niedziela, 11 października 2015

BŁOGOSŁAWIEŃSTWO, czy PRZEKLEŃSTWO?

Z dzisiejszego czytania ... Mk 10,17 - 30

"U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe".

Czasem trudno uwierzyć, że Bóg nas kocha. Jest tyle sytuacji w życiu, których nie da się pojąć w kategoriach szczęścia. Bo jak zrozumieć fakt, że w tej samej parafii w ciągu jednego miesiąca dzieją się rzeczy, które w ludzkim postrzeganiu szczęścia stoją całkowicie po przeciwległych biegunach? 

Prawdziwym szczęściem jest cudowny powrót do życia młodzieńca (pisałam o tym wcześniej), ale jak powiedzieć młodej matce o szczęściu, która pochowała swoje dziecko w 8 miesiącu ciąży, która prawie do krytycznego dnia przebiegała prawidłowo?

Jak to możliwe?

Jeszcze w narzeczeństwie, razem z moim przyszłym mężem ułożyliśmy naszą prywatną modlitwę, którą potem wypaliliśmy na desce i powiesiliśmy na ścianie w kaplicy Matki Bożej na Jasnej Górze. Odmawiamy ją codziennie od ponad trzydziestu lat. Jest w niej zdanie, w której prosimy Boga, aby wypełniał On swoją wolę w nas nawet wbrew naszej woli. Mamy bowiem świadomość, że Bóg zna nas lepiej od nas samych i wie, co na dany moment jest dla nas najlepsze.

Gdy doświadczamy teraz chwil. które zwalają nas z nóg przypominają mi się te słowa i przychodzi refleksja ... przecież sami tego chcieliście .... 

... wbrew oczekiwaniom finansowej stabilizacji
... wbrew pragnieniu, by inni nas podziwiali
... wbrew niezrealizowanym marzeniom
... wbrew poczuciu bezpieczeńswa
... wbrew dobremu mniemaniu o sobie
... wbrew satysfakcji z czego kololwiek
... wbrew ....

I gdyby nie pewne sytuacje świadczące o tym, że Bóg naprawdę się o nas troszczy można by było się po prostu załamać pod ciężarem  dzisiejszych zmartwień. Są one dla nas kołem ratunkowym, które nas trzymają na powierzchni oceanu ludzkich niemożliwości. 

***

Dopiero w perspektywie ostatecznego spotkania z Bogiem można zobaczyć, co jest błogosławieństwem, a co nim nie jest.

147 komentarzy:

  1. Powinniśmy starać się poznawać wolę Bożą, żeby móc się do niej dostosować. Jeśli byśmy żyli zawsze zgodnie z nią, wtedy nie spotykało by nas żadne cierpienie. Wszelkie cierpienia są skutkiem świadomego lub nieświadomego naruszania woli Bożej. Gdybyśmy wsłuchiwali się bardziej w siebie i szukali w prawach stworzenia woli Bożej, moglibyśmy wielu kłopotów uniknąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W życiu nie czytałam podobnej bzdury.

      Usuń
    2. "Nie każdy, który Mi mówi:" Panie, Panie!", wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie."
      Napisałam to samo, tylko swoimi słowami.
      Czy o tę "bzdurę" chodzi?

      Usuń
    3. O tę:
      "Wszelkie cierpienia są skutkiem świadomego lub nieświadomego naruszania woli Bożej. Gdybyśmy wsłuchiwali się bardziej w siebie i szukali w prawach stworzenia woli Bożej, moglibyśmy wielu kłopotów uniknąć.".
      Powiedz to prześladowanym za wiarę dzieciom syryjskim. Same są sobie winne, prawda? Bo naruszyły wolę Bożą? Powiedz to dwu-, trzyletnim pacjentom hospicjów. Sami są sobie winni, prawda? Naruszyli wolę Boża, prawda? Część mojej rodziny zginęła w komorach gazowych Auschwitz. Też są sobie winni sami, prawda? Pewnie wolę Bożą naruszyli!
      Jeśli cierpienie jest karą za naruszenie woli Bożej, to pogratulować Boga-sadysty i mordercy, w którego wierzysz.

      Usuń
    4. Wierze w Bożą Sprawiedliwość. To, że kościoły zataiły prawdę o poprzednich wcieleniach skutkuje tym, że ludzie bluźnią Bogu.
      Jezus powiedział "Co zasiejesz, to zbierzesz". Zbieramy owoce poprzednich wcieleń. Przecież w jednym krótkim życiu nie było by to możliwe.
      Ucinam ta dyskusję, bo nie ma ona sensu.

      Usuń
    5. Nie, dlaczego? Teraz to się dopiero robi zabawnie - doszła jeszcze reinkarnacja. Masz poczucie humoru!

      Usuń
    6. "Wszelkie cierpienia są skutkiem świadomego lub nieświadomego naruszania woli Bożej."

      Nie mogę się z tym zdaniem zgodzić. Wystarczy przeczytać o doświadczeniu Hioba i jego cierpieniu. Przyjaciele, choć w dobrej wierze - obarczyli go winą odejścia od Pana Boga. W ten sposób zamiast mu pomóc dolali jedynie oliwy do ognia.

      "Reinkarnacja"... nie tędy droga ... ale każdy sam jest kowalem swojego losu.

      Usuń
    7. Witam nowego gościa na moim blogu :)

      Usuń
    8. No, niestety, powitanie miłe, ale klientela nieciekawa, nie moje klimaty.

      Usuń
    9. Oglądałam zdjęcia na Toim blogu. Są w moich klimatach :)

      Co do klienteli ...

      Ta ludzka różnorodność też mnie w jakiś sposób pociąga. Może nie ma w niej poprawnej ogłady, ani jednego horyzontu, ale ta "paleta barw" jest przez to właśnie bardzo bogata.

      Czasem wychodzą z niej bardzo piękne obrazy, ale trzeba się nieco nagimnastykować, aby z tego pomieszania nie wyszła bura plama. Myślę, że właśnie na taką trafiłaś i stąd niesmak. Mam nadzieję jednak, że lubisz trudne wyzwania ... i czasem pomalujemy wspólne chwile na pielgrzymim szlaku ku wieczności.

      Opatrzność Boża czuwa ... nie wierzę w zwykłe zrządzenia losu ... Ty też nie jesteś tu przypadkowo; tak myślę :)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyspo, mylisz pojęcie woli Bożej z dopustem i według mnie masz wypaczone pojęcie Boga. Zachowujesz się jak egoistyczne, rozkapryszone dziecko.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. Trochę gorąco się zrobiło :)

    I chyba tak musi być przy podjętym przeze mnie temacie.

    Kochana Kasiu, napisałaś:

    "Mam nadzieję, że będziecie konsekwentni w swoich modlitewnych zobowiązaniach i gdy ktoś zachoruje, nie pójdziecie do lekarza, tylko poczekacie na wypełnienie się woli Bożej (umrę albo przeżyję), a gdy stracicie pracę, to nie pójdziecie szukać nowej (wola Boska, albo Was Pan Bóg wyżywi, albo zdechniecie z głodu, a przynajmniej czasu dla wnuków będzie więcej)."

    Więc odpowiadam:

    Staramy się być konsekwentni, co wcale nie oznacza, że nie korzystamy z rozumu. I gdy ktoś z nas zachoruje idziemy do lekarza. Wpierw jednak prosimy Boga, aby nie trafić na konowała, który na swojej profesji chce zbić jedynie fortunę. Zapewne zapytasz ... czy poskutkowało? Nie wiem, bo na wielu takich trafiliśmy. Byli jednak i tacy, którzy przywrócili nam nadzieję. Za tych ostatnich więc dziękowaliśmy Bogu, a za tych pierwszych staraliśmy się modlić, aby nie spaprali życie kolejnej ofierze.

    Pracy też szukamy gdzie się da, bo chcąc pomóc komuś finansowo podjęliśmy ryzyko kredytów,które teraz odbijają się na nas i naszym zdrowiu. Gdybyśmy w nie nie weszli to może i do garnka byłoby co więcej włożyć ... Czy ryzyko się opłacało? ... Nie wiem ... na dzisiejszy dzień wygląda to kiepsko. Jak będzie jutro? ... też nie wiem, może będzie lepiej.

    Czy żałujemy naszej decyzji oddaniu się całkowicie woli Bożej?

    Bez oddechu i zastanowienia odpowiem - NIE ŻAŁUJEMY, BO POMIMO TYCH WSZYSKICH TRUDNOŚCI POKÓJ WEWNĘTRZNY NAS RZADKO OPUSZCZA. A GDY TRACIMY GO TO WIEMY, ŻE SCHODZIMY Z DROGI MIŁOŚCI. I zaczynamy szukać tego przyczyny ... wpierw w sobie, a potem w innych.

    Dużo by o tym mówić, ale daleko mi do wzoru pełnego oddania się Panu Bogu. Lepiej spojrzeć na Maryję ... więcej u mnie upadków niż wzlotów ... ale się staram na ile potrafię.

    ***

    Dopiero przy ostatecznym rozrachunku z Panem Bogiem wyjdzie cala prawda o takim podejściu do życia. Teraz na próżno szukać jakiejkolwiek racji. I nie ma powodu się o nią spierać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, Bóg nie jest oszustem. Bóg jest Drogą, bo wiedzie nas po właściwych ścieżkach, tylko my sami zbaczamy z Jego dróg ( mając wolną wolę)
      Jest Prawdą, jest Rzeczywistością, która niekiedy nas przytłacza, bo nie możemy jej pojąć.( bo mamy ograniczony umysł, rozum)
      Jest Życiem od samego początku aż do skończenia świata ( bo daje życie każdemu stworzeniu a istocie ludzkiej przyobiecał nawet życie wieczne )
      Kasiu, niech Ci Bóg błogosławi na nowej drodze życia. Tylko z Nim, tylko w Nim odnajdziesz spokój i spełnienie.
      Ps. Kasiu w niedzielę ofiarowałam za Ciebie pełne uczestnictwo w Eucharystii i nie wierzę, że Bóg tej mojej małej ofiary nie przyjął.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Kasiu, jest mi przykro, że czujesz się opuszczona przez Boga i nie doświadczyłaś oznak wysłuchania próśb za wstawiennictwem Matki Bożej Pompejańskiej. Moje prośby też nie zostały jeszcze wysłuchane ale ja nie tracę wiary, bo mocno wierzę i ufam że tylko Bóg może wszystko uczynić ale wg swojej woli i w swoim czasie i być może ja za swojego życia nie doświadczę owoców moich modlitw, ale ja nie zrażam się tym że nie otrzymuję od razu ( Izrael szedł wyboistą drogą przez 40 lat do Ziemi Obiecanej). Kasiu, wczoraj na spotkaniu modlitewnym prosiłam usilnie Boga, by usłyszał Twoje wołanie i nie pozwolił Ci odejść, zrezygnować, poddać się.( modliliśmy się Słowami z Ewangelii Łk 7, 1-10). Tulę do serca.

      Usuń
    4. Mnie też jest przykro ... ale się dalej modlę za Ciebie Kasiu

      Usuń
  5. Na odczucia nie mam rady ... mogę jedynie z Tobą pomilczeć i przeczekać kryzys, pozdr. alicja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  6. Nie do końca mogę się Kasiu z Tobą zgodzić. Pamiętam bowiem parę faktów, o których pisałaś tutaj na blogu. I świadczyły one o tym, że Bóg, pomimo Twojej chwiejności w emocjach jest wierny obietnicy, że kocha nas pomimo wszystko.

    Jesteś teraz w takim nastroju, że zaprzeczysz temu co piszę, więc przekomarzać się nie mam zamiaru. Po prostu ... jestem z Tobą i w przeciwieństwie do Ciebie widzę niektore sprawy nieco w jaśniejszych barwach.

    A co do podjętej decyzji ...

    Człowiek jest zawsze wolny w swoich wyborach, ale musi pamiętać, że jego wola nie zawsze prowadzi go w dobrą stronę. Dlatego musi nieco powstrzymać złe emocje, które chcą zawładnąć jego rozumem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Kasiu...

      Moja ś.p. kochana Mama chorowała na depresję dwubiegunową. Raz była w wielkiej euforii, aby za jakiś czas popaść w totalną beznadzieję. Przyjaciółka psychiatra uświadomiła mi, że w takich stanach potrzeba farmakologicznie pomóc mózgowi, który "nie nadąża" z procesami chemicznymi. Z własnego dośiadczenia wiem, że miała rację, bo gdy Mama dała się namówić na leczenie jej równowaga emocjonalna wracała do normy. Problem jednak był taki, że jej choroba wprowadzała ją w kompleksy niższości. Ale czasy się zmieniły ... problem leczenia stał się do przeskoczenia. Nie jestem lekarzem i nie mnie oceniać, ale może warto pozwolić sobie pomóc od tej strony, bo żal patrzeć, jak taka wartościowa osoba się męczy ze swoimi emocjami.

      Moja Mama bała się, że przyjaciółki się od niej odwrócą, gdy się dowiedzą o jej chorobie. Zawsze jej wtedy tlumaczyłam, że przyjacielem jest ten, który razem z nią postara się nieść jej brzemię.

      Ty wiesz, że bardzo mi na Tobie zależy ... modlę się w Twojej intencji ...

      Usuń
  7. Samotna Wyspo A ja po części zgadzam się z anonimem. Oczywiście mogę się mylić ale z wpisów Twoich tak to wygląda. Kochający Ojciec może tak Ciebie chce do nieba doprowadzić - nie słuchając? Im dziecko bardziej kaprysi, grymasi tym mądry ojciec staje się bardziej wymagający. Niech dziecko rzuca się na ziemię i toczy pianę - wtedy to już sygnał dla madrego rodzica -ojj na pewno nie dostaniesz tego co chcesz...
    WSPÓLNOTY - dobra wspólnota zaczyna od rozeznania z czym masz problem, co możesz zmienić przede wszystkim w sobie - Bóg za Ciebie tej pracy nie wykona./ukazując wady - nie żeby dopiec, dokopać ale dla Twojego dobra. Bo z boku lepiej widać czasem. Prawdopodobnie wznosisz modły do niebios o coś co masz przed samym czubkiem nosa? To co na czubku najtrudniej samemu zauważyć choć tych, którzy na Ciebie patrzą to aż bije po oczach. /byłam kiedyś u psychologa z problemem w którym coś podejrzewałam ale źle pojmowane przez mnie miłosierdzie - być miłym dla wszystkich nawet swoim kosztem - ukazał mi dopiero psycholog. Pozwalałam sobie niszczyć życie a i inni nic z tego nie mieli./ Ta prawda bolała jak nic wcześniej, czułam się podle, upokorzona, myślałam, że umrę ale żaden przyjaciel mi o tym nie powiedział --- bo może po prostu nie był przyjacielem. Miłosierdzie to przede wszystkim prawda i przede wszystkim o sobie samym a nie poklepywanie po plecach, bo nakważniejsze by było miło.
    Szczęście jest w nas samych, jedyne co możemy zmienić to siebie a nie czekać że Bóg zmieni coś w nas za nas. Tu się kłania dojrzałość - W Twoim przypadku bije po oczach dysonans oczekiwań między tym co sama ofiarowujesz. Piszesz różne złe rzeczy o innych z wyższością - gdyby do Ciebie ktoś tak napisał jak Ty do anonima byłby tylko obłudnym katolikiem - ale TY, TY to inny przypadek, Ty pracujesz nad sobą przecież i Tobie wolno.
    Wytykasz pięknie obłudę katolikom ale nie widzisz jak żałosne jest modlenie się do Boga jak do złotej rybki. Ja Ci nowennę to Ty mi to. Tak nie jest.Cuda przychodzą do tych, którzy szczerze decydują się na wolę Boga bo Go KOCHAJĄ - wierzą, że on jest dobry. I piszę to jako osoba, której dziecko zostało uzdrowione. Ja nie robiłam kontraktów - po prostu pogodziłam się, że ono ode mnie odejdzie, oddałam je Jezusowi i Maryi - rozumiałam, że to skutek moich grzechów i nie miałam o nic żalu do nikogo. Nie odmawiałam żadnych nowenn z kalkulatorem w ręku tylko trwałam w ciszy przy Bogu nie licząc nawet na cud, nie licząc na nic. Trudno to wytłumaczyć ale czytam czasem świadectwa uzdrowionych dzieci i rodzice tak podobnie opisuję swoje odczucia. Każdy z nas wchodzi w życie z jakimś bagażem - tak myślę - trudno to zmierzyć jeden ma kark nadto przetrącony brakiem uwagi rodziców inni są bardziej rozkapryszeni - nikt nie jest lepszy gorszy - wszyscy jesteśmy równo marni i jeśli mogę Bogu za coś dziękować to za ludzi i sytuację którzy marność tą mi wyraźnie punktują. Im więcej wiem o sobie tym łatwiej mi żyć. Bóg modlitwy oczekuje od nas na ostatnim miejscu na pierwszym jest słowo na drugim czyn. Zacznij chwalić Pana słowem w otoczeniu a nie bluźnić mu i złorzeczyć. Zacznij CZYNIĆ DOBRO a na końcu się módl to będziesz bardziej przypominać dziecko Boga a nie podstarzałą zdewociałą dziwaczkę, która modlitwę traktuje, jak kolejne wyjście na zakupy . I jeszcze jedno. Na depresję czasem po prostu potrzebne są leki. POZDRAWIAM SERDECZNIE ktosik

    OdpowiedzUsuń
  8. KTOSIK - pozdrawiam serdecznie. Lepiej bym tego nie napisała.
    Mogę tylko dodać link do artykułu, który przed chwilą przeczytałam.

    http://www.vismaya-maitreya.pl/kryzys_ducha_zlamali_jego_zlote_reguly.html
    Wyspana

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam KTOSIKA :)

    Bardzo dużo ważnych rzeczy zostało przez Ciebie poruszonych ...

    UZDROWIENIE ...

    Też jestem świadkiem uzdrowienia, które pozwala człowiekowi trzymać się na powierzchni życia. Wielka to radość spotkać Ktosika, który ma też potrzebę wielbienia Boga z całego serca. Z chęcią bym posłuchała Twojej historii ... mięknie mi serce, gdy uzdrowienie dotyka dzieci ... moje wnuki też swoje życie zawdzięczają Bogu i gdy na nie patrzę to pryska każde zwątpienie w Miłość Bożą.

    Od wczoraj śpiewam pieśń chwały, bo o mały włos nie zostałam wdową. Bóg jednak ulitowal się nad nami i tak poukładał okoliczności, że nadal mogę tulić się do męża. Ostatnio rozmawialiśmy o naszym zbliżaniu się do granicy ziemskiego bytowania. Od czasu do czasu nachodzą nas takie refleksje ... Stwierdziliśmy, że oboje nie jesteśmy jeszcze gotowi. Boimy się rozstania, tęsknoty, niewiadomej ... W wieczornej modlitwie oddaliśmy Jezusowi swoje lęki ... i co?

    Długo nie trzeba było czekać. Weszliśmy w doświadczenie, które pokazało nam jasno KTO JEST PANEM ŻYCIA i ŚMIERCI. Jesteśmy bogatsi o tę prawdę, która nie tylko dotknęła naszego umyslu, ale całego naszego jestestwa.

    OdpowiedzUsuń
  10. No proszę, proszę, jaki zgrabny linczyk! Miłość bliźniego tryska na wszystkie strony, nie wiadomo, gdzie się schować, żeby dziur w ubraniu nie wypaliła.
    A kim Wy wszyscy jesteście, żeby stawiać diagnozy i ferować wyroki? Kto z Was zna tę kobietę (czy dziewczynę) głębiej niż z komentarzy na blogu? Nikt z tego kółka wzajemnej adoracji śliniącego się nawzajem do siebie, nie czytał słów: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku?”?
    Pastwicie się nad Samotną Wyspą, bo wyczuwacie jej słabość, ale już nikt nie raczył zauważyć, że to ona traktuje Boga serio i bierze słowo „tak” za „tak” i „nie” za „nie”, ślepo wierząc w to, co napisano: „Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą”, „Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: Przyjacielu, użycz mi trzy chleby, bo mój przyjaciel przyszedł do mnie z drogi, a nie mam, co mu podać. Lecz tamten odpowie z wewnątrz: Nie naprzykrzaj mi się! Drzwi są już zamknięte i moje dzieci leżą ze mną w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie. Mówię wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu jego natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje”, „Otrzymacie wszystko, o co na modlitwie z wiarą prosić będziecie”. To właściwie o co Wam chodzi? O to, że zaufała i się zawiodła, czy może o to, że nie była obłudna i napisała szczerze o tym, co ją spotkało? A może psychoterapii potrzebuje nie ona, a ten, kto w imię wiary w Boga tępi innych za to, że wierzą w słowo boże?
    Byłam kiedyś taka sama jak ona, słaba i wydymana przez życie. Szukałam Boga i ludzi na katolickich blogach, a wszędzie znalazłam tylko sforę wściekłych, ujadających psów, które zagryzłyby każdego, kto nie szczeka tak samo jak oni, kto śmie mieć odmienne zdanie albo wątpić w niczym nie poparte dogmaty. To była bolesna, ale skuteczna lekcja. Wyleczyłam się raz na zawsze. To samo poleciłabym Samotnej Wyspie, jeśli to przeczyta. Wrzuć na luz, Dziewczyno i przede wszystkim nie szukaj pomocy ani zrozumienia tam, gdzie prędzej podadzą Ci kielich z cykutą. Jesteś inteligentna i potrafisz myśleć logicznie. Jeśli chcesz, napisz do mnie (adres znajdziesz na moim blogu). I nie przejmuj się atakami chrześcijańskiej miłości. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Frau Be, czuję się zawstydzona.

      Kasiu, choć nie miałam takiej intencji ...mogłam Cię zranić... przepraszam.

      Usuń
  11. Czuję, że muszę coś dopowiedzieć, aby znowu nie wyszło, że tym razem "ślinię się" do Frau Be.

    Czuję się zawstydzona tym, że nie okreśłiłam jasno swego stanowiska w niektórych kwestiach spornych, tylko zajęłam się swoją radością nie bacząc na smutek Kasi.

    Frau Be ...

    Twoja mowa ostra i dobrze, że stanęłaś w obronie Kasi. Ja tego nie uczyniłam, bo coś innego bardziej przykuło moją uwagę. Nie mniej jednak na jakiej podstawie dałaś sobie prawo osądzać innych?

    Twoje slowa:

    "Nikt z tego kółka wzajemnej adoracji śliniącego się nawzajem do siebie, nie czytał słów: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni."

    "Pastwicie się nad Samotną Wyspą, bo wyczuwacie jej słabość, ale już nikt nie raczył zauważyć, że to ona traktuje Boga serio"

    "Pastwicie" ... "nikt"....

    Kto się pastwi? Czy NIKT - to wszyscy na tym blogu? Skąd te uogólnienia i wsadzanie wszystkich do jednego wora? Czy nie zagalopowałaś się zbytnio w swoich sądach?

    Piszesz dalej:

    "A może psychoterapii potrzebuje nie ona, a ten, kto w imię wiary w Boga tępi innych za to, że wierzą w słowo boże? "

    Tępi, czy wyraża jedynie swoje stanowisko odmienne od Twojego? Skąd u Ciebie takie myślenie, że Tobie można to czynić, a innym nie?

    Piszesz:

    " Szukałam Boga i ludzi na katolickich blogach, a wszędzie znalazłam tylko sforę wściekłych, ujadających psów, które zagryzłyby każdego, kto nie szczeka tak samo jak oni, kto śmie mieć odmienne zdanie albo wątpić w niczym nie poparte dogmaty."

    I znowu uogólnienie ... "wszędzie" ... sfora wściekłych, ujadających psów, które zagryzłyby każdego, kto nie szczeka tak jak oni".

    Widzisz droga Frau Be. Nie szczekam tak jak Ty w każdej przez Ciebie poruszonej kwestii. Nie mniej jednak jestem bardzo wdzięczna, że zauważyłaś Kasię w jej bólu i rozterkach, gdy ja karmiłam się jedynie swoją radością. Napisałaś, że szukalaś kiedyś Boga. Bardzo jestem ciekawa, czy Go już odnalazłaś? Po tym, co napisalam nie liczę za bardzo na odpowiedź, choć nie ukrywam, że mam maleńką nadzieję, że wyskoczysz z "butów uogólnień" i odpowiesz na moje pytanie. Bo nadal uważam, że nie jesteś tu przypadkową osobą i napewno masz nam wszystkim coś ważnego do powiedzenia.

    pozdr, alicja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakim prawem? Takim samym jak Wy tutaj. Przyznaliście je sobie, więc dlaczego ja nie miałabym tego zrobić?
      Słowo „Nikt” znaczy to, co znaczy. Jeśli napisałam, że „nikt nie raczył zauważyć’, to właśnie tak było. Czyżbym napisała nieprawdę? Jeśli nie zauważyłaś, to tępienie dotyczy Samotnej Wyspy, nie mnie. Ja sobie poradzę, wystarczająco dostałam w dupę od ludzi, żeby stwardnieć. I wisi mi to, czy ktoś się zgadza z moimi poglądami, czy nie. Ale mnie szlag trafia, kiedy widzę takie zbiorowe lincze na słabszych. Poczytaj komentarze skierowane do Samotnej Wyspy – radosne huzia na Józia! Do wytykania, jeżdżenia po głowie, zastanawiania się nad stanem cudzej psychiki, dawania „dobrych rad”, opiniowania to tu każdy skory. Myślisz, że ona właśnie tego potrzebuje? Dawno już straciłam chęć i cierpliwość do cackania się z ludźmi, ale chyba więcej mam zrozumienia dla człowieka niż całe to gremium tutaj.
      A co do ślinienia, to występuje tu w najczystszej formie i nie jest to nic oryginalnego. Jednemu kubeł pomyj na łeb, a drugiemu takie serdeczności, że program „rzygam tęczą” uruchamia się automatycznie. Klasyka blogów religijnych, a już katolickich zwłaszcza. Pytasz, co znalazłam? Właśnie to, co napisałam. Gdziekolwiek się pojawiłam, zastawałam kółka wzajemnej adoracji, niby to dyskutujące, ale cała ta niby dyskusja sprowadzała się do potakiwania sobie i utwierdzania się w tym samym zdaniu. Samodzielność myślenia, stawianie pytań, zauważanie braku logiki lub konsekwencji zawsze skutkowało ustawieniem się sfory naprzeciw raroga i ujadaniem. Podkreślam: zawsze. Czy znalazłam Boga? Nie. Znalazłam tylko wściekłych ludzi, rozżartych przeciwko bliźniemu katolików, czasem trafiał się jakiś innowierca, który w tym momencie ustawiał się po stronie sfory. Jak sądzisz, jaka naukę można stąd wynieść? W Tanzanii zabija się albinosów, w Polsce tępi się grubasów, islamiści mordują chrześcijan, a katolicy… nie są dużo lepsi.

      Usuń
  12. Napisałaś:

    "Jakim prawem? Takim samym jak Wy tutaj. Przyznaliście je sobie, więc dlaczego ja nie miałabym tego zrobić?"

    A więc witaj w gronie sobie podobnych ... Czyż nie właśnie o to masz żale do nas, co sama czynisz?

    Napisalaś:

    "Gdziekolwiek się pojawiłam, zastawałam kółka wzajemnej adoracji, niby to dyskutujące, ale cała ta niby dyskusja sprowadzała się do potakiwania sobie i utwierdzania się w tym samym zdaniu."

    W tym samym zdaniu powiadasz??? ....

    Zostawiam bez komentarza ... bo tyle tu różnych zdań na temat Boga, kościoła, rad ewangelicznych, katolicyzmu itp. ile komentujących, ale trzeba mieć wolę to dostrzec.

    Zastanawiam się nad tym ...

    - na ile jestem wściekłym człowiekiem rozżartym przeciw bliźniemu?
    - na ile jestem w sforze psów pożerającym innowiercę?
    - na ile uczestniczę w zbiorowym linczu na Samotnej Wyspie?
    - na ile jeżdzę każdemu po głowie bez trzymanki?

    Nie znam jeszcze odpowiedzi na te pytania, które rozszerzyły mój rachunek sumienia o nowe kwestie. Człowiek nawraca się do samej śmierci. I warto weryfikować swoją postawę wobec Boga i bliźniego o nowe sprawy. Dlatego dzięki za wskazówki. Mówię to naprawdę szczerze, choć nie spodziewam się zrozumienia ... raczej kolejnego "rzygania tęczą", ale może się mylę.

    Zapytalaś o Samotną Wyspę:

    "Myślisz, że ona właśnie tego potrzebuje?"

    Nie wiem, co Kasia potrzebuje, pogubiłam się ... może Ciebie i Twoich rad? Jeżeli jej pomożesz nie mam nic przeciwko temu.

    pozdr. alicja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. „Sobie podobnych”? Tego nie wiesz. Ale na potrzeby tego miejsca i tej sytuacji w jest sam raz.
      Tak, właśnie „w tym samym zdaniu”, sprowadzającym się do przeczenia oczywistym faktom i zgodnego wpędzania człowieka w jedynie słuszne poczucie winy.
      Co do Ciebie, to wystarczy, że jako gospodyni na tym blogu pozwalasz na to, co się stało. Jeśli masz czyste sumienie, nie ma sprawy, Twoja broszka.
      Nie zamierzam udzielać Samotnej Wyspie żadnych rad, bo nie znam jej sytuacji, nie wiem, co ją boli. Diagnozować tym bardziej jej nie zamierzam, ponieważ jej nie znam, nie mam do tego uprawnień i potrzebnego do tego tupetu, którego innym nie brakuje. Czego potrzebuje, też nie wiem, ale nie sądzę, żeby tym, co ją uszczęśliwi, miała być zmasowana nagonka. Na masochistkę mimo wszystko nie wygląda, raczej na kogoś, kto wie, czego chce.

      Usuń
  13. Na początku powiem, że nie wchodzę w rozmowę z wszystkimi komentatorami. Ty Alicjo, jesteś tu gospodarzem więc wchodząc ongiś na Twój blog, zapoznałam się z Twoim światopoglądem, wiem jakiego jesteś wyznania i rzeczywiście podziwiam Twoją wiarę i wiedzę. Wiem, że nie dorastam Ci do pięt :) i być może moja opinia gdzieś tam wcześniej wyrażona, którą tu potwierdzam uchodzi za " kółka wzajemnej adoracji śliniącego się nawzajem do siebie". Jakoś tłumów " potakiwaczy " Tobie Alicjo nie dostrzegłam... więc nie rozumiem tego wyrzutu.
    Kasia , jest drugą osobą z którą wymieniłam się kilkoma komentarzami, jeśli jakimś słowem Ją uraziłam to gorąco przepraszam, bo chcę pozostać w jej pamięci nie jako wróg ale przyjaciel, siostra w wierze... Nie wdaję się w szeroką dyskusję wirtualną, bo mi szkoda czasu...bo pożytek z niej niewielki, dużo nieporozumień dostarcza " słowo pisane", gdyż nie wszyscy jesteśmy " elokwentni" i precyzyjni w pisaniu.

    OdpowiedzUsuń
  14. RAU BE piszę tylko by wyjasnić - nie wiem do czego pijesz, nie znam katolickich blogów, nie wiem co to za sfora, co to za Wy - bo ja jestem ja. Nie bywam na żadnych blogach. Poza tym w każdym niemal zdaniu przeczysz sama sobie. Po prostu szukałam tu czegoś dla syna na sprawdzian od religii i natrafiłam na dialog Alicj z Samotną Wyspą, zainteresował mnie bo byłam w podobnej relacji jak te panie. Więcej osób tu nie widzę, jakiś pojedynczy anonim.Ale zaznaczam nie czytam wszystkiego. To tyle, reszty nie komentuję, bo wystarczy wejść na onet, interię, facebook by poczytać takie wpisy jak Twój - wylewanie pomyj na katolików pod byle pretekstem i także rzygam tą tęczą, choć spieprzaj tak jak Samotna Wyspa ci nie powiem. Widzę, że Gospodyni na każdym kroku pilnuje się by nie obrazić, nie urazić, pewnie między innymi dlatego by nie dac pretekstu do takich oskarżeń i to co piszesz to kula w płot. Nie rozumiesz albo udajesz, że nie rozumiesz o co mi chodzi - wytłumaczyć da się tylko tym, że szukasz czytaleników dla swojego bloga.
    ktosik

    OdpowiedzUsuń
  15. > ALICJO jesli chodzi o depresję i biednych ludzi - to pamiętaj, że trzeba uważac, by ten którego chcesz z dna podnieść nie pociągnął Cię za sobą. Opowiem swoją historię: Przez rok dzwoniła na skajpa o kazdej porze - znajoma, przyjaciółka(?), kiedy tylko jej sie podobało a ja słuchałam wielogodzinnych zwierzeń, grzecznie potakując i ofiarując swoją modlitwę coś jak Ty. Moje problemy w tych rozmowach nie istniały były tylko jej.Szczere jej współczułam i życzyłam jak najlepiej, a po naszych rozmowach lepiej sie czuła. Wiele jej wybaczałam, tłumacząc to trudnym dzieciństwem, ojcem alkocholikiem - Obmówiony był każdy nasz wspólny znajomy a najbardziej mąż - powiedzmy: "Asi". Nie przeszkadzało jej to wymagać, by inni jej nie oceniali. (Bo mój mąż przecież wspaniały, bez wad, tak samo jak moje życie bez problemow) Mnie czasem, aż piekły policzki ze wstydu, słuchając tego ale nie śmiałam przerwać.Czasem dochodziło do mnie jak fatalnie ona się do niego odnosi. Facet pracuje od świtu do nocy, ona siedzi w domu z dwójką dość dużych dzieci od 10 lat bo ma "depresję". Wszystkie weekendy, wakacje ona w rozjazdach wakacyjnych a on w robocie. Generalnie bawi się - wyjścia ze znajomymi, coraz to nowe kółka zainteresowań przeróznych itp, bo sprzątać, prasowac do domu przychodzi mama, która rozpieściła ją jako jedynaczkę. Gdy mąż wraca z pracy ma obowiązkowy spacer z dziećmi. Zresztą zajmuje się nimi do wieczora, bo ona odpoczywa od nich po całym dniu. Mąż czasem też coś sprzątnie, jak juz mega śmierdzi (ona uważa, że - robi jej na złość by ją upokorzyć i pokazać, że ona nie sprzątnęła) W końcu jak wypaliła, ze on jest taki beznadziejny, że nawet nie ma własnych kolegów i zainteresowań (no bo kiedy) ośmieliłam sie wspomnieć, że może też byc jemu cięzko bo ona ma niełatwy charakter i wtedy wściekły atak został przypuszczony na mnie a demagogiczne slogany o nieocenianiu itd. były na pierwszym miejscu. Zaczęlo się wdeptywanie mnie w ziemię. Po prostu na dogmacie o złym mężu opierało sie jej całe życie - osobie tej była potrzebna koalicja pełnych zrozumienia wobec jej cierpienia przyjaciółek, rodziny. Sztab ludzi podtrzymujących sztandar, jej wygodnego życia "zły mąż a ty taka biedna". Mój mąż oczywiście był bez zarzutu - a ja miałam niezasłużone szczęście takiego spotkać (tak naprawdę jest taki jak każdy ale nie mam w zwyczaju obrabiać najbliższych i mam dużą tolerancję do jego wad i niewiele oczekiwań), a moje życie bez problemów (oczywiście problemów mam wiele, jak każdy ale przecież to nic z MEGA problemami Asi). Gdy sie spotykalismy okazywało sie, że moje dzieci są złe, niegrzeczne, jej były zawsze bez zarzutu, nawet gdy psuły moim zabwki. Spotkała mnie nieuczciwośc z jej strony - chodziło o pieniądze i wiele kłamstw. (- no ale ktoż z nas ma prawo osądzać?). Poza tym moje, jako że starsze pilnowały non stop jej dzieci. Żeby było smieszniej to katoliczka, teolożka i zaczęły sie nawet pomawiania mnie o to, że jestem opętana i tak dalej, a że koalicjantów ma masę to się ledwo pozbierałam. Co gorsza, kiedy chciałam zerwać ten chory układ - okazało się, że ona w imie miłości bliźniego mi wybacza i chce wrócić do dawnych relacji a może tylko korzyści materialnych ze mnie? Było ich sporo. Tego się nie dowiem. Teraz znalazła sobie kolejną osobę, która ją "rozumie". Ja się zastanawiam czasem - czemu ludzie tak sobie komplikują zycie ??? A co do oceniania, całe nasze postrzeganie rzeczywistości to jedna wielka ocena, a połowa przymiotników to oceny - grzechem jest osądzanie. I nie przesadzajmy z tym wszystkim - napiałam na początku, że mogę się mylić, bo znam osobę tylko z wpisów - może ona uznać, że się mylę, a może wziąć coś dla siebie. Za zamieszanie przepraszam ale moje intencje z całego serca były dobre. Chciałam pomóc Kasi jak umiałam.Ktosik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozśmieszaj mnie. Szukać czytelników tutaj? Wybacz, nie stawiam na ilość, ale na jakość. Nie potrzeba mi na siłę kompletować gremium, które nie rozumie, co czyta, a w sztuce pisania zatrzymało się zaraz po chlubnym ukończeniu zerówki.

      Usuń
    2. Frau Be

      Staram się, ale nie bardzo potrafię zrozumieć Twojej złośliwości.

      Usuń
    3. A wiesz, nawet mnie to specjalnie nie dziwi.

      Usuń
    4. Akurat to jestem wstanie zrozumieć. Dziwią się bowiem jedynie ci, którzy nie zamykają się w swoich szufladkach i schematach.

      Usuń
    5. I Ty też. To Twoje konstytucyjne prawo.

      Usuń
    6. Ooooooooooo ... znowu jednomyślność ... nieźle Frau Be :)

      Konstytucję przesiewam jednak przez filtr prawa Bożego i jeżeli nie jest ona zgodna z prawem naturalnym nie czuję się nią skrępowana.

      Napewno jednak przyjmuję zapis o szacunku do godności KAŻDEJ osoby.

      KONSTYTUCYJNE PRAWO ...

      Polska Konstytucja już w swojej preambule stwierdza istnienie przyrodzonej godności człowieka. Art. 30 Konstytucji charakteryzuje ją jako przyrodzone, niezbywalne i nienaruszalne źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest jedyną konstytucyjną wartością, która nie może być ograniczona i jedną z klauzul generalnych stanowiących podstawę interpretacyjną całego systemu prawa.

      W polskim Kodeksie cywilnym i Kodeksie karnym ...

      Godność jest dobrem osobistym chronionym przez prawo. Razem z dobrym imieniem składa się na zdefiniowane w art. 23 Kodeksu cywilnego pojęcie czci. Z punktu widzenia Kodeksu karnego naruszenie czyjejś godności jest przestępstwem znieważenia. Sąd Najwyższy RP w wyroku z 21 marca 2007 (I CSK 292/06) stwierdził, iż godnością osobistą jest własne wewnętrzne przekonanie danego człowieka o jego etycznym i moralnym nieposzlakowaniu oraz oczekiwanie czci wobec siebie rozumianej jako...
      ...
      POZYTYWNE NASTAWIENIA innych osób wobec niego ze względu na społeczne i osobiste wartości, które reprezentuje.

      Tak rozumiana godność nie podlega wartościowaniu, a jej naruszenie występuje, gdy bez uzasadnionych podstaw, zwłaszcza w obecności osób trzecich, traktuje się kogoś negatywnie i wyraża się o nim w sposób poniżający.

      ***

      Jak myślisz Frau Be ...

      Na ile w Tobie pozytywnego myślenia wobec mnie i moich gości na blogu?

      Na ile są uzasadnione Twoje złośliwe i poniżające uwagi względem konkretnych tutaj osób?

      Czyżbyś swoje sądy opierała jedynie na kilku komentarzach w jednym poście?

      ***

      Żyjesz w iluzji przestrzegania prawa konstytucyjnego względem mojej osoby.

      Usuń
  16. Do Frau Be

    Małe "coś" o moim gospodarowaniu na blogu...

    Zaproszeni są wszyscy, bez wyjątku. Katolicy "z pierwszych ławek" jak i Ci, którzy są całkowicie poza Kościołem /w moim rozumieniu Kościoła jako wspólnoty ludzi wierzących, będących w jasno określonych strukturach/. Drzwi otwieram dla każdego, dlatego nie raz, ani nie dwa pojawiały się osoby z całkiem innej bajki. Bardzo cenię sobie ich obecność, chociaż z tego powodu dochodzi do wielu spięć.

    Nie uważam, że są one czymś złym. Dopóki nie naruszają czyjejś wolności osobistej są motorem do poszukiwania Prawdy obiektywnej o Bogu i drugim człowieku. Niestety ... prawda o człowieku jest taka, że nie jest on idealny. Nawet w dobrej wierze czyni wiele zła i rani drugiego człowieka. I dobrze, że ktoś z boku to zobaczy i zwróci na to uwagę. Tym razem zrobiłaś to Ty, choć i Twoj język daleko odbiegał od miłości. Ulitowałaś się nad Samotną Wyspą i dobrze, że to zrobiłaś. Ale ...

    Czy stając w obronie jednych można gnoić innych?

    Moim zdaniem ... nie ... bo wtedy niczym się nie różnimy od tych, których osądzamy. Myślę, że każdy z nas wchodzi w tę pułapkę i dlatego warto spojrzeć na siebie z tej perspektywy robiąc szczegółowy rachunek swojego, a nie czyjegoś sumienia.

    Masz rację, pozwalam na ten wachlarz różnych osób i zawsze proszę, aby szanowali innych. Nie zawsze jednak od razu wyłapię zagrożenie i wtedy mi się obrywa ... i słusznie ... Nie zamierzam jednak z tego powodu zamykać komukolwiek drzwi, gdyż w głębi serca wierzę, że nad każdym z nas czuwa Dobry Bóg, który umierając na krzyżu nie wykluczył nikogo z kręgu swoich przyjaciół.

    Nie potrafię jak Jezus wyzbyć się swojej emocjonalności i czasem nieźle mnie ona ponosi, ale na ile potrafię chcę przyjąć tu każdego w miarę ciepło, a dopiero potem ścierać się o poglądy i światopoglądy. I moim zdaniem to nie ma nic wspólnego ze ślinieniem się do kogokolwiek i wzajemną adoracją.
    Adoracja należna jest Bogu ... I TYLKO JEMU!!! My zaś jesteśmy jedynie marnymi pielgrzymami po tej ziemi, pełnych wad i złych nawyków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A moim zdaniem, jeśli się czasem nie kopnie w dupę kopiącego innych, to inaczej do niego nie dotrze, że nie powinien tak robić.

      Usuń
    2. Frau Be

      To może czas kopnąć i Ciebie, aby dotarło, że nie szukamy zwady, lecz porozumienia. Doszukujesz się podtekstów , nadajesz własny sens słowom, które czytasz i uważasz, że Twoja ocena jest jedynie słuszna. A może spróbuj choć raz przeczytać czyjeś komentarze w prostocie serca, bez nastawienia, że ktoś komuś chce dowalić z całkowitą premedytacją ... lejąc gdzie popadnie.

      ***

      Postaraj się przeczytać jeszcze raz niektóre wypowiedzi, które zacytuję:

      "Za zamieszanie przepraszam ale moje intencje z całego serca były dobre. Chciałam pomóc Kasi jak umiałam.Ktosik"

      "Kasia , jest drugą osobą z którą wymieniłam się kilkoma komentarzami, jeśli jakimś słowem Ją uraziłam to gorąco przepraszam, bo chcę pozostać w jej pamięci nie jako wróg ale przyjaciel, siostra w wierze.." - pisze Anna

      "Masz rację Frau Be, czuję się zawstydzona. Kasiu, choć nie miałam takiej intencji ...mogłam Cię zranić... przepraszam." - to napisałam ja.

      ***

      Nie mówię, że wszystko widzisz źle, ale są też sprawy, które postrzegasz całkowicie na opak. Możemy o tym pogadać o ile Cię interesuje moje zdanie.

      Nie jestem wyrocznią Prawdy i nikt z nas nią nie jest! Wspólnymi siłami możemy się jednak do niej pomalutku zbliżać. Pod warunkiem, że zrezygnujemy z podejrzliwości wobec drugiego człowieka. Czy jesteś gotowa na podjęcie takiego ryzyka?

      Bo wiesz ... takie podejście do drugiego człowieka zawsze wiąże się z ryzykiem, że nie zrozumie Twoich intencji właściwie i wtedy kolejna zadra gotowa. I z nią też trzeba się będzie zmierzyć "po bożemu", by pójść do przodu.




      Usuń
    3. "Po bożemu". Jak pani Dulska.

      Usuń
    4. Nie jak pani Dulska, lecz jak Pan Jezus ...

      Usuń
    5. W katolickim wydaniu, niestety, jednak dulszczyzna górą.

      Usuń
    6. Trzeba wpierw go dobrze znać ... nie z blogów lecz z życia ... i to swojego, a nie cudzego. A jak na razie patrzysz jedynie do cudzego ogródka ...

      Usuń
    7. Pewnie, że warto :)

      Dlatego nadal jesteś osobą, którą chętnie będę gościć u siebie. Zatrzymywać jednak na siłę nie będę. Nawet Kasi daję całkowicie wolną rękę, choć nie ukrywam ... pokochałam ją bardzo i bolesne to dla mnie rozstanie.

      Jeżeli jesteś w mocy jej pomóc to bardzo się z tego ucieszę. Jej dobro leży mi bardzo na sercu. A czy Ty w to wierzysz, czy nie - to już całkiem inna sprawa.

      Usuń
    8. Jeśli czytasz wszystkie komentarze Samotnej Wyspy, to masz tam gdzieś na dole napisane przez nią wyraźnie, że ludzie nie są w stanie jej pomóc, zatem ja też nie. Chyba nie posądzasz mnie o zdolności cudotwórcze? Mnie jest jej żal podwójnie (dobrze, ok, jestem strasznie zła, tak, tak, wiem, wiem, ale mimo to miewam przebłyski) - nie tylko z powodu ataku, ale również z powodu zawiedzionych nadziei, których niepotrzebnie sobie narobiła.

      Usuń
    9. NADZIEJA ...

      Dla mnie ona nie umarła! Ukrzyżowano ją wprawdzie na krzyżu lecz po trzech dniach zmartwychwstała. I ta prawda jeszcze nie dotarła do serca Kasi.

      Zatrzymała się ona nad grobem NADZIEI i w swej rozpaczy nie potrafi podnieść oczu. Gdyby to uczyniła rozpoznała by Mistrza. I w tym aspekcie jej nie pomagasz bo utwierdzasz ją w przekonaniu, że jest tak jak ona czuje. Nie wszyscy jednak patrzą jedynie pod swoje nogi.

      Usuń
  17. Aniu ... dziękuję Ci za Twoją obecność i słowa. W sercach nosimy nasze intencje i one nadają sens naszemu działaniu. Inni widzą je przez pryzmat własnych doświadczeń. Jeżeli były one złe trudno się dziwić, ze nie wierzą w ich szczerość. Frau Be mówi o swoich złych dświadczeniach ... coż więcej można powiedzieć? ... ja się na nią nie gniewam, choć dała popalić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, "dawać popalić to my, ale nie nam", prawda?

      Usuń
    2. Nie do końca prawda ... Frau Be

      Jezus jasno powiedział, że Ci którzy za Nim pójdą nie będą mieli łatwiej od Niego ... będą kopani, wyśmiewani, wyszydzani, niezrozumiani, podejrzewani o niecne zamiary itd. itp.

      Raz dostaną SŁUSZNIE... bo im się należało za zło innym uczynione. Drugim razem NIESŁUSZNIE ... bo ktoś osądził ich według miary swojego serca.

      Usuń
    3. ...i dlatego oddają na prawo i lewo.

      Usuń
    4. Nie lubię mówić o innych. Wolę rozmawiać o Tobie i o sobie ...

      Pracuję nad tym, aby nie oddawać nikomu. Nie zawsze to mi się udaje, ale mam też za sobą małe zwycięstwa. Czy to samo możesz powiedzieć o sobie?

      Usuń
    5. Ani myślę!
      Czasy frajerstwa już dawno się skończyły, nie jestem chłopcem do bicia i nie zamierzam nim być.
      Zasadniczo to przyszłam się pożegnać, nie mam tu nic do roboty. Co chciałam wiedzieć, już wiem.

      Usuń
    6. Idź z Bogiem ... zawsze możesz jednak tu zaglądnąć ... drzwi mojego blogu otwarte dla każdego, dla Ciebie również :)

      FRAJERZY ...

      Masz rację, tak nazywano kiedyś chrześcijan i tak nazywają ich dzisiaj. Męczennicy syryjscy są tego dowodem. Nie dziwię się więc tym, którzy nie widzą sensu w tym wyznaniu.

      Sens odnajduje się dopiero wtedy, gdy na sobie człowiek doświadczy, że niemożliwe z punktu widzenia człowieka staje się możliwe dzięki łasce bożej. I tego doświadczenia Ci życzę z całego serca. Dla niego warto się czasem pomęczyć ...

      pozdrawiam, alicja

      Usuń
  18. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W porządku. Tutaj i tak nie mam czego szukać. Czy tylko Ciebie jedną nauczyli czytać i pisać po polsku?

      Usuń
  19. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Kasiu, cóż mam Ci powiedzieć... Dziękuję Ci za Twoją szczerość w aspektach które ujawniłaś " u Alicji ". Mnie nie byłoby na to stać, by nawet częściowo " ogołocić samą siebie ", swoich relacji z Bogiem, czy ich braku, swoich relacji z drugim człowiekiem tych negatywnych szczególnie. W moim wyobrażeniu jesteś szczerą do bólu, prostolinijną osobą, która niekiedy ma cięty język, której Bóg nie poskąpił rozumu i otwartości ale i trosk wszelakich. Życzę Ci spokoju ducha i rozwiązania wszystkich problemów piętrzących się na Twojej drodze życia. Niech Wszechmogący Bóg rozpromieni swe oblicze nad Tobą i niech Ci błogosławi i Twojej córeczce. Pamiętaj Kasiu, gdziekolwiek się ukryjesz przed Nim, Jego Oko i tak będzie Cię widzieć i traktować Cię będzie ( Bóg ) jako swoje ukochane dziecko i tego faktu nie zmienisz, nawet gdy na siłę zapierać się będziesz " ja już nie Twoja". Życzę Ci Kasiu, byś jak najprędzej z całkowitą Twoją szczerością mogła mogła wypowiedzieć do Niego " Tyś Mój na wieki" i Amen.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Rozumiem, że możesz czuć się przez Niego nie kochana, bo jest Ci źle i ciężko i znikąd oczekiwanej pomocy, ani bezpośrednio od Boga ani od ludzi ale ja niezłomnie wierzę, że nadejdzie taki dzień, że ujrzysz uśmiech Boga, poczujesz Jego dotyk. Twoja pustynia skończy się, nie ulegaj pokusom zła. Sam Jezus dał nam przykład zachowania się na pustyni...
      Tymczasem tulę Cię do mojego serducha. Dobrej i spokojnej nocy życzę, ukojenia w ramionach Jezusa. :*)

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    6. Wobec Twojej rezygnacji szukania Boga w tym momencie, wiedz to że Bóg nie zrezygnuje z Ciebie tak łatwo jak Ty Kasiu z Niego. On widzi więcej, szerzej i wie wszystko, zna Twą historię i widzi zagrożone Twoje dziecko bez duchowego wsparcia swojej mamy. Do dotychczasowych cierpień, kłopotów dnia codziennego dokładasz sobie ciężar wewnętrznej pustki, która teraz wydaje się być Ci ulgą. Życzę Ci i modlę się, aby w tą pustkę wszedł ponownie Jezus i wypełnił ją swoją Obecnością. Szczęść Ci Boże, Kasiu.

      Usuń
    7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    8. Kasiu

      Napisałaś: "Ja nie ulegam pokusie zła. Poległam pod murem obojętności albo nieistnienia Boga."

      Muszę Cię zmartwić. Jestem tego samego zdania co Anna. Dałaś się podejść demonowi, którego celem jest zniszczenie Twojej relacji z Bogiem. A On nie jest obojętny na Twoj los.

      Zaraz powiesz, że tej relacji nigdy nie było co jest kłamstem, o ile mówiłaś prawdę 6 czerwca 2015 o godzinie 23:24

      Cytuję:

      "Ja prosto z Festiwalu Wiary. Nieomal zdyszana - i szczęśliwa. O, gdyby każdy dzień mógł być taki!"

      Przypominam Ci tę chwilę, abyś stanęła w prawdzie wobec własnych słów. I robię to z miłości do Ciebie, gdyż Twoje szczęście tamtego dnia podniosło mnie z kolan. Może tym razem pomoże też Tobie na nowo uwierzyć w Miłość Boga.

      Usuń
    9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    11. Kasiu

      Porównanie byłoby prawdziwe, gdyby nie opierało się na fałszywym fundamencie ... Twój mąż nie jest Bogiem.

      ***

      Bóg jest zawsze wierny, a mąż ... niestety nie
      Bóg zawsze kocha, a mąż ... niestety nie
      Bóg zawsze czeka, a mąż ... niestety nie
      Bóg zawsze wybacza ...

      ***

      W jednym człowiek jest podobny do Boga. Tak jak On pragnie czystej Miłości. Problem w tym, że ją stracił i teraz musi się natrudzić, by ją odzyskać.

      Usuń
    12. Wiara nie jest jedynie czuciem ...

      Umiejętność odczuwania pomaga w wierze, tak samo jak i przeszkadza. Dlatego trzeba wszystkie nastroje przesiewać przez najdrobniejsze sito, aby nie obudzić się z ręką w nocniku.

      Usuń
    13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    14. Kasiu, piszesz:

      "Ja, zwykły, niedoskonały człowiek, patrząc na cierpienie mojego dziecka i mogąc mu pomóc, zrobiłabym to jak najprędzej i cieszyłabym się, że jest szczęśliwe. Nie mogłabym spokojnie, z założonymi rękami patrzeć jego łzy, gdybym mogła im zaradzić."

      Są operacje ratujące życie, w które wpisane jest cierpienie. W duchowym życiu też ta zasada występuje. Nie żyjemy w raju, lecz na ziemi. Patrząc na Jezusa na krzyżu nie mam wątpliwości, że tak jest. Chrześcijanin jednak patrzy dalej. Tylko trzy dni go dzielą od zwycięstwa nad śmiercią...

      Smutkiem napawa mnie fakt, że tak wielu zatrzymuje się nad rzeczywistością grobu topiąc się we własnej rozpaczy i beznadziei.

      Mówisz o matczynej miłości do swojej córki ...

      Przypomina mi się fakt, o którym tu na blogu jeszcze nie pisałam. Po śmierci Kamilka i Bartusia (moich wnuków) lekarze zdiagnozowali u mojej córki sepsę. Ta informacja dodatkowo mnie powaliła ... już nie tylko na kolana ... leżałam jak długa pod ciężarem wizji śmierci mojej córki. Pamiętam jak wtedy wołałam do Boga ...

      ... niech boli jak cholera, niech łzy lecą hektolitrami, ale nie zabieraj nam jej. A jeżeli tak chcesz to weź moje życie w zamian ... albo moje - dodał mój mąż po chwili. I naprawdę byłam wtedy gotowa na śmierć.

      Bóg darowal nam życie. I uwierz mi, że czasem ono boli jak cholera i łzy lecą hektolitrami. Ale gdy patrzę na Natusię i Wojtusia serce samo się rwie do dziękowania Bogu, tym bardziej, że z medycznego i ludzkiego punktu widzenia nie miały moje kolejne wnuki cienia szansy na istnienie.

      Usuń
    15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    16. ... że istnienie cierpienia nie jest równoznaczne z brakiem miłości Boga do człowieka.

      Usuń
    17. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    18. Oczywiście, że mój.

      Zastanawiam się jedynie ... czy tylko mój? Może ktoś zechce wyrazić także swój pogląd? Mam nadzieję, że tym razem unikniemy niepotrzebnych sądów, osądów albo linczów. No i będziemy przestrzegać zasady konstytucyjnej dotyczącej wolności słowa :)

      Usuń
    19. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  20. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Kasiu ...

      Nie przepraszaj, bo nie ma za co. To nie przez Ciebie to całe zamieszanie. Gdyby w nas była Miłość doskonała nie byłoby tutaj tej całej sytuacji. Wszystko widzielibyśmy w prawdzie ... nikt nikogo by nie podejrzewał o złe intencje ... nie byłoby zwątpień w wierze ... nie byłoby CIEMNOŚCI, która jest tak bolesna.

      Może chcesz, abym uwierzyła w to, że jesteś "odrzutem produkcyjnym". Na szczęście jestem WOLNA i mogę mieć własne zdanie na Twój temat. Nie ukrywam, że jest mi bardzo smutno, że czujesz się "gorszym dzieckiem". I jestem zła na swoją bezradność wobec Ciebie. Patrzę jednak na Jezusa ... On nikogo nie zatrzymywał na siłę przy sobie ... szanował wolność każdego człowieka. I nie pytaj jak dzisiaj mnie boli Twoja wolność ...

      Masz rację ... nic sama nie wskóram, więc jeszcze goręcej będę prosić o błogoslawieństwo Boga dla Ciebie i na drogę, którą wybierasz. Niech Cię nadal prowadzi przez ten tunel ciemności i uchroni przed "nadjeżdzającą lokomotywą". Ty wiesz o czym piszę ... inni nie muszą rozumieć.

      A gdy zmęczysz się nową rzeczywistością zawsze możesz tutaj zaglądnąć, napisać maila. Będę czekała z nadzieją, że znowu odnajdziemy się na szlaku. Żegnaj Kasiu ... Niech Bóg będzie zawsze z Tobą.

      Moim punktem oparcia jest Miłosierny Bóg, który pokonał każdą ciemność. Jemu zaufałam.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  21. No to ryczymy obie ... na amen :(

    PS

    Napisałaś:

    "Jest w tym dla Ciebie dobra wiadomość - nie będziemy się już kłócić na tematy religijne."

    Jest to najokropniejsza wiadomość na świecie!!! JA BARDZO LUBIAŁAM SIĘ Z TOBĄ KŁÓCIĆ!!!!!!!

    Tematy w stylu ... pierdu pierdu ...okropnie mnie nudzą. Nie mam do nich serca i z tego powodu nie jestem "duszą towarzystwa". Więc pozostaje mi bolesna tęsknota ... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  22. Chciałabym Cię zrozumieć, ale chyba nie potrafię wyobrazić sobie Twojej samotności. Mam jednak ogromną potrzebę przytulenia Ciebie ... i powiedzenia ... MAŁA, ODWAGI ... JUŻ NIEDŁUGO ...

    Nie wiem, co miałyby te słowa oznaczać w Twojej rzeczywistości ... ale trwam razem z Anną przed Panem Jezusem z ufnością, że wypełnią się słowa Jezusa:

    "U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe".

    Dobrej nocki Kasiu ... i znowu mała łezka poleciała ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. CO???

      Jak się nie schowasz do mysiej dziury i nie zamkniesz na cztery spusty to sama zobaczysz :)

      I skąd wiem o tym?

      Na dzisiejszy dzień i tak byś nie uwierzyla w to, co bym chciała Ci powiedzieć, więc niech zostanie to jeszcze słodką tajemnicą :)

      Usuń
    4. I jeszcze jedno ...

      Rozpacz jest podstępną siostrą szatana, bo niby się lituje nad Tobą, a w gruncie rzeczy zamydla oczy na to co przychodzi z nieba.Mówiłam Ci już dawno o niej. Wyrzucona z serca powraca ze zdwojoną siłą, aby odebrać Ci relacje z żywym Bogiem.

      Ta bitwa jest najbardziej krwawa, gdyż konczy się śmiercią jednego z wojowników. Wiele osób się teraz modli za Ciebie Kasiu, abyś nie przestraszyła się Goliata ... który z ludzkiego punktu widznia nie powinien przegrać, a jednak ...nawet on musiał ulec przed mocą Pana nieba.

      Usuń
  23. Witaj Alicjo !

    Jestem tu przez przypadek lub przedziwne zrządzenie losu. Przycupnęłam sobie na chwilę na boczku, słucham, czytam, ale jeszcze niezbyt orientuję się dlaczego w centrum uwagi są głównie problemy Samotnej. Jeśli ktoś nie chce pomocy, to nie skorzysta z żadnej z rad, choćby ktoś inny go błagał i prosił a nawet " złotymi zgłoskami" pisał o ważnych rzeczach. Pewnie tak jest dlatego, że każdy człowiek ma inną drogę do Boga i nie tylko do Boga, bo tak w ogóle inną drogę. Ludzie nie są winni tego w jakich rodzinach się rodzą i tego jak osoby najbliższe ich kształtują ( czytaj : raniąc zniekształcają ich psychikę i czynią ich nieszczęśliwymi, podejmującymi decyzje często niekorzystne dla siebie i najbliższych) a także wielu wydarzeń, które składają się na to jak życie ich potem doświadcza. W życiu dorosłym tylko od nas samych zależy, czy szukamy siły w sobie czy nawet w Bogu czy całkiem się poddajemy, nie lecząc ran, żyjemy dalej poranieni i nieszczęśliwi. Poranionym, którzy pochodzą z rodzin dysfunkcyjnych (DDA, DDD, DDRR) jest o wiele trudniej nawet zwrócić się do kogokolwiek o pomoc, uwierzyć komuś na słowo czyli zaufać ludziom i naczej myślącym niż on sam, a już na pewno uwierzyć w to, że Bóg ich wysłucha (skoro najbliżsi i w ogóle życie dało im już tak bardzo popalić) a przecież tu o WIARĘ chodzi, o SIŁĘ WIARY i O TO W CO SIĘ WIERZY .To wiara i tylko wiara, że to lepsze nadejdzie, czyni prawdziwe cuda Kto nie ma sił by uwierzyć, kto rezygnuje z pomocy samemu sobie, ten skazuje sam siebie, bo w głębi siebie wierzy w coś zupełnie innego : po prostu czuje , że to się i tak nie stanie, bo np. ma poczucie, że jest niegodny, że nie zasługuje, jest zbyt marnym pyłem itd., itp. a tak naprawdę ma nawyk trwania w schemacie bycia ofiarą ( czyjąś ofiarą, bo czuje się skrzywdzony przez kogoś- zawsze jest w stanie wskazać winnego z zewnątrz lub samego siebie, żeby się doszczętnie pognębić) Czyli , jeśli ktoś wierzy, że nic mu się nie uda, to ...niestety ma rację i wykreuje swój nieszczęsny los, ale jeśli wierzy , że z Bożą pomocą czy bez będzie lepiej, to rzeczywiście tak będzie . To dlatego optymiści są zdani na sukces pomimo tego,że i im życie nie skąpi trudności i problemów jak reszcie populacji.
    POZDRAWIAM :)





    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, proszę, następny domorosły specjalista się ujawnił. Bardzo proszę: wskaż, kto konkretnie spośród wypowiadających się tutaj
      a) jest poraniony przez najbliższą rodzinę,
      b) pochodzi z rodzinny dysfunkcyjnej,
      c) jest DDA
      d) jest DDD
      e) jest DDRR
      f) źródła, z których zaczerpnęłaś te informacje.

      Usuń
  24. Frau Be ... a może płacą ci za robienie zamętu?

    Bo jeżeli nie - to mam jeszcze inne wytłumaczenie na Twoją postawę. Pytasz Mari, kto konkretnie spośrod wypowiadających się tutaj jest poraniony...?

    W mojej ocenie wszyscy są bardzo poranieni przez różne sytuacje i różnych ludzi. Ty jednak z naszego grona najbardziej ... świadczą o tym Twoje słowa pozbawione empatii, zgorzkniałość, która bije na kilometr.

    Z początku myślałam, że stoisz po stronie Samotnej Wyspy, ale dzisiaj widzę, że wykorzystujesz jej ból dla wylewania swojej żółci na innych. Masz w nosie jej prośbę o to, byś wzięła trochę na wstrzymanie. Brniesz dalej ...

    Nie szkoda Ci życia, które może być o wiele piękniejsze od tego, które wokół siebie kreujesz? A może Ty nie wierzysz, że ludzie mają w sobie potencjał dobra? Bo ja wierzę, że ono jest w każdym człowieku. W Tobie również!

    Powoływałaś się wyżej na prawo konstytucyjne. Napisałam komentarz, ale go przeoczyłaś. Przypominam więc ... KAŻDEMU CZŁOWIEKOWI NALEŻNY JEST SZACUNEK i POSZANOWANIE JEGO GODNOŚCI.

    Łamiesz to prawo bez ustanku i spróbuj to wreszcie dostrzec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo! Do tego jeszcze teorie spiskowe :)
      W jednym masz rację: Samotna Wyspa prosiła, żebym Cię oszczędziła i zrobię to dla niej. Jeśli wątpisz w to, że stoję po jej stronie, wystarczy zapytać ją samą, jakie są jej odczucia w stosunku do mnie.

      Usuń
    2. Frau Be

      Możesz mi nie wierzyć, ale ja Tobie też nie życzę źle i może zabrzmi to jak slogan, ale dobrze by było, gdybyś z nami pozostała. Twoje uwagi nie są pozbawione sensu. Mam jednak wątpliwości do sposobu ich wyrażania ...

      Zastanowiło mnie Twoje szukanie Boga. Napisałaś, że Go nie znalazłaś ... Chciałam pociągnąć z Tobą ten temat. Nie z głupiej ciekawości ... ale chyba Ty nie chcesz na ten temat rozmawiasz, albo nie umiesz o tych sprawach mówić tak, jak to robiła Kasia. I chcę to uszanować ..

      Usuń
    3. Boga nie znalazłam. Co znalazłam w zamian - napisałam. Obserwacja tego zjawiska upewniła mnie, że nawet lepiej nie szukać, bo jeszcze musiałabym się upodobnić do tych dewotek, hipokrytów, obłudników, domorosłych mędrców z Koziej Wólki i innych kabotynów. Jeśli jestem złym człowiekiem, to przynajmniej niczego nie udaję, nie wypieram się i nie robię z siebie świętoszka. Temat został zamknięty te 10 lat temu i nie ma do czego wracać. W tzw. wolnej chwili sprawdzam od czasu do czasu, czy coś się w tej materii nie zmieniło, ale każdorazowa wizyta na tego rodzaju blogach odrzuca mnie od środowisk religijnych jeszcze dalej.
      Myślę, że wiesz już, co chciałaś.

      Usuń
    4. Frau Be, ale to ty kopiesz, a nie Alicja. Do pewnego momentu mozna było nawet uznać, że jesteś jakimś szlachetnym Robin Hoodem broniącym słabszych, ale dziś już nie mam wątpliwości, masz w tym własny interes i nie o obronę słabszych tu chodzi. Ciul wie co tobą kieruje. Nie zamierzam dociekać. Pewnie jutro już mnie tu nie będzie.
      Ani wy mnie ziębicie, ani grzejecie, nie znam was, jestem tu nowa.Nawet nie wiem jak się zalogować, to mój pierwszy wpis na jakimkolwiek blogu i być może ostatni.Ale poczytałam trochę wpisów, doszłam do maja. Nic mnie tak ostatnimi czasy nie zainteresowało w necie jak właśnie rozmowa Alicji z Kasią. Obie mądre, inteligentne, obie z innym spojrzeniem na rzeczywistość. Co w tym złego, że sobie rozmawiają? Jaki ty tu hejt widzisz? Jaki lincz? Wpadłaś jak tajfun i zmiotłaś wszystko co na drodze stało. Ze Anonima zmiotłaś to i nawet dobrze, mądrością nie grzeszył. Ale resztę?
      Jakie są odczucia Kasi do Alicji i na odwrót nawet nie trzeba pytać. Wystarczy poczytać. A jak poczytasz, bedziesz wiedziała co je łączy. Aaaa, no tak, ale one się nie znają przecież, wszystkie się tu kreują na gwiazdy festiwalu wijące się na dywanie w czerwień, no tak, no tak, racja. Skąd zatem wiesz, że to co pisze Samotna do ciebie, to akurat prawda?
      "Samotna Wyspa prosiła, żebym Cię oszczędziła i zrobię to dla niej." Ludzka pani! Ludzka Frau! Uważaj, pejcz ci z rękawa wystaje (ten sam pewnie, który wyrwałaś z rąk zdewociałych świętoszkowatych lafirynd).

      Kabotynka z Koziej Dupy. Taki mam nick. Alicjo, proszę go nie usuwać.

      Usuń
    5. Nie, nie wiem ... Frau Be.

      Wiem jedynie, że w tym poszukiwaniu wprowadziłaś się kozi róg. Zatrzymałaś się na ludziach, którzy podobnie jak Ty poszukują Boga z różnym skutkiem. I na ich obrazie budujesz obraz Boga. a to fałszywy trop w życiu duchowym.

      Poza tym ... zauważyłam, że wymagasz od ludzi wierzących, że będą ideałami bez skazy.I jeżeli widzisz cokolwiek innego złościsz się na nich do czerwoności. Nie tędy droga do Boga. Wpierw trzeba uznać, że się nie jest samemu ideałem (i o tym mówisz szczerze). Potem przyjąć do swej świadomości, że inni też nigdy nimi nie będą (tego jakbyś nie potrafiła dostrzec). Dopiero wówczas otrzymasz Ducha przebaczenia i wybaczania sobie i innym. Ale to nie koniec lecz dopiero POCZĄTEK BARDZO DŁUGIEJ DROGI DO ODNALEZIENIA ŻYWEJ RELACJI Z BOGIEM

      Inna sprawa ... Nie uważam, że jesteś złym człowiekiem, lecz pogubionym w rzeczywistości wiary. I przez 10 ostatnich lat męczysz się z tym. Możesz uważać, że temat zamknięty ... może dla Ciebie to i prawda. Bóg jednak tak szybko nie rezygnuje z człowieka, bo go kocha miłością bezwarunkową. I co jakiś czas będzie się przypominał w Twojej duszy. A, że jesteś szczerą osobą i bardzo wrażliwą to Jego dotknięcia będą dla Ciebie odczuwalne pomimo braku ich zrozumienia. I nie myśl, że te odczucia będą zawsze ciepłe i przyjemne. Złoto wypala się w ogniu ... Droga do Boga wiedzie przez krzyż, który dla wielu jest postrzegany jako frajerstwo. I rzeczywiście tak by było, gdyby tylko na tym krzyżu się nasza wiara opierała. Chrześcijanin idzie dalej. Za krzyżem stara się szukać znaków ZMARTWYCHWSTANIA JEZUSA i wierz mi lub nie, ale doświadczenie spotkania się z żywym Bogiem jest tak piękne, że wysusza każdą łzę. Żadna ciemność już tak nie przeraża, ani nie zatrzymuje. O tym starałam się mówić Kasi; o tym mówię dziś Tobie. I na mówieniu i modlitwie za Was moja rola się kończy. Reszta należy do każdego człowieka z osobna, a wynika to z daru wolności, który otrzymaliśmy od Boga.

      Św. Augustyn był o wiele większym gwałtownikiem od Ciebie. Gdy się nawrócił napisał w swoich Wyznaniach, że "niespokojne jest serce człowieka dopóki nie spocznie w Bogu". Patrząc na Ciebie z boku widzę w Tobie ten niepokój i w nim upatruję łaskę Bożej Opatrzności.

      I ostatnie słowo ...

      Nie rezygnuj tak szybko z Boga i Jego Miłości bo ta relacja z Nim to największe szczęście jakie może spotkać człowieka. Życzę ci tego z całego serca, powodzenia :)

      Usuń
    6. O radości Ty moja :))))))))))))

      Nie usunę napewno Twojego komentarza ... Kabotynko z Koziej Dupy ...

      Tak sobie myślę jak ta nasza rozmowa jest postrzegana z perspektywy nieba i wszystkich świętych. Chyba mają niezły ubaw widząc nasze starania w dostaniu się do nieba.

      RADOSNYCH WYZNAWCÓW SZUKA BÓG!!! I chyba mamy u Boga szansę na promocję łask szczególnych. Nie zmarnujmy tej szansy - AMEN

      Pozdrawiam Wszystkich bardzo ciepło. Chyba przeszła mi złość wszelaka. Jezus Miłosierny wysłuchał wczorajszej modlitwy na mszy o uzdrowienie duszy i ciała ... JEMU CHWAŁA i CZEŚĆ!!!

      Usuń
    7. Trzymaj się, Alicjo.
      Czytanie Twojej rozmowy z Kasią to była dla mnie szczególna przyjemność. Prawdziwa perła wśród zalewu internetowego szajsu. Kłaniaj się ode mnie nisko Kasi. Życzę najlepszego.

      Choćbym chciała, więcej nie napiszę. Przed wysłaniem poprzedniego postu komputer kazał mi liczyć frytki na talerzu czy talerze z frytkami (jeden pies), celem udowodnienia, że nie jestem robotem :))) Co teraz będzie? Może każe mi liczyć krople wody w klozecie... Jest to zdecydowanie ponad moją wytrzymałość.

      Kabotynka z Koziej Dupy

      Usuń
    8. Kabotynko droga :)

      Polecam Cię moim aniołom, aby czuwały nad Tobą. Ojcu Pio pomagały w dość oryginalny sposób, może więc i nam pomogą się kiedyś spotkać na szlaku ku wieczności. Między frytkami, a kroplami wody jest jeszcze inna przestrzeń, która potrafi nadać sens szarej codzienności.

      Trzymaj się ... alicja :)

      Usuń
  25. Do Mari

    Witaj w naszym gronie :)

    Dziękuję za Twoją refleksję. Masz rację ... do tanga trzeba dwojga. Na nic się zda słowo zachęty pójścia za Jezusem, jeżeli człowiek stawia opór. I nie ważne są jego źródła ... czy DDA ... czy DDD ... czy DDRR ... czy jeszcze inna zaraza.

    Moim zdaniem wszystkie te "zatruwające strumyki" mają jedno wspólne źródło ... ODWRÓCENIE SIĘ OD MIŁOŚCI ... i tej ludzkiej ... i tej bożej.

    Różne są tego skutki ...

    Jedni kąsają, inni chowają się głęboko w mysią dziurę. Są tacy, którzy łapią się różnych sposobów, by zaczerpnąć nieco świeżego powietrza, bo zaczynajądusić się w swoich smutkach...

    Pytasz o to dlaczego sprawa Samotnej Wyspy jest teraz na pierwszym planie?

    Może masz rację. Poniekąd dzieje się to za sprawą Frau Be, gdyż Kasia jasno powiedziała, aby jej temat zakończyć. Może jednak jest to "sprawka" Jezusa, który (jako jedyny z tego grona) zna nas wszystkich "od podszewki" i wie co dla nas na obecny czas jest najlepsze.

    Wierzę, że ta rozsypanka złoży się kiedyś w jedną całość, której na imię MIŁOŚĆ, ale już widzę, że czeka nas ogromna praca nad sobą i swoim sumieniem. Inni ludzie, ich doświadczenia mogą nam w tym pomóc. Jest jednak warunek ... NIE MOŻEMY IŚĆ PO TRUPACH!

    OdpowiedzUsuń
  26. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    5. „Lisy mają nory i ptaki powietrzne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć”

      ... można dodać:

      "myszy mają swoją norkę, lecz Ci którzy idą za Mistrzem już stale będą pielgrzymami bez schronienia".

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    7. Kopernikowi udało się zatrzymać słońce, a więc może i Tobie coś się uda przewrócić do góry nogami, trzymam kciuki :)

      Usuń
  27. Kasieńko droga.

    Bardzo się cieszę, że mnie odwiedziłaś :)

    ***

    - NIE wierzę ...
    - NIE ma szansy ...
    - NIE ma sensu ...

    Niebezpieczne to "NIE" dla Twojej duszy ... bądź więc ostrożna. Słowo to burzy każdą dobrą relację. Nie tylko z Bogiem, ale również i z przyjaciółmi, którzy stoją bezradni nawet wtedy, gdy pragną Ci pomóc.

    ***

    MODLITWA ...

    Jest powierzeniem Twojej osoby Bogu. Mam do Niego pełne zaufanie, że wszystko zrobi ze swej strony byś na dobre nie ugrzęzła w ciemności. Jest ona Tobie teraz bardziej konieczna niż kiedykolwiek. Jesteś pod wzmożonym atakiem demonów, które tak łatwo nie odpuszczają. Był moment, że je przegoniłaś i na chwilę cieszyłaś się bożym pokojem. Przestrzegałam Cię wtedy przed sytuacją, w której obecnie jesteś i prosiłam o szczególną czujność ... bo zła gwardia formuje się na nowo...

    I się tak stało...

    Wprowadzili Cię w rozpacz i dzięki niej wymusili na Tobie odwrócenie się od Boga i sakramentów, z których czerpałaś siłę duchową do walki ze złem. Teraz kolej na zburzenie naszej relacji. Takie są smutne realia. Mówię o tym zanim nie jest za późno. Chcę bowiem, abyś znała ich kolejny krok. Co zrobisz? Zdecydujesz sama.

    Pozostawiam Ci wszelką swobodę w tym temacie. Nie będę wchodziła w żaden szantarz emocjonalny, ani bawiła się w psychoterapeutę. Będę Cię zawsze wypatrywała, ale nie będę zabiegała Ci drogę. Odezwę się zawsze, gdy zobaczę Twój komentarz. Szanując jednak Twoją wolność nie będę mogła Cię zmusić do relacji ze mną. I z bólem serca to mówię, bo nieba bym Ci przychyliła.

    GRZECH ...

    Myślę, że dzięki Tobie odkryłam ważną prawdę dla Siebie. Uświadomiłam sobie jeszcze bardziej na czym polega grzech. To nic innego, jak postawienie Boga w sytuacji niemocy wobec mojej wolności.

    ***

    Napisałaś:

    "Wiesz, mam bardzo mieszane uczucia, gdy ktoś się za mnie modli. Generalnie czuję się z tym źle,...".

    Wcale się nie dziwię, że się czujesz z tym źle. Zły się boi modlitwy i plecie do Twego umysłu głupoty o moim poświęceniu, na które Ty nie zasługujsz ... i jeszcze kilka innych podobnych dupereli.

    Nie przejmuję się tym. I pozwolę sobie dalej "poplotkować" z Panem Bogiem na Twoj temat. Tym bardziej, że ze swej strony zrobiłam już prawie wszystko by nie stracić Twojej przyjaźni. Pula moich "pobożnych życzeń" prawie pusta więc liczę na wsparcie z nieba, by móc iść z Tobą dalej.

    Napisałaś - "Po co się za mnie modlić?"

    Szukam na ziemi przyjaciół, którzy też się będą za mnie modlili w godzinę mojego zwątpienia. Jesteś "uparta jak osioł" więc jest duża szansa, że przetrzymasz moje fuczenie się na wszystko i wszystkich i cierpliwie będziesz prosiła Boga o miłosierdzie dla mojej duszy.

    + pozdr. alicja

    OdpowiedzUsuń
  28. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  29. Kasia ... znowu przekręcasz kota ogonem, albo ja zbyt wielkimi skrótami do Ciebie mówię. W żadne poczucie winy nie chcę Cię wpędzić!!!

    Przypominając Ci te fakty chciałam jedynie powiedzieć, że taktyka złych duchów jest zawsze taka sama i dlatego można przewidzieć ich kolejny krok. Ponadto to niezmiernie inteligentne istoty, które zapędzą każdego w kozi róg jeżeli nie pozwoli się Bogu na działanie. Prostsze wyjaśnienie?

    A co do modlitwy ...

    No coż ... o jeden mandat mniej ... może ten decydujący, który nie pozwoli mnie skreślić z listy oczekujących na niebo. Nie jestem pocieszona :(

    OdpowiedzUsuń
  30. Kasiu, napisałaś:

    "gdyby Bóg chciał, żebym nadal wierzyła, żebym nie straciła nadziei, nie była w rozpaczy - załatwiłby to inaczej."

    Stawiasz ciągle jakieś warunki Panu Bogu i bolejesz nad tym, że nie gra pod Twoją batutą. Odwracasz się od Niego, a gdy Cię nie posłucha masz żal, że zamiast za Tobą biec stoi w bezruchu i milczy.

    A...

    Wystarczyłoby tylko się zatrzymać, popatrzeć tam, gdzie ostatnio czułaś oddech Boga, np. pod krzyżem w Twoim kościele (pisałaś mi o tym). Nawet nic nie musiałabyś mówić, a wrócilby pokój do Twego serca.

    Zrobisz jednak wedle swojej woli. Miłej niedzieli :)

    OdpowiedzUsuń
  31. BÓG ODPOWIADA PRZEZ WYDARZENIA ...

    podaję link, ktory w tej chwili znalazlam...

    http://www.opoka.org.pl/biblioteka/H/HN/2/29zwykly-3.html

    W ARTYKULE JEST ZDANIE, KTÓRE BARDZO PRZYKUŁO MOJĄ UWAGĘ:

    "Potrzeba było jeszcze tego ostatniego aktu wyzwolenia. Nie dać się — na krzyżu — zmiażdżyć przez rozpacz,"

    OdpowiedzUsuń
  32. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  33. Kasia

    A co by to wyrażenie miało oznaczać ... "załatwiłby to inaczej" jak nie właśnie to, co napisałam? Gdy czytam to, co ostatnio piszesz jak na dloni widzę zdanie:

    "Po mojemu Panie Boże proszę bo w innym wypadku ...NIE! ... dla wszystkiego, co będzie mi przypominało moją sytuację."

    Wybacz, ale to nie moja ścieżka.

    Tak po prawdzie - to nie wiem czego oczekiwałaś od Boga po nowennie. Nigdy o tym nie pisałaś wprost, ani też nigdy tak wprost Ciebie o to nie pytałam. Więc wiele moich stwierdzeń może być nie trafionych i liczę się z tym.

    Co do wklejanych linków ...

    Robię to, co uważam na dany moment za słuszne. Możesz się z tym zgadzać lub nie; możesz je czytać lub omijać. Możesz się nawet na mnie wkurzać, że nie szanuję Twojej woli, ale...

    Chcę budować z Tobą relację opartą na szczerości, a ona wyklucza dyrygowanie mi, co mam mówić, a co nie; co mam wklejać, a co nie ...
    Zdecyduj więc sama, czy chcesz nadal ze mną rozmawiać w pełnej wolności słowa. W miarę możliwości uszanuję Twoją wolę, ale gdy uznam, że z mojego punktu widzenia coś może być dla Ciebie ważne puszczam w eter ryzykując naszą przyjaźń. Kilka razy już tak zrobiłam i nie żałuję.

    PS

    Dzisiaj zmarl 35 letni ojciec moich uczniów. Wczoraj jeszcze doskonale się bawił... Wieczność jest bliżej niż nam się zdaje, szkoda więc czasu na konwenanse i grzecznościowe rozmówki.

    pozdr. alicja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  34. Muszę szybko, bo mnie wołają...

    Nie mam Cię dość Kasiu. Nie lubię jednak, gdy mówią mi co powinnam robić ... z resztą ... Ty też tego nie znosisz :)

    Link wkleiłam specjalnie dla Ciebie, choć jeżeli ktoś inny skorzysta to daj Boże.

    Daremny, nie daremny .. trud. Któż to wie?

    Nie ciągnę za język i nie wypytuję. Wiem też, że o bzdury nie prosiłabyś Boga z pewnością. Kaliber wielki to i trud zdobycia odpowiedzi nie mały ... ot co.

    Śmiercią nie straszę. Mój akcent pada na WIECZNOŚĆ, o którą warto powalczyć. Nicość jest straszna i przynajmniej ja boję się jej jak ognia.

    Trzymaj się do potem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  35. Alicjo, dzięki za odpowiedź. Ja chętnie wrócę do sedna Twojego postu , w którym chodzi o to, że to co na pierwszy rzut oka wydaje się przekleństwem w dalszym rozrachunku może okazać się błogosławieństwem. Jest wiele różnych dróg i być może tak musi być, żeby każdy po swojemu doszedł tam, gdzie ma dojść na swój własny sposób. Oto CHIŃSKA PRZYPOWIEŚĆ, którą znam od jakiegoś czasu i chciałabym się nią z Tobą podzielić:

    „Pewien chłop mieszkający na skraju wioski miał syna i konia. Pewnego dnia koń przeskoczył ogrodzenie i uciekł.
Na drugi dzień, sąsiad dowiedziawszy się o tym przychodzi do niego i mówi: – oj takie nieszczęście ciebie spotkało twój jedyny koń ci uciekł, a przecież to jedyna podpora twojego gospodarstwa, jak teraz będziesz orał pole.

    A chłop na to: – może tak a może nie.

    Po kilku dniach kiedy słońce chowało się już za horyzontem, chłop siedząc przed chatą nagle zauważył cienie dwóch postaci zbliżających się do wioski. Kiedy były już blisko chłop rozpoznał, że to jego koń wrócił i przyprowadził ze sobą przepiękną klacz. Chłop uradowany tym faktem kazał synowi zaprowadzić konie do stajni.

    Na drugi dzień, kiedy sąsiad dowiedział się o tym przychodzi do niego i mówi: – oj takie szczęście ciebie spotkało twój koń do ciebie wrócił i przyprowadzi taką piękną klacz. Teraz będziesz miał dodatkowego konia do pracy, no i może z czasem źrebaka. 
A chłop na to: może tak a może nie."

    :)


    O świcie syn chłopa nie mogąc się nacieszyć piękną nową klaczą, postanowił ją wypróbować. Osiodłał więc klacz i pomknął na niej przez łąki. Nagle koń próbując przeskoczyć rów potknął się i syn upadając z niego mocno się poturbował i złamał nogę. Po czasie jak chłop zorientował się że nie ma syna zaczął go szukać. A kiedy go znalazł przywiózł go do domu i troskliwie się nim zajął.
Na drugi dzień, sąsiad dowiedziawszy się o tym przychodzi do niego i mówi: oj takie nieszczęście ciebie spotkało twój jedyny syn złamał nogę i spędzi kilka tygodni w łóżku i kto ci teraz będzie pomagał w gospodarswie?
    A chłop na to: może tak a może nie.

    Po dwóch tygodniach przez wioskę przechodziło wojsko i werbowało wszystkich młodych i silnych mężczyzn na wojnę. Ponieważ syn chłopa miał złamaną nogę i nie był w stanie służyć w wojsku zostawili więc go w domu.
Na drugi dzień, sąsiad dowiedziawszy się o tym przychodzi do niego i mówi: oj takie szczęście ciebie spotkało wojsko zabrało wszystkich chłopaków z wioski, tylko twój się uchował. Jak niedługo wyzdrowieje to znowu będzie mógł ci pomagać w gospodarstwie.
A chłop na to: może tak a może nie…


Ale fakt jest taki, ze gdyby nie zlamana noga, to syn chłopa zostałby wzięty do wojska. Kto wie? Moze wróciłby ciezko ranny, a moze…..zginalby na wojnie?

- Czy zatem warto wierzyc w to, ze zdarzenia, ktore w danej chwili odbieramy jako nieszczescia, porazki badz zly los – moga byc dla nas ukrytym blogoslawienstwem?
- Czy ma sens wiara w to, ze zle rzeczy, które nas spotykaja czemus sluza? 
Np. temu, żeby nas ochronic przed wiekszymi niepowodzeniami, wypadkami itd…”

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na bazie tego opowiadania w poprzednią niedzielę nasz nowy wikariusz miał kazanie. Dzięki , że przypomniałaś je w całości, bo z mojej pamięci nie udało mi się go przywołać a bardzo chciałam je zapamiętać :).

      Usuń
  36. Marie

    Opowiastkę tę znam już bardzo długo i stale mi ona towarzyszy jako drogowskaz w życiu. Nawet ułożyłam na jej podstawie piosenkę. Wielokrotnie miałam okazję się przekonać o mądrości w niej zawartej.

    Dobrze, że ją tutaj zacytowałaś. Nie wszyscy z niej skorzystają, ale będą i tacy którym się oczy otworzą na ich szczęścia i nieszczęścia.

    Ojcowie pustyni zwykli mówić:

    "Nie ciesz się za bardzo, ani nie smuć się za bardzo, a zachowasz pokój serca"

    pozdr.alicja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. A dlaczego ojcowie pustyni nie mieliby korzystać z mądrości przodków? Przecież to nie grzech.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  37. Kasiu, napisałaś:

    "A jednak źle to interpretujesz. W moim odczuciu, wewnętrznym przekonaniu to wszystko jest po prostu ściemą."

    A w moim odczuciu, wewnętrznym przekonaniu ...Bóg żyje!

    I co teraz będzie? W którym kierunku rozwinie się nasz dialog? Może masz jakąś propozycję? Jedyne, co mi przychodzi do głowy to prosić Ducha Świętego o SŁOWO w tej sprawie. Będę prosić za siebie i za Ciebie; może ktoś z zewnątrz się dołączy. Wiem, wiem ... powiesz ... szkoda zachodu ... i to będzie Twoja prawda. Moja zaś jest inna ...

    ROSTRZYGNIĘCIE SPORU...

    Przypomina mi się scena ze Starego Testamentu. Rozstrzygnięciem sporu o prawdziwość Boga – Jahwe Eliasza i Baala Achaba – miały być publiczne ofiary całopalne na Górze Karmel. Jahwe pozwolił Eliaszowi dokonać cudu, który przekonał Izraelitów o fałszywości Baala.

    NA GÓRZE KARMEL WPRAWDZIE NIE JESTEŚMY, ALE BLOG JEST MIEJSCEM PUBLICZNYM ... więc zapraszam Boga, aby się wypowiedział w tej konkretnej sprawie. Nie określam ani miejsca ... ani czasu ... ani sposobu ... będę czekać cierpliwie ... wiem Komu zaufałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Zostaje, Kasiu, zostaje. Kiedy umiera wiara i nadzieja, zostaje jeszcze Miłość.
      Nie uśmiercisz Jej tak łatwo, nie masz tyle siły. I dobrze.
      Ale w sumie... mnie też nie zależy, żeby Cię przekonywać do swoich racji.

      Ups. Jednak napisałam ;)
      z pozdrowieniami z koziego zadupia Kabotynka

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  38. Kasiu

    ... ale mnie nie jest wszystko jedno! I dlatego cierpię, gdy widzę Cię smutną.

    Dziwnie się ta nasza znajomość zaczęła. Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że można wejść w taką przygodę w necie powiedziałabym, żeby się puknął w głowę. My przecież cały czas chodzimy po ostrej grani ... tuż nad przepaścią. Cud, że nasza relacja jeszcze trwa. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. ... a może z inicjatywy Boga ona jest? Taka opcja też jest możliwa :)

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  39. Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  40. Z Twoim wyborem nie będę dyskutować. Jezus też nie zatrzymywał na siłę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Remis???

      Może w tej partii tak, ale zawsze można na nowo poustawiać pionki na szachownicy. Wszystko zależy od graczy i ich zmęczenia. Jeżeli o mnie chodzi ... gram dalej, a Ty?

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Użyłaś terminu szachowego, więc poszłam w tym kierunku ...

      Nie pogrywam jednak z Tobą, a mówię o tym, żeby nie było cienia wątpliwości!!!

      PS

      Dobranoc. Pchły na noc.
      Karaluchy pod poduchy,
      a szczypawki do zabawki.
      Nietoperze za kołnierze,
      a biedronki do skarbonki.
      Ślimaki w kozaki.
      Krety do skarpety.
      Mrówki do kryjówki.
      A szczury do rury

      Dobranoc. Kolorowych snów.
      Rano zobaczymy się znów. :)

      Usuń