wtorek, 30 kwietnia 2013

PRZEDOSTATNIA STACJA

Już czas pakować walizki. Wprawdzie nie znam ostatecznego czasu pożegnania, ale jest na tyle blisko, że szkoda marnować darowanych chwil na bzdury i życiowe przepychanki. 


Rozmawiam z pasażerem, który trzyma w ręku skasowany bilet ... bilet w jedną stronę. Wspominamy krajobrazy, które podziwialiśmy tyle lat z okien  naszego wagonu. Przypominamy sobie tych, którzy już wcześniej wysiedli. Planujemy dalsze rozmowy ... bo na stacji  "B" nadal toczy się życie, choć inaczej ono wygląda niż to, które znamy. 

Nie jest ono ograniczone przestrzenią wagonu, który dla niektórych jest jedynym światem. Nie umiałabym się żegnać z ich świadomością niebytu. Dzisiaj jeszcze jaśniej to widzę.

Jak długo pociąg będzie jechał? - tego nie wiem, ale spowalnia już swój bieg. Pasażer jest spokojny, potrafi nawet żartować z tej nielubianej siostry życia. Przy nim czuję się w miarę bezpiecznie, choć nie ukrywam ... rozstanie już zaczyna boleć. I gdyby nie NADZIEJA, że kiedyś się ponownie spotkamybyłoby o wiele gorzej.


niedziela, 28 kwietnia 2013

OBIETNICA


OBIETNICA ŁASKI MIŁOSIERDZIA DLA KONAJĄCYCH ... ona jest teraz moją nadzieją. Wierzę, że Jezus Miłosierny przeprowadzi bezpiecznie mojego Tatę na drugi brzeg. Kto chce - może swoją modlitwą Mu pomóc w tej ostatniej wędrówce do domu Ojca.



Pan Jezus powiedział do św. Faustyny: 

„ Ktokolwiek się zbliży do ciebie, niech nie odejdzie bez ufności w moje miłosierdzie, której tak bardzo pragnę dla dusz. Módl się, ile możesz, za konających, wypraszaj im ufność w moje miłosierdzie, bo oni najwięcej potrzebują ufności, a najmniej jej mają” (Dz. 1777).

Gdy tę koronkę przy konających odmawiać będą, stanę pomiędzy Ojcem, a duszą konającą nie jako Sędzia sprawiedliwy, ale jako Zbawiciel miłosierny” (Dz. 1541).



"Każdą duszę bronię w godzinie śmierci, jako swej chwały, która odmawiać będzie tę koronkę albo przy konającym inni odmówią - odpustu tego samego dostąpią. Kiedy przy konającym odmawiają tę koronkę, uśmierza się gniew Boży, a miłosierdzie niezgłębione ogarnia duszę" (Dz. 811).

„Jednak podczas odmawiania tej koronki ujrzałam Pana Jezusa w takiej postaci, jak jest namalowany na obrazie. Te promienie, które wyszły z Serca Jezusa ogarnęły chorego, a moce ciemności uciekły w popłochu. Chory oddał ostatnie tchnienie spokojnie” (Dz. 1565).

„Często obcuję z duszami konającymi, wypraszając im miłosierdzie Boże. O, jak wielka jest dobroć Boża, większa, niżeli my pojąć możemy. Są momenty i tajemnice miłosierdzia Bożego, nad którymi zdumiewają się niebiosa. Niechaj sądy nasze umilkną o duszach, bo przedziwne jest z nimi miłosierdzie Boże” (Dz. 1684).

„Miłosierdzie Boże dosięga nieraz grzesznika w ostatniej chwili, w sposób dziwny i tajemniczy. Na zewnątrz jakoby było wszystko stracone, lecz tak nie jest; dusza, oświecona promieniem silnej łaski Bożej ostatecznej, zwraca się do Boga w ostatnim momencie z taką siłą miłości, że w jednej chwili otrzymuje od Boga przebaczenie i win, i kar, a na zewnątrz nie daje nam żadnego znaku ani żalu, ani skruchy, ponieważ już na zewnętrzne rzeczy ona nie reaguje. O jak, niezbadane jest miłosierdzie Boże. 

Ale, o zgrozo - są też dusze, które dobrowolnie i świadomie tę łaskę odrzucają i nią gardzą. Chociaż już w samym skonaniu, Bóg miłosierny daje duszy ten moment jasny, wewnętrzny, że, jeżeli dusza chce, ma możność wrócić do Boga. Lecz nieraz u dusz jest zatwardziałość tak wielka, że świadomie wybierają piekło; udaremniają wszystkie modlitwy, jakie inne dusze za nimi do Boga zanoszą, a nawet same wysiłki Boże...” (Dz. 1698).

„O, jak bardzo powinniśmy modlić się za konających; korzystajmy z miłosierdzia, póki czas zmiłowania” (Dz. 1035).

„O życie szare i monotonne, ile w tobie skarbów. Żadna godzina nie jest podobna do siebie, a więc szarzyzna i monotonia znikają, kiedy patrzę na wszystko okiem wiary. Łaska, która jest dla mnie w tej godzinie, nie powtórzy się w godzinie drugiej. Będzie mi dana w godzinie drugiej, ale już nie ta sama. Czas przechodzi i nigdy nie wraca. 
Co w sobie zawiera, nie zmieni się nigdy; pieczętuje pieczęcią na wieki” (Dz. 62).

"...często towarzyszę duszy konającej na wielką odległość, największa radość, jak widzę, że obietnica Miłosierdzia spełnia się na tych duszach. Wierny jest Pan, co raz wypowie - dotrzymuje" (Dz. 935).

*** 

Proszę o modlitwę w intencji mojego Taty. Koronkę należy odmawiać na różańcu. 

Na początku:

  • „Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom, i nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.
  • Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą. Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus. Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.
  • Wierzę w Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi. I w Jezusa Chrystusa, Syna Jego jedynego, Pana naszego, który się począł z Ducha Świętego, narodził się z Maryi Panny, umęczon pod Ponckim Piłatem, ukrzyżowan, umarł i pogrzebion; zstąpił do piekieł; trzeciego dnia zmartwychwstał; wstąpił na niebiosa; siedzi po prawicy Boga Ojca wszechmogącego, stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych. Wierzę w Ducha Świętego; święty Kościół powszechny; świętych obcowanie; grzechów odpuszczenie; ciała zmartwychwstanie; żywot wieczny. Amen

Na dużych paciorkach (1x):

  • Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa, na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata.

Na małych paciorkach (10x):

  • Dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas i całego świata.

Na zakończenie (3x):

  • Święty Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami i nad całym światem”
    (Dz. 476).

piątek, 19 kwietnia 2013

PIELGRZYMKOWE NACZYNIE

Podaję ludziom naczynie - powiedział Pan Jezus do siostry Faustyny - z którym mają przychodzić po łaski do źródła miłosierdzia; tym naczyniem jest obraz z podpisem: Jezu, ufam Tobie.


Czasem naczynie długo czekało, by ktoś chciał się z niego napić


Naczynie ...

Rola służebna wobec łaski, jest często mylona z samą łaską, która od DAWCY pochodzi. Piszę o tym, aby się nad tajemnicą tego obrazu zatrzymać właściwie, bez tej magicznej otoczki wiary w moc talizmanów, która jest po prostu grzechem.

Naczynie .... 

Można z nim robić co się chce. Są tacy, którzy z obawy przed zniszczeniem kładą go w bezpieczne miejsca. Inni stawiają na półce i podziwiają jego piękno, lecz nie piją z niego. Tacy mogą nawet umrzeć z pragnienia.

Naczynie ...

Nieużywane jest całkowicie bezużyteczne. 

*** 
Pielgrzymkowe naczynie ...

Używane prawie nieprzyzwoicie. Dlatego w pewnym momencie było tak zniszczone, że naszły nas obawy, że się rozsypie na kawałki. W okolicy serca ktoś zrobił wielką dziurę, aby włożyć  żółte kwiatki polne ... no bo jak ... Jezus, tak do nas podobny, musiał mieć kwiaty. 

DZIECI KWIATY nosiły go po lasach, łąkach i prawie dziewiczych terenach. Nie obce mu były wichry, ani burze. Wystawione na żar palącego słońca i strugi deszczu w końcu wymagało renowacji.

Zaproponowaliśmy Andrzejowi, że postaramy się poszukać dobrego artystę, który tę naszą miłość do Jezusa Miłosiernego nieco połata. Po jednej z pielgrzymek wzięliśmy więc obraz do domu. Do dziś jestem wdzięczna Szpakowi za to, że kilka miesięcy obraz mógł  wisieć u nas w domu. 

Niektórzy mogą się zdziwić, ale to wielki heroizm ze strony tego kapłana, który z obrazem do tego momentu prawie się nie rozstawał ... Wyglądał wówczas jak zatroskany ojciec, który na dłuższy czas rozstaje się z ukochanym dzieckiem. 

Gdy go nam zostawił  pod opiekę czuliśmy, że wydarza się coś niezwykłego, ale o tym napiszę później. Ze źródła wody życia nie można pić łapczywie. Tym napojem można się jedynie degustować :) 

***



środa, 17 kwietnia 2013

PIELGRZYMKOWE SPOTKANIE


Kiedyś Kaja poprosiła mnie o rozmowę na temat moich pielgrzymkowych przygód. 


Na zdjęciu mój kochany przyjaciel Ksiądz Andrzej Szpak.
Jemu zawdzięczam wiele ... On mnie nauczył kochać Jezusa Miłosiernego 



/fragmenty/

Alicjo w jakim okresie chodziłaś na pielgrzymki Różnych Dróg?

W 1981 roku szłam w pielgrzymce warszawskiej i z grupą Andrzeja mijałam się w trasie. /.../ W Częstochowie chciałam do nich dołączyć i tak trafiłam na mszę, podczas której Krzysztof, otrzymał wielką łaskę uzdrowienia. Gdyby mi wtedy ktoś powiedział, że moja przygoda z hippisami będzie trwać byłabym zdziwiona. Nie miałam bowiem problemów ani z rodziną, ani ze szkołą, ani z nałogami, a "chodziły wówczas słuchy", że to pielgrzymka dla ludzi z marginesu społecznego, z którymi absolutnie się nie utożsamiałam. Urzekł mnie jednak sposób sprawowania liturgii i zainteresowała dialogowana homilia. No i niesamowite ogniska  pełne poezji, muzyki i niebanalnych rozmów, które w całej szarości tamtych dni były "światełkiem w tunelu". 

  • Od 1982 roku nie wyobrażałam sobie innego miejsca pielgrzymowania, jak tylko przy Jezusie Miłosiernym. /.../

Kim w tym czasie byłaś?

... "starszym bratem", a raczej siostrą syna marnotrawnego... niby wszystko w porządku, a jednak nie rozumiejącą Miłości Boga, która jest Miłosierna i przebaczająca, a zarazem sprawiedliwa, ale nie według sprawiedliwości ludzkiej, która tylko w małej cząstce widzi człowieka.  Wystarczy powiedzieć, że pielgrzymka była krokiem ku  ŻYWEMU BOGU, który z martwą literą prawa nie ma nic wspólnego.,

Co masz na myśli mówiąc żywa wiara?

Pytasz - co było takiego w tej pielgrzymce, co nazywam żywą wiarą? Moja odpowiedź jest prosta. Były cuda przemiany serc, było żywe słowo Andrzeja, które dotykało konkretnych moich smutków i radości; była wspólnota ludzi grzesznych, która porwana Duchem stawała się na małą chwilę wspólnotą świętych, na którą inni patrzyli mówiąc - skąd u nich ta radość aniołów? A wszystkie te doświadczenia dawały mi światło na kolejne trudne podejmowane decyzje, dzięki którym mogę dziś powiedzieć - jestem szczęśliwa, pomimo trudów, jakie przynosi każdy kolejny dzień.

/.../ Na koniec zostawiłam sobie perłę, która według mnie jest najcenniejsza - MSZA ŚWIĘTA z jej wszystkimi dobrodziejstwami, ŻYWYM SŁOWEM i ŚWIADECTWEM WIARY. Kto chciał, mógł z niej czerpać "Wody Żywej" do woli./.../

Czy którąś z pielgrzymek szczególnie pamiętasz i dlaczego?

Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Każda z pielgrzymek niosła jakieś dobro. Ale jak bym miała wybierać, to z pewnością stawiam na moje pierwsze spotkanie w Częstochowie. Tam po raz pierwszy zobaczyłam twarz osoby uwolnionej w jednej chwili od nałogu narkomanii, alkoholu i nikotyny podczas mszy. Nie zapomnę szczęścia wymalowanego w oczach i cudownego uśmiechu na twarzy. 
  • Byłam tak poruszona tym wydarzeniem, że postanowiłam jeszcze bardziej poznać Jezusa Miłosiernego. Dlatego poszłam na studia teologiczne. Przed dostaniem się na  KUL miałam już jasno sprecyzowany temat pracy magisterskiej, którą pisałam w oparciu o Dzienniczek S. Faustyny Kowalskiej (tej, której objawił się Jezus Miłosierny). Następne pielgrzymki były kolejnym "rozdawaniem kart". Ostatnią otrzymałam w tym roku w Wilnie, gdy stanęłam w miejscu pierwszych objawień. Mam nadzieję, że ta "gra z Panem Bogiem" będzie nadal trwała i skończy się dopiero w dniu mojej śmierci.


Wrócę jednak do twojego pytania. Jeszcze jedno MOCNE doświadczenie sprzed 19 lat. Nasza rodzinka mieszkała w tedy w Prudniku. Dzieci były małe. Szpaku zaproponował nam, byśmy pojechali z nim na rekolekcje wielkopostne dla szkół zawodowych do Gliwic, aby zaświadczyć o Miłości Boga względem nas. Mieliśmy starego fiata, ale finansowo nie było za dobrze. Do tej pory nie wiemy, skąd wzięły się pieniądze na paliwo (10 zł), które wystarczyły na trasę w jedną stronę. Zadzwoniliśmy do Andrzeja  i mówimy w jakiej sytuacji jesteśmy, a On tylko - "Zaufajcie Jezusowi". No i zaufaliśmy, a z tego zaufania wyszło nie 100 kilometrów, ale 1500. Mieliśmy być w Gliwicach 1 dzień i wrócić do domu. Stało się inaczej - z Gliwic pojechaliśmy do Sosnowca, gdzie przyjął nas zmarły Ksiądz Biskup Śmigielski, rodzony brat S. Jasi, potem do Przemyśla. Z Przemyśla wyruszyliśmy nad morze do Rumii, a z stamtąd wróciliśmy po dwóch tygodniach do domu. A gdy otworzyliśmy portfel, by kupić chleb na śniadanie - to Krzysztof wyciągnął owe 10 zł, które pozwoliło nam wyruszyć w nieznane.  Tego, co żeśmy jako rodzina doświadczyli nie da się opisać jednym słowem. 
  • Patrzyliśmy na cuda Pana Jezusa, który był bardzo hojny w rozdawaniu swoich łask. Zaczęliśmy żartować, że gdyby tak na wiosnę poprosić Pana Boga o śnieg, to wcale  nie bylibyśmy zdziwieni. Andrzej powtórzył ten żart w Gliwicach podczas kazania, w momencie, gdy znudzona młodzież zaczęła "niezbyt grzecznie" się zachowywać. Za chwilę można było usłyszeć GROBOWĄ CISZĘ. Wszyscy odwrócili głowę w stronę otwartych drzwi Kościoła. Nie muszę chyba wyjaśniać, że w tym samym momencie, na zieloną wiosenną trawkę spadły ogromne płaty śniegu zakrywając trawnik białym puchem. Bóg posłużył się naturą, abyśmy doświadczyli Jego Mocy Sprawczej. Dlatego - dla mnie - Bóg nie umarł


Dużo było o pielgrzymce, może teraz powiedzmy coś o Tobie... Wiem, że z jednej strony jesteś skromna, a z drugiej odważna, skoro zgodziłaś się publicznie mówić o osobistych, głębokich przeżyciach.

Oj Kaju. Z tą skromnością to lekka przesada. Jak w każdej kobiecie drzemie we mnie próżność, która szuka pochwały. A co do odwagi, to też trochę inaczej ją widzę. Bo cóż to za odwaga mówić o cudzych dziełach. 
  • Raczej z poczucia wdzięczności opisałam niektóre wydarzenia, które nadały mojemu życiu sens. Bo gdyby nie ludzie, których spotkałam na swojej drodze i nie Opatrzność, jawiąca się jako splot pewnych wydarzeń - to nie byłoby o czym opowiadać. 

/.../

Rozmawiała Kaja

niedziela, 14 kwietnia 2013

KRUCHE NACZYNIE ŁASKI ....

22 luty 1931 rok

Pierwszy obraz został namalowany według projektu siostry Faustyny Kowalskiej i dzięki pomocy księdza Michała Sopoćki. Według Dzienniczka siostry Faustyny, Jezus objawił się jej 22 lutego 1931 roku w celi płockiego klasztoru w tej właśnie postaci, nakazał namalować obraz i obiecał, że dusza, która będzie czcić ten obraz, nie zginie. Obiecał też duże postępy na drodze chrześcijańskiej doskonałości, łaskę szczęśliwej śmierci oraz wszelkie inne łaski i doczesne dobrodziejstwa.



NIE BĘDZIESZ MIAŁ BOGÓW CUDZYCH PRZEDE MNĄ ...

  • No to jak? - pytają się mnie osoby, które w kulcie obrazu Jezusa Miłosiernego widzą jedynie łamanie pierwszego przykazania Bożego. 


KRUCHE NACZYNIE ŁASKI ...

Mogłabym się tu rozpisywać na ten temat do woli. Mogłabym udowadniać, że kult bożków w Starym Testamencie miał za zadanie skierować myśli człowieka modlącego się w przeciwną stronę, a rolą bożka było odwrócenie uwagi od BOGA ŻYWEGO. Nie mam jednak zamiaru tego tutaj robić. Szukający odpowiedzi mogą ją znaleźć w opracowaniach, których jest pełno w internecie. Upartych zaś nie przekonam. Musieliby na sobie doświadczyć obietnicy Jezusa Miłosiernego, który poprzez tak  kruche naczynie, jakim jest ten obraz - wylewa zdroje łask.


JEZUS SIĘ NADE MNĄ POCHYLIŁ ...

Nie raz, nie dwa, ale bardzo wiele razy. Trudno mi będzie spłacić dług wdzięczności. Nawet nie wiem od czego zacząć. Muszę to przemodlić, przemyśleć. Dzisiaj jednak z pełnym przekonaniem chcę powiedzieć, że medytując obraz Jezusa Miłosiernego mogłam doświadczyć dotyku żywego Boga w moim życiu, a nie martwej materii świata stworzonego.


(cdn)

piątek, 12 kwietnia 2013

SPOJRZENIE

Moje spotkanie z Miłosiernym Jezusem ...




Byłam w tedy w szkole pomaturalnej w Bielsku Białej. Dostałam od kogoś obrazek, który postawiłam na szafce przy łóżku. Gospodyni stancji była bardzo oszczędna i wyłączała prąd w najmniej oczekiwanym momencie. Przyzwyczaiłam się do tego, chociaż wiele razy traciłam nerwy. Patrząc na ten obrazek wracał mi pokój serca. Nie zastanawiałam się nad fenomenem tego doświadczenia. Jak było źle siadałam na łóżku i zamiast zalewać się łzami gapiłam się w ten obrazek jak zahipnotyzowana. Dopiero po kilku latach odkryłam, że ten obrazek stanowi cząstkę obrazu, który ma swoją  historię zanurzoną w Miłosierdziu Boga. 

(cdn.)

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

UCZYNEK MIŁOSIERDZIA WOBEC DZIECKA

Dzisiaj w naszej parafii Dzień Świętości Życia. Wielu, nie bacząc na cudze grzechy, podejmie się duchowej adopcji dziecka poczętego, którego życie jest zagrożone. Jest to uczynek miłosierdzia wobec tego dziecka, jak i rodziców, którzy się w życiu pogubili. Nie nam jest ich osądzać. Zrobi to Bóg według swojej sprawiedliwości. Ludzka sprawiedliwość bowiem nigdy nie będzie w pełni sprawiedliwa.




Przynosili Mu również dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego. A Jezus, widząc to, oburzył się i rzekł do nich: 

  • "Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże". Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego". 

I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je.


*** 

Czytam o oburzeniu na księży pedofili. Popieram zdanie, że tacy księża powinni być ukarani, resocjalizowani oraz leczeni; czy wyrzuceni z Kościoła ... tego nie jestem pewna, gdyż Kościół jest wspólnotą grzeszników, a nie świętych ludzi. Dlaczego więc powinni być z niego wykluczani? ... przecież jak najbardziej spełniają oni kryteria grzesznika. To, co mnie jednak oburzyło, to to, że dyskutanci w swoich wywodach na temat dobra dziecka są bardzo niekonsekwentni i oburzają się tylko w tedy, gdy im to pasuje. Zaraz to udowodnię.


Dobro dziecka ... miłosierdzie ... współczucie ... ochrona jego godności 

'Oburzeni' w swoich wypowiedziach kierowali się  DOBREM DZIECKA ... i słusznie. Przypominam sobie jednak temat równie drażniący - zabójstwo dziecka, aborcja, który poruszałam kiedyś w imię dobra tegoż samego dziecka. I co ...?! Dlaczego w tedy nikt z tej grupy dyskutantów nie stanął w jego obronie? Słyszałam jedynie argumenty o dobru kobiety, jej wolności, prawu decydowania o sobie itp, itd. Wybaczcie mi, ale ja czegoś tutaj nie rozumiem ... 

  • CZYŻBY DZIECKO STAŁO SIĘ  ARGUMENTEM PRZETARGOWYM?


niedziela, 7 kwietnia 2013

JEZU, UFAM TOBIE!


Święto Miłosierdzia Bożego ...



Doświadczenie Miłości Bożej  zależy nie tyle od zrozumienia, które przychodzi z czasem, ale od nastawienia serca, które z ufnością zwróci się do Jezusa. I nad tą prawdą chciałabym się pochylić. 

Miłości Boga mocno doświadczyłam  medytując Miłosierdzie Boże. Bardzo pomógł mi w tym Dzienniczek św. Siostry Faustyny Kowalskiej. Trudno w jednym poście opisać to, czego mnie nauczyła o Jezusie i Jego łasce. Dlatego otwieram cykl postów na ten temat. 

Wywodów teologicznych postaram się nie robić. Kto chce, niech sobie ich poszuka w internecie. Są lepsze i gorsze opracowania ... trzeba więc uważać, aby nie pójść ślepą uliczką.

*** 

Obietnice Jezusa Miłosiernego



Według pragnienia Zbawiciela łaska Święta Miłosierdzia ma być szczególną oznaką Bożego Miłosierdzia.

  • W objawieniu z późnej wiosny 1934 roku została zawarta następująca obietnica: Kto w dniu tym przystąpi do Źródła Życia, ten dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar. Ta sama obietnica, odnosząca się do Święta Miłosierdzia, została powtórzona we wrześniu 1936 roku: Która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii św., dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar. Wreszcie po raz trzeci szczególna obietnica związana z obchodem Święta Miłosierdzia została wyrażona w objawieniu z końca kwietnia 1937 roku: Pragnę udzielić odpustu zupełnego duszom, które przystąpią do spowiedzi i Komunii św. w Święto miłosierdzia mojego.

  • Najważniejszą łaską związaną ze Świętem Miłosierdzia jest wielka obietnica całkowitego odpuszczenia win i kar skierowana do wszystkich, którzy w tym dniu przystąpią do spowiedzi i Komunii św. 

Wielkość tych łask jawi się w trzech wymiarach. 
  • Pierwszy z nich to powszechność. Nawet ci, którzy nigdy nie praktykowali nabożeństwa w Święto mają ten sam udział w spełnieniu obietnic związanych z obchodem uroczystości. 
  • Po wtóre, wielkość ta dotyczy tak łask doczesnych, jak i zbawiennych. 
  • Wreszcie po trzecie, wszystkie łaski są w dniu tym dostępne, byleby proszono o nie z ufnością.

*** 

Zapewne zapytasz ... A CO MI TO DA??? 


Mogę tylko odpowiedzieć

  • NIE WIEM, idź się sam przekonaj ...

Wiem jednak, jak mi to doświadczenie pomogło żyć. Postaram się pomalutku dzielić konkretnymi faktami, ale nie tym razem. Dzisiaj potrzeba zaufać Jezusowi, który chce przemówić do Twojego serca. Na moje  świadectwo przyjdzie jeszcze czas ...


sobota, 6 kwietnia 2013

SPOTKANIE w DRODZE




Od początku wejścia na moją 'pustynię' prowadzę dialog na temat wiary z pewną osobą. Zjawiła się zaraz po tym, jak zamknęłam blog - w Środę Popielcową. Dzięki niej jestem mobilizowana do układania "mojej układanki wiary" na nowo, aby postawiona na WŁAŚCIWYM FUNDAMENCIE nie rozsypała się jak domek na piasku.

Rozmowa wzbudza wiele emocji, czasem prowokuje do gniewu. No cóż ... nie jesteśmy święci. Jestem jednak pewna, że OBOJE SZUKAMY PRAWDY O JEZUSIE CHRYSTUSIE i to pozwala mi mieć nadzieję, że nie zbłądzimy, chociaż teraz w całkiem innych miejscach się znajdujemy.

PIELGRZYM  ... Gdy zechce, to się ujawni. Sama tego nie będę robić. Ma wiele dobrego do powiedzenia o Miłości Boga, któremu nie przeszkadza grzeszna przeszłość nikogo z nas, ani to, że Jego  Słowo "Pójdź za Mną" zabrzmi w więzieniu. Miejsce nie ma tu bowiem znaczenia. To, czego nam potrzeba, by usłyszeć ten głos jest w nas, w naszym sercu, w naszym pragnieniu Miłości, której nikt nie jest w stanie zabić, gdyż  trwa wiecznie.

*** 
/fragment naszej rozmowy dotyczącej czyśćca... /
  • BŁĄD W ZAŁOŻENIU TEZY!!!
  • JAKIE MIEJSCE???!!! 
  • TO STAN DUSZY, KTÓRA PRAKTYCZNIE JEST JUŻ W NIEBIE LECZ POTRZEBUJE CAŁKOWITEGO OCZYSZCZENIA ...


/.../ W samym założeniu udowadnianej przez Ciebie tezy jest kłamstwo o nauce Kościoła Katolickiego Każdy twój dowód oparty jest na tym kłamliwym założeniu. Rozmawiając z Tobą o Kościele opieram się na Katechizmie Kościoła Katolickiego, a nie argumentach wywodzących się z wiary ludowej, która w sposób często naiwny przedstawia to, czego zrozumieć nie potrafi. Czytaj Katechizm Kościoła Katolickiego - jak chcesz poznać naszą wiarę. Język polski też jest bardzo ubogi i  nie oddaje całej prawdy. Trzeba to też wziąć pod uwagę interpretując zapisy.


Czyściec to przejściowy stan, a nie miejsce, który trwa do chwili powszechnego zmartwychwstania. Dostępują go dusze osób umierających w łasce, ale które nie uporządkowały stosunku do rzeczy stworzonych. Boże miłosierdzie dopuszcza możliwość oczyszczenia miłości z egoistycznych przywiązań, do których doprowadziły popełnione grzechy. Ciężar kary czyśćcowej zależy od rodzaju oraz liczby popełnionych grzechów. Oczyszczenie dokonuje się przez "ogień", który nie jest fizycznej natury, lecz jest bólem duchowym wynikającym z uświadomienia sobie miłości Boga i własnych niedoskonałości. Innym oczyszczającym cierpieniem jest tęsknota za Bogiem. Katechizm Kościoła Katolickiego podkreśla, że cierpienia czyśćcowe są inne niż piekielne (KKK 1031). Po ukończeniu oczyszczenia dusze z czyśćca trafiają do nieba (nie ma możliwości przejścia z czyśćca do piekła).

/.../ Odniosłam się tylko do niektórych Twoich wypowiedzi na temat czyśćca /.../ Wybacz, że nie do wszystkich, bo tracę pomału cierpliwość. Jak katarynka powtarzasz zakłamane tezy o mojej wierze, stawiając je jak tarczę strzelniczą, do której strzelasz Słowem Bożym całkiem niepotrzebnie.  


Przemyśl je chociaż ... bo ja wierzę, że:

  1. Czyściec to nie miejsce, ale stan duszy po śmierci
  2. Jezus jest jedyną ofiarą przebłagalną i nie ma innej
  3. Żaden człowiek nie może sobie wysłużyć zbawienia przez dobre uczynki
  4. CZYŚCIEC jest darem Miłosiernego i  Sprawiedliwego Boga, a nie wymysłem człowieka; 
  5. Jezus umarł za moje grzechy i jego śmierć jest całkowicie wystarczająca do tego, by mnie dopuścić do wspólnoty ze Sobą
  6. Jezus szanuje moją wolność, dlatego mogę zawsze wybrać Jego propozycję zbawienia, albo własną drogę. 
  7. Z tej wolności wynika moja wiara w to, że Bóg do samego końca czeka na moje TAK - IDĘ ZA TOBĄ.
  8. TAK - powiedziane Bogu nie ma nic wspólnego z kupowaniem zbawienia, ale z wolnym jego przyjęciem. Czasem to TAK jest wypowiedziane w godzinie śmierci. 
  9. Człowiek przyjmuje zbawienie jedynie z ręki Boga, ale Boża sprawiedliwość domaga się oczyszczenia duszy z win. Dlatego ta dusza przeżywa stan głębokiego smutku, że tak długo była ślepa na Miłość Boga i doświadcza tęsknoty, która "pali jak ogień czyśćcowy" - lecz jej nie spala. Czasem taki stan duszy przeżywają osoby nawrócone jeszcze za życia i w tedy nie potrzebują czyśćca po śmierci. Idą prosto do nieba. 
  10. Tych ludzi nazywam świętymi (nasyconymi po brzegi łaską Bożą). Ich święte życie zostawiło widoczne ślady na ziemi, po których łatwiej znaleźć Jezusa. Nigdy Go jednak nie zastąpią!
  11. Cierpienie Jezusa jest całkowicie wystarczające do mojego zbawienia, ale wpierw musiałam  je świadomie przyjąć i uznać Jezusa za mojego Zbawiciela, co też uczyniłam dawno temu. I ani razu nie żałowałam mojej decyzji, chociaż różnie mi wychodziło życie wiarą.
  12. Świadoma swoich słabości w wierze korzystam z Dobra Kościoła tj. Słowa Bożego i Sakramentów, które są nośnikami łaski Pana. Jestem świadoma, że bez pomocy Ducha Bożego byłoby to całkiem niemożliwe.
  13. Przyjęcie dobrowolnej pokuty przez człowieka jest aktem przyjęcia z ręki Boga zbawienia oraz uznania Jezusa za swojego Pana i Zbawiciela.
  14. Pokuta człowieka nigdy nie otworzy nam bezpośrednio nieba. Jedynym, który jest to w stanie zrobić jest Jezus Chrystus.
  15. Dobry uczynek człowieka na tyle niesie ze sobą zbawienie, na ile jest zaszczepiony w Winny Krzew Bożego Miłosierdzia. Sam z siebie, choćby był najpiękniejszy moralnie brzmi jak "pusty cymbał", który wprawdzie gra, ale jego melodia nic nie znaczy w oczach Pana (1 Kor.13)
  16. Jezus, tak jak zapowiedział swoim uczniom, jest z nami aż do końca świata. Ta jego obecność jest określana w Nowym Testamencie słowem greckim KAIROS – określenie to oznacza czas, który jest napełniony tajemniczą obecnością Boga. W języku polskim nie ma odpowiednika tego słowa i stąd powstaje wiele błędnych tez na temat rzeczywistej obecności Jezusa podczas sprawowania mszy świętej, czy sakramentów. Jest to ta sama obecność Jezusa, którą Ty doświadczasz czytając Słowo Boże.
  17. Ofiara Jezusa gładzi wszystkie grzechy popełnione przed chrztem, grzech pierworodny. Gładzi również wszystkie grzechy po chrzcie popełnione, ale pod warunkiem, że człowiek o to Boga poprosi w sakramencie pokuty. 
  18. Sakrament pokuty (spowiedź) jest udzielany tylko osobom ochrzczonym i mającym świadomość grzechu, a więc tylko  tym, którzy dobrowolnie powiedzieli Bogu NIE! W sposób wolny odeszli i w sposób wolny mogą wrócić do źródła zbawienia, które tryska wyłącznie z ofiary śmierci krzyżowej Jezusa i z niczego więcej!


To tyle na ten temat. Nie pisałam epitetów, które rodziły się w mojej głowie ze wzburzenia, gdy czytałam - w co ja wierzę - według twojej interpretacji. Za te moje złe myśli i wzburzenie bardzo przepraszam.

Jestem świadoma tego, że wielu katolików nie ma bladego pojęcia o swojej wierze i gdy Ty na nich patrzysz masz prawo wyciągać takie tezy. Ale ...

Czy my mamy rozmawiać o wierze w Jezusa Chrystusa, czy o drodze do wiary słabego człowieka, który:

- ma prawo błądzić
- ma prawo się mylić
- ma prawo szukać odpowiedzi na pytania wątpliwe
- ma prawo wybierać, bo jest osobą wolną.

Ja chcę rozmawiać o wierze w Jezusa, którego spotkałam w Kościele Katolickim i dzięki łasce Boga słabość innych ludzi mnie nie zatrzymała w drodze Ku Niemu.

Pozdrawiam - alicja



środa, 3 kwietnia 2013

TYLKO DLA CHĘTNYCH

No i dotarliśmy do ostatniego slajdu, który przygotowałam dla moich młodych wilczków z klasy VI. W ten sposób podprowadziłam ich do Jezusa. Na tym moja rola katechety wobec nich się kończy. Nie mogę za nich wybrać. 


Ich decyzja musi być całkowicie wolna od nacisków z zewnątrz. Inaczej nie dorosną w wierze i jako dorośli nadal będą nosić "krótkie spodenki wiary", w których wygląda się co najmniej śmiesznie i niepoważnie. 




Jutro piszą test kompetencji z wiedzy zdobytej w szkole podstawowej; za trzy miesiące opuszczą szkołę.  


Test kompetencji z wiary przesunie się w czasie. Napiszą go swoim życiem. Jaką ocenę otrzymają - to dzisiaj wie jedynie Bóg.  Będę Go prosić o miłosierdzie dla nich i dla mnie, bo bycie katechetą to nie taka prosta sprawa. Moją cenzurką przed Bogiem są bowiem moi uczniowie.



wtorek, 2 kwietnia 2013

STRACH

Czasem się zastanawiam, czego tak naprawdę boją się ludzie ...





... utraty własnej tożsamości?
... utraty możliwości decydowania o sobie?
... utraty bezpieczeństwa?
... utraty dobrej opinii?
... utraty ...

Można się także bać wyrztów sumienia, które skutecznie zabijamy w sobie każdego dnia ... nie zabijemy ich jednak ... to głos Boga, który przechytrzył śmierć. Sumienie ucichnie jedynie w Miłosierdziu Bożym, ale trzeba Mu chociaż raz zawierzyć.


*** 

POCZUCIE STRATY ... ono zawsze będzie nam towarzyszyć. Na mojej pustyni zobaczyłam to bardzo dokładnie. Iluzją jest myślenie, że bez tego doświadczenia da się przejść przez życie. 

Ważne jest jednak, aby sobie odpowiedzieć na pytania:

  • Czy boję się tworów własnej wyobraźni, czy realnych sytuacji? 
  • Jakiego typu strach mnie paraliżuje, by pójść za Jezusem?

***

Przypomina mi się mój strach, gdy po raz pierwszy w sercu usłyszałam wołanie Jezusa - "Pójdź za Mną". To było takie paraliżujące, że nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Wzięłam więc rower i wyruszyłam w długą, przed siebie. Chciałam zmęczeniem zabić w sobie ten głos. 

Miałam swoje ulubione miejsce samotności ... w lesie ... na małej polance ... przy grocie, w której zniszczona figurka Maryi patrzyła na takie zlęknione osoby jak ja.

Wykrzyczałam wszystko ...

- żaden klasztor, o nie!!!!!
- żadne długie modlitwy!!!
- żadna samotność wśród ludzi smutnych, choć bogobojnych!!!
- żadne bezwolne słuchanie przełożonych!!!
- żadne ślęczenie w świątyni wśród starych babek różańcowych!!!
- żadne, żadne, żadne .... !!!!
                                                
JA CHCĘ BYĆ BOŻE SZCZĘŚLIWA!!! I JUŻ!!! TEGO CHCĘ!!!

No i z tego napięcia łzy mi poleciały jak grochy ... a potem cisza ... błoga cisza ... niesamowita cisza ... piękna cisza ... tylko ptaki cichutko kwiliły w gniazdach.


*** 

Od tamtego dnia minęło ponad trzydzieści lat. I wiecie co ... jestem szczęśliwa!!!


poniedziałek, 1 kwietnia 2013

POWRÓT

Bez odejścia nie ma powrotu ...



Pytanie jednak, czy wiesz gdzie teraz jesteś?


  • Potrzeba zrobić szczery rachunek sumienia, by szczerze na to pytanie odpowiedzieć. Gdyż metanoja nie jest procesem łatwym i przyjemnym. Największym niebezpieczeństwem jest samookłamywanie siebie.
  • Jeżeli nie uzmysłowimy sobie, że "jemy z koryta cudzych świń" nie mamy szansy na powrót.
  • Przeczytaj przypowieść o synu marnotrawnym, który właśnie w tym miejscu uświadomił sobie, gdzie tak naprawdę się znajduje.

*** 

DOŚWIADCZENIE SŁABOŚCI ... 

  • Tego potrzebujemy, by zawrócić z drogi. Jak długo będziemy się przed nią bronić, tak długo nasze pytanie będzie bez odpowiedzi. W zamian będziemy szukać usprawiedliwień własnych śmiercionośnych wyborów, albo będziemy sobie wmawiać, że jesteśmy "ok"  i bylibyśmy jeszcze lepsi, gdyby wszyscy wokół nas się poprawili.

*** 

Łk 15,11-32 

Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca:

"Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada". Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. 

Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. 

Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. 

A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: "Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem". 

Lecz ojciec rzekł do swoich sług: "Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się". I zaczęli się bawić.