poniedziałek, 13 lipca 2015

ŚWIADECTWO

Przyszedł czas na świadectwo z życia ...




Życie to tajemnica szczęścia spleciona z tajemnicą cierpienia...

Niespełnione pragnienia macierzyństwa znam "od podszewki". Moja córka wiele lat cierpiała z powodu niepłodności. Patrząc na nią leciały mi łzy jak grochy. Też jej proponowano in vitro. Miałyśmy więc czas na to, by spojrzeć na ten preceder z każdej strony. Pokusa "posiadania dziecka za wszelką cenę" była wielka; proporcjonalna do bólu, jaki był z powodu braku potomka. Potem ten ból się wzmógł, gdy trzeba było się zmierzyć z jeszcze większym cierpieniem ... śmiercią pierwszych wnuków, którzy zmarły w 6 miesiącu ciąży. Kamilek i Bartuś żyli 11 godzin, trzecie dzieciątko zanikło w 6 tygodniu, zaraz na początku. Jego serce biło tylko kilka dni. Lekarze z kliniki leczenia bezpłodności znowu stwierdzili, że in vitro pozwoli na ominięcie kolejnego cierpienia i bólu. Ostatnia wizyta zakończyła się wypisaniem recepty na hormony wywołujące opóźniającą się miesiączkę i stwierdzeniem, że jeżeli Pani nie zgodzi się na in vitro - to nie ma sensu dalej walczyć. 

Gdyby moja córka ich wtedy posłuchała nie patrzyłabym dzisiaj na kochaną wnusię Natalkę, która z pomocą Bożą ukryła się pod sercem mamy. Była już tam, gdy córka trzymła w ręku feralną receptę. Nawet nie chcę myśleć o tym, co by było, gdyby wiara w człowika była bezgraniczna. Natusia ma już półtora roczku. Zaraz potem począł się Wojtuś. Natusia była tak wielkim CUDEM, że do głowy nam nie przyszło, że moja córka pocznie kolejne dziecko. To, że nie miała miesiączki - to było normalne w jej chorobie. Tak jak stale pojawiające się groźne torbiele. Wszystko się "wydało", gdy Wojtuś kopnął ją porządnie w żebra :) Ciąża przebiegała prawie bezobjawowo... bez bólu, bez troski o to, czy dziecko się dobrze rozwinie, bez stresów ... Dla kobiety, która pochowała troje dzieci ten fakt był kolejnym CUDEM NIEBA. 

Jest to moje świadectwo. Wiem jedno - Gdyby Bóg nie czuwał nad naszą rodziną nie doświadczylibyśmy cudu narodzin ... i dla nieba ... i dla ziemi. Stąd moja wdzięczność i chęć bronienia każdego istnienia ludzkiego. 

Dziecko jest DAREM Boga i nie może stać się przedmiotem jakiejkolwiek manipulacji ze strony człowieka. Owszem, medycyna niech poszukuje nowych rozwiązań, aby pomóc niepłodnym małżonkom. Lecz niech "swój dom" buduje na na dobrym fundamencie, a nie na piasku. Niech ten fundament nie będzie poplamiony krwią ... o to tylko proszę.

14 komentarzy:

  1. Alicjo, co zrobić jak córka nie chce mieć dzieci, ani w chwili ślubu nie chcieli (mieli to uzgodnione), a ja myślałam wówczas że to nastawienie minie im z czasem, ani potem gdy pojawiła się '"pacynka" w domu, z którą rozmawiano jak z dzieckiem , ani teraz gdy czas przekwitania zagląda w oczy, też nie myślą o adopcji? Gdy pytałam otrzymywałam odpowiedź, " nie mamy cierpliwości i finansów do dzieci." Teraz widzę okresową depresję, bezsens... Wanda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Dziękuję, za Twoje opinię w tej sprawie, przyjęłam ją do wiadomości. Razi mnie trochę twój język, wyrażenia " szlag trafił" "histerię rozrodczą", no cóż, taka Twoja uroda :-). Wierz mi nigdy nie wtrącałam się w życie dorosłych dzieci, swoje wychowanie zakończyłam, gdy się usamodzielniły tz. podjęły pracę i zamieszkały u siebie. Wanda

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    6. Nie tylko kręgi kościelne, lecz demografowie biją już na alarm, że na Twoją emeryturę Kasiu nie będzie miał kto zapracować. I w tedy wcale nie będzie tak fajnie.

      Wszystko, co nie jest zgodne z naturą odbija się czkawką w następnych pokoleniach. Nasze kobiece ciała są tak skonstruowane, że mogą rodzić dzieci. Nie oznacza to jednak wcale, że każda kobieta musi urodzić dziecko. Przyjęcie daru życia powinno być zawsze aktem wolnej woli obu rodziców. Problem jednak w tym, że o świadomym rodzicielstwie, zgodnym z prawami natury nie chce się rozmawiać. Ludziom wystarczają zastępniki ... eh ... szkoda gadać.

      Usuń
    7. Wando, moja córka miała pragnienie macierzyństwa aż w nadmiarze. I gdy ich mieć nie mogła strasznie cierpiała z tego powodu. Syn zaś i przyszła synowa lubią dzieci, ale ... cudze. Czasem dzielę się z nimi pragnieniem bycia babcią i na tym poprzestaję. Uważam bowiem, że nie można mieć, lub nie mieć dzieci na siłę. Każda skrajność w tej materii nie jest dobra.

      A co do wtrącania ...

      Kto mi zabroni mówić o moich pragnieniach? Z jakiej racji nie mogłabym tego zrobić? Trzeba się tylko nauczyć o swoich pragnieniach mówić z miłością , a nie z żalem i złością.

      Usuń
    8. Kasiu, czy mogę tak się do Ciebie zwracać? Chcę bowiem w jednym komentarzu odpowiedzieć i Tobie i Alicji ( bo schemat bloga nie pozwala przypisywać odpowiedzi pod poszczególne komentarze). Wierz mi, jestem powściągliwa w języku a zapytanie z mojej strony, czy nie czas na dziecko ( nie pamiętam sformułowania), było gdy córka na powitanie nas w swoim domu wzięła do ręki " pacynkę" i przywitała nas podstawiając "jej" głos typu " witam babcię i dziadka, jestem Moli, wasza wnuczka...." Uznałam wówczas, że powinnam coś powiedzieć, że może rodzi się uczucie macierzyństwa... Wiem, że rozmowy na te temat bolą ich, że dlatego izolują się od ludzi, że przeżywają każde przyjście kogoś z rodziny z dziećmi, bo nic i nikt "nie rządzi" tylko dzieci itd.
      Wiem, Kasiu, że przyczyny depresji mogą być różne, ale wiem również że może ją wywołać długotrwałe trwanie w grzechu, nie możność znalezienia wyjścia z patowej sytuacji, zamknięcie się w sobie, brak szczerej rozmowy z kimkolwiek czy to psychologiem, czy z przyjacielem, czy z księdzem.
      Alicjo, jesteś mi bliższa w swoim myśleniu niż Kasia. Nie mam złości ni żalu do córki w tej poruszanej kwestii, raczej troskę kierowaną miłością, co nie znaczy że nadajemy na tych samych falach i że mamy podobne poglądy na świat, życie i Boga. Stosuję znaną zasadę by mówić Bogu o dzieciach, a nie dorosłym dzieciom o Bogu. Wanda

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Na moją emeryturę pracuję ja"...

    Mnie też się tak kiedyś zdawało. Niestety, poityka państwa pozbawia złudzeń. Czasem myślę, że nasza skarpeta byłaby bezpieczniejsza niż ZUS i jego świadczenia. Na dzień dzisiejszy Twoją wypracowaną emeryturą rządzą inni. Myślę, że jeszcze tak długo pozostanie; do mojej emerytury napewno :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Demografia jest częścią tego systemu.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń