sobota, 2 stycznia 2016

Już Nowy Rok 2016 ...

Nie było mnie tu jakiś czas. Trochę z własnego wyboru, a trochę z powodu różnych okoliczności, które dość skutecznie zawładnęły moim czasem. Dlatego dopiero teraz posyłam życzenia na ten Nowy Rok 2016 ...



NIECH BĘDZIE ON DLA NAS WSZYSTKICH ROKIEM ŁASKI... 


***

Z ostatnich dni starego roku ...

Wiele się wydarzyło więc trudno pisać o wszystkim. Zostawię tylko parę śladów, po których będę mogła wrócić do tych chwil, które dalekie były od obrazków z witryn supermarketów. One już w październiku witały Mikołaja w blasku nieprzyzwoicie rozświetlonych choinek. Może były one i piękne, ale wiały chłodem i sztucznością, z którą nigdy nie chciałabym się zaprzyjaźnić.

Uboga stajnia ...

Poczułam jej oddech na swoich plecach. Na początku wydawał się przerażający. Nie był jednak tak powalający, jak podpowiadała mi moja wyobraźnia. Stajnia niosąca nadzieję ... to jest ta prawda, której świat nie potrafi zrozumieć. Nosi w sobie tajemnicę budowania wzajemnych relacji opartych na miłości i zaufaniu. Nie da się ich kupić w supermarketach ani na bazarach.

Chwała Bogu na wysokościach ...

Powróciliśmy do naszej rodzinnej tradycji wspólnego kolędowania w drugi dzień świąt. Przez dziewięć godzin grały bębny, gitary, skrzypce, flety, przeszkadzajki ... Wraz z przyjaciółmi cieszyliśmy się z narodzenia Jezusa, który nie tyle w żłóbku co w sercach naszych się pojawił wraz z pierwszymi strofami kolęd i pastorałek. Na stole pojawiały się co rusz to nowe przysmaki. Chętnie do nich sięgały dzieci, których było naprawdę sporo ... wszak to już trzecie pokolenie świętuje w ten sposób Boże Narodzenie ... jak ten czas szybko mija. Gdy będzie trochę czasu wkleję parę zdjęć ...

Pielgrzymowanie ...

I tak spotkaliśmy się znowu na jednym z postojów naszego życia. Było nas około trzydziestu. Był kiedyś taki rok, że przez nasz dom przewinęło się dwa razy tyle osób. W tym roku było nas mniej ... obowiązki wobec rodziny zatrzymało wielu. Podzieliliśmy się więc z nimi opłatkiem i życzyliśmy sobie wiele dobrego na czas kolejnych etapów życia. 

Dla niektórych z nas się on już zakończył...

Ze smutkiem przyjęliśmy wiadomość o śmierci Ojca Jana Góry OP. Wszak to nasz sąsiad z podwórka. Mieszkał bramę dalej co mój mąż, na tej samej ulicy. Chodziliśmy do tego samego kościoła parafialnego, który był napełniony duchem świętego Dominika po brzegi. Gdy wyjechał z Prudnika często wsłuchiwaliśmy się w to co mówił o Bogu. On był dla niego zawsze KONKRETEM. Tą obecnością żywego Boga zarażał innych. Nie zdziwiłabym się, gdyby zaczął się jego proces beatyfikacyjny. Choć nie był człowiekiem łatwego charakteru to przecież kochał Boga i ludzi nade wszystko. A przecież właśnie ta miłość jest miarą świętości.

Życzenia ...

W Miłosierdziu Boga palą się nasze ułomności. 
Obyśmy tej prawdy zakosztowali w naszej codzienności ... alicja

37 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Kasiu :)

    Sory za niedokończony mail. Chyba po raz pierwszy tak się stało, że nie tylko Ty na mnie czekałaś ale jeszcze kilka osób, którym obiecałam odpisać. Mogę zwalić na grypę żołądkową, która nas prawie wszystkich zwaliła z nóg ... ale to marne wytłumaczenie. Myślą jednak byłam przy Tobie, choć i te słowa o kamień roztrzaskać ... bo to żaden konkret.

    Sama się dziwię, że drugi dzień świąt był taki jaki był. Chyba jednak Opatrzność Boża czuwa nad nami pomimo naszych wad. Przyjaciele też się sprawdzili i to chyba najlepszy prezent jaki mogliśmy otrzymać w te święta.

    Wielki fanklub ...

    Sama nie złożyłam na blogu żadnych życzeń. Ty byłaś jedyną osobą, która o tym pomyślała. Nie miałam jednak złych intencji. Po prostu ... w pewnym momencie wysiadłam całkowicie i komputera nie włączałam przez kilkanaście dni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Chyba trochę się przejmuję. Za nickami i avatarami byli przecież realni ludzie ... z sercami... choć nie wiadomo czym napełnionymi.

      Pomimo ciszy nie są mi obojętni.I chciałabym, aby o tym wiedzieli. Chyba, że poszli sobie gdzieś daleko i oprócz nas nikogo więcej tu nie ma. I mówimy o rzeczywistości, której już nie ma.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Taka myśl mi również przeszła, że poczujesz się przeze mnie odrzucona. Nie chcę byś się tak czuła. Same słowa jednak nie wystarczą... czuję w sobie jakąś niemoc w tym temacie.

      padlina ... hieny ...

      Widzę, że czujesz się osaczona. Gorsza jednak od ludzi jest zraniona wyobraźnia. Ona bardziej kąsa ... szkoda, że jej wciąż ulegasz.

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    7. Pamiętam ten "wysyp". Nie zawsze to były osoby - hieny. Często brały Ciebie w obronę. To, że nieumiejętnie, to prawda. Bo nie tędy droga by broniąc jednych - atakować drugich. Trzeba jednak docenić ten gest i zobaczyć w nim choćby małe dobro.

      Padlinożercy też się pojawiali, ale w mojej ocenie nie było ich za dużo. Wystarczyło nie podejmować dialogu, by sobie odeszli.

      Anonimy ...

      Nigdy nie byłam ich zwolenniczką. Traktuję je jednak jako maski ochronne osób, które nie mają odwagi stanąć twarzą w twarz z drugim człowiekiem.

      Z różnych powodów są zakładane ...

      Usuń
    8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. Nic nie boli?

    Ten stan osiągniemy dopiero po śmierci i czyśćcu, gdy się tam dostaniemy. Na ziemi każdy z nas chodzi z niejedną raną otwartą. Udawanie silnego, czy zakładanie masek ochronnych nic nie da.

    Ukojeniem jest obecność drugiego człowieka, do którego mam zaufanie. Nie mogę jednak zapominać, że i on ma swoje zranienia.

    Jedynym, który z powodu bólu nie odtrąca jest Jezus ... ale nie wszyscy w Niego wierzą ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  4. Specjalnie ... żebyś zobaczyła, że na tę samą sprawę można spojrzeć nie tylko przez Twoje okulary. Nie robię jednak tego złośliwie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Kasiu, wkurzasz się do białości nie z mojego powodu, lecz z własnego. Zamknęłaś się na świat, który dla mnie jest konkretem. I gdy tylko o ten świat zahaczę buntujesz się. Mam wrażenie, że oczekujesz ode mnie przytaknięcia, że masz obiektywne spojrzenie na rzeczywistość, w której obie żyjemy. Ja jednak przeżywam swoje życie nieco inaczej, choć problemy możemy mieć bardzo podobne. I stąd jest napięcie między nami. Osobiście nie narzekam na taki stan; powiem więcej ... swoją osobą bardzo ubarwniasz moją szarą codzienność za co bardzo dziękuję :)

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Napisałam, że "mam wrażenie", a nie, że tak jest na pewno. Piszesz o swoim subiektywnym spojrzeniu; moje również takie jest. Więc nie ma o co się rozgrzewać "do białości" Wystarczy mieć nieco więcej tolerancji na odmienne zdanie.

      A co do zniechęcenia ...

      Zdaję sobie sprawę, że wiele z tego co Tobie mówię może Cię zniechęcić do mnie. Nie wyobrażam sobie jednak relacji z Tobą opartej na konwenansach i dyplomatycznej poprawności. Za bardzo Cię szanuję.

      Czas pokaże, czy obie wytrzymamy ... mam nadzieję, że tak.

      Usuń
  5. I jeszcze jedno ... myślę, że dobrze rozumię Twoje emocje, gdyż często sama im ulegam. W przeciwieństwie jednak do Ciebie mam jeszcze siłę się im oprzeć ... dzięki Jezusowi, który jest dla mnie żywą Osobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Udawanie ...

      To Twoja subiektywna ocena. Nie mam zamiaru w żaden sposób na nią wpływać.

      Pomoc realna ...

      Ja ją mam z ręki Boga w konkretach mojego życia. Wielokrotnie o nich pisałam więc nie będę teraz ich przypominać.

      Tchórzostwo ...

      Tchórzostwem jest milcznie i nie oddanie chwały Bogu w tych epizodach mojego życia, w których On pozostawił swój ciepły ślad Miłości i Miłosierdzia.

      "Żywa osoba... Żywa osoba przychodzi, mówi, jest widzialna, w jakikolwiek sposób JEST."

      JEST!!! Masz rację. I prowadzi ludzi do nieba, w którym nie ma już cierpienia. A póki co ... nie ucieka od naszej nędzy lecz ją razem z nami dźwiga. I tej prawdy nie potrafisz przyjąć. Wolisz sama się z nią borykać i jak narazie skutki tego są bardzo niepokojące. Masz jednak wolny wybor i mnie nic do tego.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. "... ta sytuacja, w której się znaleźliście. Zmieniła się cudownie in plus? Zniknęły problemy, a w ich miejsce pojawiła się idylla?"

      Nie Kasiu, nie zmieniła się cudownie in plus.

      Cudownie jednak pojawili się wokół nas przyjaciele, którzy tę sytuację razem z nami postanowili dźwigać. Dlatego śpiewane wspólnie kolędy miały tak wielką moc.

      Dlatego, choć końca problemów nie widać mam NADZIEJĘ, że nie zostanę sama z moim przerażeniem i strachem. I właśnie ona dodaje mi odwagi do życia.

      ***

      Co do reszty ...

      Życie to nie idylla, lecz poligon ścierania się dobra ze złem.

      Usuń
    5. O łataniu rzeczywistości...

      https://www.youtube.com/watch?v=b9oQ-vczuj8

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    7. Oj Kasiu, Kasiu ...

      Ad.1

      Każdą sytuację życiową można w rożny sposób interpretować. Z Twoim widzeniem nie będę dyskutować. Moje zaś znasz. Przynosi mi ono pokój serca i nadzieję na przyszłość. Nie jest on trwały. Prawie każdego dnia go tracę i potem odzyskuję na nowo. Często zdobywam go z wielkim trudem. Bywa też i tak, że pojawia się tam, gdzie się go w ogóle nie spodziewałam. I właśnie te sytuacje są dla mnie interwencją z nieba.

      Niech sobie inni nazywają to doświadczenie ślepym losem, jeżeli im to przyniesie taką samą ulgę, jaką mnie ono daje.

      Ad.2

      Nawet Jezus nie przekonał wszystkich ...

      Ad.3

      Każdy ma tu prawo przyjść kiedy chce i powiedzieć parę słów. Jedyny warunek, który stawiam to taki, by się wzajemnie nie obrażać.

      Usuń
    8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    9. KRUCHOŚĆ ...

      Taka jest prawda o mnie. Nie mam nic z mocarza. Dlatego trwam w pokoju jedynie dzięki łasce. Gubię ją jednak codziennie i dzięki Jezusowi Miłosiernemu wciąż na nowo ją odnajduję.

      ULGA ...

      Doskonale wiem, że wmawiasz sobie, że nic Ci ulgi nie przyniesie. Reszta jest dla mnie tajmnicą.

      CIEKAWE MOMENTY ...

      Już dawno Ci mówiłam, że ten blog bez Ciebie jest mało interesujący. Dziwna to zależność i trochę dla mnie niezrozumiała. Nie jestem jednak o to zazdrosna. Wręcz przeciwnie ... mnie również inspiruje ta sytuacja. :)

      Usuń
    10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    11. Trudno wypowiadać się na temat sytuacji gdy się o niej nic nie wie. Pytać o nią jednak nie zamierzam ... idę więc po omacku, na wyczucie ...

      Usuń
    12. A tak na marginesie ...

      3 stycznia minął rok od naszej pierwszej rozmowy. Pierwsza rocznica ... Ale ten czas szybko mija.

      Polubiłam Cię Kasiu :)

      Usuń
  6. Witam, Pani Alicjo.
    Jako że jestem po lekturze "Przesłania", zabiorę głos, który, mam nadzieję, podtrzyma Panią na duchu.
    Bóg JEST, i to jest jedyne, co jest pewne (oprócz naszej fizycznej śmierci). Jest i Miłością, i Sprawiedliwością. A na świecie odbywa się SĄD. Z lektury Przesłania wiem, że w tych czasach wielu ludzi się załamie, będą nasilone depresje, bo to sa czasy, gdy Bóg zasłania swoja twarz. Ludzie żyją w ciemnościach, które sami sobie wytworzyli. Wszystko zostaje wzmocnione promieniami Bożego sądu i się przejawia. Nawet to, co ukryte w głębi duszy człowieka wychodzi na wierzch, aby się przejawiło i samo sądziło. Mamy, czy ktoś chce w to wierzyć, czy też nie, za sobą liczne wcielenia, w których mogliśmy bądź podążać w górę ku Bogu, bądź obciążać się winą i nabywać przeróżnych niskich skłonności, które zaciemniają i obciążają tkwiącą w każdym człowieku duchową iskierkę, która czyni człowieka dzieckiem Bożym.
    Moja mama dawno temu też popełniła samobójstwo. Zostałam sama, z młodszą siostrą, będąc na pierwszym roku studiów. Znalazłam ją wisząca w pralni, objęłam za nogi i uświadomiłam sobie znaczenie słowa NIGDY.
    Gdyby nie Bóg, dzisiaj nie pisałabym tych słów. Prosiłam Boga o łaskę dla mamy, chciałam żyć tak, by moje życie i jego owoce złagodziły jej cierpienie. Prosiłam o PRAWDĘ i otrzymałam Przesłanie. Wiem, że Bóg nie przyjdzie na tę Ziemię, bo to by było skalanie. To człowiek ma się zbliżyć do Boga wcielając w życie naukę Jezusa. Bóg czeka na człowieka, ale człowiek musi IŚĆ sam, korzystając ze wszelkiej udzielanej mu pomocy,ale sam.
    Co innego jest zwątpienie, a co innego bluźnienie Bogu, które zawiązuje nowe włókna losu i dodatkowo obciąża ducha nowa winą. Później coraz trudniej otrząsnąć się z bagna, w które sami wpadliśmy.
    Chciałabym w każdym cierpieniu chwalić Boga, czego wszystkim życzę. Bo niewątpliwie Królestwo Boże jeszcze jakiś czas nie nadejdzie.
    Niech się Pani nie martwi brakiem tych rzeczy, których i tak nie można zabrać ze sobą na tamten
    świat, a wszystko dobrze się ułoży. Może nie w tym sensie, w jakim egoistycznie byśmy chcieli, ale dobrze dla naszego ducha, który powinien oderwać się od materii.
    Bóg nie ingeruje w sprawy ludzkie, to by było śmieszne tak myśleć, że jest po to, by troszczyć się o ziemski dobrobyt człowieka. Biblia jest Księgą o sprawach duchowych, Jezus przyszedł na świat z duchowym posłannictwem. Skoro nawet Jan Chrzciciel nie zginął w tragiczny sposób, to muszą być prawdziwe słowa "Nie bójcie się tych, co zabijają ciało, ale tych, co zabijają ducha".
    Szczęścia i bogactwa, które nie przemija życzę.
    Wyspana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam :)

      Odniosę się do słów -

      "Bóg nie ingeruje w sprawy ludzkie, to by było śmieszne tak myśleć, że jest po to, by troszczyć się o ziemski dobrobyt człowieka."

      Może i śmieszne tak myśleć, ale moim zdaniem Bóg ingeruje w sprawy ludzkie. Oczywiście nie po to, by z ziemskiego bytowania uczynić raj, bo to rzeczywiście byłoby śmieszne.

      Ingeruje, by nawiązać relację z człowiekiem, którego kocha, by razem z nim przejść te wszystkie trudne doświadczenia, o których tu wspomina Pani i Kasia.

      Nie ma jednoznacznych odpowiedzi dotyczących cierpienia ...

      Usuń
    2. "Moje własne doświadczenie jest mniej więcej takie: posuwam się po ścieżce życia zadowolony z siebie, w moim zwykłym, upadłym, bezbożnym stanie, pochłonięty wesołymi spotkaniami z przyjaciółmi, które czekają mnie jutro, czy odrobiną pracy, która łechce mą próżność dziś, wakacjami czy też nową książką, gdy nagły, przeszywający ból brzucha, grożący poważną chorobą, lub tytuł w gazecie grożący nam wszystkim zniszczeniem, nagle rozwala cały domek z kart. W pierwszej chwili jestem zdruzgotany i całe moje małe szczęście wygląda jak zepsute zabawki. Następnie powoli i niechętnie, kawałek po kawałku, usiłuję doprowadzić się do takiego nastawienia umysłu, w jakim cały czas powinienem się znajdować. Przypominam sobie, że wszystkie te zabawki nigdy nie miały zawładnąć mym sercem, że moje prawdziwe dobro jest w innym świecie, a moim jedynym prawdziwym skarbem jest Chrystus. I udaje mi się, być może z łaski Boga, na dzień lub dwa stać się stworzeniem świadomie zależnym od Boga i czerpiącym swą siłę z właściwych źródeł. Jednak w chwili gdy groźba znika, cała moja natura rzuca się z powrotem do zabawek. Nie mogę się nawet doczekać, niech mi Bóg wybaczy, by wygnać z mego umysłu tę jedyną rzecz, która mnie wspierała w tej groźnej chwili, bowiem kojarzy mi się teraz z marnością tych kilku dni. Zatem okropna konieczność udręki staje się aż nazbyt oczywista. Bóg miał mnie jedynie przez czterdzieści osiem godzin i to tylko dzięki zabraniu mi wszystkiego innego. Niech tylko na chwilę schowa do pochwy swój miecz, a ja zachowam się jak szczenię, gdy znienawidzona kąpiel dobiegła końca - otrząsnę się z wody, jak tylko potrafię, i popędzę, aby ponownie zanurzyć się w coś przyjemnie brudnego, w najbliższą grządkę z kwiatami, jeśli nie w najbliższą kupę gnoju. Oto dlaczego udręki nie mogą ustać, dopóki Bóg nie ujrzy nas stworzonymi na nowo lub dopóki nie zrozumie, że nasza odnowa jest sprawą beznadziejną"
      Clive Staples Lewis – Problem cierpienia

      Usuń
  7. http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/komentarze/art,2280,siostra-chmielewska-o-modlitwie-o-uzdrowienie.html może się przyda. POlecam

    OdpowiedzUsuń
  8. Pewnie, że się przyda.

    Nieba nie osiągnie się łatwo i przyjemnie. Modlitwa o uzdrowienie idzie w parze z wyrzeczeniem. Kto myśli, że złagodzi ona całkowicie trudy życia będzie zawiedziony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alicjo, wszystkiego najlepszego w 2016 roku.

      Anonimowa/Wyspana, kto jest autorem tegoż "Przesłania"?

      Usuń
  9. ... i Tobie Mari niech dobry Bóg błogosławi :)

    OdpowiedzUsuń