poniedziałek, 27 lipca 2015

„OBOJĘTNOŚĆ” ... BOGA

Sekunda natchnienia z nieba ... 

Przyszła jak Anioł zwiastujący Dobrą Nowinę, że można być z Bogiem nie odczuwając Jego obecności we własnym sercu. Przyszła wczoraj wieczorem, gdy byłam całkowicie bezradna wobec doświadczenia Kasi. Dlatego napisałam do niej ...

"Nie mam odpowiedzi na pytanie, dlaczego są ludzie, którzy nie odczuwają łaski w swoim życiu. Myślę jednak, że niekoniecznie musi tu być jakaś wina człowieka. "





Jeśli kiedykolwiek będę świętą 
— na pewno będę świętą od «ciemności». 
Będę ciągle nieobecna w Niebie 
— aby zapalać światło tym, 
którzy są w ciemności na ziemi”.

(Matka Teresa z Kalkuty)


*** 

Polecam:


Józef Augustyn SJ - DUCHOWA OSCHŁOŚĆ MATKI TERESY
http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/zd_012009_oschlosc.html

*** 

fragmenty ...


U mnie w duszy ciemno...

„Proszę o modlitwę — bo wszystko we mnie jest ścięte lodem. — Tylko ta ślepa wiara pomaga mi przetrwać, bo w rzeczywistości wszystko jest dla mnie ciemnością. Najważniejsze jest, aby naszemu Panu przypadła cała radość — ja naprawdę się nie liczę” (Pisma, s. 223).

„Chcę powiedzieć coś Waszej Eminencji — ale nie wiem, jak to wyrazić. Gorąco pragnę — pełnym bólu pragnieniem bycia wszystkim dla Boga — być świętą w taki sposób, żeby Jezus mógł w pełni żyć swoim życiem we mnie. Im bardziej ja chcę Jego — tym mniej sama jestem chciana. — Chcę kochać Go tak, jak jeszcze nigdy dotąd nie byłam kochana — a mimo to trwa we mnie głębokie uczucie oddzielenia od Niego — ta straszna pustka, to poczucie nieobecności Boga. [...] Nie uskarżam się — chcę tylko przez cały czas iść razem z Chrystusem” (Pisma, s. 225).

„Bardzo proszę o modlitwę, żeby Bóg zechciał zabrać z mojej duszy tę ciemność chociaż na kilka dni. Bo czasami agonia tej udręki jest tak wielka, a jednocześnie tęsknota za Nieobecnym tak głęboka, że jedyną modlitwą, jaką jeszcze mogę wypowiadać, są słowa — Najświętsze Serca Jezusa, ufam Tobie — będę zaspokajać Twoje pragnienie dusz” (Pisma, s. 226).

„W mojej duszy tak wiele jest sprzeczności. — Tak dominująca tęsknota za Bogiem — tak dojmująca, że bolesna — nieustanne cierpienie — a mimo to jestem przez Boga niechciana — odrzucona — pusta — bez wiary — bez miłości bez zapału. — Dusze mnie nie pociągają. — Niebo nic nie znaczy — dla mnie wygląda jak puste miejsce — myśl o nim nic dla mnie nie znaczy, a mimo to ta dręcząca tęsknota za Bogiem. — Bardzo proszę o modlitwę, żebym wciąż się do Niego uśmiechała mimo wszystko. Bo jestem tylko Jego — więc On ma wszelkie prawa do mnie. Jestem całkowicie szczęśliwa, że jestem nikim nawet dla Boga” (Pisma, s. 232-233).

„Proszę Waszą Eminencję o modlitwę, żebym miała odwagę, by wciąż się uśmiechać do Jezusa. — Trochę rozumiem męki piekielne — bez Boga. Brakuje mi słów, by wyrazić to, co chcę powiedzieć, ale w miniony Pierwszy Piątek — świadomie ofiarowałam się Najświętszemu Sercu, że przetrwam nawet wieczność w tym straszliwym cierpieniu, jeżeli to da Mu teraz trochę więcej radości — albo miłość choćby jednej duszy. Chcę o tym porozmawiać, a mimo to się nie udaje — nie znajduję słów, by wyrazić głębię tej ciemności. Mimo tego wszystkiego jestem Jego maleńką — i kocham Go — nie za to, co daje, ale za to, co zabiera” (Pisma, s. 236).

„Bardzo proszę o modlitwę — tęsknota za Bogiem jest strasznie bolesna, a mimo to ciemność staje się coraz większa. Cóż za sprzeczność mam w duszy. — Ból, jaki mam w sobie, jest tak wielki — że naprawdę cały ten rozgłos i ludzkie gadanie nie wywołują we mnie żadnych odczuć. Niech Wasza Eminencja prosi Matkę Bożą, żeby była mi Matką w tych ciemnościach” (Pisma, s. 238).

„U mnie w duszy — nie potrafię Ojcu powiedzieć — jak tam ciemno, jak pełno bólu, jak strasznie. — Moje uczucia są takie zdradliwe. — Czuję, jakbym «odmawiała Bogu», a jednak największa i najtrudniejsza do zniesienia — jest ta straszliwa tęsknota za Bogiem. — Proszę o modlitwę, żebym nie okazała się Judaszem dla Jezusa w tej pełnej bólu ciemności. Czekałam na rozmowę z Ojcem. — Po prostu bardzo pragnę porozmawiać — i zdaje się, że tę zdolność On także mi zabrał. — Nie będę się uskarżać. — Przyjmuję Jego świętą Wolę tak, jak do mnie przychodzi” (Pisma, s. 333).

„Chciałam porozmawiać z Ojcem w Bombaju — ale nawet nie próbowałam nic zrobić, żeby to umożliwić. — Jeżeli piekło istnieje — to musi to być to. Jak strasznie jest być bez Boga — nie ma modlitwy — nie ma wiary — nie ma miłości. — Jedyne, co wciąż pozostaje — to przekonanie, że dzieło jest Jego — że Siostry i Bracia są Jego. — I uparcie się tego trzymam, jak tonący, który nie ma niczego innego, chwyta się brzytwy. — A jednak, Ojcze — mimo tego wszystkiego — chcę być Mu wierna — zużywać się dla Niego, kochać Go nie za to, co daje, ale za to, co zabiera — być do Jego dyspozycji. — Nie proszę Go, by zmienił swoje postępowanie wobec mnie czy swoje plany wobec mnie. — Proszę Go tylko, aby się mną posługiwał” (Pisma, s. 339).

„Niech mi Ojciec wybaczy, że prosiłam Ojca o przyjazd, a potem nic Ojcu nie powiedziałam. — To Ojcu pokazuje, jak strasznie pusta jest moja dusza. [...] Wiem, że to tylko uczucia — bo moja wola jest nierozerwalnie związana z Jezusem, a zatem z Siostrami i Ubogimi” (Pisma, s. 348-349).

„Obojętność” Boga — tęsknota Matki Teresy

/.../Wszystkie słowa pocieszenia i wszelkie rady, jakie dawali jej najbardziej wytrawni kierownicy duchowi, przyjmowała ze zrozumieniem i wdzięcznością, jednak nie przynosiły jej one większej wewnętrznej ulgi, ponieważ „dziwnie” do niej nie pasowały.

Ciemności duszy i oschłości wewnętrzne Matki Teresy nie dotykają jednak jej woli i miłości do Jezusa. Z jednej strony doświadcza chłodu, obojętności, obcość Boga i Jego miłości, ale z drugiej — wielkiej tęsknoty za Nim i gorącego pragnienia bezwarunkowego powierzenia się Mu i Jego miłości.

/.../ Ta właśnie przepaść między brakiem odczucia obecności Boga a jej tęsknotą za Nim stała się otchłanią, piekłem Matki Teresy.

Doświadczenie bycia porzuconą przez Boga i ból wewnętrzny nie oddalały jej od Niego. Wręcz przeciwnie. Nieustannie w szczerych rachunkach sumienia, w spowiedziach, w rozmowach z kierownikami duchowymi pytała siebie, czy ona sama nie jest przyczyną tych stanów. Mając świadomość bezinteresowności swojej służby dla Boga i ludzi oraz czystości sumienia, w chwilach cierpienia w bezradny sposób powierzała się Bogu, deklarując kolejny raz całkowitą przynależność tylko do Niego. Im bardziej czuła się wewnętrznie osamotniona, porzucona i niechciana przez Boga, tym głębiej doświadczała tęsknoty za Panem i pragnienia miłowania Go.

Do rangi symbolu urastają okoliczności śmierci Matki Teresy

Kiedy umierała 5 września 1997 roku w późnych godzinach wieczornych, otoczona miłością i życzliwością swoich sióstr, nagle na skutek awarii prądu cała Kalkuta pogrążyła się w ciemnościach. Tak odeszła do Pana ta, która choć sama przeżywała dręczące ją nocne ciemności duszy, „przyniosła całemu światu tak wiele światła” (por. Pisma, s. 447).


70 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasiu, wiem, że nie jesteś Matką Teresą. Nie mniej jednak przeżywasz niektóre z jej stanów duszy. Nie jest też prawdą, że nie miała ona wątpliwości co do istnienia Boga. Podałam ci jedynie kropelkę informacji na jej temat, więc nie wyciągaj pochopnych wniosków.

    Matka Teresa doświadczała wątpliwości i walk na tle wiary, które trwały prawie 50 lat, aż do końca jej życia. Podczas procesu beatyfikacyjnego jej postulator, ksiądz Brian Kolodiejchuk, zeznał że podczas swej "nocy duchowej" „w ogóle nie czuła obecności Boga”, „ani w swym sercu, ani w Eucharystii”.

    Matka Teresa wyrażała poważne wątpliwości co do istnienia Boga i cierpiała z powodu braku wiary. Pisała:

    "Gdzie jest moja wiara? Nawet głęboko... nie ma niczego prócz pustki i ciemności... Jeśli jest Bóg – niech mi wybaczy. Kiedy staram się wznieść moje myśli do Nieba, napotykam na tak wielką pustkę, że te myśli wracają jak ostre noże i ranią moją duszę... Jak wielki jest ten nieznany ból – nie mam wiary. Odraza, pustka, brak wiary, brak miłości, brak zapału... Po co ja pracuję? Jeśli nie ma Boga, nie ma i duszy. Więc jeśli nie ma duszy, Jezu, Ty też nie jesteś prawdziwy."

    Podałam ten przykład, abyś znalazła dla siebie cenne wskazówki, abyś nieco zrozumiała siebie; abyś wiedziała, że nie jesteś sama w tym, co przeżywasz. Poza tym ... nie za wszystko można siebie oskarżać ... nie wszystko jest czyjąś winą. Czasem warto o tym sobie przypominać.


    Dzięki Tobie uświadomiłam sobie fakt jak mało wiem o dojrzewaniu w wierze. Nie przeszkadza to jednak kochającemu Bogu, który z dobrą radą przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie. I za to bardzo Ci dziękuję, że dzięki Tobie odkryłam jeszcze coś całkiem nowego.

    Czy to nie jest ŁASKA, którą nam Bóg podarował dla naszego zbawienia?

    BÓG JEST MIŁOŚCIĄ, JEMU ZAUFAŁAM!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. Kto urodził się 26 sierpnia Matka Teresa
    CZY TO TEŻ PRZYPADEK?

    Pracowity, marzycielski, chętnie opiekuje się słabszymi.

    Wyróżnia się swą niezwykłą wrażliwością oraz właściwościami mediumicznymi, a jego niezwykła intuicja graniczy z jasnowidzeniem. Jest to człowiek bardzo inteligentny i zręczny; cechuje go odwaga i zimna krew. Chętnie opiekuje się słabszymi i pomaga potrzebującym.

    Usposobienie jego jest marzycielskie, a cele życiowe niezwykłe. Chociaż dąży do uduchowienia – jego pogląd na życie jest materialistyczny. Może okazywać zdolności literackie i dziennikarskie. W pracy swej jest bardzo płodny – tworzy obficie. Pracowity, dobrze orientuje się w prawach przyrody, interesuje się nauką, zwłaszcza chemią i lubi wszelkie doświadczenia i eksperymenty.

    Umysł jego jest niezwykle czynny i przewidujący, co zapewnia mu obfite żniwo jego wysiłków życiowych. Mądry, przezorny – obejmuje umysłem szerokie horyzonty. Ma specjalne zdolności do rachunków, a także w kierunku handlowym i w tej dziedzinie może liczyć na powodzenie. Chociaż jego usposobienie jest nieraz dość bierne, zamknięte w sobie, jest jednak szczery, otwarty i prawy w swych czynach.

    Wady tych urodzin to zbytni egoizm i nadmiernie rozwinięta skłonność do krytykowania innych. Interesując się nadmiernie szczegółami – tak urodzony człowiek nieraz się rozprasza i nie obejmuje w dostatecznym stopniu całości.

    Gorliwy i pilny w swych przedsięwzięciach – zawsze jest pełen nadziei i dobrej myśli. A jednak w życiu będzie narażony na ciężkie przejścia. Jednakże w końcu jego zamiary mogą się zrealizować pomyślnie i przynieść pomyślne rezultaty – jako skutki pracy wytrwałej. Jego śmierć może nastąpić za granicą.

    Autor: Jan Starża Dzierżbicki

    Opis pochodzi z reprintu książki Jana Starży – Dzierżbickiego Pod jaką gwiazdą urodziłeś się – horoskopy na każdy dzień roku, Warszawa 1938 r.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HOROSKOPY ...

      Demony mają większą wiedzę od nas. Chętnie się z nami nią dzielą, aby stworzyć iluzję prawdomówności, nie wchodzę w to.

      Poza tym o każdym z nas można coś podobnego powiedzieć kładąc nacisk raz na jedną cechę, innym razem na drugą ... i tak w koło Macieja.

      Usuń
  4. Witaj Kasiu

    Chyba nic tu po moich staraniach. Cokolwiek powiem, to i tak uznasz, że to nie jest Twoim udziałem. Nie wiem co robić. Tylko modlić się będę częściej, bo jakoś coraz bliższa memu sercu jesteś.

    Doświadczenie Matki Teresy daje mi wiele do myślenia. 50 lat jej serce było zamknięte ... tylko na co?

    ... bo przecież nie na łaskę, którą rozdawała tak obficie innym
    ... bo przecież nie na miłość, którą okazywała najuboższym
    ... bo przecież nie na Boga, którego obraz niosła w sobie

    No cóż, nie jest to obraz z jasną twarzą Mesjasza. Z obrzydzenia zakrywa się przed Nim twarz... mąż boleści ... wzgardzony ... odepchnięty od ludzi ...

    Wielka to tajemnica.

    ***

    z IV Pieśni o Słudze Jahwe z Izajasza:

    "/.../ Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał. Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Czasem potrzeba cudu, inaczej nic się nie zmieni, ale cud to towar deficytowy i tylko dla VIP-ów..."

      Kasiu ... Chyba mamy inne definicje określające VIP - ów. I chyba troszkę się pogubiłam w tym, co piszesz. Nie bardzo wiem o jakim cudzie myślisz. Pragnienia Twoje raczej są jasne, ale czy bez dążenia do świętości możliwe do osiągnięcia?

      KALKUTA ...

      Jest w każdym zakamarku naszej przestrzeni. Nie potrzeba jechać do Indii.

      Miłość umiera ...
      Chyba potrzebuje przytułku
      By się nad nią ktoś pochylił
      Brakuje już łez
      Dobre słowo zamilkło
      Jest głucha cisza!!!
      ...
      Może w niej odnajdę spokój?

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Kasiu

      Nie mogę się zgodzić z tym stwierdzeniem: "Są tacy, którzy otrzymują wiele i tacy, co nic...". Chyba, że masz na myśli jedynie ludzi, którzy różnymi zarządcami miłości się okazują. Na nich rzeczywiście bym nie postawiła ostatniej karty; są za słabi w miłowaniu ...

      COŚ... OD BOGA (Mt 25,14-30)

      Jeden sługa dostaje 5 talentów, drugi - 3, a trzeci tylko - 1. Wszyscy jednak "coś" dostali i mieli tym "czymś" zarządzać, pomnażać itd.

      NIC ... OD CZŁOWIEKA

      To "nic" wyszło od sługi, który nie zrobił żadnego kroku do przodu, by z tym "czymś" cokolwiek zrobić. Zamiast zakasać rękawy wolał powierzyć się innym ludziom; bankowi, który patrzy jedynie na swoje zyski.

      DĄŻENIE DO ŚWIĘTOŚCI ...

      Chyba znowu rozmijamy się w rozumieniu tego zagadnienia.
      To nie aureole i zaszczyty. To nie żadne uprzywilejowanie. Dla mnie jest to zawierzenie Bogu, który usłyszał ludzkie wołanie:

      "Ludzkimi siłami nie dam rady zrobić z tym nic, dlatego mówię, że potrzebny jest cud."

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    5. Ty nie masz wpływu - fakt. Dla Boga jednak nie ma rzeczy niemożliwych. On potrafi wyprowadzić człowieka z otchłani, ale ... na miłość Boską ... siłą On tego nie zrobi!!!

      Potrzebuje Twojego przyzwolenia, choćby cienia woli, choćby mrugnięcia powiekami, gdy usta zamilkły. Jemu nie przeszkadzają Twoje słabości, brak wiary itd.

      Jedyną przeszkodą jest Twoja WOLNA WOLA. Nie złamie On tego daru ... woli sam się dać zabić ... ile razy muszę Ci o tym przypominać?

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  6. Kasiu ... nie wiem, czy puszczę ten post, bo się boję, że mnie źle zrozumiesz i odwrócisz się na dobre od Boga, który Cie kocha za darmo. Niech jednak Jego łaska nas prowadzi i wszystko, co nieświadomie źle uczynię przemieni na dobro, które będzie Twoim udziałem, amen

    Prosisz latami, dajesz Mu pozwolenie latami ... to prawda. Lecz z tego, co ja widzę to nie przyjmujesz Jego Miłości w takim wydaniu, w jakim On pragnie Ci ją dać. Wolisz siedzieć na bagażu swoich życiowych doświadczeń i trzymać się ich kurczowo zamiast je oddać w ręce dobrego i miłosiernego Boga. On przecież po to przyszedł na ziemię, by razem z Tobą nieść twoje cierpienie. Lecz Ty masz inną wizję Jego pomocy ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  7. Źle mnie zrozumiałaś Kasiu. Nic złego nie jest w proszeniu. Nie tylko masz prawo ... masz coś więcej ... masz Adresata twojej prośby bardzo blisko siebie. I jeżeli się smucę, to właśnie tym, że wołając do Niego nie otwierasz rąk, by Cię złapał i wziął na ręce jak dziecko, które się boi ciemności. Kulisz się w kłębek; jakbyś chciała schować przed Nim swój cierń, który przebija Twoje i Jego serce.

    Uwierzyłaś kłamstwu. Napisałaś - "Poddam się woli Bożej", czyli całkowitej rezygnacji". Kiedyś i mnie tym kłamstwem faszerował demon. Bardzo długo nie mogłam sobie prostej rzeczy uświadomić, że ...

    PODDANIE SIĘ WOLI BOGA NIE JEST RÓWNOZNACZNE Z REZYGNACJĄ Z WOLNOŚCI, CZY TEŻ WEGETACJĄ

    Na szczęście mnie się udało wyrwać z tego sposobu spojrzenia na Boga, że On cokolwiek zabiera z mojego jestestwa. Wręcz odwrotnie! Doświadczyłam, że moje JA się uwalnia od ciężarów, które to JA dusi i uśmierca. Dużo by mówić na ten temat. Powiesz, że to moje doświadczenie wiary i będziesz miała rację. Ale On po to przyszedł na ziemię, aby każdego z nas nas wyzwolić od naszych niewoli. A to, że jesteś w niewoli własnej historii życia i nie możesz się od niej uwolnić na dobre to dla mnie jest oczywiste.

    "Uwielbiać Go, to znaczy kłamać Mu, że bardzo się cieszę, że mnie tak wspaniale urządził?"

    Kto Cię tak urządził??? JEZUS??? ... czy Ty słyszysz to kolejne kłamstwo, w które wierzysz tak mocno?

    Jezus jasno powiedział: PROŚCIE, A OTRZYMACIE. Proszę więc mocno o właściwe rozeznanie dla Ciebie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Służę ramieniem ... choć i mi dzisiaj jakoś łzy lecą z oczu ... może to pogoda tak wpływa, albo jeszcze co innego. Tak czy siak... będę czekać cierpliwie. Z Bogiem

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dzisiaj jestem zmęczona, więc do usłyszenia jutro. Chcę tylko Cię uspokoić. Nie odczytuję Twych słów jako zaczepki, spokojnej nocy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  11. Kasiu

    Usiadłam do swojej pracy konkursowej. Mam nadzieję, że jeszcze nie wziełaś się za nią na dobre. Patrząc z perspektywy widzę ile potrzebuje ona korekty. Tak to jest jak się coś robi bez dystansu choćby czasowego. Gdy ją poprawię prześlę w nowej wersji. Mam nadzieję, ze nie naraziłam Ciebie na niepotrzebny wysiłek.

    Powinnam napisać to w mailu, ale postanowiłam tutaj. Bo nasze życie podobne jest trochę do pisania książki. Kiedyś usłyszałam powiedzenie, że jedynie Bóg potrafi pisać prosto nawet na najbardziej zakręconych liniach ludzkiego losu. Nam zaś przypadło w udziale stawiać literki w różnych kierunkach. Stąd raz jesteśmy pod wozem, raz na wozie. Gdy jesteśmy poobijani trudno się czasem połapać w tym wszystkim. Nigdy jednak nie jest tak, że nasze miejsce na wozie jest zajęte. Ono zawsze na nas czeka !

    Nadal twierdzę, że:

    "PODDANIE SIĘ WOLI BOGA NIE JEST RÓWNOZNACZNE Z REZYGNACJĄ Z WOLNOŚCI, CZY TEŻ WEGETACJĄ".

    Nie będę jednak Ciebie przekonywać. To zdanie stanie się prawdziwe dopiero wtedy, gdy popatrzysz całościowo na swoje życie, a nie tylko na jego bolesny wycinek. Do tego jednak potrzeba czasu, cierpliwości, właściwego dystansu, uspokojenia emocji, dobrych doświadczeń, nowych przyjaciół ... i WIARY.

    Trzymaj się, jestem przy Tobie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  12. Kasiu

    Wyjdź Jezusowi na przeciw jak Marta z Ewangelii. Wyjdź z rozpaczy ku nadziei.Od śmierci do życia ... od rezygnacji do nadziei... ten odcinek drogi jeszcze przed Tobą. Potem zobaczysz cud, na który czekasz.

    "Jej serce wyraża ból, który wypowiada w formie skargi, niezadowolenia, zawiedzenia się. W ten sposób wyjaśnia, że oczekiwano na Niego, a nie przyszedł; spodziewano się, lecz ich oczekiwania nie zostały spełnione."

    Ten fragment niech Cię zachęci do przeczytania rozważania na dzisiejszy dzień.

    http://pierzchalski.ecclesia.org.pl/index.php?page=00&id=00-03

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  13. A czy zrobiłaś krok dalej i pozwoliłaś Mu wejść do swojej ciemności ufając Mu, że chociaż Go nie widzisz to On tam jest? Czy też wykrzyczałaś jedynie swój ból?

    "Jedno zdanie wskazuje na rezygnację, na to, co było. Drugie zdanie jest nadzieją, oczekiwaniem na to, co się stanie". - zwróć na ten fragment rozważania uwagę. Pierwsze zdanie za Tobą. Czas więc na to drugie ...

    Oczekuj więc z NADZIEJĄ NA TO, CO SIĘ STANIE i nie rezygnuj za szybko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  14. 20 lat z perspektywy człowieka to wieczność. Z perspektywy wieczności to chwila.

    ***

    wiersz ks. Twardowskiego:

    Jakby go nie było

    Tak w Pana Boga naprawdę uwierzył
    że mógł się modlić jakby Go nie było
    i widzieć smutek ogromny na polu
    pszenicę która nie zakwitła w czerwcu
    i same tylko niewierzące dzieci
    jakby Pan Jezus nie rodził się zimą
    i nawet serce ludziom niepotrzebne
    bo krew wariatka gdzie indziej pobiegła

    wierzyć - to znaczy nawet się nie pytać
    jak długo jeszcze mamy iść po ciemku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  15. Kasiu

    Proponuję więc spacer na łono natury. Potem ciasteczko i herbatkę z dodatkiem melisy. Nie zawsze musi być poważnie. Trudniejsze rozmowy niech poczekają na lepszy czas ... gdy pociąg emocji nieco spowilni swój bieg.

    ***

    O świętych nieco inaczej .. :)


    O świętej Teresie z Avila.

    Gdy któraś z sióstr przychodziła i zwierzała się z niezwykłych przeżyć mistycznych, Matka słuchała cierpliwie (a znała się na tym), potem mówiła: - Siostro, chwyć za miotłę i pozamiataj podwórko, może ci przejdzie.

    ***

    Nam ta miotła też się przyda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  16. To tym bardziej zostaw na jakąś chwilę to wszystko i zaczerpnij świeżego powietrza. Nabierzesz wówczas dystansu do wielu spraw. Ty tego czasu potrzebujesz bardziej od porządków w domu. Nie pozwól się zapętlić ... Porządek jest ważny, ale nie najważniejszy. Sama tak robię. Jeszcze czasami walczę z poczuciem winy za bałagan, ale coraz mniej ma mnie on w niewoli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  17. Nic tu po moich radach, ale może modlitwa się przyda...Dziś w czwartek przez wstawiennictwo św. Charbela. Wanda

    OdpowiedzUsuń
  18. Dzięki za modlitwę. Mnie też ona się przyda. Św. Charbel jest niezwykłym świętym, też wzdychnę do niego ... pozdr. alicja

    OdpowiedzUsuń
  19. RADOŚĆ W PANU JEST MOJĄ MOCĄ!!!

    ***

    Przychodzi baba do nieba. Zatrzymuje ją św. Piotr.

    - Przepraszam, a Pani dokąd?
    - Do nieba - pada wyraźna odpowiedź.
    - Zaraz, zaraz. To nie takie proste. Wcześniej trzeba przejść mały teścik. Trzeba uzbierać 4000 punktów.

    - No dobrze - już mniej pewnie
    - Proszę opowiedzieć coś o swoim życiu.
    - Codziennie odmawiałam różaniec...
    - No dobrze, pół punktu...
    - Ile?????????????????!!!
    - Pół punktu, dobrze Pani słyszy!
    - Czytałam magazyny katolickie...
    - Pół punktu
    - Chodziłam w tygodniu na msze...
    - Jeden punkt.

    Po godzinie baba zgromadziła 25 punktów.

    - No cóż, przykro mi. Nie zmieściła się Pani w limicie, oznajmia św. Piotr.

    - Jezu, ratuj!!!!!!!!!!!!!!!!! - woła zdesperowana kobieta.

    - Brawo! Cztery tysiące punktów!!! Tędy proszę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Kasiu, może i pół punktu, ale ja lubię modlić się na różańcu. Mam wrażenie, że trzymam wtedy Maryję za rękę, a Ona mnie prowadzi przez swoje tajemnice. A ten jednostajny rytm słów ma bardzo wyciszające właściwości ... wypycha z głowy złe myśli ... warto więc spróbować ... mimo tak niskiej punktacji :)

      Usuń
    3. A to na dobranoc ...

      MODLITEWNY ALFABET

      Ubogi farmer wracając późnym wieczorem z rynku do domu, znalazł się na drodze bez swojego modlitewnika. Koła jego wozu odpadły w samym środku lasu, więc zmartwił się, że dzień ten będzie musiał upłynąć bez odmówienia przez niego modlitwy.

      Ułożył więc następującą: "Panie, uczyniłem coś bardzo głupiego. Opuściłem dom dziś rano bez mojego modlitewnika, a pamięć zawodzi mnie tak często, że nie mogę bez niego odmówić ani jednej modlitwy. Postanowiłem więc, że pięć razy wolno wyrecytuję alfabet, a Ty, który znasz wszystkie modlitwy poskładasz razem litery alfabetu, aby stworzyły modlitwę, której słów nie pamiętam."

      I rzekł Pan do swoich aniołów: "Ze wszystkich modlitw, które dzisiaj usłyszałem, ta jedna była niewątpliwie najlepsza, ponieważ płynęła z prostego i szczerego serca".

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    5. Mnie nauczyła modlić się na różańcu moja Babcia. Każdą wolną chwilę wykorzystywała na tę modlitwę. Przebierała paciorki trzymając mnie na kolanach, głaskając po głowie. A ja czerpałam od niej coś pięknego, czego kiedyś nie umiałam nazwać. Dzisiaj wiem, że zanurzała się ze mną w nurcie modlitwy. Była oceanem pokoju mimo, że życie jej nie oszczędzało. Czekała na mnie ze swoją śmiercią. Być może to dziwnie brzmi, ale tak różne fakty się układały, że jestem tego pewna. Umierała bardzo świadomie 18 grudnia 1982 roku. Gdy zapytałam ją, czy się boi cichym szeptem odpowiedziała, że nie .. bo Matka Boża już na nia czeka.

      PS

      Masz rację, podczas różańca umysł się wyłącza i tak ma być. Włączyć się ma jednak serce, by "tym samochodem" można było dojechać do nieba.

      Takie porównanie mi przyszło do glowy, bo moi młodzi właśnie naprawiali samochód. Zepsuł się przełącznik na gaz ... i pomimo paliwa w baku nie mogli ruszyć z miejsca :)

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    7. Kasiu, piszesz ...

      "Niebezpiecznie jest poruszać te struny, rozstrajam się do samego spodu".

      Gram na gitarze i skrzypcach. I uwierz mi ... bez rozstrojenia na dobre strun nie potrafię ich ponownie nastroić. Gdy są tylko lekko rozstrojone nie wyłapuję zbytnio różnicy w dźwiękach i potem gram na rozstrojonych instrumentach i się wściekam.

      A co do modlitwy ...

      Na początek polecam przeczytać:

      http://ps-po.pl/2015/07/23/metoda-swietej-modlitwy-i-uwagi-cz-1/?utm_source=feedburner&utm_medium=email&utm_campaign=Feed%3A+benedyktyni%2FKnAO+%28PSPO+%7C+Centrum+Duchowo%C5%9Bci+Benedykty%C5%84skiej%29

      Modlitwy trzeba się nauczyć jak każdej umiejętności. Moja Natusia ma 15 miesięcy i próbuje naśladować mowę ludzką. Jest przy tym tak zabawna, że łzy ze śmiechu lecą mi po policzkach strugami. Wojtek, który ma 7 miesięcy próbuje ją naśladować i wtedy mam niezły ubaw.

      Ktoś z zewnątrz powie, że to nie mowa ludzka tylko bełkot niezrozumiałych słów, dźwięków i melodii. I zapewne ma rację ... bo do pięknej mowy się dojrzewa. Do pięknej modlitwy również.

      Usuń
    8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    9. Koronkę odmawiam z mężem prawie codziennie i dlatego chyba jeszcze się trzymamy ... dużo by mówić ...

      Są też rekolekcje w ciszy (ignacjańskie) ... tam mogłabyś spróbować nauczyć się modlitwy;

      http://www.rekolekcje-jezuici.pl/

      możesz skorzystać z porad:

      http://e-dr.jezuici.pl/jak-samodzielnie-przygotowa-wprowadzenie-do-modlitwy/

      Usuń
    10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    12. Nic straconego ...

      Zamień swoje mieszkanie na domowy Kościół. Bo gdzie dwaj, lub trzej są zgromadzeni w imię Jezusa - ON TAM JEST.

      Organisty nie musisz zatrudniać; psalmy i pieśni chwały możesz śpiewać sama. Lekturę Pisma świętego do ręki ... i jesteś jak w domu ... Boga.

      Usuń
    13. ... no i z tą "świnią" to lekka przesada ... dziecina Boża brzmi znacznie lepiej :)

      Usuń
    14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    15. Kasiu ...

      "W naczynie gliniane, kruche i często poobijane Bóg wlewa swoją łaskę". Mówiąc o domowym Kościele miałam na myśli jego duszę, a nie lokalizację.

      Patrząc na świątynie, ich architekturę itd. można czasem ulec złudzeniu, że jest odwrotnie. Nie chcę przez to podważyć ich znaczenia. Bo przecież w nich odprawiana jest msza św., w tabernakuluum ukryty jest Jezus eucharystyczny. Nie bez znaczenia jest fakt, że miejsce to jest o wiele bardziej omodlone niż nasze domy. Mam jednak za sobą pewne doświadczenie, które pokazuje mi jasno, że mury świątyni to nie Kościół. o którym tu rozprawiamy.

      Gdy byłam we Włoszech w ramach programu Comenius zaproszono nas do pięknej barokowej świątyni na warsztaty. Była bardzo podobna do mojego poprzedniego kościoła parafialnego. Gdy zobaczyłam, jak pewna paniusia siada przy ołtarzu jak przy stole barmana nie wytrzymałam. Wzięłam gitarę i po polsku zaśpiewałam psalm chwalący Boga w jego świątyni. Zrozumiały mnie tylko nasze panie ... inni potraktowali mój wyczyn jako dzielenie się własnym doświadczeniem muzycznym /program był związany z edukacją muzyczną/ i za ten "spontaniczny koncert" otrzymałam gromkie brawa. A była tam licznie zgromadzona liczna młodzież włoska i przedstawiciele 5 państw z projektu. /z Turcji, Włoch, Walii, Rumunii i Polski/.

      Mam zdjęcia z tego wydarzenia ... nie ukrywam ... poniosło mnie zdrowo. Paradoks jednak w tym, że dzięki temu spotkaniu na trwałe wyryła się w mym sercu prawda ...

      ŻE KOŚCIÓŁ JEST TAM, GDZIE JEST CHRYSTUS!!!

      Usuń
    16. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  20. Jezu ratuj, autorkę bloga, komentujących i czytelników ! Woła jedna z czytających. Wanda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  21. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  23. No cóż ...

    Wandzia też się modli ... i wielu innych, których proszę o wsparcie. Na tym polega wspólnotowość Kościoła. Myślę, że dużo modlitwy płynie z samego nieba. Siostra Judytka zapewne już o to zadbała łącząc nas w relacji, która dla wielu jest postrzegana jako nienormalna.

    Pamiętasz Czarną owieczkę ... i jej podobne osoby, które mnie wyautowały. Nie wiedzieć czemu są mi nadal bliskie i nie zapominam o nich w modlitwie. Chociaż tyle mogę zrobić dla relacji, której na razie nie ma ,,, i może wcale jej nie być. Są osobami wolnymi i chcę to uszanować.

    Tak naprawdę to możesz pogratulować sobie. Wiele już zrobiłaś kroków, na które nie wiem, czy ja bym się zdobyła. Dzięki Tobie sama się nawracam ... i nie mówię tego, by schlebiać komukolwiek. Po prostu tak to czuję i mam wielką wdzięczność wobec Pana Boga, że nas spotkał.

    Nie możemy jednak stanąć w miejscu! Do końca życia będziemy między młotem, a kowadłem; między łaską, a pokusą; między niebem, a ziemią; między nadzieją, a zwątpieniem ... światłem, a ciemnością.

    Dzięki Bogu są jednak takie chwile, w których jasno widać kierunek ku Miłości. Pilnujmy się więc nawzajem, aby go nie stracić z oczu.

    TRZY WARIANTY ... myślę, że wszystkie są możlwe i mogą wzajemnie się przeplatać ... łącznie z tym czwartym :)

    W Dziejach Apostolskich też pisano o Apostołach, którzy się radowali w Panu,że;

    - albo postradali zmysły
    - albo się upili ...

    To piąty wariant. Ciekawa ile ich jeszcze odkryjemy idąc dalej tą drogą? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem wrażliwa na ludzką niewiarę, bo ten problem dotyczy również moich bliskich, więc na co dzień kieruję do Ducha Świętego modlitwy, by działał w sercach i umysłach ludzi, którzy odeszli od Boga, którzy lekceważą Sakramenty Święte, którzy nie mają czasu dla Boga, którzy z jakiegoś powodu stracili wiarę. Ja mam łaskę wiary, mam ufność w Boże miłosierdzie, mam czas na modlitwę, na Adorację Najświętszego Sakramentu, na codzienną Eucharystię, na spotkania Wspólnotowe, na uwielbienie Naszego Pana i Boga. Modlitwą Zanurzenia we Krwi Chrystusa powierzam wszystkie osoby i ich sprawy każdego dnia a więc od kiedy śledzę Twój dialog z Kasią, Was również zawierzam :-).
      http://www.siostrymisjonarki.pl/modlitwy/modlitwa-zanurzenia-we-krwi-chrystusa.html
      Ps. Nie wiem czy pisałam Ci Alicjo, że siostra Judyta jest mi bliska, bo była Pallotynką tak jak moja rodzona. Pozdrawiam Was serdecznie. Wanda

      Usuń
  24. A to ci niespodzianka !!!

    Wandziu ... Zaintrygowała mnie Twoja osoba, Jeżeli więc możesz napisz coś o sobie, by się bardziej poznać, byłoby miło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że powiedziałam aż za dużo :), więc na tym chcę pozostać. Wanda.

      Usuń
    2. Ok :)

      Gdy podesłałaś link do sióstr misjonarek przypomniało mi się, że moja ś.p. mama należała do wspólnoty Krwi Chrystusa. Jej modlitewnik i różaniec stoi u mnie na półce. Nie poszłam w tym kierunku, co nie znaczy, że nie szanuję tej duchowości. Za twoją namową otworzyłam stronkę i ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam ile "poszło do przodu".

      Miasteczko żyjące na wzór pierwszych wspólnot chrześcijańskich ...

      Zawsze bliska mi była jego idea. Nie wiedziałam, że i Wspólnota Krwi Chrystusa nią żyje. Do tej pory wiedziałam o Mariapoli - miasteczkach organizowanych w ruchu Fokolare.

      Gdy przenosiłam się na wioskę, zawsze to marzenie było gdzieś w tle. Kilku znajomych poszło w nasze ślady, ale o wspólnocie jednego Ducha nie ma mowy ... jak na razie. Wszystko się gdzieś rozmyło, acz kolwiek spotykamy się ze sobą i staramy się żyć po bożemu. Jak dzieci były małe spotykaliśmy się każdej soboty u nas w domu na modlitwie i skromnej agapie. Wtedy wszystko wydawało się możliwe i osiągalne. Dzisiaj wiele spraw przygniotło nas do ziemi i ustawiło do parteru ... Dalej wierzę, że Bóg jest wierny i nie nadarmo daje pragnienia, ale człowiek coraz słabszy...

      Pobudziłaś moje dawne pragnienia ... i zasmuciłam się trochę, że tak mało z nich dzisiaj zostało ... prawie ruina ...

      Usuń
    3. Ja zaś nie wiedziałam o Marioli, więc sobie poczytałam co nie co. A odwiedziłaś Alicjo Erem Maryi "Brama Nieba" ? Ja korzystam z codziennego błogosławieństwa Eremity, Najświętszym Sakramentem o godzinie 22:30 z kaplicy Eremu w swoim domu. Nigdy nie byłam w Miasteczku Krwi Chrystusa a teraz jestem już za stara na podróże, więc łącze się duchowo. Niech Bóg będzie uwielbiony w każdej Wspólnocie i w każdym sercu człowieka. Dobranoc. Wanda

      Usuń
    4. BŁĘDY ...

      Ortografia u mnie zaszwankowała ...acz kolwiek - to aczkolwiek, nie nadarmo - to ... nie na darmo. Niby nic, a jednak w oko kole. Zatem przepraszam czytających.

      Miasteczko z ruchu Fokolare to Mariapoli, a nie Marioli ... to tak na marginesie, aby łatwiej było znaleźć w necie informacje. Erem Maryi odwiedziłam kilkakrotnie. Muszę jednak nieco spasować z komputerem, bo siada mi wzrok. Więc staram się ograniczać, choć nie jest to takie proste.

      ŁĄCZNOŚĆ DUCHOWA ...

      Na szczęście pozostaje jeszcze duchowa łączność i z niej korzystam bardzo często wieczorami, gdy cisza zagląda do okien. Dobrze, że o niej wspomniałaś Wandziu. Jest równie ważna jak ta fizyczna. DZIĘKI NIEJ MOŻEMY BYĆ RAZEM POMIMO ODLEGŁOŚCI JAKA NAS DZIELI.

      To kolejna tajemnica , której należałoby się pokłonić. Troszeczkę jej już kosztujemy, ale można się bliżej przyjrzeć. Może to jest sposób na samotność Kasi, albo mój smutek z niezrealizowanych marzeń, albo ...

      WSPÓLNOTA DUCHOWA ...

      Rzucam tylko temat do przemyśleń.

      "Niech Bóg będzie uwielbiony w każdej Wspólnocie i w każdym sercu człowieka"... Amen

      Usuń
    5. Co do błędów przepraszam ja również, "co nie co"- winno być" co nieco" a ta Mariola, to już zupełny szok ;-), oczywiście że poczytałam nie o Marioli a o Mariapoli.
      Tak, dla Boga nie ma czasu, ni przestrzeni i to jest wspaniałe, że myśl człowieka sięga nieba a Bóg dotyka naszych serc na różne sposoby tak realnie, tak namacalnie, że aż niewiarygodnie. Błogosławionego dnia! Wanda

      Usuń
    6. "Tak, dla Boga nie ma czasu, ni przestrzeni i to jest wspaniałe"

      Cieszy fakt, że w tej przestrzeni człowiek nie poddaje się nieuniknionym procesom starzenia, bo jego umysł skierowany jest całkiem w innym kierunku :)

      Starość odbiera siły fizyczne, psychiczne, emocjonalne ... Jestem w wieku, w którym chyba najtrudniej zaakceptować tę bezsilność. Może się jednak mylę. Nie mniej jednak pamięć o sile, która miała moc przenosić góry jeszcze zbyt mocna jest we mnie, by zgodziła się z pokorą na przyjęcie prawdy o przemijalności natury. Muszę więc mobilizować się częściej, by przechodzić na inny tryb myślenia. A wszystko po to, aby uśmiech nie schodził z twarzy.

      Mój ś.p. przyjaciel Piotr, gdy choroba zmogła go na dobre prosił o lustro, by się do niego uśmiechać. Gdy pytano, go - dlaczego tak robi odpowiadał z humorem, że musi popracować nad zmarszczkami, aby układały się do uśmiechu, a nie do grymasu. :)

      Dzięki Wam jest mi o wiele łatwiej, dziękuję :)

      Usuń
  25. Proszę Was o modlitwę za półtorarocznego Sebastianka, którego nie mogą zdiagnozować lekarze od jego narodzin. Ma bardzo niską hemoglobinę, która przez miesiąc spadła z 12 - do 7 jednostek. Przed nim tomograf i szereg badań, na które jest bardzo słaby. Prawdopodobnie czeka go transfuzja krwi. Jego rodzicom i lekarzom też przydałaby się pomoc z nieba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Włączam Sebastianka do swoich modlitw. Modlitwą obejmuję rodziców i personel medyczny. Wanda

      Usuń
  26. Sebastianek znowu traci krew!!! Wieczorem transfuzja. A najgorsze jest to, że w kale pojawiła się żywa krew. JEZU RATUJ!!!

    OdpowiedzUsuń
  27. Jezu ratuj! „O Boże, spraw, proszę, by znowu stała się zdrowa”. To słowa Mojżesza z dzisiejszego Czytania, więc powtarzam tą modlitwę za Mojżeszem, którą Bóg wysłuchał. O Boże spraw, proszę, by Sebastian stał się zdrowy.

    OdpowiedzUsuń