piątek, 12 kwietnia 2013

SPOJRZENIE

Moje spotkanie z Miłosiernym Jezusem ...




Byłam w tedy w szkole pomaturalnej w Bielsku Białej. Dostałam od kogoś obrazek, który postawiłam na szafce przy łóżku. Gospodyni stancji była bardzo oszczędna i wyłączała prąd w najmniej oczekiwanym momencie. Przyzwyczaiłam się do tego, chociaż wiele razy traciłam nerwy. Patrząc na ten obrazek wracał mi pokój serca. Nie zastanawiałam się nad fenomenem tego doświadczenia. Jak było źle siadałam na łóżku i zamiast zalewać się łzami gapiłam się w ten obrazek jak zahipnotyzowana. Dopiero po kilku latach odkryłam, że ten obrazek stanowi cząstkę obrazu, który ma swoją  historię zanurzoną w Miłosierdziu Boga. 

(cdn.)

5 komentarzy:

  1. Dla mnie to spojrzenie Jezusa jest niezwykłe. Jest jak delikatny, łagodny, pełen miłości i ciepła głos mamy, która uspokaja swoje małe dziecko biorąc je na ręce, tuląc do siebie, głaszcząc po głowie i mówiąc do niego, żeby się nie bało, że ona jest przy nim. I to dziecko wiedząc, że mama przy nim jest, czując jej obecność i słysząc jej głos uspokaja się, przestaje płakać. Przy niej czuje się bezpiecznie. I tutaj jest podobnie. On tym spojrzeniem bierze mnie w swoje ramiona i przytula do siebie. Przytula i delikatnie kołysze, dodaje odwagi, uspokaja mówiąc, że wszystko będzie dobrze, że nie zostawi mnie samej z danym problemem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Poczucie bezpieczeństwa ...

    Tak mogę opisać wewnętrzne poruszenie, które wyzwala we mnie to spojrzenie Jezusa. Podobne skojarzenie mam, gdy patrzę na fotografie bliskich mi osób, które noszę zawsze w portfelu. Chociaż fizycznie czasem są bardzo daleko ode mnie, mają w sobie to "coś" , które wyzwala w człowieku doświadczenie bliskości.

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne :) No właśnie. Nie wiem Alicjo, czy przypadkiem tak Ci wyszło - czy masz doświadczenie w dyskusjach i uprzedzająco obaliłaś argument jakoby katolicy modlili się do obrazów itp. Przecież niektórzy z nas noszą zdjęcia bliskich w portfelu, nie dlatego, że kochają zdjęcia, a dlatego, że kochają bliskich...

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj Kaju

    Całkiem z rozmysłem napisałam o pierwszym przykazaniu, aby zamknąć usta tym, którzy opacznie interpretują kult obrazu i dopatrują się w tym akcie religijnym bałwochwalstwa.

    Poza tym chciałam też zwrócić uwagę na to, że każdy zewnętrzny znak naszej wiary może być wypaczony i źle wykorzystany. I w tedy będą mieli rację ci, którzy nam wytykają grzech bałwochwalstwa.

    Wypaczony kult religijny jest bowiem pułapką dla ludzi wierzących, którzy zbytnio przywiązują wagę do znaków zewnętrznych swojej wiary, zapominając, że to, co najważniejsze leży w sercu człowieka, a obraz Jezusa Miłosiernego jest jedynie zewnętrznym znakiem niewidzialnej łaski. Można jej nie doświadczyć, gdy człowiek zatrzyma się jedynie na powierzchowności obrazu.

    Tłumaczył tę prawdę Jezus Siostrze Faustynie, która ze smutkiem i wielką rezerwą patrzyła na obraz ludzką ręką uczyniony.

    OdpowiedzUsuń
  5. W sumie ta moja odpowiedź bardziej by pasowała przy poście o kruchym naczyniu łaski, ale że to początek rozdziału na temat MIŁOSIERDZIA BOŻEGO - to i tu powinna się znaleźć

    OdpowiedzUsuń