nabiegłe krwią („O ośmiu duchach zła”). 

Obecność gniewu w duszy uniemożliwia modlitwę. Czasami demon szydzi z człowieka wzbudzając najpierw w jego sercu gniew do bliźnich, a potem skłaniając do modlitwy, w której jest sławiona łagodność i cierpliwość jako jedyna droga do Boga. Taka modlitwa naturalnie nie jest miła Bogu. /tu mi się przypomina znane powiedzenie - modli się pod figurą, a diabła ma pod skórą - to ku przestrodze tych, którzy pod krzyżem stojąc w sercu i na swoich wargach mają gniew do swoich wrogów/

Demon ten wzbudza w nas złe wyobrażenia o kimś, kogo nawet osobiście nie znamy. Demon gniewu nie pozwala również na to, by w naszym sercu pojawiło się pragnienie pojednania z kimś, z kim się pokłóciliśmy. W tym celu podsuwa nam szereg rzekomo racjonalnych argumentów, które uniemożliwiają pojednanie. Dlaczego to ja mam pierwszy wyciągnąć rękę do zgody? Dlaczego nie miałaby tego zrobić strona przeciwna? Przecież to ja jestem poszkodowany, a nie on! 

Ewagriusz w swoich pismach przywołuje w tym miejscu słowa apostoła Pawła: 

Niech nad gniewem waszym nie zachodzi słońce (Ef. 4, 26). 


Pismo Święte apeluje do nas byśmy nie wdawali się w rozważania odnośnie tego czy nasz gniew jest słuszny, czy też nie. Nie ważne kto bardziej zawinił, a kto mniej. To my powinniśmy jak najszybciej dążyć do zgody. Niebagatelną rolę odgrywa tu też pokora, bowiem człowiek który dąży do zgody musi zapomnieć o swoich racjach, które rzekomo uzasadniają jego gniew do bliźniego. Musi się ukorzyć, ustąpić jako pierwszy. 

*** 

A może to nie hipokryzja, lecz gniew 
jest przyczyną braku obiektywnego patrzenia?

*** 

Zbadałam uczciwie moje myśli i dziękuję Bogu, że nie ma we mnie gniewu, ani żalu do 'OBIEKTYWNYCH'. Nadal mam jednak pytania, na które chciałabym znaleźć odpowiedź, gdyż nadal nie pojmuję sposobu myślenia, o którym napisałam w tym poście.

4 komentarze:

  1. Gdy widzę niesprawiedliwość i obłudę nie zastanawiam się czy konkretna osoba jest wierząca. Buntuję się i tyle.
    Przysłowiowi „hipokryci” są wszędzie, w każdej społeczności. Gdybyśmy chcieli totalnie odciąć się od nich jedynym wyjściem byłoby zamieszkanie na pustyni. Taka „pustynia” niejednemu ( także i mnie) przydałaby się od czasu do czasu. Może wtedy poznalibyśmy ile jest w nas hipokryzji i innych wad.

    „…szuka się prawdy obiektywnej o danej rzeczywistości badając jedynie jedną stroną medalu - tą, która daje potwierdzenie własnej tezy i nie interesując się "drugą", która nie jest wygodna, gdyż burzy subiektywne teorie.”
    I to chyba najbardziej mnie boli. Nie „ataki” na Kościół, pokazywanie patologii, która Go dotyka (nie wiem jak często i jaki ma zasięg) ale właśnie ta prawda pseudo-obiektywna.
    Ja „widziałam” dwie strony medalu, chwilami widok był porażający. Mam za sobą okres buntu, gniewu na moich braci w wierze, kapłanów, którzy na lewo mają baby i dzieci, złośliwe i mało uczynne siostry zakonne…… lista jest długa. Doświadczyłam tego wszystkiego osobiście, na „własnej skórze”. Na szczęście jest też druga strona medalu, którą zobaczyłam, dotknęłam. W jej centrum jest najważniejsza Osoba w moim życiu, której widok zachwyca i sprawia, że oburzenie, strach, poczucie „krzywdy” znika. Nie chcę patrzeć, a raczej karmić się widokiem „gorszej” strony, czy to hipokryzja z mojej strony? To, że czegoś nie oglądam, nie oznacza, że tego nie dostrzegam albo popieram.

    Rachunek sumienia z własnej hipokryzji :) Muszę tego „spróbować”

    t.

    OdpowiedzUsuń
  2. Istnieją w Kościele zgorszenia, sprawy, które pozwalają kuć przeciw niemu zarzuty, które przynoszą mu wstyd i hańbę. Nikt z katolików temu nie zaprzeczy. Zawsze będzie się go krytykowało i lżyło, że jest matką niegodziwych dzieci. Ma dobre dzieci, lecz ma też o wiele więcej dzieci złych. Taka jest wola Boża, i taką ją Bóg od początku objawił (por.: Mt 24,1 nn.; Apok 6,1 nn.). Mógłby przecież założyć czysty Kościół, ale wyraźnie zapowiedział, że "chwast" (kąkol), który "zasiał nieprzyjaciel", będzie wzrastał wraz z pszenicą aż do żniw na końcu świata (Mt 13,47 nn). Głosi, że Jego Kościół będzie podobny do "sieci" rybaka, "który łowi wszelkiego rodzaju ryby", a opróżni się dopiero wieczorem (por. Mt 13,47 nn.), i co więcej, głosi, że złych i niedoskonałych będzie o wiele więcej niż dobrych: "Wielu jest wezwanych, lecz mało wybranych" (Mt 22,14)...

    Skoro wśród apostołów był Judasz, a wśród diakonów Mikołaj (por. Apok 2,6), to jak może nas przerażać, że w ciągu osiemnastu wieków znajdują się ogólnie znane przykłady okropności i niewierności, obłudy i zatracenia moralnego, i to nie tylko wśród ludu katolickiego, lecz również na wysokich stanowiskach, w pałacach królewskich, w domach biskupów, a nawet w samej stolicy św. Piotra? Jak może nas to przerażać, że w czasach barbarzyńskich czy też w okresach chęci i żądzy używania byl biskupi, opaci czy kapłani, którzy zapominali o samych sobie i Bogu swoim, a służyli światu czy ciału i źle zacząwszy tak też umierali i ginęli? Cóż to za tryumf, gdy w długim szeregu dwustu czy trzystu papieży wśród męczenników, wyznawców, doktorów, mądrych prawodawców i pełnych miłości ojców ludu swego znajdzie się jeden czy drugi, który odpowiadał ewangelicznemu opisowi "złego sługi", co to "począł bić towarzyszów swoich, a jadał i pijał z pijanicami" (Mt 24,49)?

    Jeśli się stawia zarzut, że chrześcijaństwo nie może usunąć grzechu i bezbożności z własnej dziedziny, to możemy odpowiedzieć, że nie tylko się do tego nie zobowiązało, lecz w duchu proroczym faktycznie przestrzegało swych wiernych, aby nie oczekiwali, iż coś takiego uczyni...

    Chrześcijanie muszą wychodzić z tego świata, ze "świata" w Kościele, z tego, co jest tak niedoskonałe, z "naczyń glinianych", w których jest złożona łaska (por. 2 Kor 4,7) - i iść aż do Tego, który jest źródłem łaski, i prosić Go, aby ich swą obecnością napełnił...

    Trzeba też zauważyć, że zło ze swej natury się nadyma i jest głośne, a prawdziwa cnota ze swej istoty jest sprawą serca, jest skromna i nie narzuca się, aby zrozumieć, jak trudno jest uczynić z praktycznego życia katolików "cechę charakterystyczną Kościoła".

    Jest to bardzo gorszące, przyznaję, gdy ktoś powiada, że nie znamy dokładnie sprawy, lecz żonglujemy pojedynczymi tylko wypadkami w poważnej i straszliwej całej rzeczywistości, zamiast samemu ten fakt wprost zaatakować. Istnienia zła nie można zaprzeczyć; całe Objawienie nie tylko nie usuwa go i nie zaprzecza, lecz po prostu go się domaga. Przez całe Pismo święte ciągnie się walka przeciw złu jako właściwy powód istnienia Objawienia. Nie byłoby potrzeba Objawienia, gdyby nie istniało zło. Pismo święte przewiduje nieszczęśliwe wypadki w Kościele i jego poniżenie. Oczywiście, jest zapowiedziany czas, kiedy prawda wreszcie zwycięży, ale czas ten zna tylko Bóg.

    "Jedno upadające drzewo robi więcej hałasu niż rosnący las"

    J.H. Newman, Zgorszenie w widzialnym Kościele,

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki Kaju, potrzebuję Waszego głosu i Waszego rozeznania w tej dziwnej Tajemnicy Kościoła, która dla wielu jest jedynie zgorszeniem. Dzięki też za przypomnienie Słów Pisma

    ... o kąkolu i chwaście zbieranym dopiero przy końcu czasów ...

    Zapomniałam, że Bóg daje czas KAŻDEMU BEZ WYJĄTKU na poznanie prawdy obiektywnej o Jego Miłości do człowieka. A niektórzy 'budzą' się ze snu tuż przed śmiercią i o nich Bóg też pamięta.

    A my ... tacy niecierpliwi jesteśmy, że aż strach! Chcielibyśmy od razu widzieć efekty nawrócenia i gorszymy się, gdy ich nie widzimy natychmiast, tu i teraz.

    OdpowiedzUsuń
  4. "Człowiek opanowany przez gniew nie potrafi w swoim sercu wzbudzić dobrych myśli. Już na sam widok drugiej osoby błyskawicznie narasta w nim złość. Brak w nim miłości do bliźniego"

    Przykazanie miłości Boga i bliźniego…… Przecież Bóg niczego nie wymusza, a tutaj słyszę „będziesz miłował bliźniego swego…” To nie koniec, mamy kochać naszych nieprzyjaciół! Usłyszałam kiedyś zarzut wobec katolików, że kochają z przymusu, „bo Jezus tak nakazał”. Z perspektywy czasu dziękuję Bogu za to „niechciane”, wymuszone „będziesz miłował”.
    Chcę tak kochać bo chrześcijanin powinien być pełen miłości, bo taki jest Jezus. Niestety różnie było i jest u mnie z tą miłością
    Ja miałabym polubić, co gorsza pokochać panią E.???? Skręcało mnie na sam jej widok…… „Będziesz miłował” nie dawało spokoju. Zastanawiałam się, co Ona tak naprawdę mi zrobiła? Przecież to człowiek, ktoś (oprócz Boga) na pewno ją kocha. To czyjaś matka, żona. Przekonywałam siebie „bądź milsza, zagryź zęby i okaż odrobinę serdeczności.” Małymi krokami pokonywałam własne uprzedzenia i niechęć. W pewnym momencie oderwałam łatę, którą sama przyszyłam i to grubymi nićmi. Miło było zobaczyć niewielki uśmiech i ulgę na twarzy Pani. E.
    Jezus wiedział co robi wypowiadając słowa „będziesz miłował….” On nie wymaga niemożliwego. Może to „będziesz” nie jest tylko nakazem jaki Bóg kieruje do nas ale pewną obietnicą? Jeśli tylko zechcesz, będziesz miłować.
    t.

    OdpowiedzUsuń