środa, 5 sierpnia 2015

WSPÓLNOTA DUCHOWA ...

Nie zwsze jesteśmy w stanie być fizycznie z osobami, z którymi pragnęlibyśmy być. 
  • Czy zatem jest inna możliwość BYCIA? 





TRUDNE SYTUACJE ...

Są sytuacje, w których przebywanie w komunii z Jezusem Eucharystycznym jest niemożliwe. 
  • Czy to oznacza, że pozbawieni jesteśmy całkowicie trwania w Jego obecności? 


NA POCZĄTEK ...

Komunia święta duchowa to rodzaj modlitwy katolików, mającej na celu "pielęgnowanie w duszy stałego pragnienia Sakramentu Eucharystii". Była stosowana przez wielu świętych i innych mistrzów życia duchowego. Tradycja jej stosowania pochodzi od Soboru Trydenckiego.

MODLITWA KOMUNII ŚW. DUCHOWEJ

Ty, Panie, stworzyłeś mnie dla siebie i moje serce tak długo będzie niespokojne, dopóki nie spocznie w Tobie. Jestem miotany wieloma problemami: burzą się we mnie myśli, niespełnione są pragnienia, brakuje mi zdrowia, nie umiem kochać i wierzyć w Ciebie tak jak trzeba, A jednak pragnę i łaknę Ciebie, mój Panie. Nie odsyłaj mnie głodnego. Nakarm mego ducha Chlebem, który zstąpił z nieba.
 
Kocham Ciebie, o Boże, kocham serdecznie! Kocham, bo Ty pierwszy mnie umiłowałeś! Biegnę dzisiaj do Ciebie, przychodzą do Ciebie jak żebrak proszący o kromkę chleba. Panie, wejdź znów w moje życie. Rozlej łaskę tam, gdzie jest najtrudniej. Naucz mnie słuchać Ciebie i wypełniać Twoją świętą wolę.
 
Przyjdź, o mój Panie, a ja Cię przyjmę z miłością Matki Najświętszej i z gorliwością świętych... Ojcze nasz... Zdrowaś Maryjo... Chwała Ojcu...

65 komentarzy:

  1. Nie ma takiej sytuacji w życiu człowieka przytomnego, by nie mógł zapraszać Jezusa do swojego serca a więc być w komunii duchowej czyli w relacji modlitewnej z Jezusem.
    Od niedawna jestem w posiadaniu 2kartkowego obrazka z wizerunkiem małego Dzieciątka Jezus wyglądającego przez otwarte drzwi tabernakulum :). Wewnątrz jest Modlitwa do Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie a na ostatniej stronie właśnie modlitwa: Duchowa Komunia święta z imprimatur Biskupa Antoniego P. Dydycza. Obie są proste i piękne. Ta druga brzmi tak:
    Jezu, Ty postać chleba przybrałeś
    i w Tabernakulum zamieszkałeś.
    Proszę Cię Panie,
    przyjdź do serca mego
    i odtąd nigdy już
    nie wychodź z niego.
    Jezu, już muszę iść.
    Proszę Cię, chodź ze mną.
    Nieustannie bądź przy mnie i pomagaj mi,
    bym zawsze był dobry.
    Nie pozwól mi nigdy oddalić się od Ciebie.
    Ojcze nasz...Zdrowaś Maryjo...Chwała Ojcu...

    OdpowiedzUsuń
  2. WCIELENIE ... W CIAŁO LUDZKIE

    Czasami tak sobie rozmyślam, że tylko ze względu na człowieka Jezus przyjął ciało ludzkie, które potrzebuje obecności poprzez dotyk, aby uwierzyć Miłości. Dużo ryzykował ... człowiek bez miłości nie potrafi dotykać delikatnie. Jego ręce nie są otwarte, lecz gotowe do obrony...

    Jak dużo potrzeba mieć w sobie miłości, by nie oddać, lecz przytulić?

    WCIELENIE ... W CIAŁO EUCHARYSTYCZNE

    Wielka Tajemnica dotyku Boga ...

    Co zrobić, by stał się on dla mnie żywym doświadczniem spotkania z Miłością?


    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Księdza Blachnickiego poznałam pod koniec lat 70 - stych ubiegłego stulecia . Byłam wtedy w oazie w Bielsku Białej i do Krościenka jeździliśmy na prowadzone przez niego spotkania. Byłam pod wielkim wrażeniem obecnego Sługi Bożego. Od niego dowiedziałam się jak się modlić, razem z nim uczestniczyłam w Namiocie Spotkania. Gdy czegoś nie rozumieliśmy rozmawiał z nami az do skutku. Jemu zawdzięczamy Krucjatę Wyzwolenia, dzięki której wielu moich przyjaciół odnalazło sens życia. To za jego namową w 1985 roku zaprosiliśmy ponad 120 osób na wesele bezalkoholowe, które dopiero wchodziły "na rynek" chrześcijańskiej zabawy.

    Dużo zawdzięczam temu człowiekowi i wcale się nie dziwię, że są starania wyniesienia go na ołtarze.

    W nim było pewne dostojeństwo ... łączył ciepło z żelazną konsekwencją ... niebywały to był charyzmat.

    PS

    Jezus naprawdę ZMARTWYCHWSTAŁ!!! ŻYJE!!! MIŁUJE!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Widzę Kasiu, że córka stała się dla Ciebie posłańcem z nieba :)

    Jak to dobrze, że anioły od czasu do czasu przybierają ludzkie twarze i możemy dzięki nim doświadczyć fizycznie ich obecności .... a przez nich obecności Boga.

    Cieszę się, że takie doświadczenie jest Twoim udziałem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. "Tylko trzy maile łączyły mnie z siostrą Judytą i zapewne były one nieważną kroplą w oceanie bliskich i znajomych, których miała."

    Dla Pana Boga "jedna kropla" ma takie samo znaczenie jak największy ocean świata. Tak samo ją kocha ... tak samo za nią tęskni ... tak samo cierpi samotność z ogrodu Getsemani ...

    " czy ta kropla wystarczy, żeby siostra pamiętała, że ktoś taki jak ja w ogóle był."

    Jestem tego pewna! Jeszcze tego nikomu nie mówiłam, ale przy tej okazji chyba mogę. Zaraz po śmierci SiostryJudytki przyśniła mi się ona. Była w jasnym habicie w gronie sióstr o habitach ciemnych. Byłam w ostatniej ławce w ciemnym kościele i prawie umierałam z pragnienia. W tym półmroku ona mnie jednak zauważyła i podeszła ze szklanką wody. Każda kropla była na wagę złota ... nie pytaj, jak była smaczna. Gdzieś wewnętrznie czuję jej obecność przy naszych rozmowach ... czasem nawet pytam o radę i proszę o modlitwę :)

    Ciekawi mnie, co rozumiesz pod pojęciem "nienormalnej relacji", tzn. jak możemy być postrzegane?

    Tak to już jakoś jest, że człowiek zbuntowany widzi ludzi Kościoła w całkiem innym świetle, niż widzi ich Bóg. Epitety typu: ... nawiedzony ... moher ... świętoszek ... czarny ... klecha ... zarozumialec ... średniowieczny ... staroświecki ... zmanipulowany ... bezwolny ...bezrozumny ... idiota ... nietolerancyjny ... konserwatywny ...

    Jest ich mnóstwo do wyboru. Nie wszystkimi człowiek operuje w jednym momencie. Dawkuje epitetami w zależności poziomu złości, jaką ma w sobie.

    A tak na marginesie... Tylko czekać, aż ktoś w komentarzach napisze: "Kasiu, ale się dałaś zmanipulować tej nawiedzonej alicji." Wtedy nie mam zamiaru się bronić, nie wiem jak Ty. Doszłam bowiem do wniosku, że dopuki człowiek sam wewnęrznie czegoś nie doświadczy zawsze będzie widział rzeczywistośc duchową w krzywym zwierciadle. Przypomina mi się baśń o Królowej Śniegu, która zamroziła serce chłopca ... Tylko miłość Gerdy mogła je ogrzać na nowo, nic więcej! Same słowa nie wystarczą.

    "Wiele już zrobiłaś kroków, na które nie wiem, czy ja bym się zdobyła." - nie wiem, które kroki masz na myśli,..

    Najbardziej zaskoczyłaś mnie swoją pokorą w likwidacji swoich blogów, w których bardzo szydziłaś z Boga, Kościoła i Tradycji. Pierwszy raz spotkałam się z takim ostrym cięciem u osób, które tak jawnie były zbuntowane. Wiem, że może Ty ten fakt całkem inaczej odbierasz. Dla mnie jednak w tym momencie byłaś WIELKA! Zmusiłaś mnie swoją decyzją do przyjrzenia się baczniej sobie. Marnie przy Tobie wypadłam i zapragnęłam radykalizmu, jaki w Tobie zobaczyłam. O determinacji w poszukiwaniu Boga nawet nie wspomnę ... jesteś w tym względzie dla mnie przykładem.


    PS

    Masz rację w zdaniu, które napisałaś.

    "Myślę, że takim posłańcem może być w dowolnej chwili każdy."

    Ty również jesteś dla mnie Aniołem wzywającym mnie do nawrócenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  8. WYGLĄD ...

    Kasiu ... z tą "szczupłą" to by było miło, gdyby to była prawda.Mam drobną twarz i to na tyle ... O reszcie nie ma co mówić ... Ząb czasu coraz bardziej nadgryza i jako kobieta niezbyt dobrze się z tym czuję. Był moment, że schudłam na tyle, że ludzie przestali mnie poznawać na ulicy i z tym też nie było mi dobrze, więc przestałam walczyć z metabolizmem, który w genach zapisali mi rodzice.

    Odniosę się do kilku Twoich stwierdzeń...

    "Pomyliłaś się, Alicjo. Nie było moją intencją szydzić z Boga i nigdy z Niego nie szydziłam! To bardzo ważne, bo są sprawy na tym świecie, z których nigdy nie robię sobie jaj."

    Z boku niestety tak to wyglądało i dopóki nie poznałam Ciebie bliżej Twoje słowa odbierałam tak jak napisałam. Dzisiaj znamy się lepiej dzięki Bogu. Nie wszyscy jednak podejmują dłuższy dialog i wtedy bardzo często wyciągają błędne wnioski. Gdy kiedyś wspomniałaś o tym, że byłaś w kościele na mszy, albo że wracasz ze spowiedzi zrobiłam wielkie oczy ze zdziwienia, bo pierwsze wrażenie moje było całkowicie inne. Poglądy, którymi się wymieniałyśmy były czasem całkowicie na przeciwległych biegunach. To, że na niektóre tematy dzisiaj nie rozmawiamy, to nie znaczy, że kiedyś Pan Bóg się o nie nie upomni i jeszcze raz nie pobudzi do refleksji. Z doświadczenia wiem, że tak będzie, ale czasu nie znam i kombinować nie będę. Samo przyjdzie.

    ST i NT Testament stanowi całość Objawienia. NT pokazuje to, o czym prorokowano przez wieki. Nadaje wiarygodność prorokom, dlatego kierunek poznania Bibli jest od NT do ST, czy się to nam podoba czy nie. Poza tym Słowo Boże pisane było przez konkretnych ludzi i ich doświadczenia. Często osądzamy ich słowa przez pryzmat własnych skojarzeń. A tu trzeba się nauczyć oddzielać widzenie człowieka od spojrzenia Boga na tę samą rzeczywistość. Bez łaski nie bardzo jest to możliwe, choć i rozumowo można bardzo daleko pójść w dobrym kierunku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  9. Z tym ucieleśnieniem Belzebuba lekka przesada. :)

    "Stabilni katolicy" ...

    Jestem ciekawa kogo masz na myśli, gdyż dla mnie "stabilni" to ci, którzy już w grobie leżą. Ci co jeszcze na tym padole żyją w małej łódeczce po oceanach niepewności i życiowych burz pływają. I czasem im się przypomni Pan wichrów i burz i zawołają głośno ... JEZU RATUJ!!! TONIEMY!!!

    I ani piękna ta łódeczka, ani wioślarze wytrwali ... a jednak z Jezusem można bezpiecznie dopłynąć nią do brzegu. Ważne w tym wszystkim jest to, aby Wspólnotę Ducha tworzyli, a nie każdy rwał życie w swoją stronę.

    Dobranoc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  10. KTO ZADAJE BÓL???

    "/.../ bo zadał Ci ból "

    Kasiu ... Pytam się kolejny raz, bo dla mnie nie ma Boga, który zadaje ból.

    Jakkolwiek człowiek interpretuje swoje doświadczenie nie może Boga ustawiać w kolejce sprawców cierpienia! Bóg jest MIŁOŚCIĄ i co najwyżej bierze część człowieczego cierpienia na swoje ramiona. Gdy wchodzę na cmentarz i czytam ... Bóg tak chciał ... to gdzieś w środku wzbudza się we mnie wielki sprzeciw. Rozumiem ból związany ze śmiercią najbliższych i dlatego raczej współczucie niż złość mam na tę sytuację. Jednakże należy pochylić się prawdzie, że śmierć nie jest wymysłem, ani wolą Boga, lecz przyszła ona na człowieka w wyniku jego wolnego wyboru... więc jak w tym miejscu oskarżać Boga??? NIE ROZUMIEM tego toku myślenia!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. a może inaczej zapytam ..

    O JAKIM BÓLU MÓWISZ?

    Bo jest ich wiele rodzajów. Jedynie ten OCZYSZCZAJĄCY naszą duszę może pochodzić od Boga i ma jakiś sens, żaden inny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  12. Rozumiem Cię Kasiu, ale idąc dalej za Twoim pięknym przykładem...

    Może pragnienie dziecka dotyczyło chleba powszedniego i dlatego nie dostrzegło, że otrzymało o wiele smaczniejszy ... CHLEB Z NIEBA?

    Może stojąc bardzo blisko Jezusa szukasz Go w przestworzach?

    I może dlatego smutek Cię nie opuszcza?


    PS.
    EWANGELIA ...

    Samarytanka przy studni miała pragnienie zwykłej wody, ale Jezus zaproponował jej WODĘ ŻYCIA. Patrząc z boku na tę sytuację czasem zastanawiam się ...

    Czy Samarytanka ugasiła swoje ziemskie pragnienie, czy też otrzymała łaskę znoszenia tego pragnienia w taki sposób, że pobiegła z RADOŚCIĄ oznajmić to swoim braciom?

    Czy poznając prawdę o sobie i swoim grzesznym życiu nie cierpiała na tyle mocno, że musiała walczyć ze sobą, aby swojego gniewu nie przerzucić na Tego, który doprowadził ją do tej prawdy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  13. ... a może jeszcze Twój dialog z Jezusem przy studni się nie skończył?

    Myślę, że wielu nosi w sobie podobny ból i podobne pytania. Nie mają jednak na tyle odwagi w sobie, ani pokory by zawalczyć o własną duszę. Może nie tylko dla siebie przecierasz ślad ku Bożej Miłości? I stąd ta wielka trudność ..Kto wie ... któż to wie?

    W każdym razie coraz bardziej lubię z Tobą rozmawiać ... masz coś w sobie, co przyciąga uwagę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  14. Kasiu, napisałaś:

    "Przyjęłam do wiadomości, że z jakiegoś powodu Stwórca umiejscowił mnie na drabinie bytów na szczeblu z napisem "egzemplarz wybrakowany, odpad komunalny"...

    Inaczej bym rzekła. Po grzechu pierworodnym wszyscy jesteśmy "egzemplarzami wybrakowanymi, ale do ... recyklingu. Trzeba jednakże nieco posegregować śmieci w naszym sercu i umyśle. Proces dość długi i często śmierdzący, ale cóż ... efekt końcowy warty zachodu.

    Napisałas dalej: "wybrakowanym się nie należy nic fajnego"

    Odwieczne pytanie - dlaczego innym jest lepiej? Czy oby na pewno? Pierwsze wrażenie najczęściej mija się z prawdą, więc myślę, że gdybyś pogrzebała głębiej w życiu tych "szczęśliwców" okazałoby się, że nie zamieniłabyś swojego życia na inne.

    "I jeszcze coś:"Może nie tylko dla siebie przecierasz ślad ku Bożej Miłości?".Co to znaczy? Dla kogo jeszcze?"

    Gdy pisałam to zdanie przypomniał mi się mały epizod z mojego narzeczeństwa. Nie było wtedy komórek i zdana byłam na kontakt listowny z moim obecnym mężem. Studiowałam w Lublinie, tak, że nie widzieliśmy się ze sobą dość długo. Tak wprawiliśmy się w to pisanie, że listonosz każdego dnia przynosił mi list od Krzysztofa. Czasami były to 4 - 8 stron pisanych maczkiem. Ja też nie byłam mu dłużna. Po kilku latach pewien młody mężczyzna z jego pracy przyznał się do tego, że potajemnie czytał te listy, które Krzyś brał ze sobą do pracy i właśnie one uratowały mu życie. Przeprosił za wścibstwo, którego jak sam mówił ... wcale nie żałuje. Listy te mam do tej pory. Czasami do nich wracam i uśmiecham się do samej siebie. Nie będe mówiła, co w nich było, ale są nadal pełne ciepła i miłości i zaufania Bogu.

    Gdy piszę z Tobą, mam wrażenie, że wiele osób nas wspiera modlitwą. Są też i takie, które przeżywają te same rozterki, co Ty i ja. Nie umiem wytłumaczyć tego uczucia... ono mi po prostu towarzyszy jak pamięć o młodzieńcu, o którym pisałam wyżej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  15. "Jeśli więc ktoś idzie z tyłu i się przygląda, nie mam nic przeciwko temu." ...

    Ja też nie. Powiem więcej, modlę się także za te osoby, aby napiły się razem z nami z tej studni, co Samarytanka. Jak się ktoś przyłączy do rozmowy też będę się cieszyła, bo:

    "Gdzie dwaj lub trzej są zgromadzeni w imię Jezusa - ON TAM JEST!"

    ... a przecież po to tu ze sobą rozmawiamy, aby Go odnaleźć i zacząć z Nim być w KOMUNII, we WSPÓLNOCIE DUCHOWEJ, o której dzisiaj tu rozmawiamy.

    PS.

    Nie wiem jak Ty, ale coraz częściej mam radość w sobie :) Jakbym doszła do małej polanki z wodospadem, by odpocząć i zaczerpnąć na nowo siły. Wczoraj wzięłam gitarę i rozśpiewałam się w Psalmach jak za dawnych czasów. Musiałam powtórzyć co nie co, gdyż przyjaciele we wrześniu obchodzą jubileusz 25 lecia Sakramentu Małżeństwa i mamy ochotę pobawić się co najmniej jak w Kanie Galilejskiej.

    Już niedługo kolejny szkolny maraton. Myślałam, że coś sobie do szkoły przygotuję. Upały jednak ograniczają moją aktywność do minimum. Piszę też moją pracę i idzie to ślimaczym tempem, ale, dzięki Bogu ... idzie małymi kroczkami do przodu.

    Napisz coś więcej o swoim przyjacielu księdzu i tym festiwalu wiary. /chyba nie pomyliłam nazwy/. Jestem ciekawa jak się wziąć do tego przedsięwzięcia u mnie ... na małej wiejskiej parafii. Bo chyba jest to możliwe, w myśl Słowa ... DLA BOGA NIE MA NIC NIEMOŻLIWEGO.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  16. Powiem tak ... jak kiedyś skorzystasz z mojego zaproszenia i mnie odwiedzisz to przynajmniej nie będę miała kompleksów, że do pałacu Ciebie nie zapraszam, A u nas miejsce do wypoczynku /poza upałami/ jest naprawdę piękne .. i małe górki ... i rzeczka ... i kąpielisko ... i zaplecze gastronomiczne dla turystów różnej nacji. Ostatnio pod trampoliną odpoczywał mały jelonek, a w w krzakach kicał zając, więc ... mini raj na ziemi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  17. Jednego Tobie zazdroszczę ... tej studni z żywą wodą w wielkości hali widowiskowo - sportowej. Na szczęście nasza świątynia też jest wstanie pomieścić do 1000 dusz i też się wiele w niej dzieje :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  19. Wiesz co, tęsknota i we mnie jest jakaś. Mam wiele, ale coraz bardziej zastanawiają mnie słowa św. Augustyna:

    "Niespokojne serce ludzkie dopóki nie spocznie w Bogu”

    Tchnie z nich jakaś mądrość i prawda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  20. Moim zdaniem na ziemi wdychamy jedynie opary tego Bożego pokoju, który jest w niebie. Mają one jednak taką konsystencję, że tęsknota na jakiś czas odchodzi i dzięki temu nie zabija.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  22. OPARY BOŻEGO POKOJU ...

    Nie wiem, czy mają zapach? Choć wiem, że czasem pachną intensywnie. Są jak tlen - gaz, który nie pachnie, nie widać go, a jest go najwięcej. Jedni oddychają nim świadomie inni całkowicie bez świadomości. Nie ma jednak ani jednego człowieka na ziemi, który mógłby się bez niego obejść. Może tej prawdy doświadczyć człowiek, który na małą chwilkę został całkowicie jego pozbawiony.

    OSMOGENEZA

    Zapachowy dar Ducha Świętego. Najbardziej znanym i spektakularnym przykładem osmogenezy są fiołki i zapach Ojca Pio. Święta Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza pachniała różami. U Św. Ludwiny z Schiedam gdy pojawiły się stygmaty korzenny aromat ustąpił miejsca woni kwiatów: róż, lilii i fiołków.

    Dlaczego o tym piszę ...

    Bo może gdyby w każdym miejscu Duchowi Świętemu towarzyszył ten charyzmat byłoby łatwiej uwierzyć w Bożą Miłość? A może wcale nie, gdyż tak byśmy się do niego przyzwyczaili, że nie robiłby na nas większego wrażenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  23. Myślę, że w dzisiejszych czasach Bóg mówi jeszcze głośniej, jeszcze wyraźniej i jeszcze bardziej namacalnie. Tylko nasze uszy są bardziej głuche i oczy bardziej ślepe i w tym tkwi problem. Nafaszerowaliśmy nasz umysł tosycznymi nowinkami i mamy narkotyczne wizje Pana Boga. Detoksyzacja naszego ducha jest wtedy bardzo bolesna i długa, ale bez niej nie da rady usłyszeć głosu Boga.

    PS

    Mój Krzysztof był uzależniony od narkotyków 5 lat. /były to o wiele słabsze dziadostwa niż te dzisiejsze/. Po uzdrowieniu ciała jego psychika nadal odczuwała głód narkotyczny. Trwał on ponad 10 lat. Dopiero wówczas poczuł się od nich całkowicie wolny. Mówię tu o narkotykach, które rujnowały ciało i psychikę. Natomiast toksyny zatruwające nasze dusze są o wiele bardziej śmiercionośne.

    Jak myślisz ...

    Ile lat potrzebujemy się z nich oczyścić, by się poczuć naprawdę wolnymi dziećmi Boga?

    PS.

    O, Pio też jest moim ulubionym świętym. Ta jego gruboskórność wcale mi nie przeszkadza. Wręcz odwrotnie, dzięki niej nie przesłaniał Boga, którego głosił światu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  24. Co do Świętych ...

    Też ich nie czczę, bo jedyna cześć boska należna jest Bogu. Natomiast lubię przyglądać się ich życiu i patrzeć na ich zmagania duchowe. Dużo mi to daje wiary, że jeżeli oni mogli przeskoczyć zwycięsko jakąś trudność to i mnie powinno się udać przy świętej cierpliwości.

    Święci to nie ludzie bez żadnej skazy. To też "egzemplarze wybrakowane", które pozwoliły Jezusowi się z ufnością prowadzić.

    NAMACALNE MÓWIENIE BOGA ...

    Zamiast płonącego krzewu na Synaju masz Jezusa w postaci Eucharystycznej w każdym kościele. W każdej chwili możesz się tam udać i z Nim przebywać. Nie musisz długo czekać ... tak jak czekali pod górą Synaj Izraelici. Zawsze też jest opcja przyjęcia Jezusa duchowo. Żaden Izraelita nie miał takiej możliwości.

    Słup obłoku to znak Opatrzności Bożej. Mało masz jej znaków w swoim życiu? A jak nie pamiętasz - to kilka mogę Ci przypomnieć, wystarczy prześledzić Twoje posty z chwil wytchnienia.

    Głos ... Słowo Boga masz na wyciągnięcie ręki. Wystarczy otworzyć Pismo Święte.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  25. Właśnie przed chwilą przyszedł na maila ten tekst; mam wrażenie, że to do Ciebie :)

    "Bądź zatem cierpliwa, gdy wołasz, a nie ma odpowiedzi. Albowiem również to jest częścią pokusy."

    ps-po.pl/2015/08/12/wytrwalosc-jak-korona/?utm_source=feedburner&utm_medium=email&utm_campaign=Feed%3A+benedyktyni%2FKnAO+%28PSPO+%7C+Centrum+Duchowo%C5%9Bci+Benedykty%C5%84skiej%29

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  26. Idąc tropem Ewagriusza z Pontu ...

    "Wszystko to sprawia Zły, ponieważ chce wprawić w zamęt naszego ducha"

    Łaską z nieba i swoją wytrwałością go pokonasz, niczym innym. Gdy zaczyna się nieco lepiej z Tobą dziać wyciąga on swoje działa i pakuje swoje pociski w wyobraźnię i pamięć. Gdy będziesz do tych obrazów wracać nigdy się od nich nie uwolnisz.

    Lepiej w tym momencie usiąść w milczeniu jak Hiob i nie dyskutować z myślami, które do Ciebie przychodzą. Nie wszystkie one muszą być Twoje.

    Podobnie się ma z myślami dobrymi. One też nie muszą być wszystkie Twojego autorstwa. Proś o dar rozeznania swoich myśli, a zaczniesz rozpoznawać w sobie podszepty demonów i natchnienia Boże. Ja również w tej sprawie wspomnę dziś na modlitwie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Więc sama widzisz, że podszepty Złego rozpoznajesz. A jeżeli to potrafisz, to jesteś w stanie wyłapać również natchnienia Boga i usłyszeć Jego głos. Jeżeli więc masz z tym problem to nie dlatego, że Bóg milczy.

      Usuń
    3. I jeszcze jedno ...

      Bóg mówi również przez ciszę, nie tylko przez grzmoty błyskawic

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  27. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie znam żadnego przepisu, który regulowałby tę kwestię. Praktyka wynika raczej z przyczyn czysto technicznych. Np. u nas Proboszcz udziela Komunii pod dwiema postaciami wszystkim lektorom na każdej mszy, bo jest ich mało. Potem całej parafii w Wielki Czwartek i w każde ważniejsze uroczystości takie jak: Sakramenty Chrztu, Komunii Św. Małżeństwa, Jubileusze itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  29. Przepis jest jeden ...

    OBY PRZYJMOWANIE KOMUNII ŚWIĘTEJ NIGDY NAM NIE SPOWSZEDNIAŁO ...

    Jak tlen, którym oddychamy, a mimo to zanieczyszczamy go ile wlezie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  30. Chcę Wam dziś przedstawić Wspólnotę " Dotyk Boga" z Gliwic. Wanda
    https://www.youtube.com/channel/UCZfrp9yiu74BEUHBxkGORdA

    OdpowiedzUsuń
  31. Czy może jesteś zaangażowana w jej życiu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie Alicjo, znam ją tylko przez internet. Moją jest Wspólnotą OwDŚ " Nadzieja Chwały" znana tylko w parafii i okolicy ale w tym roku 5 września u nas będzie spotkanie diecezjalne wszystkich Wspólnot, więc może i o nas co napiszą :). Wanda

      Usuń