sobota, 21 marca 2015

ODPOWIEDNI KIERUNEK ...

Ktoś, czytajac mój poprzedni post, może wyciagnąć błędny wniosek, że ciało i wszystkie przyjemności z jego posiadania uważam za nic. Ubiegając tych, co tak pomyśleli od razu mówię:

  • CIAŁO i DUSZA człowieka stanowią absolutną jedność. Są dobrym darem Boga stworzonym po to, by wzajemnie ubogacały się MIŁOŚCIĄ. 
  • MIŁOŚĆ jest relacją ... również między duszą i ciałem, którą trzeba rozwijać w odpowiednim kierunku.




KIERUNEK MYŚLENIA ....

O tym "kierunku" myślałam pisząc poprzeni post. Ktoś powie ... co to za pomyłka... przecież wszystko i tak zostalo powiedziane. Owszem ... może i wszystko, ale nie w odpowiedniej kolejności. I w ten sposób, tak "po cichutku", prawie niewinnie został zaburzony mój tok myślenia. I właśnie w tym "drobiazgu" zobaczyłam niebezpieczeństwo.

W życiu można obrać DOBRY, lub ZŁY azymut. Wystarczy się rozglądnąć wokół siebie, zbadać swoje relacje w rodzinie, w pracy itd. aby stwierdzić w jakim kierunku podążam. Takie poznanie bardzo często bywa bolesne ... stąd tendencja, by winą za ten stan rzeczy obarczać innych, a nie siebie.

DUSZA ...

Święty Tomasz z Akwinu (1225–1274) w Summie Teologii uznał, że przejawem duszy jest wzrost roślin i ruch zwierząt. Duszę ma zatem wszystko, co żywe. Rośliny mają duszę wegetatywną, zwierzęta duszę zmysłową, a ludzie duszę rozumną. Idąc tym tropem myślenia dusza ludzka nadaje właściwy kierunek rozwoju ciału, do którego przynależy. A zatem ...

  • Czy pozwalam mojej duszy wieść prym nad moim ciałem?
  • Czy wartości duchowe wpływają na moje decyzje?
  • Czy moje ciało potrafi się podporządkować duszy?

Napięcie między "duchem" a "ciałem" /List do Galatów - Ga 5, 16 - 24/

"Oto, czego uczę: postępujcie według ducha, a nie spełnicie pożądania ciała.Ciało bowiem do czego innego dąży niż duch, a duch do czego innego niż ciało, i stąd nie ma między nimi zgody, tak że nie czynicie tego, co chcecie. Jeśli jednak pozwolicie się prowadzić duchowi, nie znajdziecie się w niewoli Prawa. 

Jest zaś rzeczą wiadomą, jakie uczynki rodzą się z ciała: nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki i tym podobne. Co do nich zapowiadam wam, jak to już zapowiedziałem: ci, którzy się takich rzeczy dopuszczają, królestwa Bożego nie odziedziczą.

Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. Przeciw takim [cnotom] nie ma Prawa. A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje z jego namiętnościami i pożądaniami. Mając życie od Ducha, do Ducha się też stosujmy. Nie szukajmy próżnej chwały, jedni drugich drażniąc i wzajemnie sobie zazdroszcząc.


RACHUNEK SUMIENIA .... pierwszy warunek dobrej spowiedzi

Trzeba sobie szczerze odpowiedzieć na pytania:

  • Jaki "azymut na moje życie" wybrałam/ wybrałem?
  • Kogo obwiniam za moje porażki?
  • Czy widzę również w sobie moją winę?

17 komentarzy:

  1. Obwinianie innych, to naprawdę ważny szczegół, na który często nie zwraca się uwagi, a dużo mówi o naszej sytuacji duchowej i psychicznej. Poza tym, takie przekonanie, że "to inni..." wywołuje naszą bezczynność i fałszywą bezradność. Bo to przecież "nie ja coś mogę czy powinnam".
    T.

    OdpowiedzUsuń
  2. Obwinianie innych pojawiło się zaraz po grzechu pierworodnym.

    - Adam obwinia Ewę, że podała mu zakazany owoc, jakby rozumu nie miał, ani wolnej woli.

    - Ewa nie powstrzymała swojej ciekawości i dała się wmanewrować w tok myślenia węża, który swoje wywody oparł na kłamstwie na temat woli Bożej względem pierwszej pary ludzkiej. O tym zechcę napisać kolejny post.

    - Dzisiaj też są tacy, co za wszystko obwiniają innych, a w sobie widzą jedynie "małe co nie co".

    Jestem właśnie po przeczytaniu kilku tekstów na jednym z blogów. Krótkie komentarze do Pisma świętego... fajnie się je czyta, ale jednostronność osądu nauki KK powala z nóg. I gdyby większość z nich była oparta na prawdzie to jeszcze bym jakoś przełknęła tę gorzką pigułkę; tym bardziej, że rzeczywistość grzechu nie jest obca ludziom KK. Wiele jednak wywodów świadczy o zwykłym braku rzetelnej wiedzy. I to mi się nie podoba.

    Jezus jasno powiedział: "Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni...".

    Staram się, ale trudno zatrzymać myśli, które tak naprawdę są zwykłą SAMOOBRONĄ PRZED DOŚWIADCZENIEM BOLESNEJ PRAWDY O STANIE MOJEJ DUSZY.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet nie zwróciłam uwagi na ten "drobny" szczegół biblijny :-)

    W większości oskarżeń "słyszę" jakiś fałszywy ton i to mnie do nich zniechęca. Chyba nie chodzi o samo wytykanie win KK, tylko właśnie o wytłumaczenie swojej... duchowej bierności lub przeciwnie - duchowej pychy.

    Bolesna prawda o stanie duszy, to z całą pewnością początek wolności. I odkrycie czym w istocie jest Boże Miłosierdzie :-)
    T.

    OdpowiedzUsuń
  4. Budujemy tysiące tez i wydaje nam się, że wszystkie łączymy łańcuchem spójnych myśli. Ta logiczność usypia naszą czujność i przestajemy zastanawiać się na jakim fundamencie zbudowaliśmy nasz "domek".

    Nie tak dawno Kasia zwróciła uwagę na to, że potrzeba nam wszystkim reedukacji w zakresie nauki KK. Ja również uważam, że jest to jedyny sposób, by odejść od plotek i utartych złych schematów.

    Niestety, one siedzą w nas bardzo głęboko. Pracowali nad nimi "fachowcy od manipulacji", którym droga Jezusa nie odpowiada. Bo to przecież nie łatwa sprawa obrać kierunek wytyczony przez Jezusa, o którym pisze tak pięknie św. Paweł w liście do Galatów.

    BOŻE MIŁOSIERDZIE...

    Pisałam na jego temat pracę magisterską. Oparłam się na zapisach w Dzienniczku Siostry Faustyny Kowalskiej. Bez próby zrozumienia tego przymiotu Bożego zrozumienie tajemnicy Sakramentu Pokuty jest po prostu niemożliwe.

    OdpowiedzUsuń
  5. Boga poznaje się na różne sposoby i wszystkie są ważne i się uzupełniają, choć trzeba uważać, aby nie zejść na manowce (dla mnie pomocą był i jest KK ze swoją bogatą tradycją i wiele mu w tym zakresie zawdzięczam).

    Nie jestem pewna, czy reedukacja, to dobry pomysł, bo jak ona miałaby wyglądać? Edukacja ustawiczna, to co innego ;-). Ale ta w Polsce jest szeroko dostępna. Gdy człowiek zaczyna szukać, jest zaskoczony licznymi możliwościami i różnorodnymi formami tejże.

    Czy możesz ujawnić, co uznajesz za swoje największe "odkrycie" wynikające z pisania Twojej pracy?
    T.

    OdpowiedzUsuń
  6. REEDUKACJA ...

    Czyli ponowna katecheza o podstawowych prawdach wiary, sakramentach, Kościele, Tradycji, Piśmie świętym. itp. Może posłuchać ją każdy bez względu na światopogląd. Jeżeli uzna, że ta nauka nie jest dla niego .. po prostu jej nie przyjme i pójdzie swoją drogą. A jak będzie uzasadniał swój wybór to może zrezygnuje z półprawd o KK. Bo ten brak podstawowej wiedzy jest powodem wielu niepotrzebnych dyskusji.

    WIARA RODZI SIĘ ZE SŁUCHANIA ...

    Staram się słuchać z uwagą każdego, kto chce ze mną rozmawiać o Bogu. Gdy czegoś nie rozumiem drążę temat, aż dojdę do FUNDAMENTU danego światopoglądu. Okazuje się bowiem, że dopiero w tym miejscu widać jasno różnicę w naszych poglądach.

    Kiedyś dzieci uczyły się wiary od swoich rodziców. W dzisiejszym świecie ten porządek rzeczy jest bardzo zachwiany. Przyczyn jest wiele ... nie będę się nimi dzisiaj zajmować, bo to temat rzeka. Fakt jednak pozostaje faktem i trzeba znaleźć właściwe wyjście, aby młody człowiek ŚWIADOMIE WYBIERAŁ AZYMUT NA SWOJE ŻYCIE.


    NOWA EWANGELIZACJA...

    Zgadzam się, że gdy człowiek zaczyna szukać może być zdumiony licznymi możliwościami poznania Boga.

    NAJWIĘKSZE ODKRYCIE ...

    To, co pierwsze przychodzi mi do głowy to doświadczenie bliskości Boga, który kocha miłością bezwarunkową każdego człowieka. I wszystko zrobi, by mógł on zakosztować Jego Miłosiernej Miłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I niby jakie to jest odkrycie? Powiedziano to już miliardy razy. Na mszach, kazaniach, katechezach. Napisano w książkach i artykułach.

      Usuń
    2. Usłyszeć, to nie to samo co DOŚWIADCZYĆ ...

      Usuń
    3. DROGA ŻYCIA DUCHOWEGO...

      Najkrótsza, bo licząca zaledwie 30 cm, a zarazem najtrudniejsza do przebycia jest droga z umysłu do serca.

      Człowiek zdobywa informacje, które może słyszeć miliardy razy na mszach, kazaniach i katechezach. Może przeczytać jeszcze więcej książek i artykułów. Na nic jednak zda mu się ta wiedza poznana umysłem, jeżeli dzięki łasce Miłosiernego Boga nie zostanie przetworzona na DOŚWIADCZENIE MIŁOŚCI BOGA DO CZŁOWIEKA.

      Bez tego doświadczenia człowiek jest jedynie WIEDZĄCY, a nie WIERZĄCY.

      Proponuję przeczytać Hymn o Milości z listu do Koryntian
      (1Kor 13); oto maleńki fragment:

      "Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
      a miłości bym nie miał,
      stałbym się jak miedź brzęcząca
      albo cymbał brzmiący.

      Gdybym też miał dar prorokowania
      i znał wszystkie tajemnice,
      i posiadał wszelką wiedzę,
      i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
      a miłości bym nie miał,
      byłbym niczym.

      MOJE ODKRYCIE ...

      Dzięki Jezusowi Miłosiernemu zapełniła się MOJA pustka, a MOJE życie nabrało całkowicie innego wymiaru, które pozwala mi brać MOJE problemy za rogi i je pokonywać pomimo trudu i cierpienia.

      Czy to mało?

      Usuń
    4. to po co studia?

      Usuń
    5. Może wydawać się to dziwne, ale poszłam na studia znając już temat mojej pracy magisterskiej. Moje doświadczenie spotkania z Jezusem Miłosiernym było tak mocne, że miałam potrzebę rozeznania się w tym, co mnie spotkało, a czego nie potrafiłam zdefiniować.

      Studiowałam na KUL - u teologię. Chłonęłam wiedzę o Piśmie Świętym, Tradycji KK. Poznawałam różne światopoglądy filozoficzne i rozczytywałam się w pismach Ojcow pustyni, Doktorów Kościoła i Mistyków. A w tle moich poszukiwań zawsze stał Jezus Miłosierny i Dzienniczek Siostry Faustyny Kowalskiej.

      Moje zdumienie wzrastało wraz z poznawaną wiedzą, bo to o czym pisała Siostra Faustyna miało odbicie w dziełach wielkich filozofow, mistyków. Jej prosty język był dla mnie pomocą w zrozumieniu Dobrej Nowiny przekazywanej przez całą historię zbawienia.

      Dzięki studiom utwierdziłam się w przekonaniu, że od początku dziejów ludzie zawsze szukali sposobu na zapełnienie PUSTKI w sobie. W każdym czasie byli też sceptycy i pasjonaci prawdy Bożej; były grzechy i nawrócenia ...Zmieniały się jedynie okoliczności ...

      Usuń
  7. Nie neguję wartości UMYSŁU i jego władzy poznawczej. Mówiąc o "kierunku myśli w stronę serca" chciałam zwrócić jedynie uwagę na to, że poznaną wiedzę można spożytkować w dwojaki sposób:

    1 - do budowania dobrych relacji między ludźmi i Bogiem
    2 - do rujnowania tych relacji

    1 - do budowania cywilizacji miłości
    2 - do budowania cywilizacji śmierci

    1 - do wzrastania w dobrym
    2 - do wzrastania w złym

    Chełpimy się często swoją ogromną wiedzą i zapominamy często, w jakim kierunku zmierzają nasze myśli...

    OdpowiedzUsuń
  8. Wypadłam na kilka dni z dyskusji i odpowiadam na komentarz z 25.03, 7:24.

    Reedukacja. Mozliwe, ze masz rację, ze to korzystne dla niektórych. U mnie sprawdził się inny system, czyli sięganie (zwykle trochę intuicyjne) po odpowiedzi na konkretne pytania pojawiające się na kokejnych etapach zycia. Co ciekawe, katechizmowe odpowiedzi byly mi znane wcześniej, ale wewnetrzne ich przyjęcie, czy też pełniejsze zrozumienie przychodzi wraz z kolejnymi doswiadczeniami.

    Sluchanie. Alicjo, czasem łatwo można przeoczyć fakt, że rozmówca nie chce być zrozumiany, bo nie porozumienie jest jego celem, lecz zamęt.

    Odkrycie. Takie doswiadczenie jest nie do wymazania :-)

    Pozdrawiam Cię.
    T.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jescze co do tego siegania po odpowiedzi (nie wyraziłam się jasno), chodzi o różne formy tej edukacji ustawicznej w KK :-)

      Usuń
    2. To ja, T. :-)

      Usuń
  9. Są tacy, którzy na samo słowo "EWANGELIZACJA" zamykają się całkowicie i od razu, jak z karabinu strzelają niezbyt chlubnymi przykładami z historii KK. Żaden argument o Bożym prowadzeniu, pomimo grzeszności i słabości człowieka do nich nie trafia. Gdy mają jeszcze przykre doświadczenia to ta "potrawka" jest po prostu dla nich nie do przełknięcia.

    REEDUKACJA ...

    Dotyczy przede wszystkim sfery poznawczej naszego umysłu, który ma zdolność odkrycia PRAWDY o istnieniu Boga i jego /przynajmniej niektórych/ przymiotów. To poznanie może doprowadzić człowieka do granicy wewnętrznego doświadczenia osobistego spotkania z Bogiem.

    I co się wtedy dzieje?

    Człowiek DOŚWIADCZA MIŁOŚCI BOGA. Nie umie jednak tego doświadczenia dokładnie zdefiniować i zaczyna na nowo szukać odpowiedzi na pytanie - kim naprawdę jest ta ISTOTA, krórą wcześniej starał się poznać na różnych ścieżkach swojego życia. W oparciu o swoje wewnętrzne doznanie weryfikuje swoje prawdy, które nie zawsze nimi były.

    Przyznanie się do błędu boli, więc nie dziwota, że będziemy walczyli o zachowanie swojego dobrego mniemania o sobie. Każdy z nas to przerabia, więc nie ma co się nad tym rozwodzić.

    Odniosę się jeszcze do dwóch stwierdzeń:

    "Słuchanie. Alicjo, czasem łatwo można przeoczyć fakt, że rozmówca nie chce być zrozumiany, bo nie porozumienie jest jego celem, lecz zamęt." Takie osoby mnie złoszczą.

    Myślę, że z tym zamętem jest różnie.

    Są tacy, którzy lubią po prostu ... mieszać. Są jednak też i tacy, których wewnętrzny "kompas" uległ złym polom magnetycznym i ich wskazówka kręci się w kółko jak zwariowana. Tym osobom bardzo współczuję i własnie im pragnę powiedzieć, że magnetyzm Jezusa Miłosiernego jest tak silny, że gdy zdecydują się nieco do niego zbliżyć doświadczą POKOJU, który da im upragnione uspokojenie.

    "Odkrycie. Takie doswiadczenie jest nie do wymazania :-)"

    MASZ RACJĘ ... NIE DO WYMAZANIA!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Reedukacja. Teraz chyba mogę się zgodzić. Możliwe, że obie pisałyśmy o tym samym/czymś podobnym.

    Słuchanie. To wielka sztuka odróżnić jednych od drugich i chciałabym osiągnąć w niej stopień zaawansowany ;-).
    T.

    OdpowiedzUsuń