wtorek, 27 stycznia 2015

PRZYKAZANIA

Korzystam z chwilki wolnego czasu, aby kontynuować rozmowę z Samotną Wyspą. Mam nadzieję, że jeszcze do mnie zaglądnie. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że długo milczałam. A to nie sprzyja dialogowi.


Ku przypomnieniu ...

Samotna Wyspa    8 stycznia 2015 22:50
/.../

P. S. Wierzysz w przykazania kościelne? Tak tylko pytam.

alicja   9 stycznia 2015 21:45

Wierzę w Boga ... Przykazania kościelne są jedynie po to, by przypomnieć mi o niektórych sprawach; regulują też niektóre kwestie społeczne Ludu Bożego. Przestrzegam je, gdyż nie widzę w nich nic, co by było sprzeczne z moją wiarą.

pozdr. alicja

Samotna Wyspa   10 stycznia 2015 08:56

/.../
Moje pytanie było skrótem myślowym, przepraszam. Nie pomyślałam, że tak dosłownie się do niego ustosunkujesz. Chodziło mi o to, czy wierzysz, że nieprzestrzeganie przykazań kościelnych to grzech. Uczono mnie, że złamanie przykazania kościelnego jest grzechem ciężkim, a ja chciałabym wiedzieć, na jakiej podstawie. Dostaliśmy 10 przykazań i nie widzę powodu ani do uzurpatorskiego powiększania ich puli, ani do ich rozdmuchiwania i przeinaczania.

*** 

Pięć przykazań kościelnych:
1. W niedziele i święta nakazane uczestniczyć we Mszy świętej i powstrzymać się od prac niekoniecznych.
2. Przynajmniej raz w roku przystąpić do Sakramentu Pokuty.
3. Przynajmniej raz w roku, w okresie wielkanocnym, przyjąć Komunię świętą.
4. Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w czasie Wielkiego Postu powstrzymywać się od udziału w zabawach.
5. Troszczyć się o potrzeby wspólnoty Kościoła.

*** 

Przykazania te dotyczą ludzi Kościoła. To Lud Boży, który pragnie kroczyć jasno wytyczoną ścieżką. Według mnie nie ma żadnej sprzeczności między X przykazaniami Bożymi, a V przykazaniami kościelnymi. 


PAMIĘTAJ, ABYŚ DZIEŃ ŚWIĘTY ŚWIĘCIŁ ...

Dla mnie przykazania kościelne wynikają z tych, danych Mojżeszowi na Synaju. Mojżesz wytycza główny kierunek ku Bogu. Kościół jedynie wyjaśnia, jak ten kierunek nie zgubić w dzisiejszej rzeczywistości. /1-4 przykazanie/

TROSZCZYĆ SIĘ O POTRZEBY WSPÓLNOTY KOSCIOŁA ...

Wielu ma tutaj na myśli jedynie hierarchów Kościoła i stąd bierze się nieporozumienie. Oni bowiem stanowią cząstkę wspólnoty, do której należą też i świeccy. Ich potrzeby materialne są również wpisane w to przykazanie. 

MIŁUJ BOGA i BLIŹNIEGO ...

Można się w życiu jedynie tego przykazania trzymać. Ono bowiem zawiera w sobie X przykazań Bożych i V przykazań kościelnych. Problemem jednak jest to, że ile ludzi na ziemi, tyle interpretacji tego przykazania Miłości. Bez jasnego sprecyzowania celu będzie ciężko odpowiedzieć na zaproszenie Boga.

GRZECH ...

To podeptanie MIŁOŚCI ... w każdym jej wymiarze.

czwartek, 22 stycznia 2015

DZIEŃ BABCI i DZIADKA

Piękny ten dzień, w którym nie ważne są smutki i troski dnia codziennego. Dzięki wnukom życie nabiera głębszego sensu. Nie daję na bloga zdjęć z życia naszej rodziny. To świadomy wybór. Dzisiaj jednak robię wyjątek ... 



Kochana Natalka, 2 lutego skończy 11 miesięcy. Od 9 miesiąca już biega. Wszędzie jej pełno ...



... uwielbia, gdy czyta się jej bajki



... i gdy dziadek wozi ją na sankach


Kochany Wojtuś. W poniedziałek skończył tydzień swojego życia na ziemi. Jeszcze nie biega, ale słucha, gdy śpiewam mu kołysanki ...



Dziadek ma kołysankowy hit ... o Misiach ... hop, siu ... tra, la, la :)

Są i bolesne wspomnienia ...



Kamilek i Bartuś w grudniu skończyliby 3 latka. Nie miałam tyle szczęścia co dziadek, który mogł ich zobaczyć w inkubatorach.  Żyli 11 godzin, a potem poszli do nieba, by z stamtąd czuwać nad całą naszą rodziną. Do 6 tygodnia ciąży byli jeszcze z  jednym dzieciątkiem, ale ono poszło szybciej. Są kolejnym cudem, o którym napisałam w książce pt. "Narodziny dla nieba ...". Leży na półce, może kiedyś przeczytają ją inni. W niej zawarłam całą miłość, jaką mam dla tych istotek. Ich dziełem jest DZIEŃ DZIECKA UTRACONEGO w naszej parafii. Tylko sam Bóg wie, ile cudów się dokonało za ich wstawiennictwem. Natalka i Wojtuś są tego widocznym dowodem; są też i inne poczęte dzieci,  a także uleczone z żałoby serca rodziców, babć i dziadków.


Bóg nie chciał ich śmierci, tego jestem pewna. Ona po prostu przyszła w najmniej oczekiwanym momencie. Nie da się jej zrozumieć ... może kiedyś przyjdzie światło, gdy stanę twarzą w twarz z moimi wnukami. Dzisiaj żyję tęsknotą i nadzieją na spotkanie ...


*** 

Oby żaden wnuczek, ani żadna wnusia nie przeżywali tego, co Judytka, która podzieliła się ze mną swoim doświadczeniem.

Dziś Dzień Babci... 
Mogę jedynie marzyć o tym, abym moje Babcie mnie kochały. Ale dla żadnej z nich nic nie znaczę. Płaczę i cierpię, pisząc te słowa, te bolesne i prawdziwe słowa. Do jednej Babci wysłałam kartę z życzeniami... nie oczekuję jakiejś szczególnej wdzięczności, ale nawet nie zadzwoniła, nie podziękowała, choć jednym słowem, nie dała do zrozumienia, że w ogóle ją dostała. Do drugiej Babci dzwoniłam z życzeniami, wierzyłam, byłam więcej niż pewna, że się ucieszy, że zaprosi mnie w tym Dniu. Tak się jednak nie stało. Moja rozmowa z nią trwała nie całe 26 sekund, a Babcia chciała jak najszybciej ją zakończyć. Wiem, że mnie nie kocha, a od dawna już nawet nie stara się tego ukryć. Na szczęście nie ma Dnia Wnuka, bo byłby dla niej tylko kłopotem taki dzień. Wiem, że w jej oczach nie zasługuję na szacunek, bo jestem starą panną, bez gromadki nieślubnych dzieci, jak moja kuzynka, stanowiącą jej oczko w głowie, esencję jej życia, obiekt jej troski i miłości. Ja w porównaniu z nią, choćbym na głowie stawała i ukończyła nawet 5 kierunków studiów i starała się żyć jak Człowiek, a nie zwierzę, nie zasługuję na nic, tylko na ubolewanie, że nie byłam na tyle roztropna, aby w wieku 15 lat znaleźć faceta na raz i co roku zachodzić w przypadkowe ciąże, nie wiedząc nawet jak na imię jej sprawcom... 



Takie jest moje świadectwo, Alicjo, i takie są moje Babcie. W Dniu ich święta staram się po prostu nie mieć do nich żalu i ze wszystkim się pogodzić.

poniedziałek, 12 stycznia 2015

NOWY CZŁOWIEK

Wnuczek WOJTUŚ - waga - 3350 g, wzrost 53 cm


Natusia ma więc BRACISZKA :)


... będzie miała z kim rozpakowywać prezenty ...




Radujcie się razem ze mną :)

wtorek, 6 stycznia 2015

ROZMOWA Z CZARNĄ OWCĄ

Witam :)


Anonimowy31 grudnia 2014 07:08


Tak naprawdę, to wystarczy mi koło Ciebie usiąść i odpocząć. Nie przeszkadza mi to, że jesteś inna ode mnie. Cieszy mnie to, że pokonałaś chorobę i masz się dobrze :) Jeżeli jednak pozwolisz odniosę się do fragmentu Twojej wypowiedzi.

Napisałaś:

  • Jesteśmy nienasyconym pokoleniem, które wciąż chce więcej i więcej. I wbrew temu co, Alicjo piszesz, ja nie jestem za tym, aby rozsyłac milość na prawo i lewo, ponieważ są ludzie, którzy nie tylko tego nie umieją docenić, oni wyssają z człowieka ostatnią energię. 

Ja również nie jestem za tym, aby miłość rozssyłać na prawo i lewo. Jezus też mówił, aby pereł nie sypać między wieprze, bo podepczą i zniszczą. Pozostaje jednak pytanie, czy my o tych samych aspektach Miłości myślimy? Trzeba by o niej porozmawiać, by się tego dowiedzieć. Ty jednak nie chcesz wchodzić w żadne dysputy religijne, więc nie zaczynam nawet tego tematu.

  • Ufam życiu i sobie, a nie jakiemuś stwórcy w przestworzach. Jestem wolna i szczęśliwa, odpowiedzialna za siebie. 
    Dlatego nie będę się wdawać w religijne dysputy, bo każda religia bazuje na strachu, a w moim życiu nie ma miejsca na lęk. 

Moja religia bazuje na MIŁOŚCI, która pokonała lęk, a nie na strachu. Więc nie wiem, skąd u Ciebie wzięło się, że każda religia ...?

  • Bóg i kościół ukochali biednych, chorych, niepewnych, slabych, podporzadkowanych, po prostu nieudacznikow życiowych. Ponieważ takimi ludźmi się najłatwiej manipuluje.

Nieudacznik życiowy ... powiadasz. A co to znaczy? 

  • Ludzie z własnym kodeksem moralno etycznym nie potrzebują pasterza, idą własną drogą, nie ta wydeptaną przez innych.

Naprawdę interesuje mnie Twój kodeks moralno etyczny. Może mi go w kilku zdaniach nakreślisz.


pozdr. alicja

niedziela, 4 stycznia 2015

ROZMOWA Z DOBROCHNĄ

Witaj:)

Gdy przeczytałam niektóre wpisy na blogu ś.p. S. Judyty od razu przypomniała mi się nasza niedokończona rozmowa z 7 sierpnia 2014 r. Szczerze mówiąc, nie wiem dlaczego miałam takie skojarzenie ... po prostu ... pojawiło się z nikąd i z każdym nowym wpisem "dzwoniło" coraz bardziej. Powiesz ... przypadek. Może i tak, lecz dla mnie przypadków nie ma.




KONTAKT Z REALNOŚCIĄ ...

Pozwolę sobie na wklejenie linku do tej rozmowy  z 7 sierpnia 2014 roku. 
  • http://www.alicjan.blogspot.com/2014/08/za-i-przeciw.html
Odpisałaś wówczas, że:
  • Smutne jest zwykle to, że człowiek traci kontakt z realnością i dlatego innych traktuje jak przedmioty
Moją odpowiedzią były trzy kolejne posty:
  • http://www.alicjan.blogspot.com/2014/08/realnosc.html
  • http://www.alicjan.blogspot.com/2014/08/fakty.html
  • http://www.alicjan.blogspot.com/2014/08/fakty-marta-robin.html
Nie wiem, czy je przeczytałaś choć były pisane z myślą o Tobie 

*** 

  • Skąd wiesz, Alicjo, że niewiara w Twojego Boga jest "ogromnym ciężarem"? 

Jest jeden Bóg, który w różnorodny sposób objawia się człowiekowi. Nikt Jego tajemnicy nie zgłębił do końca. Niektórzy widzą Go lepiej w głębinach morskich i w nie do zdobycia pasmach górskich; inni zaś we WSZYSTKIM, CO JEST. Są też i tacy, którzy widzą Go POZA WSZYSTKIM CO JEST. 


Każdy człowiek szuka Go nieco po omacku. W tym celu dobiera środki, które mu najbardziej pasują. Z tego to powodu są różne drogi poznania, światopoglądy, spojrzenia na rzeczywistość sacrum, która jest nie do ujarzmienia przez człowieka. Boga można poznać tylko tyle, na ile On sam zechce być poznany. I nie ma tu żadnej reguły, która by określała matematycznie odległość człowieka od Boga.


"Ogromny ciężar niewiary" ... Kojarzy mi się z bezsilnością człowieka wobec prawd, których nie rozumie, albo są dla niego nielogiczne. Często manifestuje się on złością, pogardą, ośmieszaniem, wkładaniem w usta mówiącego słów, których nigdy nie powiedział itp. 

Oczywiście - to jest moja próba zrozumienia postaw niektórych ludzi, którzy uważają, że się ich nawraca, choć nie ma się takiej intencji.

Jezus jasno powiedział ... KTO CHCE, NIECH IDZIE ZA MNĄ ... Jak więc bym mogła działać wbrew woli Tego, któremu uwierzyłam?


Pozdr. alicja

sobota, 3 stycznia 2015

ROZMOWA Z SAMOTNĄ WYSPĄ

Przepraszam, że tak długo czekasz na mnie. Ogranicza mnie czas oraz obowiązki. Na bloga wchodzę z reguły późną nocą, albo gdy leżę w łóżku, bo się ruszyć nie mogę z bólu /tak jak dzisiaj/. Na szczęście po "naszych górach" mogą chodzić słabi, chorzy, zrozpaczeni i wszyscy ci, którzy źle się mają. Zaryzykuję nawet zdanie, że TE SZCZYTY SĄ DOSTĘPNE JEDYNIE DLA TEGO TYPU WĘDROWCÓW.



Samotna Wyspa31 grudnia 2014 05:59

Napisałaś:

  • "Chyba to ja wsadziłam kij w mrowisko, choć nie było to moim celem. Od razu wyjaśniam - nie znam nikogo z komentujących u s. Judyty, nie jestem również Anonimem. Niezmiernie rzadko wpisuję komentarze i nie udzielam się na blogach. Z s. Judytą wymieniłam kiedyś parę sympatycznych maili."

Myślę, że ten kij z ręki Opatrzności wzięłaś, bo gdyby nie on nie rozmawiałybyśmy dzisiaj. Kiedyś usłyszałam piękne zdanie, że "Bóg potrafi prosto pisać na najbardziej zakrzywionych i poplątanych liniach życia" ... i coś w tym jest :)

  • "A napisałam go dlatego, że walczę z potwornym rozgoryczeniem i - nie ukrywam - stoję na granicy wiary i niewiary".

Myślę, że ta granica przebiega przez nasze serce i przekroczymy ją dopiero w godzinie naszej śmierci. Trzeba żyć chwilą ... tak często mówiła Siostra Judyta i ja przyznaję jej rację. Bo sekunda niewiary mniej wtedy boli, a sekunda wiary ma moc ziarnka gorczycy, o którym mówił Jezus w Ewangelii.

  • "Jestem człowiekiem głęboko rozczarowanym wszystkim, w co do tej pory wierzyłam i miotam się jak w potrzasku" 

Człowiek ma w życiu chwile lepsze i gorsze. Raz mu się zdaje, że jest mocarzem, którego nic nie jest w stanie powalić na ziemię, aby za jakiś czas doświadczyć, że wcale taki silny nie jest. Człowiek pokorny stanie wówczas w prawdzie o sobie i zacznie szukać wsparcia u innych. A ten zapatrzony w swoją siłę będzie oskarżał innych. Nie ma innej opcji, tak jak nie ma życia bez cierpienia, o czym mogliśmy się przekonać towarzysząc Siostrze Judycie w jej drodze życia.

Pozdrawiam, alicja

czwartek, 1 stycznia 2015

ROZMOWA z WYSPANĄ

Nowy Rok 2015 ... 


Zapowiada się interesująco. Na moim szlaku ziemskiego pielgrzymowania stanęło kilka barwnych osób. Nasze drogi się skrzyżowały dzięki Siostrze Judycie, która prawie dobija do najwyższego szczytu. Nikt z nas nie wie tak dokładnie gdzie on się znajduje? Każdy jednak, wcześniej, czy później do niego dotrze ... bo takie jest nasze przeznaczenie.




TAJEMNICZY SZCZYT  ...

Tak go nazwałam. Różne drogi do niego prowadzą. I właśnie o nich spróbuję porozmawiać. Nie wiem jak długo będziemy iść razem...

I BAZA ...

Czas na odpoczynek i pogawędkę z WYSPANĄ. Z góry zaznaczam, że lubię drążyć temat do końca, nie chcę jednak swoją szczerością nikogo zranić. Aby nasz dialog był czytelny będę wklejać fragmenty wypowiedzi, którą w całości można przeczytać tu: Anonimowy30 grudnia 2014 15:51

*** 
WYSPANA
  • Dla mnie też nie ma niczego ważniejszego w życiu niż Bóg. Jestem przekonana o Jego istnieniu. Boże Narodzenie to czas szczególny. 
JA 
  • Dla mnie Bóg jest Przewodnikiem prowadzącym przez ciemne doliny ku najwyższym szczytom człowieczeństwa. Jest Nauczycielem Miłości, który nie odrabia "zadania" za ucznia, lecz uczy go jak je najlepiej rozwiązać.
WYSPANA
  • Wyrosłam ze "świętowania" polegającego na śpiewaniu rozrzewniających kolęd o maluśkim Jezusku. Jezus jako człowiek przeszedł wszystkie etapy rozwoju, ale Jego Boskie sedno ujawniło się dopiero po chrzcie. Wtedy zaczął nauczać ludzi o Bogu Ojcu i spełniać swoją zbawczą misję. Tylko przyjęcie do swego wnętrza prawdziwej nauki Chrystusa i życie według niej może ludzi poprowadzić do Ojca.
JA 
  • Moje patrzenie na święta Bożego Narodzenia wyostrzyło się po śmierci moich wnuków, którzy zmarli trzy lata temu, dwa tygodnie przed świętami. Kamilek i Bartuś żyli 11 godzin. Myślałam, że w takiej sytuacji nie da się obchodzić radosnych świąt. Okazało się jednak, że wielkim pocieszeniem dla nas było śpiewanie kolęd ... i tych radosnych ... i tych smutnych ... Niosły wewnętrzny pokój, którego nikt z nas nie mógł sobie kupić za żadne pieniądze.  Dziwna to tajemnica Bożego pocieszenia, której dotknęła wówczas cała nasza rodzina. Masz jednak rację w tym, że na nic zewnętrzne świętowanie jeżeli Bóg nie narodzi się w sercu człowieka. Od czegoś trzeba jednak zacząć wędrowanie ścieżkami wiary. I Święta Bożego Narodzenia są wspaniałą bazą wypadową ...
WYSPANA
  • Co Pani myśli jako chrześcijanka o tych słowach Jezusa, w których mówi, że nie przyszedł przynosić pokój, ale miecz. I o tych: "Kto nie jest ze mną, jest przeciwko mnie".
JA
  • Bardzo długo miałam problem ze zrozumieniem tego tekstu, bo jak pogodzić Miłość Boga z przemocą i cierpieniem? I dopiero, gdy tę MIŁOŚC odczytałam jako DAR zrozumiałam, że losy tej Miłości mogą być różne. 
  • Popatrz ... pasterze idący do Betlejem przyjęli z miłością ten dar, Mędrcy ze Wschodu również. Herod zaś wziął miecz i kazał pozabijać chłopców z Betlejem. Z lęku o swoją niezależność poszedł drogą przemocy. A przecież nikt mu tej wolności nie chciał zabrać. Miłość Boga była dla niego zaproszeniem, aby mógł ją rozdawać innym. On jednak z tego zaproszenia nie skorzystał i swoją wolność wykorzystał po swojemu.
  • Jezus często mówił o tym, że jego zaproszenie do budowania relacji na fundamencie Miłości będzie budziło sprzeciw, gniew, nieporozumienia itp. Tym bardziej, że władca ciemności wszystko zrobi, aby wprowadzić zamęt w tej materii.
WYSPANA
  • Nie wiem, czy to dobre ze strony kościołów, że Boże Narodzenie uważają za święta rodzinne. Tradycja każe ludziom siadać przy wspólnym stole. Siada matka chrześcijanka obok córki ateistki i nie wie, komu ma służyć.
JA
  • Z mojego punktu widzenia jest to dobre, że wierząca matka zaprasza do stołu córkę ateistkę. Jest to okazja do obdarowywania ją miłością bezinteresowną, która przyjmuje dziecko takim, jakie ono jest. Taka miłość boli, ale ... czyż nie o świadomym chrześcijaństwie tutaj rozprawiamy? Myślę, że każdy człowiek tęskni za taką Miłością, lecz świadomość odrzucenia sprawia, że wielu rezygnuje z tej drogi.
WYSPANA
  • W dzisiejszych czasach ateizm z wyboru to odrzucenie Boga. Serce takiej matki raz lgnie w tą, raz w inną stronę. Może byłoby lepiej, gdyby Świąt tak nie profanować. Wydaje mi się, że obłuda okołoświątecza tak zatruwa świat, że w czasie, kiedy na Ziemi powinno być najwięcej Światła, jest aż gęsto od ciemności.
JA
  • Boże Narodzenie jest tajemnicą wejścia sacrum w profanum. Widać Bóg uznał, że ta droga jest najlepsza dla człowieka. Masz rację ... jest gęsto od ciemności i dlatego w tę ciemność wkroczył Bóg ze swoim Światłem, aby obłudzie powiedzieć - dość!!!
WYSPANA
  • W szkole, w której pracuję, organizuje się mikołajki. Samorząd przebiera się za Mikołaja, są ze dwa anioły i kilku diabłów. I taka chmara wręcza dzieciom paczki. Katechetki nie widzą w tym nic złego, a mnie to odstręcza. Przecież nie wystarczy wierzyć w Jezusa, żeby być zbawionym. Lucyfer też wierzy, a nawet wie o Jego istnieniu. Zaczynam spostrzegać katolicyzm w dzisiejszej postaci jako tą "szeroką bramę", którą ludzie niby idą w dobrym kierunku, ale nie wiadomo, czy kiedykolwiek dojdą. Może Pani coś odpisze?
JA
  • Proponuję nieco wyhamować :) Walka z tradycją ludową na nic się zda, a jedynie pogłębi problem. Nie znaczy to wcale, że lubię patrzeć na rozbiegane anioły i diabły, które nie mają świadomości kim są i z jakiej "bajki" się wzięły. Jako katechetka wykorzystuję takie sytuacje w rozmowach. I powiem szczerze, że lubię ten dialog z dziećmi, które na bazie własnego doświadczenia zabawy są bardziej skore do słuchania i szukania prawdy o istnieniu tych bytów, które również mają wpływ na ich dobre, lub złe wybory.
Pozdrawiam :)