wtorek, 3 listopada 2015

WOBEC PRAWDY ...

Różne są stanowiska ...

Uczennica klasy trzeciej szkoły podstawowej podchodzi do mnie i mówi mi cicho na ucho: 

- Prze pani, mogę coś powiedzieć? 
- Mów dziecino, odpowiadam z pośpiechem lecąc na dyżur. No i co słyszę? 
- Prose pani, ...  jest ... PRAWDA ... ŚWIĘTA PRAWDA ... i GÓWNO PRAWDA ...




Przypomniała mi się ta rozmowa podczas zapalania kolejnego znicza. Ta mała miała rację ... pomyślałam patrząc na rozbawioną grupkę małolatów. Może nie powinnam oceniać, ale sprawiali wrażenie jakby prawda o śmierci nie była dla nich ... ani prawdą ... ani świętą prawdą. Może wśród nich były osoby, które zaraz po śmierci Kamilka i Bartusia sprofanowały ich maleńki grób? Oby Bóg im wybaczył. Ten dodatkowy ból nie był potrzebny.

***

Wobec prawdy o cierpieniu i śmierci można przyjąć rożne stanowiska. Czy one jednak zatrzymają to, co nieuniknione? Z pewnością nie! Dlatego lepiej skupić się w życiu na tym, co nie zagłuszy chwil, które w pierwszym tygodniu listopada są takie piękne.

***

ŚMIERĆ

można się z nią kłócić całe życie
wypominać bezduszność wobec dzieci
zarzucać brak litości względem starców
którzy jej wypatrują latami
można ją przeklinać lub  błogosławić
albo wcale o niej nie myśleć
i traktować jakby nie istniała

iluzja życia bez cierpienia
kusi każdego pielgrzyma
czy jednak warto jej ulegać?

nie ma łatwej odpowiedzi
tak jak nie ma łatwego życia
czy starczy nam wytrwałości
by na nią poczekać z pokorą?

(alicja)


15 komentarzy:

  1. Co za dziwny blog? Kiedyś świecił pustkami, potem zrobiło się tłoczno i potrafiło być po ponad sto komentarzy, a teraz znowu zero zainteresowania.

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz rację, dziwny :)

    ... ale to chyba tak musi być, gdy się wybiera drogę, na której są odbite ślady Pana Jezusa. On często wybierał miejsca odosobnione, dalekie od zgiełku i tłumu. Tam modlił się i nabierał siły by zmierzyć się z prawdą o człowieku, który różne ma nastroje, poglądy, stopień upartości w szukaniu tego, co jest poza zasięgiem ludzkiego poznania.

    Szedł do nich z konkretnym przesłaniem MIŁOŚCI, która niejednokrotnie burzyła zbudowany przez czlowieka świat wartości. Bolesne to doświadczenie i stąd tyle na jego temat komentarzy... i tych pozytywnych ... i tych negatywnych. Można by je ciągnąć bez końca, ale tak naprawdę nie ma to żadnego sensu. Ich zadanie sprowadza się do jednego ...

    Mają pobudzić człowieka do autorefleksji nad wewnętrzną przesterznią sacrum, które chce się przedrzeć przez sferę profanum. Brzmi to może nieco niezrozumiale, ale tak naprawdę sprawa jest bardzo prosta...

    Bóg pragnie uzdrowić oczy duszy każdego człowieka, aby w szarej codzienności mógł jasno zobaczyć Jego Miłość, by się całkowicie w niej zanurzyć ... bez egzystencjalnego lęku przed śmiercią /nie tylko tą ostateczną, gdyż śmierć dotyka również relacji międzyludzkich/.

    Uzdrowiony ślepiec Bartymeusz był tak zmęczony swoją ślepotą, że przestał całkowicie zwracać uwagę na tłum okalający Jezusa ... wołał głośno ... JEZUSIE, SYNU DAWIDA ULITUJ SIĘ NADE MNĄ!!!

    CISZA ...

    Pozwala stanąć sam na sam przed Jezusem i samym sobą. Chyba łatwiej w niej zdobyć się na prawdziwą rozmowę ... On więcej zrozumie ... choć nie będzie do niczego zmuszać ... nadal szanuje WOLNOŚĆ człowieka ... pomimo tego, że właśnie ona najwięcej Mu cierpień zafundowała.

    A co do mnie ...

    Tęsknię za moimi blogowymi przyjaciółmi ... i tymi, którzy mi dobrze życzą jak i tymi, którzy mają calkowicie odmienne zdanie ode mnie. Mam jednak świadomość, że droga ku Bogu częściej na pustynię skręca. Oazy, w których można spotkać innych zdarzają się jedynie od czasu do czasu. I bardzo cenię sobie te chwile. Nie można się jednak zatrzymać ... wciąż jesteśmy tylko pielgrzymami na tej ziemi.

    pozdr. alicja

    PS

    Nie jest jednak tak źle, spotkałam dzisiaj Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo najwazniejsze są komentarze. Ja CI komentarz Ty mi a treść...nieważna w sumie. Nie rozumiem dlaczego cały ten dialog i te niby setki komentarzy nie odbywały się droga prywatną? Dla mnie to wszystko z Samotną Wyspą było za bardzo na pokaz, popisy przed kim??? I dlatego stało jak sie stało.Jakies to nienormalne, wznoszenie modłów, pisanie o miłości. Gdyby to była Twoja córka naprawdę by ci zależało to byś spakowała walizkę i się wybrała osobiście do tej osoby.Bardzo to sztuczne. Czuję wielki niesmak po przeczytaniu tego wszystkiego. A własciwie pisze tylko po to uwagę, że nie jest to blog dla niewierzących, bo jak widac w gruncie rzeczy - nie masz o czym z nimi rozmawiac.

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj :)

    Dla Ciebie komentarze są najważniejsze i szanuję Twoje zdanie. Nie podzielam go jednak w pełni. Owszem, cieszę się gdy są. Nie wyrywam jednak sobie włosów z głowy, gdy ich nie ma. Nie buduję na nich swojego poczucia wartości i daleka jestem od tego, by karmiły moje ego.

    Jestem "w drodze", na której czasem spotykam więcej ludzi, czasem mniej. Większość jednak mojej wędrówki idę w samotności i ciszy.

    ROZMOWY W DRODZE ... taki tytuł mojego blogu jest od samego początku jego założenia. Przeczytaj co napisałam pod tytułem ...

    Moja "DROGA" zaczęła się w dniu moich urodzin i wiem, że nie skończy się w dniu mojej śmierci, lecz będzie biegła dalej i dalej ... DOKĄD? ... ja to już wiem ... do domu Ojca w niebie.

    Wszelkie moje rozważania mają swoje odniesienie do tego, co napisałam zaraz na początku.

    Masz rację ten blog jst skierowany do każdego człowieka, którego spotkam na swojej drodze ... i nie kieruję go ani do wierzących ... ani do niewierzących ...

    OdpowiedzUsuń
  5. I jeszcze parę słów ...

    Napisałaś:
    "Jakies to nienormalne, wznoszenie modłów, pisanie o miłości."

    Nienormalne, czy niezrozumiałe dla Ciebie? Dopóki nie będę znała odpowiedzi trudno mi się odnieść do tego co piszesz.

    Piszesz dalej:
    "Dla mnie to wszystko z Samotną Wyspą było za bardzo na pokaz, popisy przed kim???"

    Nie wiem przed kim, bo jak sama zauważyłaś niewielu mam na tej scenie widzów, którzy by mi klaskali.

    "Gdyby to była Twoja córka naprawdę by ci zależało to byś spakowała walizkę i się wybrała osobiście do tej osoby."

    Masz rację, spakowałabym walizkę i bym się wybrała ...
    Usprawiedliwiać się jednak nie będę, bo to i tak nic nie zmieni. Drugorzędne jest również dla mnie to, czy wierzysz w moją życzliwość wobec Kasi. Ja wiem, że mi nadal na Niej zależy ...

    Uwagę przyjmuję ... zastanawiam się jedynie o co ten niewierzący chciałby mnie zapytać i co by go tak naprawdę zainteresowało, ale chyba nudne jest dla niego to, o czym piszę ... albo nienormalne ... albo niezrozumiałe ... albo nie do przyjęcia ... albo ... ???

    pozdr. alicja

    OdpowiedzUsuń
  6. No to może wyrażę się obrazkowo. Piszesz o dobrych intencjach - cóż podobno nimi piekło wybrukowane i jakoś ani Jezus, ani święci nigdzie nie wspominają o intencjach a raczej o CZYNACH. Jak to czytam wstecz to mi się to wydaje jakieś nieludzkie...Wyobraź sobie, że ktoś tonie a ty mu wysyłasz na komentarzach w blogu instrukcję, jak ma obsługiwać koło ratunkowe, które wisi na moście. Ktoś pyta dlaczego nie rzucisz tego koła odpowiadasz, że masz dobre intencje. To jest dla mnie nienormalne. Mamy teraz tyle możliwości komunikacji - choćby skype - można darmowo porozmawiać.Tak to widzę takie korespondencyjne nawracanie które ma na celu tylko i wyłącznie zaspokojenie twoich potrzeb i ambicji.

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj Anonimie

    Tak naprawdę to nie wiem co mam Ci odpowiedzieć na Twoje zarzuty wobec mojej osoby. Mam bowiem wrażenie, że cokolwiek bym powiedziała zrozumiesz to i tak "po swojemu". Wiem, że do ideału mi daleko i wyraziłam to w ckliwym wierszyku w poście o WOLNOŚCI. Nie pomogłam też Kasi tak, jakbym tego chciała. Jeżeli uważasz, że lepiej Ci to wyjdzie, masz moje błogosławieństwo (o ile ono coś dla Ciebie znaczy).

    "korespondencyjne nawracanie" ???

    Nikogo tu nie nawracam!

    Dzielę się jedynie swoją wiarą i niewiarą, swoją nadzieją, jak i jej brakiem. Gdy ktoś mnie o coś zapyta staram się mówić w miarę rzeczowo, choć w biegłym języku nie dorównuję Kasi. Mówię o Jezusie w kontekście swojego życia. Jeżeli ktoś z tego skorzysta ... to dobrze. Jeżeli nie ... to też dobrze ... widać moje doświadczenie nie jemu pisane.

    Nikogo nie zmuszam do tego by wierzył!!!

    ... a jeżeli masz inne zdanie to udowodnij mi to wpierw, zanim wypowiesz ostateczny werdykt oceniający moją osobę.

    pozdr. alicja

    PS

    Mam nadzieję,że kiedyś poznam Twoje imię. Anonim zazwyczaj jest mało wiarygodny.

    OdpowiedzUsuń
  8. witaj Alicjo :)

    dlugo juz sie u Ciebie nie odzywalem ale zagladam i czytuje jak chocby dzisiaj .A impulsem do tego by sie odezwac bylo stwierdzenie " anonima " ze najwazniejsze sa komentarze .Podobnie jak Ty , rowniez sie z tym nie zgadzam bo to co robie to robie z przekonania a nie na pokaz .Pozdrawiam :)

    Artur

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo ... jak miło Cię znowu zobaczyć w tym blogowym towarzystwie :)

      Usuń
  9. milo mi , ze tak mile witasz mnie w tym blogowym towarzystwie :)dopiero co zakonczylem lekture Twojego najnowszego postu oraz komentarzy , tego o relacji .
    Od naszej ostatniej polemiki na temat nagosci uplynelo juz sporo czasu ...
    Wiesz , co ciekawe , w jego trakcie , kiedy tak od czasu do czasu zagladalem do Twego bloga nasuwalo mi sie pytanie dlaczego wracam .Twoj najnowszy post pomogl mi znalezc odpowiedz -relacja.
    Wyczuwam u Ciebie dar nawiazywania relacji ( z odpowiednimi czy szczegolnymi z jakiegos wzgledu osobami ) takich trwalych , na dekady . Co do mnie zac , to raczej trudno zapominam osoby szczegolne :))Chcialbym czesciej u Ciebie pisywac no i bede na ile tylko mi czas bedzie pozwalal :)milego niedzielnego jeszcze wieczoru :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Artur, przydałby się wreszcie jakiś chłop w naszym towarzystwie :) Baby klachają i jakoś z tego tylko wióry lecą. Może są one jakąś zapowiedzią ciekawej i nietuzinkowej rzeźby. Trzeba jednak na nią spojrzeć z boku by to ocenić.

      pozdr.

      Usuń
  10. wiec przylaczam sie chetnie i to z pewnym postanowieniem :) otoz jakkolwiek pierwsze skrzyzowanie naszych lkawiatur przebieglo w formie stonowanego emocjonalnie sporu nt.nagosci tak obecnie moja intencja nie bedzie juz wiecej usilowanie przekonywania Ciebie do moich racji czy sposobow rozumienia czy postrzegania .A to dlatego ,ze jako osobie wierzacej , sprawy , rzeczy czy przemyslenia o otuórych na swym blogu piszesz z natury swej nie powiedzialbym , ze sa mi z gruntu obce .Oczywiscie niejednokrotnie moga pojawiac sie jakies roznice zdania ale generalnie wolalbym byc Twoim sprzymierzencem niz przeciwnikiem dyskusyjnym :)Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciągle się zastanawiam nad tym jak to jest możliwe:

    - patrzeć na tę samą rzeczywistość i całkowicie różne ją postrzegać,
    - doświadczać tę samą rzeczywistość całkowicie sprzecznymi ze sobą emocjami.

    Niby JEDNA PRAWDA, a milion ludzkich definicji i to często całkowicie sprzecznych ze sobą. Chyba w poznawaniu prawdy nie ma ... ani sprzymierzeńców ... ani przeciwników. W takim razie ...

    KIM MY JESTEŚMY WOBEC PRAWDY?

    OdpowiedzUsuń
  12. mysle , ze to z jednej prostej przyczyny : wszyscy jestesmy odrebnymi i niezaleznymi od siebie bytami, niepowiazanymi ze soba jakimis przewodami dzieki ktorymi myslelibysmy identycznie.Wtedy prawde widzielimysmy tylko jedna para oczu .

    Kim jestesmy dla prawdy ? pytanie wydawac sie moze nielogiczne gdyz prawda jako prawda nie posiada stanu osobowego wobec ktorej jako takiej trudno jest nam byc czymkolwiek .
    Zatem czym prawda jest dla nas ? moglaby byc jednym dla nas wszystkich.Jednak ze wzgledu na wspomniana niezaleznosc i odrebnosc bytow przy rownoczesnej ich roznorodnosci potrafi byc rowniez i czyms wzglednym .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ODRĘBNE, NIEZALEŻNE BYTY...

      Spodobało mi się to określenie człowieka. Dodałabym do tego określenia jeszcze jedno ... osobowy byt.

      OSOBOWY BYT ...

      E.Stein powiedziała - “istota osoby polega na nosicielstwie swej istoty. Osoba jest nosicielem natury obdarzonej rozumem. Człowiek niesie swoje życie w swoim ręku."

      A więc dzięki rozumowi i wolnej woli możemy kierować naszym życiem w obrębie rzeczywistości, w której żyjemy. A nie jest ona rajem, o czym może się przekonać każdy z nas. Prawda o niej jest gorzka ... jest cierpienie, smutek, śmierć. Chrześcijanin określi to jednym stwierdzeniem - skażenie grzechem pierworodnym. Nie ma potrzeby się jednak spierać o nazewnictwo. Fakty wyciskają łzy i to jest wspólne doświadczenie osób wierzących jak i niewierzących. I ta prawda jest JEDNA dla wszystkich bytów. Nasuwa się więc pytanie:

      JAK ŻYĆ W ŚWIETLE TEJ PRAWDY?

      Są różne rozwiązania:

      1. Własnymi siłami zmierzyć się z tą prawdą.
      2. Skorzystać z pomocy Boga, który zaproponował nam wejść ze sobą w relację miłości Ojca do swojego dziecka.

      ***

      Zatrzymało mnie Twoje stwierdzenie - "prawda jako prawda nie posiada stanu osobowego wobec ktorej jako takiej trudno jest nam byc czymkolwiek".

      Przypomniały mi się Słowa Jezusa - "Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie." (J14,6)

      JA JESTEM ...

      Tylko byt osobowy tak może o sobie powiedzieć. Zatem idąc za tą myślą człowiek może wejść w relację osobową z Prawdą, która nie może podlegać prawu względności. Z resztą ... człowiek również temu prawu nie podlega, choć są już i tacy, którzy próbują przy tej prawdzie majsterkować.

      Dziękuję Ci Artur. że w tym kierunku skierowałeś moje myśli :)

      Usuń