poniedziałek, 15 grudnia 2014

O RADOŚCI ... GDZIE JESTEŚ?

W trzecią niedzielę adwentu poprosiłam, by podzielono się ze mną  radościami. Myślałam, że nie jest to trudne zadanie ... ale chyba się pomyliłam. 


Nie znaczy to, że nie było ich wcale. Były ... i to jakże piękne. Zdjęcie z pierścionkiem zaręczynowym na dłoni mojej przyjaciółki było naprawdę wyjątkowe. Radość z dobrych relacji  w pracy też podniosła mnie bardzo na duchu. Radosne chwile w domu też były, szczególnie gdy Natalka uśmiechała się od ucha do ucha, a Wojtuś już prawie "na wylocie"/w połowie stycznia ma planowane narodzimy/. Patrząc na wnusię naszła mnie refleksja, że mamy w domu świętą osobę, która już samą swoją obecnością oświetla szczęściem nasze życie. A nie jest ono ani łatwe, ani beztroskie. Ale na tym koniec ... 

PODZIELMY SIĘ SWOIMI RADOŚCIAMI ...

Tak rozpoczęłam katechezę u dzieci 5 - 6 letnich. Bardzo lubię z nimi dialogować. Na dwadzieścia pięcioro dzieci tylko troje nie umiało odpowiedzieć ...

- jak tata bierze mnie na barana ...
- pojadę do babci i dziadka na święta ...
- braciszek się ze mną bawi ...
- jak mamusia się uśmiecha...
- jak dziadzio bierze mnie na kolana ...
- itd.

O prezentach mikołajkowych było w drugiej rundce. 

BYĆ nad MIEĆ

No właśnie ... dzieci instynktownie potrafią zobaczyć ŹRÓDŁO PRAWDZIWEJ RADOŚCI. A co z nami dorosłymi się dzieje w tej materii? Za przysłowiową "szklankę wody" dalibyśmy sie zabić. Bo duma nie pozwala schylić głowy przed osobami, którymi z różnych powodów gardzimy. Jest ich tyle, że szkoda czasu wymieniać. Wszystkie zaś oscylują wokół STATUSU POSIADANIA ... wiedzy, majątku, komfortu, zdrowia, ilorazu inteligencji, uznania ... a nawet wolności rozumianej bardzo szeroko.

POKORA ...

Czas stanąć w prawdzie, jak Św. Franciszek z Asyżu, a wówczas Jezus się nad nami pochyli i pozwoli zaczerpnąć RADOŚCI z naczynia łaski. Dobrze, że Adwent jeszcze trwa ... mamy trochę czasu ...


4 komentarze:

  1. Witaj Alicjo:)

    Nie gardzę innymi ludźmi i kocham wszystkie dzieci. Ktoś mi kiedyś powiedział: "że nie da się lubić wszystkich dzieci"; ktoś- kto nie powinien tak mówić... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj :)

    A ja mam problem ... i z tą miłością absolutnie do każdego ... i nawet do dzieci nie mam tyle cierpliwości, co bym chciała mieć.

    Coraz bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że pragnienia przerastają moje możliwości. Adwent jeszcze bardziej mi tę prawdę o sobie samej przypomina.

    Dlatego tak się "uczepiłam" Jezusa .. bo tylko On jest w stanie uczynić moje niemożliwości możliwymi do realizacji w konkretach życia. On jest Bogiem, który sprawia, że mam NADZIEJĘ na PRAWDZIWĄ RADOŚC.

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie jest być całkowicie wyzbytym pogardy i kochać tak bez wyjątku... To już chyba świętość.
    T.

    OdpowiedzUsuń
  4. Do Anonimowego

    Ty to powiedziałeś (powiedziałaś):)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń