sobota, 19 października 2013

SZCZERZE MÓWIĄC …

To nie wiem jak pisać o problemie aborcji, by mnie dobrze zrozumiano. Czytając komentarz Szuwarka do poprzedniego postu wcale się nie zdziwiłam, że napisał:

  • Kiedykolwiek czytam teksty o aborcji, to mam wrażenie, że tak naprawdę to są one formą ataku. Ataku na kobiety, które tego dokonały. Bo to one są bezpośrednio odpowiedzialne...

Zgadzam się z nim, gdyż i ja mam podobne wrażenie. Brakuje mi artykułów, które bronią równocześnie kobiety „po przejściach” i jej nienarodzonego dziecka. A przecież w tym „tańcu śmierci” te dwie OSOBY są dla siebie parnterami… 


DWIE OFIARY … kobieta … dziecko …

Spotykam artykuły broniące kobietę. Mało jest takich, które wspominają o drugiej ofierze "wypadku" - dziecku. Nie mogę się zgodzić z argumentami, które w imię dobra kobiety pozbawiają tożsamości jej dziecka. Przecież te dwie OSOBY LUDZKIE są związane jedną relacją, której na imię MACIERZYŃSTWO. 

BOLESNE MACIERZYŃSTWO ... 

Zdaję sobie sprawę z tego, że ta relacja jest bardzo trudna. Czy śmierć jednej z osób jest jednak właściwym rozwiązaniem? W nierównej walce zawsze przegra najsłabszy. Kto stanie w jego obronie i nie przestraszy się podejrzliwości o atak na matkę? Z resztą ... obrona dziecka nie może godzić w jego matkę!!! Bo tak naprawdę ... i matka ... i dziecko jadą "na jednym wózku" .

A GDZIE MIŁOŚĆ?

Szuwarek napisał:

  • A co jeżeli one są także ofiarami? A teraz nawet podwójnie, bo oskarża się je o morderstwo. Czy tego nie za wiele? Gdzie jest litość, gdzie współczucie, a gdzie miłość?

Trzymam się słów Jezusa - "Prawda was wyzwoli ...". Od siebie jedynie dodam ... od wszelkiego bólu, który powstał na skutek okłamania kobiety, że śmierć dziecka zakończy jej problem. Teraz mogę się posiłkować słowami kobiety, która przeszła ten koszmar zwycięsko. Jej wyznanie umieściłam w poście - W OBRONIE ŻYCIA. Tutaj zacytuję jedynie mały fragment:

  • Czasu nie cofnę, a żyć z tym nie potrafię. Błagam o modlitwę za mnie i wiele kobiet, które są w podobnej sytuacji. Mówcie i krzyczcie głośno, że to nieprawda, że kobieta pozbywając się ciąży pozbywa się problemu. Tak naprawdę wtedy go sobie przysparza. 

  • "Kocham Jezusa całym sercem. Możesz umieścić ten wpis na swoim blogu. Może uda się przemówić choć do jednej kobiety i uratować jedno istnienie. Moje serce wyje z bólu, ale kiedy wiem, że Jezus mnie kocha jestem szczęśliwa. Bóg z wami."

Janina jest dla mnie wiarygodnym świadkiem prawdziwości słów Jezusa. Dzięki Niej mam odwagę pisać o aborcji i jej skutkach. Mam bowiem dowód, że można współczuć kobiecie i dziecku równocześnie. I nie tylko współczuć, ale razem z nimi wejść na drogę powrotu do pokoju serca. Zbyt dużo traumy doświadczyli oboje, by przejść obojętnie.


BARDZO WAŻNE PYTANIE ...

Szuwarek zapytał:

  • Kto może jej pomóc kiedy jest w tej trudnej sytuacji, kiedy cały świat usuwa jej się spod nóg, kiedy musi ratować siebie? 

Dodam do tego pytania jeszcze kilka słów:

  • Kto może jej pomóc kiedy jest w tej trudnej sytuacji, kiedy cały świat usuwa jej się spod nóg, kiedy musi ratować siebie ... i swoje dziecko? 

***

Poszukajmy wspólnie odpowiedzi ...

*** 

http://www.doziemiobiecanej.pl/notka/588/o-aborcji-w-duchu-milosierdzia/

Dziękuję Kaju za włączenie się w temat :)

***
PROŚBA

MOŻE KTOŚ ZNA DOBRE OŚRODKI POMOCY DLA KOBIET PO ABORCJI
... potrzeba nam nowych drogowskazów

5 komentarzy:

  1. Aborcja…. Ten „temat” praktycznie był mi obcy. Wiedziałam, że aborcja jest zabójstwem nienarodzonego dziecka, ale emocjonalnie i uczuciowo raczej nie angażowałam się, nie próbowałam analizować, szukać przyczyny, rozmawiać na temat aborcji.
    Pierwszy raz w życiu zobaczyłam fotografie ciał abortowanych dzieci w Licheniu mając siedem lat, to było ponad dwadzieścia lat temu. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że gdziekolwiek na świecie jakaś mama może nie chcieć urodzić swojego dziecka i że nienarodzone dzieci są zabijane. Patrzyłam na fotografie bez słowa i widziałam dzieci. Nie wiedziałam, że są martwe ale czułam, że są bardzo skrzywdzone. Nie zadawałam pytań. To wydarzenie wyryło się w mojej pamięci i sercu. Czasami wraca, tak jak teraz. Nie sposób o tym zapomnieć.
    Temat niechcianych dzieci wracał w mojej rodzinie wielokrotnie. Najczęściej mama opowiadała jak była szykanowana bo ma „tyle dzieci” a kolejne jest w drodze.
    Dzisiaj próbowałam zrozumieć co czuje i myśli kobieta, która nosi pod sercem niechciane dziecko. Czy ona nie czuje, że jest w niej życie, maleństwo, ludzka istota? Nie znam statystyk i zastanawiałam się czy aborcji częściej dokonują kobiety, które nigdy jeszcze nie rodziły, nie trzymały na rękach nowonarodzonego dziecka. Zapytałam mojej mamy, czy zna kobiety, które dokonały aborcji. Znała dwie. Jedna przed aborcją urodziła dzieciątko. Druga nie chciała swojego pierwszego dziecka. To ona wychodząc z gabinetu lekarskiego powiedziała do mojej mamy siedzącej na korytarzu „nic nie bolało”…… Mam zrozumiała co miała na myśli ta kobieta, gdy weszła do gabinetu. Lekarz nie zdążył sprzątnąć ….Co ma taką siłę i moc, że jest w stanie wmówić kobiecie, że dziecko, które nosi pod sercem nie jest dzieckiem tylko…. no właśnie czym jest? Czy ona nie czuje życia, które w sobie nosi? Jak to jest możliwe? Dlaczego?
    Aborcja boli mnie teraz szczególnie. Z chwilą gdy kobieta poczuje, że mogłaby zostać mamą ale prawdopodobnie tak się nie stanie nie sposób przejść obojętnie.
    t.

    OdpowiedzUsuń
  2. http://www.lichen.pl/
    może się komuś przyda..moja koleżanka była w Gdańsku nie po aborcji ale po utracie , trzeba szukać w necie , tam jest wszystko
    Pozdrawiam
    Ciekawie piszesz

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj :)

    ... po stracie ...

    Przerabiałam ten stan emocji po stracie moich wnuków: Kamilka i Bartusia. Owszem w necie jest sporo o aniołkowych rodzicach, ale o przeżyciach aniołkowych dziadków nie znalazłam nic, ani jednego słowa. Jakieś suche fakty i tyle.

    - jakby oni uczuć nie mieli...
    - jakby nie kochali ...
    - jakby nie chcieli uczestniczyć w żałobie swoich dorosłych dzieci ...
    - jakby sami w żałobie nie byli ...

    Przez cały rok drążyłam ten temat pisząc osobisty pamiętnik z tego okresu. Doszłam do wielu wniosków, które otwarły mi oczy na wiele tematów "tabu". Takim tematem "tabu" jest m.in. cierpienie oszukanych kobiet po stracie dzieci w wyniku aborcji. One jeszcze bardziej się ukrywają przed światem. Czynią to z różnych powodów ...

    Bardzo współczuję tym kobietom; nie wiem, jak im pomóc ... chcę jedynie, by wiedziały, że jestem przy nich i ich bólu po stracie swoich dzieci, które jak anioły czekają na nie, by im powiedzieć ...

    - "wybaczam ci mamusiu, wiem, że cię oszukano, ale śmierć jest pokonana mocą Najwyższego, więc nie wszystko stracone ... można jeszcze do siebie na nowo wrócić".

    Wierzę, że tym aniołkowym rodzicom po aborcji Bóg także pomaga, choć z pewnością o wiele trudniej jest im w to uwierzyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudny temat....ale jak szukamy przychodzą do nas rozwiązania

      Usuń
  4. Szuwarku

    Wybacz, ale usunęłam twój link po kilku sekundach oglądania. Nie mam siły ... zbyt bolesna to prawda ... zbyt okrutna ... Nie potrafię patrzeć tej bestialskiej śmierci prosto w oczy... mam łzy w oczach i straszny ból w swoim sercu. Nie mogę pojąć, ani zrozumieć ludzi, którzy mają jeszcze wątpliwości w sprawie aborcji.

    Ci, którzy potrzebują obrazów niech szukają gdzie indziej. Wiem, że miałeś dobrą intencję, ale ten obraz to ...

    NAJOKRUTNIEJSZA ŚMIERĆ MĘCZENNIKA!!!

    Zanurzenie tej strasznej prawdy w Miłosierdziu Bożym pozwoli przyjąć ją bez chęci odwetu wobec tych, którzy to czynią. Czy Bóg da nam tę łaskę przebaczenia i wybaczenia? Dzisiaj, w dzień Wszystkich Zmarłych, będę szczególnie się o tę łaskę modlić i proszę wszystkich o wsparcie.

    NIECH BÓG DA WŁAŚCIWE POZNANIE TYM, KTÓRZY NAD ŻYCIEM NIEWINNEGO DZIECKA JESZCZE DEBATUJĄ ...

    OdpowiedzUsuń