piątek, 19 lipca 2013

NA SCENIE ŻYCIA

Kiedyś na abba Arseniusza napadli w jego celi szatani i dręczyli go. A kiedy przyszli ci, którzy mu usługiwali, i zatrzymali się pod drzwiami celi, usłyszeli go, jak wołał do Boga:
  •  „Boże, nie opuszczaj mnie: niczego dobrego w Twoich oczach nie zrobiłem, ale w Twej łaskawości pozwól mi zacząć”.



Więc zaczęłam malować obrazki ... 



W dobie tylu tragedii, o których wciąż słychać naokoło chciałabym zacząć pisać o pięknych relacjach jakie mogą zachodzić między ludźmi. Mam szczęście mieć przyjaciół, z którymi dzielę swoje smutki i radości. Od nich się uczę miłości ... 
  • nie tej ze szklanych ekranów
  • nie tej z komunikatów policji
  • nie tej ze smutnych statystyk

Dzisiaj pierwszy kadr ze sceny życia...

Nasze życie nie zawsze musi być tragedią. W objęciach Dobrego Boga każdy krzyż staje się jakby lżejszy i po czasie potrafi przynieść wiele dobrych owoców. Wiem coś na ten temat ... Z wdzięczności pragnę jedynie spłacać dług zaciągnięty wobec MIŁOŚCI.


Prawdziwe relacje rodzą się w bólu ...

Wczoraj dostałam maila o następującej treści:

  • "Alu Kochana, po wczorajszym szczerym wyznaniu na temat córki - tym razem szczera prośba -  APEL - dosłownie błaganie - o modlitwę w intencji naszego dorastającego syna. Chłopak myli inteligencje z cwaniactwem, zbytnio polega na sobie, dogadza swoim zachciankom i efekt jest taki, ze diabeł nie śpi. Nie czas teraz na psychoanalizę  dlaczego i kto zawinił - teraz jedno jest pewne, bez Bożej pomocy nie damy rady. Kochana - dzieci są błogosławieństwem, ale także ciężkim krzyżem. Broń Boże - nie chce go odstawiać, czy zrzucać  ale proszę - pomóż nam go nieść. Wiem, że masz zaufanych ludzi, ludzi, którzy mają szczególną laskę modlitwy. Proszę wiec, błagam - wspierajcie nas, aby uratować naszego nastolatka."
odpowiadam szybko 
  •  "OK, podaję dalej ... i wierzę, że nie zostaniemy same w tym wołaniu"


2 komentarze:

  1. ...ale zawsze trzeba dawac cos od siebie...
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz rację Judytko ...

    Daję więc ... radości i smutki,troskę i beztroskę, bo i ona jest potrzebna w tej drodze na szczyt. Dzisiaj dzielę się zmartwieniem mojej przyjaciółki o swego nastoletniego syna,

    Ona się martwi, a i ja zaczynam się martwić razem z nią. Wspólnie prosimy Boga o pomoc i wierzę, że ktoś dołączy się do naszego wołania. Razem łatwiej nosić brzemiona tego życia, szczególnie wtedy, gdy jest z nami Mocarz.

    Coraz częściej rezygnuję z filozofii tego świata, która karze mi być zawsze zdrową, silną, piękną i bogatą; coraz rzadziej upatruję w tych wartościach sens mojego istnienia.

    Nie znaczy to, że nie chcę być zdrowa, silna, piękna i bogata. Chcę i nie uciekam od tych pragnień, ale nie chcę ich realizować idąc po trupach burząc wartości, dla których warto się trudzić, bo dają poczucie spełnienia i pokój serca

    OdpowiedzUsuń