czwartek, 27 czerwca 2013

NOMINALIZM

Nominalizm - koncepcje i doktryny filozoficzne, wg których treści wiedzy abstrakcyjnej nie mogą mieć odpowiedników w rzeczywistości. Choroba współczesnego chrześcijaństwa to swoisty „nominalizm” – czyli formalne nazywanie się uczniami Chrystusa bez prawdziwego pójścia za Nim.



Wiara nie jest ideologią, ale życiem, jest doświadczeniem prawdy w wymiarze egzystencjalnym... Tak doświadczał wiary Abraham, ojciec wierzących, który z powodu braku cierpliwości też spróbował realizować po ludzku Bożą obietnicę.  Izmael jednak nigdy nie zastąpił Izaaka.(Rdz 16,1–12)

... Jeżeli Sara nie może mieć dzieci, to może je mieć jej niewolnica ?! ...

*** 

Każdy z nas ma obiecanego Izaaka, na którego czeka wiele lat.  I chyba każdy z nas wielokrotnie traci wiarę w to, że cokolwiek się zmieni. Kłoda za kłodą ... przeszkoda przeszkodę goni ... W takich sytuacjach trudno cierpliwie czekać. W bezsilności człowiek dochodzi do granicy wytrzymałości, która zmusza go do powiedzenia TAK - albo NIE. Dzisiaj podjęłam kolejną decyzję, która pomału burzy twierdzę moich ludzkich zabezpieczeń. Nie było łatwo.

*** 

Stanęłam na granicy ufać - nie ufać; boję się, ale idę dalej...




czwartek, 20 czerwca 2013

LIST DO PRZYJACIÓŁ

22 czerwca 2013 roku ... to data planowanego spotkania, na które czekałam 30 lat i na które pojechać nie mogę. Jak różnie ten los człowieczy się toczy ...


Mała niespodzianka dla Was ... może się odnajdziecie?
















+ Witajcie w Panu                                                                                                                   19.06.2013


JEZUS ŻYJE!!!                                                                                         

            Bożenka wpadła na genialny pomysł, by napisać list. Mam ufność, że Duch Boży pomoże nam na nowo odnowić relacje, które zapoczątkował 30 lat temu w Bielsku, a potem rozwijał  w Bystrej.  Wciąż pamiętam spotkania w Krościenku, Łagiewnikach, Kalwarii i w wielu innych miejscach, w których Jezus czynił wiele znaków. Nie jest możliwe pisać o wszystkim. Wybaczcie mi więc skróty i to, że poprzekręcam niektóre imiona, chronologię; wszak wyjeżdżając z Bielska byłam nastolatką. Dzisiaj zaś jestem Babcią trzech Aniołków w niebie … oj, jak ten czas szybko mija :)

            Nie umiem wyrazić smutku z powodu, że nie ma mnie z Wami i nie mogę dotrzymać obietnicy danej Małgosi M., że co 5 lat będę gotowa na spotkanie, by zaświadczyć, że Jezus wciąż żyje. Jestem teraz przy bardzo chorym Tacie, którego nie sposób zostawić. Duchowo jednak się dzisiaj z Wami wszystkimi jednoczę, bez względu na to, czy mnie ktoś pamięta. W Bielsku zaczęła się moja przygoda z Jezusem i to już jest wystarczający powód do dania świadectwa o Jego Miłości do mnie.
           

            Tak więc … Często wracam do chwil, w których adorowaliśmy Jezusa stojąc wokół ołtarza. Pamiętam drogi krzyżowe w plenerze i malowanie salki w Bystrej za kościołem; wieszanie krzyży w szkole,  krucjatę Nienarodzonych i Wyzwolenia człowieka. W Krościenku, u Księdza Blachnickiego po raz pierwszy usłyszałam świadectwa o uzdrawiającej mocy Boga. Pamiętam nasze wyjścia do Sanatorium w Lasku Cygańskim, by w czasie mszy świętej dla chorych zająć się oprawą muzyczną. Nie było wówczas kaplicy; do tych celów służyła stołówka. Mszę odprawiał kochany, trochę wstydliwy - ksiądz  Edward. Kapłan, który serce miał na dłoni.

            A teraz kilka imion …

·         Bożenka -  na stancję przynosiła mi pierogi przygotowane przez jej kochaną Mamę. Szalona kobieta, która porwała mnie swoim entuzjazmem i umiłowaniem Jezusa. Jestem świadkiem Bierzmowania Justynki (córki), co poczytuję sobie za wielki zaszczyt. Ponadto razem z Józiem i dziećmi odwiedzała moją rodzinę i pilnowała, żeby Boża więź się nie urwała.


·         Małgosia M – do jej domu zaprosił nas jej Tatuś, którego poznaliśmy w sanatorium w Lasku Cygańskim. Pamiętam ten entuzjazm, jaki nas tam wszystkich ogarnął i słowa Małgosi – na razie jesteście młodzi … Jestem ciekawa, czy za 5 lat znowu będziecie tacy radośni i tacy zakochani w Jezusie? No i w tedy wypaliłam – no to się umówmy i sprawdźmy. Od tamtej pory odbyło się kilka spotkań, podczas których rozmawialiśmy o żywej obecności Jezusa w naszym życiu. Bardzo cierpię z tego powodu, że na 30 lecie nie mogę przyjechać do Bielska i osobiście powiedzieć, że JEZUS NADAL ŻYJE!!! No cóż – tak Bóg chciał, On wie najlepiej, czego nam potrzeba.


·         Asia, Agatka i dziewczęta z Bystrej – Imiona trochę mi się zatarły w pamięci. Pamiętam jednak nasze  rozmowy o Jezusie i Jego Miłości. Szczególnie ta, która odbyła się w Asi rodzinnym domu nadal żyje w mojej pamięci. Może kiedyś do niej powrócimy?

·         Krzysztof, Wiesław i inni chłopcy - zawsze na swoim miejscu. Jak trzeba było malować salkę byli pierwsi, gdy potrzebne były wystrugane krzyże na drogę krzyżową – oni je przygotowywali. Tacy pomocnicy Świętego Józefa - do tańca i różańca.

·         Mały Boguś – wówczas najmłodszy z nas, ale zawsze uśmiechnięty od ucha do ucha. Prawdopodobnie został kapłanem i pięknie śpiewa. Chętnie bym go posłuchała.

   + ś.p Stasiu – szczególnie wyrył mi się pewien fakt z jego życia. Było to zaraz po przyjeździe z Krościenka, na którym usłyszeliśmy, że w ludziach uzależnionych i poranionych ukrywa się cierpiący Jezus. Wracaliśmy po spotkaniu, gdy naprzeciwko nas szła kobieta odurzona alkoholem. Pomogliśmy jej dojść do domu. Po paru miesiącach okazało się, że Stasiu regularnie ją odwiedzał i pomagał opiekować się jej chorą matką, robił zakupy, sprzątał dom.

·         Łukasz i Boguś – animatorzy z Bielska. Dzięki waszej pomocy nauczyłam się grać na gitarze i gram na niej do tej pory. Któryś z Was podarował mi pierwszy śpiewnik piosenek oazowych. Mam go do tej pory.

·         Elwira - do dzisiaj wspominam jej świadectwo. Po przyjeździe z Krościenka pod domem spotkały pijanego mężczyznę. Wraz z koleżanką wzięły go do domu pomimo strachu, że gdy się ocuci będzie na nie bardzo zły. Piękna historia, która zakończyła się łzami wzruszonego mężczyzny.

·         Księża moderatorzy, którzy dbali o naszą duchową formację - bardzo Wam dziękuję za Wasze Kapłaństwo, za Sakramenty, którymi nas  tak hojnie obdarzaliście.


            Czas kończyć, gdyż przydługawe listy mogą znużyć. Wiele mam jeszcze do opowiedzenia, może więc innym razem – z okazji kolejnego Jubileuszu.


Trzymajcie się łaski Pana – alicja 





poniedziałek, 17 czerwca 2013

NOWA EWANGELIZACJA

Nareszcie ... chciałoby się rzec wobec tej rzeczywistości, która już od dawna była zapowiedziana. Kto chciał słyszeć - to usłyszał już dawno o żywej obecności Jezusa, o Jego cudach i zmartwychwstaniu; o łasce Ducha Świętego dla tych, którzy pragną iść drogą Ewangelii, a nie tylko ścieżką martwych doktryn, które bez namaszczenia Ducha Bożego są jedynie zbiorem kar i nakazów.


Nareszcie widzę na własne oczy to, o czym słyszałam ponad 30 lat temu.

W małej izdebce... W wielu miejscach Polski, m.in. w Lublinie tworzyły się pierwsze grupy charyzmatyczne. Spotykaliśmy się w małym domku jednorodzinnym. Na piętrze była kaplica, która zmieściła około 20 osób. Była wystarczająco duża na przeprowadzenie Seminarium w Duchu Świętym /formacja duchowa oparta na wierze w żywą obecność Jezusa/. Już w tedy dokonywały się uzdrowienia duszy i ciała, z którymi nie za bardzo mogli sobie poradzić lekarze, którzy w papierach mieli zapisane co innego, a co innego zobaczyli u pacjenta, który z radością krzyczał - JEZUS MNIE UZDROWIŁ!!! Wiele takich świadectw widziałam i usłyszałam; sama też doświadczyłam uzdrowienia kręgosłupa szyjnego ... takie małe chrup ... które się dokonało pod rękami modlących się osób nade mną ... w jednej chwili minął ból, który nie pozwalał mi cieszyć się z wielkich i małych rzeczy.

Nareszcie dokonuje się to, o czym w tedy prorokowano ... 

Wiele słów w tedy padało, m.in. takie, że przyjdzie czas, że wylanie Ducha Bożego będzie tak wielkie, że małe izdebki nie będą w stanie pomieścić Ludu Bożego wielbiącego Boga. Gdy dzisiaj patrzę na zapowiedzi spotkania z Jezusem na stadionie przypominają mi się spotkania sprzed lat, małe i duże uzdrowienia, głębokie nawrócenia ... nareszcie nie muszę wysilać się, by wierzyć w to, co się rzeczywiście dzieje.

A dzieje się wiele ...

W jakimś z programów w naszej TVP przysłuchiwałam się pewnej rozmowie. Była prowadzona dyskusja między księdzem wierzącym w działanie żywego Boga, a księdzem, który odszedł od swego kapłaństwa. I nadziwić się nie mogłam, jak głuche było ucho tego, który za nic nie chciał przyjąć prostego oświadczenia ...

- to nie ks. John jest głównym gościem i gospodarzem spotkania lecz Jezus, który działa przez ludzi wierzących ...

Dzisiaj stadion, za jakiś czas parafia, nawet ta najmniejsza z najmniejszych ... wierzę w to, czy jednak zobaczę na własne oczy, czy zdążę nacieszyć się tą rzeczywistością przed własną śmiercią??? Mam nadzieję, że TAK ... wszak się to już dzieje ... to tu, to tam ...


(cd. nastąpi)