środa, 17 kwietnia 2013

PIELGRZYMKOWE SPOTKANIE


Kiedyś Kaja poprosiła mnie o rozmowę na temat moich pielgrzymkowych przygód. 


Na zdjęciu mój kochany przyjaciel Ksiądz Andrzej Szpak.
Jemu zawdzięczam wiele ... On mnie nauczył kochać Jezusa Miłosiernego 



/fragmenty/

Alicjo w jakim okresie chodziłaś na pielgrzymki Różnych Dróg?

W 1981 roku szłam w pielgrzymce warszawskiej i z grupą Andrzeja mijałam się w trasie. /.../ W Częstochowie chciałam do nich dołączyć i tak trafiłam na mszę, podczas której Krzysztof, otrzymał wielką łaskę uzdrowienia. Gdyby mi wtedy ktoś powiedział, że moja przygoda z hippisami będzie trwać byłabym zdziwiona. Nie miałam bowiem problemów ani z rodziną, ani ze szkołą, ani z nałogami, a "chodziły wówczas słuchy", że to pielgrzymka dla ludzi z marginesu społecznego, z którymi absolutnie się nie utożsamiałam. Urzekł mnie jednak sposób sprawowania liturgii i zainteresowała dialogowana homilia. No i niesamowite ogniska  pełne poezji, muzyki i niebanalnych rozmów, które w całej szarości tamtych dni były "światełkiem w tunelu". 

  • Od 1982 roku nie wyobrażałam sobie innego miejsca pielgrzymowania, jak tylko przy Jezusie Miłosiernym. /.../

Kim w tym czasie byłaś?

... "starszym bratem", a raczej siostrą syna marnotrawnego... niby wszystko w porządku, a jednak nie rozumiejącą Miłości Boga, która jest Miłosierna i przebaczająca, a zarazem sprawiedliwa, ale nie według sprawiedliwości ludzkiej, która tylko w małej cząstce widzi człowieka.  Wystarczy powiedzieć, że pielgrzymka była krokiem ku  ŻYWEMU BOGU, który z martwą literą prawa nie ma nic wspólnego.,

Co masz na myśli mówiąc żywa wiara?

Pytasz - co było takiego w tej pielgrzymce, co nazywam żywą wiarą? Moja odpowiedź jest prosta. Były cuda przemiany serc, było żywe słowo Andrzeja, które dotykało konkretnych moich smutków i radości; była wspólnota ludzi grzesznych, która porwana Duchem stawała się na małą chwilę wspólnotą świętych, na którą inni patrzyli mówiąc - skąd u nich ta radość aniołów? A wszystkie te doświadczenia dawały mi światło na kolejne trudne podejmowane decyzje, dzięki którym mogę dziś powiedzieć - jestem szczęśliwa, pomimo trudów, jakie przynosi każdy kolejny dzień.

/.../ Na koniec zostawiłam sobie perłę, która według mnie jest najcenniejsza - MSZA ŚWIĘTA z jej wszystkimi dobrodziejstwami, ŻYWYM SŁOWEM i ŚWIADECTWEM WIARY. Kto chciał, mógł z niej czerpać "Wody Żywej" do woli./.../

Czy którąś z pielgrzymek szczególnie pamiętasz i dlaczego?

Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Każda z pielgrzymek niosła jakieś dobro. Ale jak bym miała wybierać, to z pewnością stawiam na moje pierwsze spotkanie w Częstochowie. Tam po raz pierwszy zobaczyłam twarz osoby uwolnionej w jednej chwili od nałogu narkomanii, alkoholu i nikotyny podczas mszy. Nie zapomnę szczęścia wymalowanego w oczach i cudownego uśmiechu na twarzy. 
  • Byłam tak poruszona tym wydarzeniem, że postanowiłam jeszcze bardziej poznać Jezusa Miłosiernego. Dlatego poszłam na studia teologiczne. Przed dostaniem się na  KUL miałam już jasno sprecyzowany temat pracy magisterskiej, którą pisałam w oparciu o Dzienniczek S. Faustyny Kowalskiej (tej, której objawił się Jezus Miłosierny). Następne pielgrzymki były kolejnym "rozdawaniem kart". Ostatnią otrzymałam w tym roku w Wilnie, gdy stanęłam w miejscu pierwszych objawień. Mam nadzieję, że ta "gra z Panem Bogiem" będzie nadal trwała i skończy się dopiero w dniu mojej śmierci.


Wrócę jednak do twojego pytania. Jeszcze jedno MOCNE doświadczenie sprzed 19 lat. Nasza rodzinka mieszkała w tedy w Prudniku. Dzieci były małe. Szpaku zaproponował nam, byśmy pojechali z nim na rekolekcje wielkopostne dla szkół zawodowych do Gliwic, aby zaświadczyć o Miłości Boga względem nas. Mieliśmy starego fiata, ale finansowo nie było za dobrze. Do tej pory nie wiemy, skąd wzięły się pieniądze na paliwo (10 zł), które wystarczyły na trasę w jedną stronę. Zadzwoniliśmy do Andrzeja  i mówimy w jakiej sytuacji jesteśmy, a On tylko - "Zaufajcie Jezusowi". No i zaufaliśmy, a z tego zaufania wyszło nie 100 kilometrów, ale 1500. Mieliśmy być w Gliwicach 1 dzień i wrócić do domu. Stało się inaczej - z Gliwic pojechaliśmy do Sosnowca, gdzie przyjął nas zmarły Ksiądz Biskup Śmigielski, rodzony brat S. Jasi, potem do Przemyśla. Z Przemyśla wyruszyliśmy nad morze do Rumii, a z stamtąd wróciliśmy po dwóch tygodniach do domu. A gdy otworzyliśmy portfel, by kupić chleb na śniadanie - to Krzysztof wyciągnął owe 10 zł, które pozwoliło nam wyruszyć w nieznane.  Tego, co żeśmy jako rodzina doświadczyli nie da się opisać jednym słowem. 
  • Patrzyliśmy na cuda Pana Jezusa, który był bardzo hojny w rozdawaniu swoich łask. Zaczęliśmy żartować, że gdyby tak na wiosnę poprosić Pana Boga o śnieg, to wcale  nie bylibyśmy zdziwieni. Andrzej powtórzył ten żart w Gliwicach podczas kazania, w momencie, gdy znudzona młodzież zaczęła "niezbyt grzecznie" się zachowywać. Za chwilę można było usłyszeć GROBOWĄ CISZĘ. Wszyscy odwrócili głowę w stronę otwartych drzwi Kościoła. Nie muszę chyba wyjaśniać, że w tym samym momencie, na zieloną wiosenną trawkę spadły ogromne płaty śniegu zakrywając trawnik białym puchem. Bóg posłużył się naturą, abyśmy doświadczyli Jego Mocy Sprawczej. Dlatego - dla mnie - Bóg nie umarł


Dużo było o pielgrzymce, może teraz powiedzmy coś o Tobie... Wiem, że z jednej strony jesteś skromna, a z drugiej odważna, skoro zgodziłaś się publicznie mówić o osobistych, głębokich przeżyciach.

Oj Kaju. Z tą skromnością to lekka przesada. Jak w każdej kobiecie drzemie we mnie próżność, która szuka pochwały. A co do odwagi, to też trochę inaczej ją widzę. Bo cóż to za odwaga mówić o cudzych dziełach. 
  • Raczej z poczucia wdzięczności opisałam niektóre wydarzenia, które nadały mojemu życiu sens. Bo gdyby nie ludzie, których spotkałam na swojej drodze i nie Opatrzność, jawiąca się jako splot pewnych wydarzeń - to nie byłoby o czym opowiadać. 

/.../

Rozmawiała Kaja

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz