czwartek, 13 sierpnia 2015

DZIEŃ KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ

Taka mała próbka twórczego wyznania wiary w naszej parafii ...


video


Może to niewiele ... 10 lat ... 10 Dni ... mnóstwo świadectw. 

Postanowiłam się nimi podzielić na moim blogu. Nie będę mówiła o wszystkim naraz. Zbyt wielka ulewa niszczy plony. Najlepszy deszcz to taki, który po miesiącu spadł wczoraj na wysuszoną ziemię w naszej miejscowości ... co za ulga ... mogą ją poczuć tylko naprawdę spragnieni.


*** 

Fragment publikacji, którą wydałam na 10 jubileusz tego wydarzenia. Jego już nie ma. Są inne, ale o nich napiszę kiedy indziej. 

„Opisując Dzień Kultury Chrześcijańskiej skupiłam się jedynie na kilku wydarzeniach /…/. Z góry założyłam, że publikacja ta ma być jedynie „ewangelicznym muśnięciem szaty Jezusa”. Wiele opisanych przeze mnie faktów wyda się „banałem dalekim od rzeczywistości”. Trudno. Chyba wolę narazić się na niezrozumienie, niż wyrzucać sobie, że o nich nie opowiedziałam innym.

            /…/ Uświadomiłam sobie, że Dzień Kultury Chrześcijańskiej może być „spotkaniem” ludzi odważnych w wyznawaniu swojej wiary; miejscem ścierania się różnych poglądów. Jest tu miejsce dla „chrześcijan z pierwszych ławek”, ateisty i człowieka o innym wyznaniu. Ważne jest, bowiem nie to, kim w danym momencie jesteśmy, lecz dokąd wspólnie zmierzamy. Jeśli razem poszukujemy Prawdy, to wierzę, że kiedyś ją wspólnie znajdziemy. 

            /…/ Zdałam sobie sprawę z faktu, że jestem tylko małym ogniwem tej „machiny”, jaką jest Dzień Kultury Chrześcijańskiej i bez współpracy z innymi nigdy by się nie udało go zorganizować. Dlatego pragnę podziękować wszystkim, z którymi przez te dziesięć lat współpracowałam. Mam pewną trudność. Tych osób jest tak wiele, że nie sposób wymienić każdego z imienia. Dlatego wybaczcie mi, że tylko tak ogólnie, ale prawdziwie szczerze mówię - DZIĘKUJĘ, NIECH BÓG WAM BŁOGOSŁAWI"


alicja


***

Wydarzenia religijno – kulturalne w Moszczance

I DZIEŃ         (27 X 1996)       „Chwalmy Boga naszymi talentami”
II DZIEŃ       (6 IV 1997)         „ Miłosierdzie Pańskie wychwalać będę”
III DZIEŃ     (18 X 1998)         „Otwórzcie drzwi Chrystusowi”
IV DZIEŃ     (24 X 1999)  „Chwalmy Boga talentem - Święty Rok Jubileuszowy - 2000”
V DZIEŃ      (29 X 2000)        „Całe nasze życie jest pielgrzymowaniem do nieba”
VI DZIEŃ     (24 VI 2001)       „Prymas Tysiąclecia”
VII DZIEŃ    (8,9 VI 2002)     „Wołanie o Miłość”
VIII DZIEŃ  (15 VI 2003)       „Pójdź za Mną”
IX DZIEŃ     (9 - 10 X 2004)  „Z Maryją do Jezusa”
X DZIEŃ       (10 VI 2005)      „Kim jestem dla Ciebie Boże?”

150 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie tak :)

    Pomyślałam sobie, że nasze życie składa się z miliona puzzli Woli Bożej. Czasem się one spotykają po latach w bardzo dziwnych okolicznościach, aby obraz Opatrzności był bardziej czytelny.

    Mam za sobą kilka takich spotkań. Zawsze mi wtedy bije mocniej serce.Ty Kasiu nie jesteś tu przypadkowo ... oj nie ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. Choćby dlatego, że masz wyjątkowo skuteczny dar wyciągania z mojej pamięci różnych doświadczeń, o których może nie zapomniałam, ale postawiłam wysoko na półce, by się jedynie kurzyły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Opowiem wam historię z mojego podwórka. Bywało, że też tak jak Kasia pragnęłam jakiegoś znaku, że Bóg wysłuchał..., że Bóg jest ze mną...żeby mi się pokazał, ukazał, aby potwierdził swą obecność...I kiedyś po odprawionej Nowennie w jakiejś intencji, po Komunii Świętej nie miałam radości w sercu, tylko jakiś smutek i wówczas sformułowałam tą powyższą myśl o jakim znaku i natychmiast się wycofałam z takiej modlitwy, bo uświadomiłam sobie, swoją nicość aby sam Bóg miałby mi się " objawiać" czy dawać znaki. Jakież było moje zdziwienie gdy po skończonej Mszy Świętej po adoracji Jezusa, gdy wracałam do domu niedaleko dworca kolejowego zobaczyłam proboszcza z Najświętszym Sakramentem ( a nie był to pierwszy piątek ) i był to jedyny raz gdy stanął przede mną Jezus, by potwierdzić swą obecność mnie niedowiarkowi...to był Jego znak na moją prośbę, to nie był przypadek, serce mi mało nie wyleciało z ciała :). Wanda

      Usuń
  4. Napisałaś:

    "Uznać za prawdziwą interwencję Boga w ludzkie losy mogłabym raczej coś bardziej spektakularnego, tzn. na tyle trudnego do sprowokowania przez ślepy przypadek, żeby powiedzieć: "o,w tym rzeczywiście był palec Boży!"."

    EWANGELIA

    „Wówczas rzekli do Niego niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów: «Nauczycielu, chcielibyśmy jakiś znak widzieć od Ciebie». Lecz On im odpowiedział: «Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza. Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi. (Mt 12,38-40)

    JEZUS ZMARTWYCHWSTAŁ!!!

    Kiedyś szukałam wyjątkowego znaku działania Boga podobnie jak Ty. W odpowiedzi na moje starania otrzymałam ten tekst z Ewangelii. Na początku mnie on wkurzył i rozgnieawał. Potem jednak zrozumiałam, że na tym właśnie polegał mój błąd i dlatego mój wzrok był stale rozbiegany i duch niespokojny. Zachowywałam się jak przekupka na targu, która zamiast skupić się na drogocennej perle, którą ma w zasięgu ręki lata od stoiska do stoiska i ciągle jest sfrustrowana, że to nie ten towar, którego pragnie.

    DOŚWIADCZENIE

    Nie wiem, czy to kolejna "nieistotna duperelka", nad którą przejdziesz obojętnie. Mnie ona jednak bardzo pomogła w życiu duchowym. Wytrąciła całkowicie moje myślenie z niewłaściwych torów. Dobrze, że moja "kolejka" bezpiecznie się zatrzymała na tym Słowie, bo szaleńczym tempem gnała prosto do przepaści.

    Gdy się będziesz nad tym zastanawiała nie daj się ponieść dziwnemu oporowi, który nie pozwala ci wysiąść z pociągu do nikąd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  5. Gdy pisałam o puzzlach myślałam o drobnych, prawie nieznaczących epizodach z życia codziennego, które dopiero po wielu latach okazują się o wiele ważniejsze niż się wówczas wydawało.

    Dzień Kultury, który opisałam uważam za taki 10 - letni epizod małej wioseczki (około 1000 dusz), który w świetle Festiwalu Wiary nabiera całkiem innego kolorytu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  6. Mały epizod Kasiu w tym znaczeniu, że gdy u nas się to działo nie było jeszcze w Polsce tak WIELKICH manifestów wiary jak "Jezus na stadionie", "Festiwale Wiary", Nowa Ewangelizacja na Pomorzu i w wielu innych miejscach Polski, czy też tak licznych modlitw o uzdrowienie duszy i ciała. O braku informacji w mediach na ten temat nawet nie wspomnę.

    Chociaż ... Pamiętam swoje zabiegi o media lokalne. Były nam przychylne, nie powiem. Kilka razy ukazały się nawet notki w Gościu Niedzielnym. Ksiądz Proboszcz otrzymał nagrodę od wojewody opolskiego za działalność kulturalną na opolszczyźnie. Cała kasa poszła na potrzeby parafii.

    Malutka to jednak kropla w morzu Opatrzności, który obecnie podziwiam. Nie pytaj ile mi to radości sprawia, bo poniekąd umacnia mnie w przekonaniu, że szłam za dobrymi natchnieniami, a nie za "widzi mi się". A wierz mi, że zwątpień co do słuszności tych Dni było mnóstwo. O nich chyba napiszę w następnym poście. Bo teraz jak na dłoni widać - kto był ich autorem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  7. Masz rację ... nie patrzyłam od tej strony.

    Pamiętasz naszę rozmowę o ważności małej kropelki w wielki oceanie? Chyba stale muszę sobie tę prawdę powtarzać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. ha... ha ...

      Sory, przez to szybkie pisanie zjadam literki, albo je zamieniam na inne,

      Usuń
    3. Drugi " przypadek". W miniony wtorek po spotkaniu modlitewnym miała miejsce modlitwa o uzdrowienie i uwolnienie osoby, która uwikłana była w okultyzm w szerokim jej wydaniu. Osoba z grupy proroczej wypowiedziała przesłanie w językach, które inna przetłumaczyła. Z jego treści wypływało zalecenie o spowiedzi generalnej i pomocy do niej. Dziś o 16tej miało miejsce to wielkie wydarzenie dla tej osoby... a my posługujący to takie małe kropelki które drążą skałę. Chwała Panu! On jest twórcą wielkich rzeczy. Wanda

      Usuń
  8. Rozbawiłaś mnie :)

    Historia kropelki c.d.

    Choćby nie wiem jak mała kropelka była zanieczyszczona to w oceanie jej brud całkowicie się rozpuści. Toksyczna dla samej siebie będzie jedynie wtedy, gdy nie będzie miała w czym rozpuścić toksyn, którymi się nafaszerowała.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Życzę wytrwałości Kasiu. Jestem z Tobą, z Wami. Od dziś mam stałego spowiednika. Św. Maksymilian, którego święto jako parafia dziś obchodziliśmy dopomógł mi w tym i On zadba bym nie zapomniała o Niepokalanej, o Szkaplerznej, o Nieustającej Pomocy, o Licheńskiej, o Częstochowskiej, o Pompejańskiej... Mamusiu kocham Cię, prowadź mnie ścieżkami Jezusa po sam krzyż, bo tam jest i moje zmartwychwstanie. Wanda

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Nie ma za co :), ja korzystam również z tej modlitwy za Ciebie, bo Bóg wynagradza dobro nawet siane :) a sam zatroszczy się o zbiory i owoce? O tym wiesz lepiej Ty i Alicja..., bo mnie się wydaje, że Pan nie poskromił Wam mądrości i rozumu a których ja mam niedostatek ale się cieszę, że dał mi choć wiarę :). Ps. Wybrałam się na adoracje nocną, ale niestety zapomniałam, że choć piątek, to w święta nie ma adoracji :( . Zastałam klęczącą panią przed zamkniętym kościołem i Pana Jezusa zamkniętego w tabernakulum. Postałam, popatrzyłam na czerwoną łunę bijącą z Jego Serca, dokończyłam Koronkę do Świętej Rodziny i przyszłam do domu. Wanda

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    6. Kasiu, tak też zrobiłam. Odmówiłam Kompletę i pierwszy raz wg zalecenia spowiednika, systematyczny, wieczorny rachunek sumienia. Wybrałam wg św. Ignacego Loyoli do którego wielokrotnie się zabierałam ale nigdy właściwie go nie podjęłam w codziennej praktyce.
      ps. Współczuję prac po bałaganie remontowym, niech Bóg da Ci siłę i obdarzy pokojem. Wanda

      Usuń
    7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  9. RADOŚĆ W PANU JEST MOJĄ MOCĄ!!! - od jakiegoś czasu powtarzam to zdanie jak mantrę. Szczególnie wzmacniam to wołanie, gdy smutek chce wkraść się w moje serce.

    Demon nie lubi radości, więc przygotuj sobie zawczasu zbroję wiary św. Pawła. Niech leży na półce, ale w widocznym miejscu :)

    Wiele dobrego słyszałam o tej Nowennie. Kiedyś odprawiałam ją razem z mężem. Wymaga wytrwałości, ale z Twoim charakterem dasz sobie radę spokojnie. Twój upór będzie tu bardzo potrzebny.

    Nie szukaj w niej jednak zapachu fiołków, tak jak przy sarkofagu O. Pio tylko z uwagą klep paciorki i trzymaj w ręku różaniec jak pomocną dłoń Maryi.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. I ja Cię zachęcam do tej modlitwy.

    To nie o własne doznania, ale o wyrzeczenie się ich dla Jezusa chodzi. Jeżeli ofiarujesz je w konkretnej intencji nie zawiedziesz się, ani rozczarujesz. Nie patrz też na rozproszenia. One są jak ostre kamienie na drodze; można je omijać, albo iść po nich z nieco większym bólem. Nie są to jednak głazy, których nie będziesz w stanie pokonać.

    "Klepanie paciorków" ma wielką zaletę ... usypia umysł i budzi serce.


    Gdy będą Cię dręczyć złe myśli wyrzucaj je natychmiast wybranym przez siebie krótkim cytatem z Biblii. Słowo Boże nie tylko się poznaje i czyta.

    ONO MA MOC EGZORCYZMUJĄCĄ!

    Demon nie zniesie tego i choć jest natarczywy musi kiedyś wymięknąć i oddać chwałę Bogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Będzie miała sens, gdy oddasz "swój kalendarz" z opisem sposobu załatwienia tych spraw Bogu.

      AMEN ... powiedziane z pokorą czyni modlitwę piękną w oczach Boga

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  12. Maryja powiedziała AMEN i zawierzyła Bogu, dla którego nie ma nic niemożliwego. Dzisiaj Ją wspominamy w sposób szczególny, więc może warto zaryzykować tak jak Ona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  13. Chyba Kasiu żle mnie zrozumiałaś. Chciałam Cię jeszcze bardziej zmobilizować i zachęcić, ale chyba mi nie wyszło. Jestem totalnie zaskoczona Twoim pytaniem.

    Absolutnie nie uważam, że pokorne "amen" stoi w sprzeczności z nowenną, ani też z jakąkolwiek inną modlitwą. Wręcz przeciwnie - czyni ją skuteczniejszą. Jest aktem pełnego oddania się Panu Bogu; całkowitym zawierzeniem wbrew wszystkim wątpliwościom, słabościom, rozproszeniom itp.

    Przepraszam, jeśli osłabiłam Tego ducha.

    OdpowiedzUsuń
  14. Gdy pisałam o podjęciu ryzyka miałam na myśli to, co napisałaś:

    "Chciałabym jednak, żeby moja modlitwa miała sens i nie była na darmo"

    "Zaryzykować" - to wejść w to doświadcznie modlitwy pomimo obaw, jakie w sobie masz. Maryja też zadała pytanie Aniołowi - Jakże się to stanie ... Jej umysł tej tajemnicy nie był w stanie pojąć. Odpowiedzią Anioła było zdanie - Dla Boga nie ma nic niemożliwego ... i dopiero po usłyszeniu zapewnienia Anioła Maryja rzekła AMEN, nie wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  16. uff ... ulżyło mi. Jak dobrze, że nauczyłyśmy się ze sobą rozmawiać i mimo różnicy spojrzeń od razu na siebie nie warczymy.

    A przy okazji ...

    Znowu wydobyłaś z mojej pamięci pewną sytuację, która wynikała z tego, że inaczej zostały odebrane moje słowa niż chciałam, Wyjaśniła się dopiero po kilku latach, gdy rozgniewany mąż mojej znajomej przyszedł do naszego domu i prawie wykrzyczał, abym przestała się mieszać w jego małżeństwo i nie namawiała jego żony do rozwodu.

    Zbaraniałam jak nie wiedzieć co, mój mąż także. O wszystko mogę siebie podejrzewać, że palnę jakieś głupstwo w przypływie gniewu, ale nie o namawianie kogokolwiek do złamania przysięgi danej nie tylko małżonkowi, ale również Bogu. Usiadłam więc, wzięłam głęboki oddech i pytam skąd takie podejrzenie, bo ja się pod tym w żaden sposób nie podpisuję. Na szczęście mąż koleżanki, chociaż mam wiele mu do zarzucenia, ma jedną wspaniałą cechę. Jest szczery aż do bólu i uparty jak osioł. Poza tym szuka prawdy do końca.

    Mówi więc, że kilka lat temu powiedziałam jego żonie, że z takim człowiekiem jak on to ja bym nigdy w życiu nie wytrzymała ... Bo to prawda - odpowiedziałam szczerze - dlatego uważam twoją żonę za świętą kobietę! Trzeba bylo widzieć minę tego człowieka, który usiadł na fotelu i zaczął milczeć jak grób. Ok! powiedziałam. Nie czekam, idę zaraz do Twojej żony i muszę z nią pogadać w cztery oczy, bo widzę, że tyle lat żyje w przekonaniu, że chcę rozwalić jej małżeństwo zamiast podnieść na duchu.

    Rozmowa była dość długa. Wyjaśniłam jej moje stanowisko, że uważam ją za świętą kobietę i że ja takich wad u mojego męża nie umiałabym przyjąć z tak wielką pokorą jaką widzę u niej. Ona zaś podzieliła się swoim doświadczeniem z dzieciństwa, kiedy jej rodzice się rozwodzili. Moje słowa odebrała więc jako zachętę do powtórzenia tego schematu.

    POKORA ... AMEN ...

    "Pokorę i "amen" odbieram jako zestaw dla poddającego się absolutnie biegowi wydarzeń, niezależnie od tego, co się stanie. Dlatego też uznałam je za absolutnie wykluczające się z proszeniem o cokolwiek."

    Ten sposób ujmowania pokory mi nie leży. Pachnie mi tu całkowitą bezmyślną służalczością całkowicie przeciwną do wolności człowieka. Też bym na taką pokorę się buntowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  17. A tak patrząc jeszcze z innej strony ...

    Zastanawiam się na ile osoby, z którymi nie bardzo się dogadujemy postrzegają nasze słowa "po swojemu". I w ogóle ... skąd ta różnica postrzegania? Doświadczenia osobiste z pewnością zaciemniają intencje rozmówcy. Utrata zaufania, gniew, bunt ... i jeszcze nie wiadomo co. Potem temperament, wykształcenie, wrażliwość, emocjonalność ...


    DIALOG

    To jakby bieg przez płotki. I to jeszcze długodystansowy i płotki o różnej wysokości nierówno ułożone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  18. Czy mówiąc o inteligencji językowej masz na myśli teorię inteligencji wielorakiej Howarda Gardnera?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  19. Myślę, że nasze "wachlarze" w wielu miejscach bardzo się różnią i stąd nie zawsze łapiemy w lot nasze myśli i potrzebujemy nieraz sprostowania. Dobrze o tym wiedzieć. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  20. Myślę, że właśnie na tym polega sztuka dialogu.Trzeba się go nauczyć, by nie wchodzić w niepotrzebne sądy pełne podejrzliwości.

    PS

    Sobota, 3 stycznia 2015 - to początek naszego dialogu. Wiele się przez ten czas wydarzyło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  21. eee ... tam... od razu kłótnia ... ostra wymiana zdań - to się zgodzę :)

    Czasami miałam dość, ale jak chwilę Ciebie nie było to mi brakowało Twojej obecności i żałowałam, że powiedziałam kilka słów za dużo. Kilka razy bałam się, że już nie wrócisz ... ale dzięki Bogu nadal ze sobą rozmawiamy, choć przyznam szczerze ... tak zakręconego dialogu jeszcze z nikim nie prowadziłam na blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  22. Niech Pan wam błogosławi i niech was strzeże i rozpromieni oblicze nad Wami. Niech się do Was uśmiechnie :-) :-), piękniej i serdeczniej niż ja to uczyniłam :*) :*). Wanda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  23. Ja też uciekam pod uśmiech Boga ...

    Nie ma to jak dwoje ząbkujących wnuków ... masakra!!!! Ani się złościć, ani płakać ... tylko tuli, tuli i kolejna pielucha do przebrania. U nas pospolite ruszenie ... rodzice, dziadkowie, swatowie ... Boże - daj nam wszystkim nieco wytchnienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  24. Nie do końca tak, jak piszesz. Mama - generał ... 24 godziny na dobę. Reszta armii w pracy, więc nie zawsze na stanowisku bojowym.

    Dzielna z Ciebie kobieta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  25. Myślę, że lepszym rozwiązaniem jest proszenie Boga o uzdrowienie pamięci z tamtych doświadczeń. Wypieranie ze świadomości jest połykaniem tej trucizny na nowo. I dalej będziesz chodziła w smutku i żalu.

    UZDROWIENIE PAMIĘCI ..

    Nie jest równoznaczne z zapomnieniem. Wszystko się pamięta, jedynie bólu już nie ma i radość wchodzi w serce. Można porównać to do radości człowieka, który w ostatnim stadium raka wywinął się śmierci, chociaż lekarze dawali mu parę godzin życia.

    Wiem, że to jest możliwe, BO DLA BOGA NIE MA NIC NIEMOŻLIWEGO!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  26. Nie jestem tak do końca pewna, czy jest on Ci kompletnie obojętny. Może jedynie na siłę wepchnięty w podświadomość? Ale to są moje odczucia. Jeżeli nie chcesz na ten temat rozmawiać - to pozostańmy na tej krótkiej wymianie zdań.

    Nie wiem, czy sami jesteśmy w stanie pozbyć się nawet prostego bólu, a co dopiero złożonego. Nie na darmo zostało powiedziane:

    „Jedni drugich brzemiona noście" (Gl 6,2)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  27. "Panienka z dobrego domu" ...

    Mamy wspólne korzenie. Kiedyś wydawało mi się, że jest z nią nader dobrze. Przyszedł jednak moment gdy zobaczyłam siebie w przypowieści o synu marnotrawnym. Nie byłam nigdy córką roztrwaniającą majątek. Natomiast był czas, gdy chodziłam struta jak drugi jego syn, któremu nic nie brakowało, a mimo to miał pretensje do Ojca.

    ***

    "Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: "Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego". Na to ROZGNIEWAŁ SIĘ i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu."


    ***

    ROZGNIEWAŁ SIĘ i dlaego nie potrafił wejść w RADOŚĆ ojca...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  28. Zawsze jest jakiś związek Pisma z naszym życiem. Moje spojrzenie jest takie.

    Byłaś z mężem w związku małżeńskim i masz z nim córkę. Więc w pewien sposób jesteś z nim związana czy to się Tobie to podoba, czy nie. Nie znam do końca Twojej sytuacji, więc dalej sobie gdybam ...

    Jeżeli to był związek sakramentalny to nadal jesteś jego żoną, nawet po rozwodzie. Chyba, że został orzeczony wyrok o nieważności sakramentu w sądzie biskupim. Tak, czy siak ... Mężczyzna ten jest w sytuacji marnotrawnego syna. Może nie ma zamiaru wracać do domu rodzinnego i bawi się w najlepsze. Co wcale nie oznacza, że OJCIEC, który kocha wszystkie dzieci jednakowo, nie tęskni za nim. Twój gniew na męża smuci Ojca ... i może tym smutkiem teraz się z Toba dzieli.

    Nie wiem, czy tak jest, ale ta wersja też jest możliwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  29. ok :)

    Myślę, że z tego gdybania więcej bólu niż pożytku. Kończę więc temat mimo, że już ciśnie mi się na język kilka nowych pytań.

    PS

    Myślę, że Ojciec z przypowieści dzielił swój smutek na obu synów... nie tylko na jednego z nich.

    PS

    A co do planowania przez Boga naszych losów. Dwa dni temu obudziłam się w nocy z takim zdaniem na ustach:

    "Nie rodzimy się z przeznaczeniem lecz otrzymujemy go w darze"

    Do rana powtarzałam to zdanie, które mnie w nocy obudziło. Do dzisiaj nie bardzo wiem, coby miało ono oznaczać. Dzielę się jednak nim ... może komuś przyjdzie jakieś wyjaśnienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Nie mam "daru poznania" a szkoda, bo bym Ci wyjaśniła co Bóg chciał Ci powiedzieć, ale myśląc po ludzku zinterpretowała bym to zdanie tak: Żadną miarą z przeznaczeniem niezmiennym do śmierci się nie rodzimy, bo mamy na nie swój wpływ - nasze wybory dobre lub złe, które Bóg akceptuje ( z tym się chyba zgodzisz) ale ten zamysł-plan Boga, wobec nas, mamy rozpakowywać przez całe życie jak każdy Boży dar. Mamy nad nim pracować, rozeznawać wolę Boga, by jak najmniej oddalać się od planów Bożych na nasze życie.
      ps. Mój mąż, osoba niewierząca ma również sny "prorocze" np. niedawno bo w czerwcu wyrwał mnie z nocnej drzemki jego głos, który głośno , dwukrotnie powiedział " List do Rzymian, rozdział 12" a kilka dni temu nad ranem, gdy ja się już modliłam w drugim pokoju, dobiegł do mnie jego głos, więc sądząc, że coś chce ode mnie weszłam i zastałam go śpiącego. Pytam "co chciałeś a pewnie coś Ci się śniło?". On przebudził się na moje słowa i mówi, że śniło mu się o apostołach i te głośne słowa to były " to mówił Pan do apostołów".
      W dzień nie chce mąż rozmawiać z Panem Bogiem ani ze mną o Bogu, więc Pan próbuje dotrzeć do niego w nocy :). Wanda

      Usuń
    3. Wandziu, jesteśmy w jedności Ducha :)

      Zanim napisałaś swoje zrozumienie słów - "Nie rodzimy się z przeznaczeniem lecz otrzymujemy go w darze" - przyszedł do mnie obraz "paczki z przeznaczeniem" rozpakowywanej w ciągu całego życia.

      Można ją wyrzucić po przeżyciu jakiegoś trudnego doświadczenia, albo od niej odejść na jakiś czas; można tylko rozpamiętywać co w niej jest lub też prowadzić w nieskończoność dyskusje na jej temat i wyciągać różnorodne tezy, niekoniecznie prawdziwe.

      Można też usiąść w milczeniu, skończyć z mędrkowaniem i otworzyć ją jak ruską bebeczkę, która sama w sobie jest piękna. Wielu na jej pięknie się zatrzymuje i nie chce dalej szukać. Przez to robi błąd ... bo w środku niej jest jeszcze piękniejsza i subtelniejsza.

      Mam wrażenie, że święci to tacy ludzie, którzy zdążyli tę paczuszkę rozpakować do końca na swoim etapie ziemskiego życia. I do takiego otwierania zachęca nas Bóg.

      Usuń
    4. Witaj więc Siostro w Chrystusie i Duchu Świętym :*)

      Usuń
    5. :)

      Pytałam już w poprzednim poście... cza masz coś wspólnego ze wspólnotą z Gliwic?

      Usuń
    6. Alicjo, Wspólnotę z Gliwic odkryłam kiedyś przez internet i o niej zapomniałam a teraz trafiłam po raz kolejny na filmiki i sobie ich kanał zasubskrybentowałam i dlatego podzieliłam się z Wam, bo mnie wciągnęły.

      Usuń
  30. Co rozumiesz przez słowa: "Sakrament mi nad głową nie stoi i farmazonów nie wyplata ani chlewu wokół nie robi."?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  31. Piszesz:

    "Wątpię, czy to, co czuję w stosunku do eks jest gniewem. na pewno nie czuję nienawiści. Najbliższa jestem obojętności"

    W moim odczuciu obojętność jest gorszym stanem od gniewu, czy nienawiści. Sprawia, że człowiek staje się "letni".

    W Apokalipsie jest napisane: ""Obyś był zimny albo gorący!" Św. Tomasz z Akwinu komentując ten fragment zwraca uwagę na dwie postawy człowieka: "zimny" jest człowiek, któremu nie dane jeszcze było poznać Boga, natomiast "letni" to człowiek znający Boga, któremu brak jednak odwagi, żeby Go pokochać całym sercem.

    Nie bierz tych słów całkowicie do siebie .. ot tak sobie rozważam różne kwestie związane z wyborami człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  32. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  33. Piszesz - "Ale ta moja obojętność dotyczy szanownego eks, nie Boga."

    Nie do końca tak jest. Wielokrotnie Jezus pokazywał drugiego cżłowieka i prosił o miłosierdzie dla niego, a nie o obojętność.

    Nie wiem, co by to miało oznaczać w Twoim przypadku. Przypomina mi się jednak moja znajoma, o której już kiedyś wspominałam. Była 16 lat po rozwodzie i pełno w niej było nienawiści do męża, potem gniewu, aż weszła w stan obojętności. Gdy czasem wchodziło się na temat pojednania z nim trzęsła się jak galareta i zamykała w sobie. Aż nadszedł czas, że ten lump spod mostu zawitał w jej progi, Brudny, śmierdzący z pazurami wrośniętymi w opuszki palców... A ona z nogą w gipsie nie mogła mu tych drzwi zatrzasnąć przed nosem. Historia dość niesamowite ma zakończenie, gdyż teraz chodzą do kościółka trzymając się pod rękę. Czasami składa świadectwo o tym, jak Miłosierny Bóg pokonał jej obojętność.

    Moje pytanie ...

    CZY JESTEŚ GOTOWA POWIEDZIEĆ BOGU, ŻE JAKBY EKS MĄŻ POJAWIŁ SIĘ W PROGU TWOJEGO DOMU UGOŚCISZ GO Z RADOŚCIĄ?

    Nie chodzi mi teraz o to, czy jesteś gotowa na takie spotkanie. Pytam jedynie, czy bierzesz taką opcję za możliwą?

    PS

    Jesteś pewna, że nadal chcesz słyszeć moje pytania? Jeżeli nie - powiedz dość, zrozumiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  34. Piszesz - " Przede wszystkim to on nigdy mnie nie kochał i nie wpadnie na pomysł, żeby do mnie wracać."

    Nie znam prawdy o Twoim mężu, więc nie moja to broszka. Znam jednak Miłość Boga, który na niego również czeka, jak Ojciec na marnotrawnego syna.

    Mam bliską przyjaciółkę, która nie mogła znieść staczanie się w dół swojego męża alkoholika. Spakowała więc rzeczy do walizki i wystawiła ją przed drzwi. Jej mąż przyjaźnił się również z nami. Byliśmy w bardzo głupiej sytuacji po tym zdarzeniu. Oboje nas odwiedzali, tylko każdy w innym terminie. Trwało to kilka dobrych lat. Czasami tylko wchodziliśmy na ten śliski temat w rozmowach. Za to ofiarowaliśmy każdemu z nich nasz czas i modlitwę. Nie było to wiele z naszej strony, ale zawsze coś.
    Trzy lata temu zdarzył się cud pojednania. Widzimy ich razem idących i uśmiechniętych jak za dawnych czasów. Nie ukrywam ... łza mi poleciała ze wzruszenia. Zaprosiliśmy do siebie. Przyszli razem, a ja z grubej rury ... opowiadajcie, bo trudno mi uwierzyć w to, na co patrzę!

    Rozmowa była piękna ... dużo by o niej pisać ... nawrócenie pełną parą każdej ze stron. Pytam przyjaciółki, co ją skłoniło do zmiany postanowienia. Odpowiedziała krótko: PRZEMIANA MĘŻA i KAMIEŃ... Jaki kamień? - zapytałam zdziwiona. I wtedy dowiedziałam się, że od roku czasu nosiła dość ciężki kamień w torebce. Miał on symbolizować ciężar, jaki nosi w swoim sercu. Wielokrotnie chciała go wyrzucić, ale coś ją hamowało. Aż przyszedł czas, gdy zobaczyła swojego męża u progu domu ze słowami przepraszam na ustach... i biła z niego taka szczerość, że wzięła kamień i razem wyrzucili go za płot.

    Od tego momentu minęło prawie trzy lata. Są dla mnie znakiem Miłosierdzia Boga, który łączy tych, którzy się zagubili.

    Nie wiem, jaką historię Bóg ma dla Ciebie i Twojego męża. Wiem jednak, że nadal jeseście małżonkami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  35. Piszesz - "Wybacz, ale nie wierzę w cudowne odmiany człowieka, w każdym razie nie w tym wieku, gdy charakter się gruntuje na mur, a wady się pogłębiają. Nie widziałam jeszcze takiej pozytywnej odmiany"

    Moi przyjaciele są w moim wieku, a więc starsi od Ciebie ... No i w przeciwieństwie do Ciebie widziałam pozytywne odmiany.

    PS

    Dzielę się tym, czego byłam świadkiem. A co do słów Twojego męża ... były okrutne, ale nikt tu nie twierdzi, że człowiek dla człowieka jest jedynie aniołem bez skazy. Każdy z nas ma wiele "za uszami". I nie o to chodzi, kto tego brudu ma więcej ... Poza tym sama wiesz ile wypowiadamy głupich słów w gniewie i złości. I one nie tyle z prawdą mają wspólnego lecz ze złymi emocjami w danym momencie.

    Prawda wypowiadana jest raczej w ciszy, a nie w chaosie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  36. "Ja nie po to uciekłem z domu, żeby tam wracać".

    Jeżeli te słowa były u podstaw zawarcia sakramentu małżeństwa przez Tojego męża i nic innego to mam wątpliwość, czy sakrament wogóle zaistniał. Więc może być i tak, że tylko na zdjęciu i papierze jesteś żoną i nic więcej, oprócz córki Cię z nim nie łączy.

    Oczywiście nie wypowiadam się autorytatywnie w imieniu Kościoła, który ma swoje procedury. Mam jednak takie przypadki w swoim otoczeniu, które się wydarzyły i trzymały kobietę jak na uwięzi.

    OdpowiedzUsuń
  37. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  38. Nie namawiam nikogo do żadnych sądów jeżeli nie ma wyższej konieczności. Mam uraz do tej instytucji ... dlaczego? ... dziś nie odpowiem na to pytanie.

    Jeżeli pisałam o nieważności sakramentu to całkiem z innego powodu. Czasem są konflikty sumienia z powodu niewiedzy. One zaś powodują, że czlowiek się męczy bez potrzeby. Dlatego poruszyłam ten temat.

    PS

    Nie zazdroszczę ci twojej historii :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  39. "Kamień w torebce" ...

    Do końca życia? A skądże ten pesymizm? DLA BOGA NIE MA NIC NIEMOŻLIWEGO! Chyba, że chcesz sama się z nim rozprawić wtedy rzeczywiście może się nie udać. Ale chyba nie wybierasz tej opcji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  40. To chociaż pozwól go trochę ponieść Jezusowi, byś mogła zaczerpnąć siły na dalszą drogę.

    Piszesz - "ja wiem, że dla Boga nie ma nic niemożliwego. Wiem, że On wszystko może. Ale między "mogę" a "chcę" jest czasem cała przepaść. Przerabiałyśmy to już."

    Przerabiałyśmy, owszem... lecz zadanie domowe nie odrobione do końca ... bo nadal twierdzisz, że "Bóg nie zrobi już nic".

    A ja się zapytam ... a skąd wiesz? Emocje, czy rozum ci to podpowiada; bo na pewno nie Duch Boży.

    Ufam, że Pompejańska coś pomoże :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  41. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  42. To tylko jeszcze jedno rozwiązanie ciśnie mi się na usta ... tylko nie wiem, czy się da zrobić ... pokochaj kamień.

    Moja znajoma nosiła na sumieniu kamień aborcji. Zalegał on duszę do granic wytrzymałości. Kiedyś go zrzuciła na barki przyjaciół, którzy nie wiedzieli jak jej pomóc. Nic wcześniej o nim nie wiedzieli. Czy ulżyło? ... chyba tak ... bo pozwoliła sobie przebaczyć i przyjąć Miłosierdzie z rąk Boga przez ręce przyjaciół, którzy jej nie potępili.

    Może przykład chybiony i nie na temat. Ciężar kamienia jednak ogromny, prawie nie do uniesienia dla kobiety, która uświadomi sobie co zrobiła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  43. "Choćby nasze grzechy były jak szkarłat, nad śnieg wybieleją ..."

    Dla takich kamieni Bóg zesłał swojego Syna ... Nie zapominaj Kasiu o tym. Przed Nm nie musisz go skrywać, ani się go wstydzić. Wystarczy, że z żalu zapłaczesz i z ufnością się rzucisz w ramiona Ojca. Tylko tyle, albo aż tyle potrzeba, by się od jego ciężaru uwolnić.

    Kto z nas jest bez winy, kto z nas ...nie ma takiego wśród żyjących!!!

    PS

    Moja koleżanka poprosiła swoje dzieciątko o przebaczenie. Nie ważne, że go już nie było na ziemi.Śmierć przerwała jego życie lecz nie jego istnienie. W zamian otrzymała pokój ducha i wybaczenie, które pozwoliło jej przebaczyć sobie.

    Piszę o tym, abyś wiedziała, że nie ma granic dla pojednania się z własną duszą. MIŁOŚĆ WSZYSTKO PRZETRZYMA ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  44. Rzeczywiście, zły kierunek ...

    MILCZENIE...

    Podobnie jak Ty usprawiedliwiała swoje milczenie moja koleżanka chora na raka. Rozumiałam ją ... ona też ma mocny charakter. Mówiła - wóz, albo przewóz - biorąc chemię do końca, choć jej lekarz powiedział, że bierze ją już na własną odpowiedzialność, tak była wykończona. Trzeba jasno powiedzieć, że cudem wywinęła się śmierci ... ale to co przeszła to istna Golgota.

    Nie mówiła prawie nikomu, tylko pomału wycofywała się z życia. Jej córka studiowala poza domem i dlatego bardzo długo nic nie wiedziała, co się z mamą dzieje. Trochę bałam się jej decyzji i reakcji córki, która przeżyła swoje, gdy zobaczyła mamę na święta. To bardzo wrażliwa dziewczyna i nagły cios mógł całkowicie powalić jej psychikę.

    RAK ...

    Częsty symbol cierpienia, nie tylko tego fizycznego. Czy warto go skrywać?
    Przed całym światem z pewnością tak, sama bym tak zrobiła. Czy przed najbliższymi? - chyba nie. I tak ich nie obronisz przed wszystkim, a dawkowanie bólu wydaje mi się bezpieczniejsze od traumy, na jaką naraziła moja koleżanka swoją córkę. Na szczęście w miarę dobrze się skończyło, ale nie było bezbolesne, oj nie ... Czy przed sobą? Z pewnością stałe rozpamiętywanie bólu pozbawione jest sensu. Trzeba nauczyć się żyć dniem dzisiejszym. Ani przeszłość, ani przyszłość nie należy do nas tylko do Boga.

    Pozdr. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  45. Piszesz - "Od tego, że ktoś będzie wiedział, nic się nie zmieni"

    Czy nie uważasz, że dusza też choruje i potrzebuje lekarza? Jej choroby też nie da rady ukrywać bez końca...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  46. Nie rozumiem.

    Jeżeli ktoś może zaszkodzić, to tym samym ktoś może pomóc. Taka jest moja logika! Oprócz Pana Boga nie wiem kto mógłby to być. Bóg jednak wie. Ale Ty się czegoś panicznie boisz i ten strach paraliżuje Twój umysł na tę okoliczność. Nie jestem jednak lekarzem dusz, więc mogę się mylić ... i chciałabym się mylić ... i wyjść na głupka.... bylebyś nie cierpiała już tak mocno.

    Wybacz mi, jeżeli powiedziałam coś nie tak. Nie chcę Cię ranić, ale na dzień dzisiejszy właśnie tak to widzę.

    Bóg jest Panem Pokoju! Niech w Tobie zamieszka! - AMEN

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  47. Trzecie zdanie jest nieprawdziwe, zaprzecza bowiem Miłości Bożej, której z nie znanych mi przyczyn nie potrafisz zobaczyć.

    Jeżeli człowiek buduje domek z kart, to niech się nie dziwi, że Bóg wpierw go burzy, a dopiero potem buduje nowy na solidnym fundamencie. I to "burzenie" nie ma nic wspólnego z milczeniem Boga! Kiedy to zrozumiesz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  48. ... ale nie wiesz, że stawianie Boga w gronie milczących i obojętnych osób jest totalnym zaprzeczeniem Jego NATURY.

    Możesz nie rozumieć Jego pedagogiki, możesz odrzucić Jego Miłość w takim wydaniu jak Ci On proponuje ... ale stwierdzenie, że BIAŁE to CZARNE po prostu jest nie do przyjęcia.

    Możesz się na mnie złościć, proszę bardzo ... nie mam nic przeciwko temu. Nie przyjmuję jednak Twojej wizji Boga ... i już!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  49. Pewnie, że wolno cierpieć i nie zawsze nasz los musi się nam podobać. O potakiwanie też tu nie chodzi ...Co do królika i ryby ... też podobny przykład przychodził mi do głowy, ale poprzestanę na Twoim.

    Czy znamy naturę Boga?

    Do końca nikt z nas nie jest w stanie jej określić, więc pozostawmy teologię mędrcom, a otwórzmy się na doświadczenie jej na własnej skórze.

    Dobrej nocki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. "Babcia i jej miłość do wnuków" ...

      Totalnie błędny kierunek myślenia, z którego nie potrafisz się uwolnić. Wciąż liczysz zyski i straty i masz żal do Boga o to, że potraktował Ciebie gorzej od innych. Zamiast cieszyć się dobrem, które od Niego dostajesz płaczesz nad bólem, o który Go posądzasz. Stąd u Ciebie smutek. Mieli go też najemnicy z pierwszej godziny.

      BÓG DZIELI PO RÓWNO!!!

      Ewangelia Mt 20, 1-16a

      /../Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie."

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    7. Dałaś sobie wmówić, że jesteś śmieciem i na dodatek uwierzyłaś, że tak jest. Totalne kłamstwo, które śmierdzi siarką!!!

      Dobrze wiemy, komu na tym zależy, byś się czuła śmieciem. Czas go wygonić, ale żeby to zrobić trzeba szukać pomocy u Boga. On Ci wskaże czas, miejsce i człowieka, który może pomóc. Jego nazywam "lekarzem dusz z mocy Pana"

      Nie myśl sobie, że bawię się w pomocnika egzorcystów. Dręczony tymi pokusami jest każdy człowiek. Ten proceder zaczął się już w raju i trwać będzie do końca czasów.

      Kiedyś podałaś za przykład powieść "Mistrz i Małgorzata" ... ponoć Twoja ulubiona. Mnóstwo w niej podchodów do serca ludzkiego. Demon posłuży się nawet pozornym dobrem, jak miłością Małgorzaty do Mistrza. Zwróć jednak uwagę, że to uczucie opiera się na małym epizodzie, jakim jest niewierność tej kobiety względem swojego męża. Ponadto "zachwycający" jest intelekt i spokój umysłu dążącego do racjonalizmu. Patrz ... DEMON TEŻ NIE ODRZUCA BOGA ... On jedynie godzi w Jego Miłość,

      Usuń
    8. "PO RÓWNO ..."

      Proporcje dobrych uczynków, starań o zbawienie itp. liczy jedynie człowiek. Bóg swoją łaskę rozdziela po równo, tzn. każdy ma szansę wyrwać się z kręgu zła, które nie musi mieć już władzy nad człowiekiem. Nie oznacza to jednak, że demon odpuści całkowicie. Tak dobrze nie ma. Będzie walczył nasze dusze do ostatniego naszego tchnienia ...

      Usuń
    9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    10. Masz rację, nie jestem znawcą literatury. Pisząc o miłości Małgorzaty podałam tylko przykład, a nie odnosiłam się bezpośrednio do wcześniejszej Twojej wypowiedzi.

      Co do zrozumienia sensu powieści, chętnie posłucham Twojej opinii i ubogacę się o wiedzę.

      A jeżeli chodzi o fikcję literacką, to nie zawsze mija się ona z prawdą. Wrzucenie demonologii w świat baśni i fantastyki powoduje niezły galimatias ... nie tylko w życiu duchowym, ale również w tym codziennym.

      Proporcje w dawaniu dobra ...

      To Ty masz czasami o to żal do Pana Boga, nie ja.Przynajmniej taki jest mój odbiór niektórych Twoich wypowiedzi. Biorę jednak poprawkę na różnicę naszych "wachlarzy" :)

      Usuń
    11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    12. No to przerwa .... :)

      O literaturze poczytam kiedy indziej.

      Usuń
  50. http://adibea.republika.pl/Kruszacy%20Kajdany.pdf

    Poczytajcie sobie obie. Samotna Wyspa zapomina, że w tym świecie działają demony i "pomagają" buntować się przeciwko Bogu, albo zaciemniają Jego obraz.
    Wyspana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strona 87 tej książki w PDF, do której podałam link może pomóc Wyspie zrozumieć, co się z nią dzieje.

      Usuń
    2. Spróbuję poczytać, pozdr :)

      Usuń
  51. Mimo iż nie odzywam się, jestem z Wami duchowo i niosę Was w sercu do Jezusa dziś Zmartwychwstałego :*). Wanda

    OdpowiedzUsuń
  52. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wróciłam z Mszy Świętej ( każda Eucharystia to pamiątka Zmartwychwstania Jezusa, nie tylko Ofiary Krzyża), którą jak mi serce podyktowało (wraz z Komunią Świętą) ofiarowałam , za wszystkich poznanych poprzez internet. ( Ciebie Kasiu i Alicję i kilku innych przedstawiłam Panu Jezusowi nawet imiennie ). W sercu Jezusa znajdź ukojenie i pokój i proszę byś duchowo ( w myślach) zostawiła swe serce w Tabernakulum na dzień, dwa, na tydzień z prośbą by "Jezus zajął się Twoim sercem". Wanda :*)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Kasiu, proponuję Ci oglądanie filmików - świadectw na końcu których jest modlitwa o uzdrowienie, i słowa poznania, bo mam przeświadczenie, że Bóg na Ciebie czeka i pragnie Cię osobiście dotknąć. Są one na Youtube, ( jest ich dużo ok. 36 na chwilę obecną ) ale również są udostępnione na stronie Wspólnoty " Dotyk Boga" z Gliwic. Pozdrawiam Cię serdecznie. Wanda

      Usuń
    4. http://dotykboga.pl/?page_id=1909

      lub https://www.youtube.com/watch?v=2Th2Ud3bAYE

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    6. Wchodzę w modlitwę ... O realny dotyk Boga dla Kasi ... AMEN

      Usuń
    7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  53. Alicjo, Kasiu, Anna to też ja i to z pierwszego imienia, pod tym imieniem mam założone konto na YouTube, w Google , stąd ta zmiana gdy byłam zalogowana. Wanda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli mnie zaakceptujecie jako Anna, to będę się logować przez Google

      Usuń
    2. Nie ma problemu. Kasia też ma "Samotną Wyspę" w tle.

      Wyżej zapytałam Cię o wspólnotę, do której chodzisz na spotkania. Jeżeli nie jest to tajemnica zdradź kilka szczegółów. :)

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    5. Kasiu, mnie też przykro z powodu śmierci męża koleżanki i to powyższe dziękuję dotyczyło akceptacji zmiany loginu.

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  54. Pomodlę się dzisiaj za Twoją koleżankę i jej zmarłego męża. Musi być jej bardzo ciężko :(

    PS

    Też mam takie wpadki i też się po nich głupio czuję. Ostatnio zobaczyłam koleżankę na czarno ubraną i pomyślałam, że jest w żałobie po ciężko chorej mamie. W tym przekonaniu utwierdził mnie mój mąż, który tak jak ja uległ własnemu wyobrażeniu. Podeszliśmy więc do niej po mszy z kondolencjami ... nie pytaj, jak żeśmy się czuli ...

    Chyba nigdy nie pozbędziemy się takich wpadek. Dobrze, że można je potem nieco naprawić, ale świadomość bycia takim nieprzewidującym rani pychę dość boleśnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń