środa, 2 marca 2016

KIM JESTEM DLA CIEBIE BOŻE?

Napisałam ten utwór w 1981 roku. Wtedy doświadczyłam, że Miłość Boża jest większa od największej słabości człowieka. ...



Jest rok 2016 ... 

Minęło już 35 lat od tamtego doświadczenia i nadal ono trwa we mnie. Nie zabiły go trudne sytuacje, których było bez liku w moim życiu i mam nadzieję, że te, które przyjdą też go nie wymażą z mojej duszy. Dziękuję Bogu za tę łaskę, którą pragnę się dzielić z każdym gościem na moim blogu... Pragnę podziękować za każde słowo, które na tym blogu padło... i to miłe ... i to mniej sympatyczne. Są one dla mnie "lustrem", w którym się przyglądam. Dzięki niemu odkrywam moje "ja", które nie może pojąć, że Bóg zaprasza je do relacji z sobą.

KIM JESTEM DLA CIEBIE BOŻE?

To pytanie zrodziło się we mnie, gdy uzmysłowiłam sobie, że:

- Bóg mnie kocha ZAWSZE, a nie tylko wtedy, gdy mi się zdaje lub nie zdaje.
- Bóg mnie kocha WSZĘDZIE, a szczególnie w tych miejscach gdzie ja widzę śmierć.
- Bóg mnie kocha BEZWARUNKOWO, choć miłość moja każdego dnia stawia Mu warunki.

***
PS

W poprzednich postach padło wiele zdań, które przypomniały mi sytuacje, w których się znalazłam dzięki Opatrzności Bożej. Zmieniły się wówczas moje priorytety, o których mówiła Wyspana. Tę przemianę zawdzięczam m.in. narkomanom i alkoholikom, o których wspomniała Frau Be. Gdy znajdę chwilę czasu wspomnę o tym.

(cdn)

96 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko tyle pragnę
      z mojej wolności
      byś przymknął oczy
      na czas mej bezsiły

      Pozwól wykrzyczeć
      wygarnąć losowi
      wszak pozwoliłeś
      na to Hiobowi

      Zakończenie po latach udręki ...

      I pozwoliłeś …
      i wysłuchałeś …
      i uwolniłeś …

      Z lęku i strachu
      z tęsknoty i bólu
      z poczucia pustki
      i rozżalenia

      Teraz znów widzę
      teraz znów czuję

      Dzięki ci Boże
      za chęć do ISTNIENIA

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ogród Getsemani,
    niemy świadek
    ludzko - boskiego
    bólu i utrapienia.

    Posnęli ci, którzy
    pocieszyć mieli,
    zmożeni snem
    nawet Boga
    nie usłyszeli.

    Trzy razy Jezus
    do nich się zbliżał
    ze swoim lękiem
    smutkiem i strachem.

    Trzy razy prosił
    aby z Nim czuwali
    by Go samego
    nie zostawiali.

    Na nic starania
    by we wspólnocie
    przeżyć cierpienie,
    które wpisane jest
    w ludzkie zbawienie.


    ***

    "Wziąwszy z sobą Piotra i dwóch synów Zebedeusza, począł się smucić i odczuwać trwogę. Wtedy rzekł do nich: «Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną!»
    I odszedłszy nieco dalej, upadł na twarz i modlił się tymi słowami: «Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty»."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. "Nie ma zbawienia od cierpienia"
      ...
      mówią ci,
      którzy do dzisiaj
      stoją pod krzyżem
      i kontemplują ziemię
      zamiast patrzeć w niebo.

      Nie idą dalej,
      do grobu pustego,
      aby tam spotkać
      Zmartwychwstałego,
      który ich dotknie,
      uleczy, pocieszy
      i do radości
      na nowo wskrzesi.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Lepiej jest mówić
      tylko o sobie
      bo nie dla wszystkich
      Jezus leży w grobie.

      Są tacy, co
      w cierpieniu
      spotkali Boga.

      W nich zobaczyłam
      Ukrzyżowanego,
      oni mi wskazali
      na Zmartwychwstałego.

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja się pomodlę, ale nie będę obiecywała, że "wszystko będzie dobrze". Bo co to znaczy "dobrze"?

    - Czy to, że ojciec będzie żył?

    Może i tak. Lecz w każdym momencie życia śmierć będzie bolała. Nie da się jej przekupić, choć czas oczekiwania na nią może się wydłużyć przy sprawnych rękach lekarzy. Czego tej dziewczynie życzę z całego serca.

    - Czy to, że znajdą się wokół tej rodziny konkretni ludzie, którzy zechcą razem z nią nieść jej strach, ból i cierpienie?

    Czasem, gdy śmierci nie da się przekupić, pomoc ze strony innych ludzi pozwala unieść nadmiar cierpienia. Napisałaś wyżej...

    "Jeśli w cierpieniu przychodzi pomoc -
    to zawsze tylko od człowieka
    albo w ogóle."

    Nie od każdego człowieka. Tylko Ci zauważą cierpienia, którzy mają w sobie MIŁOŚĆ. Im ona jest większa, tym bardziej skuteczna.

    Są chwile, w których miłość ludzka nie wystarcza. Taką np. miała Matka Teresa z Kalkuty.

    Nie każdy pochyliłby się nad trędowatym, a przecież ich śmierć jest tą samą nielubianą siostrą życia, która i nas kiedyś odwiedzi.

    BÓG ZBAWIA POPRZEZ RELACJE.Błędem jest szukać Go poza wspólnotą.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, myślę, że na Twoje pytanie odpowiem nowym postem. Potrzebuję jednak trochę czasu.

      ŚMIERĆ...

      Można ją przeżywać w samotności i we wspólnocie przyjaciół. Można też na nią patrzeć po ludzku i po bożemu. Wszystko zależy jaką opcję wybierzemy.

      A teraz zacytuję wypowiedź znajomego, który pocieszając naszą wspólną przyjaciółkę (2 marca zmarł jej Tato) pisze o swoim doświadczeniu ze śmiercią rodzica.

      "Mój Tato też odszedł tak niespodziewanie i nagle, tydzień po pielgrzymce. Jeszcze do 17 - stej robiliśmy razem, a potem wróciliśmy do domu. Na chwilę wyskoczył obejrzeć jeszcze jakąś robótkę i o 21-szej jego dowód przywiózł policjant. Minęło z 10 lat, a On wciąż śni mi się, gdy mam ważne w życiu momenty; często zmęczony przysiada i mówi, że mi pomoże. O dziwo, po tym zawsze sprawy nabierają dobrego obrotu. Powiem Wam, że może fizycznie nie ma go tu, ale duchowo odczuwam jego obecność, jakby nigdy nie odszedł. Mam mamę, nie widziałem jej już dwa lata; jest w ośrodku po drugiej stronie Polski, nie mam jak do niej dotrzeć. Często, gdy siostra jest u niej to daje ją do telefonu. A ona słuch ma tragiczny, a i pamięć taką, że nic nie pamięta. Chcę w tym roku pokazać jej swoich chłopców, a szczególnie Kamilka, bo nie widziałą go jeszcze - co tu mówić ... można by powiedzieć, że żyje, a jest tak odległa jak Tato. Wiecie, zamazuje mi się to wszystko. Co zrobić, taka to już historia mojej rodziny. Powtarzam rodzice nie odchodza, nawet jeśli umarli, a nawet jeśli żyją. Wystarczy, że dotrze to do nas, głowa do góry... to nie jest jeszcze śmierć, a rozstanie na jakiś czas. Pozdrawiam, pamiętam."

      PS

      Takiego "dobrego życia" (według Twojej definicji) nie uraczysz na tej naszej ziemi. W cierpieniu rodziła nas matka i w cierpieniu odchodzić będziemy. Można jednak nawet w tym życiu zakosztować przyszłego nieba; a ono kosztuje się m.in. w relacjach BÓG - CZŁOWIEK - CZŁOWIEK.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Jedynie mogę Ci współczuć tej grobowej ciszy; wiem co tracisz...

      Według mnie lepiej jest zamienić tęsknotę na nadzieję ponownego spotkania. Mniej łez, więcej radości i chce się żyć. Cena dobra za dodanie nowej aplikacji = "zawierzenie Bogu" do rozumowego pojmowania świata.

      Niemodne jest dzisiaj mówić o Świętych obcowaniu. Ludzie boją się wyśmiania bardziej niż samotności spowodowanej zerwaniem relacji z rzeczywistością nadprzyrodzoną. Bardzo wysoką cenę płacą, ale cóż ... wolny wybór działa w obie strony.

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Świat jest taki jaki jest ...

    Człowiek nie jest jednak całkowicie skazany na to, co świat proponuje. Dobrą Nowiną jest to, że z boską pomocą wyjdziemy zwycięsko z trudnej sytuacji. To wyjście jest na boskich warunkach, a nie ludzkich. I tego człowiek obawia się najbardziej.

    Świat się zapewne nie zmieni, a z tego co widać to gna z coraz większą prędkością ku zagładzie. Dobrze jest jednak wiedzieć, że bojąc się relacji z Bogiem stajemy się niewolnikami świata.

    Trochę nie rozumiem, o jakim oszustwie mówisz.

    Bo jeżeli mówisz, że Boga nie ma - to ja temu zaprzeczę, bo w moim życiu On żyje! Nie zmienia w magiczny sposób świata lecz mnie i moje nastawienie do niego. Przestaję się go bać ... a tego właśnie potrzebuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Oczywiście, że "moją zmianą". Ale ona jest owocem Jego Słowa, które proponuje mi rozwiązania wychodzące poza mój własny realizm. Jeżeli czujesz się oszukana to Twój realizm jest po prostu ... do bani! ... i tyle na ten temat.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Fakty ...

      Ciągle o nich rozmawiamy. Ty mówisz o swoich, a ja o swoich.

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś próbowałam, ale Twój argument, że one nie są Twoim życiem przyhamował mój entuzjazm w tym temacie.

      Wiem jedno...

      Ty jesteś mi potrzebna tak samo jak ja Tobie. Jest między nami relacja, w której Bóg nas nie opuszcza ani na chwilę. Ciągle się o Niego spieramy. Na okrągło o Nim dyskutujemy. A najśmieszniejsze jest to, że gdy zaczynamy opadać z sił jakimś zrządzeniem losu/łaski zdarza się coś nieoczekiwanego co zmienia nasz tok myślenia na całkiem inny ..."trzeci" tor.

      FAKT ...

      Nasze spotkanie zawdzięczamy śp. Siostrze Jydytce. Ona umierała, a nasza relacja się rodziła. Jej śmierć uwiarygodniła jej życie ... cóż trzeba więcej?

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    5. ... no właśnie ... tego się spodziewałam ...

      Wierz mi Kasiu, temat krasnoludków mnie nie zainteresował. Miałam okazję się o tym przekonać, gdy pewna znajoma twierdziła, że je naprawdę widzi.

      A tak na marginesie ...

      "Napisałam wówczas m.in. słowa, które wypowiedziałam w myśli pod krzyżem w kościele: "Jeśli jesteś i chcesz, żebym w ciebie wierzyła, to mnie przekonaj. Jeśli jesteś - wiesz, że cię potrzebuję." Otóż... Może to tędy droga? Może to Ty możesz mnie przekonać swoimi faktami?"

      Kompletnie nie mam pojęcia, jak by to miało wyglądać.

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    9. „Żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza” (Łk 11,29-32)

      ***

      Faryzeusze byli naocznymi świadkami wielkich cudów i znaków Jezusa. Nic im to nie pomogło. W Jezusie zobaczyli Belzebuba i na tym się skończyło.

      ***

      Szukaj Boga w swoim sercu, a nie w zewnętrznych znakach, których z jakiś przyczyn nie widzisz.

      Na nic Ci moje fakty. Są dla Ciebie jedynie tarczą, w którą ciskasz swój gniew i rozżalenie. W ten sposób tracisz jedynie siły.

      ***

      ZNAK JONASZA...

      Znak Jonasza to Zmartwychwstały Jezus. Skupiasz się na znakach zamiast na Jego Osobie i dlatego masz problem z wiarą.

      Wybacz mi, nie umiem przekierować Twój wzrok na Jezusa. Nie pomogę Ci, nie zmuszę ... Nie potrzeba tu wcale ciężkiej artylerii argumentów. Wystarczy jedno Twoje zdanie powiedziane w prostocie serca...

      JEZU UFAM TOBIE!

      Usuń
    10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    11. Biblia wskazuje m.in. na pułapki tego, który na pustyni kusił Jezusa trzykrotnie przez 40 dni. Dziwnym trafem też żądał znaków potwierdzających bóstwo Jezusa.



      Usuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Tutaj aż mi się zakląć chce."

      To nie ten kierunek ... to nie to nastawienie serca ... to nie ta prostota.

      Usuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli nie istnieje to skąd u Ciebie ta chęć stałego udawadniania swojej tezy? Czyżby serce podpowiadało Ci inną prawdę niż rozum?

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Tu nie chodzi o to, czy mi coś odpowiada, czy nie. Tu chodzi o wewnętrzny dysonans jaki z Ciebie wychodzi i niszczy od środka. Wiesz dobrze, że życzę Ci pokoju serca.

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    5. Potrzebujesz przede wszystkim pojednania z Bogiem, aby doświadczyć pokoju w sobie.

      Masz rację, dysonanse muszą istnieć bo nikt z nas nie jest doskonałą harmonią. Mylisz się jednak w tym, że jest on tylko Twoim problemem ... ja również w nim uczestniczę. Nie dlatego, że muszę lecz dlatego, że zależy mi na relacji z Tobą.

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    7. Kasiu, a kto ci takich bzdur naopowiadał?! Ty zła!? O, nie!!! Jedynie cholernie pogubioną KOBIETĄ. Uwierzyłaś nie temu komu powinnaś i dlatego masz problem.

      Jeszcze raz proszę Cię, pojednaj się z Bogiem...

      Może kiedyś nie miałaś w sobie pokoju, ale o ile pamiętam miałaś go o wiele więcej niż teraz. To nie jest tak, że jedna spowiedź załatwi wszystko. To nie są czary, lecz systematyczne uzdrawianie, które trwa do końca życia. Zerwana relacja z Bogiem jest ZAWSZE do odbudowania. Nie dzieje się to jednak w sposób, który ten świat szybko zauważy i wypromuje. Bóg daje za darmo to co w dobie komercjalizmu nie jest mile widziane.

      "Samo Zło" ... znasz moje zdanie na jego temat.

      DYSONANS ...

      Nie jesteś przyczyną dysonansu między nami. Ty masz go w sobie. Odczuwam go wraz z Tobą choć nie tak jak odczuwasz go Ty. I bardzo Ci z tego powodu współczuję, bo ja też Ciebie lubię.

      W naszej relacji jest coś z harmonii i jedności. Nie wiem jak Ty to odbierasz, ale mi z tą "muzyką" jest naprawdę dobrze :)

      Usuń
    8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest film "Bóg nie umarł". Nie zrobię lepszego filozoficznego wykładu na zadany przez Ciebie temat niż jest on tam przedstawiony. Są też sceny, które mnie drażnią, ale rozmowa młodego studenta z walczącym ateistą - wykładowcą filozofii warta jest nagrody Nobla. Polecam więc ten film. Klasa VI jest już na tym etapie, że niektóre kwestie łapią w mig.

      Poza tym ...

      Św. Tomasz z Akwinu próbował racjonalnie wytłumaczyć nieracjonalne zagadnienie, jakim jest istnienie Boga. W XIII wieku przedstawił on pięć rozumowych dowodów na istnienie Boga. Uporządkował je w postaci tzw. 5 dróg:

      1) "z ruchu" (ex motu) podkreślająca, że jeżeli świat jest w ruchu, musi istnieć Pierwszy Poruszyciel,

      2) "z niesamoistności świata" (ex ratione causae efficientis) która mówi, że nic nie istnieje samo z siebie, musi więc istnieć jakiś Byt samoistny,

      3) "z przypadkowości rzeczy" (ex possibili et necessario) głosząca, że jeżeli wszystko jest przypadkowe, musi być Istota konieczna,

      4) "z różnic w doskonałości", (ex gradibus perfectionis) w której mowa jest, że w hierarchii doskonałości jest Istota Najdoskonalsza,

      5) droga "z celowości rzeczy" (ex gubernatione rerum), gdzie na podstawie uporządkowanego i celowego sposobu istnienia bytów nierozumnych wnosi się o obecności kierującego wszystkim Boskiego Intelektu.

      TEODYCEA ...

      Teodycea to gałąź teologii zajmująca się problemem jak pogodzić istnienie dobrego, miłosiernego Boga z istnieniem zła. Miałam ten przedmiot na KUL - u. Brnęliśmy poprzez różne nurty filozoficzne, które pokazywały siłę ludzkiego umysłu w tym temacie.

      ***

      Temat zadany przez Ciebie wałkuje się od wieków. Od początku rozum współdziałał z duchowym poznaniem Boga. Czasami starsze dzieciaki zadają mi pytania o rozumowe poznanie Boga. Mówię im, że do pewnego momentu nie potrzeba wiary lecz pokornego umysłu, by sobie odpowiedzieć na zadane pytanie o istnienie Doskonałego Bytu przewyższającego doskonałością człowieka. Czasem wkraczamy na drogi św. Tomasza z Akwinu z XIII wieku. Ale ich umysły nie są tak dociekliwe jak Twój, więc filozoficzne dyskusje kończą się dość szybko.

      W tym miejscu skończę bo temat trudny i długi. W filmie jedynie śliźniesz się po nim. Warto jednak od czegoś zacząć.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Kasiu, nie twierdzę, że film jest dobry. Natomiast fragment, o którym mówiłam jest godny zauważenia.

      Wiara nosi w sobie tajemnicę, a więc rzeczywistość, której rozum nie ugryzie. I wszelkie manipulacje umysłu nic tu nie pomogą. Bez wewnętrznego doświadczenia nie ma o czym mówić; spierać się też nie mam ochoty.

      Czyżby ojciec Twojej uczennicy miał się lepiej?

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    7. "punkt zahaczenia, żeby móc wierzyć"

      Oczywiście Kasiu, musi być ten punkt zaczepienia. Inaczej dojdziemy do absurdów.

      ***

      Zmusiłaś mnie tym pytaniem do autorefleksji nad moim punktem... No i co my tu mamy?

      1.
      KOCHAJĄCA RODZINA,która swoje kryzysy załatwiała według wskazówek Ewangelii. Nie obyło się bez błędów, nie była to sielanka. Rodzice już pomarli, więc mogę ten czas już definitywnie podsumować. Chociaż nieraz brakowało im argumentów i czasem słyszałam "bo taka jest tradycja" ich intencja była zawsze podyktowana rodzicielską troską i miłością do mnie. Gdy stoję nad ich grobem mam wielką wdzięczność Bogu, że właśnie takich mi dał rodziców. I wiem, że zaszczepili mi oni wiarę dzięki MIŁOSNEJ RELACJI OJCA i MATKI do SWOJEGO DZIECKA.

      Ps.

      Wiesz, z soboty na niedzielę śnili mi się oboje jak szykowali biały obrus na stół wielkanocny. Zaprosili nas do siebie widząc nasze przemęczenie. Stół był ogromny ... dla każdego członka rodziny. I wiesz ... biegały tam dzieci, których nie miałam okazji tu, na ziemi wziąć w ramiona.

      Ta nocka dla naszych wnuków była tragiczna ... zęby :(. Obolałą Natkę wzięliśmy do siebie, by Wojtusiem zajęli się rodzice. Sen, który miałam daje mi siły do dzisiaj.

      2.
      CUDOWNA RELACJA Z MOJĄ BABCIĄ. Gdy rodzice zostawiali mnie czasami u niej na noc kładłam się koło niej pod ciepłą pierzyną nagrzaną termoforem i słuchałam ... długich bajek ... historie o Jezusie i Maryi. A gdy oczy mi się już zamykały kończyłyśmy krótką modlitwą nasze wieczorne rozmowy. Do dziś pamiętam, że sama ją poprosiłam, by mnie nauczyła modlitwy Pod Twoją obronę ...

      To taki obrazek z dzieciństwa, było ich wiele. Gdy byłam nastolatką miałam też pewne zdarzenie, któro wryło mi się w pamięć ...

      Szłyśmy do kościoła. Już wtedy niedomagała. Brałam więc ją pod rękę, by nie upadła. Nagle odsunęła się na bok jakby mnie nie znała. Ze zdziwieniem spojrzałam w jej kochane oczy, a ona wyszeptała ... "patrz,idą przystojni młodzieńcy... co sobie o tobie pomyślą, gdy tak idziesz ze starą babą". Zrozumiałam wtedy jej wielką bezinteresowną miłość, która patrzyła bardziej na moje dobro niż na własne bezpieczeństwo. Ta lekcja była dla mnie bardzo ważna w świetle wiary, o której tu piszemy.

      ŚMIERĆ BABCI... Czekała na mnie, by się pożegnać. Byłam ostatnią osobą, z którą rozmawiała i obiecała pomoc z nieba. Zmarła w 1982 roku ... przychodzi czasem we śnie i podsyca moją wiarę, która ma swoje wzloty i upadki. Czasem skarci, czasem pocieszy ... jak w życiu,które wcale się nie skończyło lecz przeobraziło.

      3.

      Miałam szczęście do dobrych katechetów, wspaniałych przyjaciół. Może nie było ich wiele, ale byli i są dla mnie żywymi świadkami Jezusa. Dzięki nim łatwiej jest mi wierzyć; szczególnie w tych czasach gdzie cywilizację Miłości się nie szanuje i za wszelką cenę NISZCZY SIĘ RELACJE OPARTE NA BEZINTERESOWNOŚCI.

      Jest zło, ale nie musi ono nami dyrygować ... taką lekcję wiary otrzymałam od wielu osób spotkanych w moim życiu.

      Usuń
    8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    9. Indoktrynacja ... Pranie mózgu... Słowa, którymi szasta się na lewo i prawo. Tak samo przypisuje się różne fobie osobom, które mają inne zdanie na temat promowanych w dzisiejszym świecie wartości. Dziecinada to dla mnie, która nie ma nic wspólnego z uczciwym poszukiwaniem prawdy.

      ***

      Człowiek dorasta do wiary całe życie. W dzieciństwie zdobywa podstawową wiedzę i uczy się praktykować w wierze. Później przychodzi czas, w którym musi zrewidować swoje życie religijne, aby stało się ono JEGO WŁASNYM WOLNYM WYBOREM. Nikt nie broni mu poznawać inne światopoglądy. Poznanie to jest nawet potrzebne, by bardziej świadomie wybrać wartości, którymi człowiek chce się kierować we własnym, samodzielnym życiu. Przy takim podejściu do wychowania w wierze nie ma mowy o jakiejkolwiek indoktrynacji.

      ***

      Wśród ateistów też mam przyjaciół. Lubię z nimi rozmawiać na temat wiary. Są pełni empatii do wielu ludzi i ich życie rodzinne prawie bez zastrzeżeń. Jednak gdy pytam się o miłość do wrogów i nieprzychylnych sąsiadów zaczynają się trochę na mnie jeżyć. Słyszę tylko... "a co mnie oni obchodzą". No właśnie, mnie oni obchodzą pomimo tego, że często czuję do nich wstręt, mam na nich złość, a czasem nawet słuszny żal. Wielu powie ..."ot, głupia i naiwna". Może i tak. Lecz gdy sobie przypomnę te piękne chwile pojednania z osobami, których nie potrafiłam zaakceptować to zaczynam mieć w nosie te docinki i złośliwości. Nie zrozumią tego ci, którzy nie przeżyli takiego spotkania, albo pożegnania.

      ***

      Trochę nielogiczne jest to co piszesz:

      "To, o czym piszesz, jest jednak wpajaniem dziecku od zarania jego życia wzorca wiary, a więc nie jest to argument dla kogoś, kto jest dorosły, ukształtowany i samodzielnie myślący."

      "Ukształtowany i samodzielnie myślący" ...

      Można skromnie zapytać w oparciu o jakie WARTOŚCI ukształtowany i na podstawie jakiej PRAWDY myślący? Gdybym była złośliwa zadałabym kolejne pytanie ...

      W jaki sposób ten dorosły człowiek uchronił się o wszelakiej indoktrynacji? Żył na bezludnej wyspie, a może dorastał na wyspie Utopia?

      Usuń
    10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    15. Słowo indoktrynacja działa na mnie jak płachta na byka. Zbyt dużo mam niemiłych wspomnień z okresu szkoły podstawowej i średniej związanych z ową indoktrynacją, która nie szanowała moich wartości zdobytych w domu rodzinnym. Ale mniejsza o to ... było, minęło i mam nadzieję, że nie wróci.

      Choć z tą nadzieją jest różnie. Bo gdy usłyszałam hasło niedzielnej pikiety - "aborcja w obronie życia" to miałam wrażenie, że komuś się nieźle pomieszało w tym, co dobre, a co złe.

      "Wyzwolony umysł" nie może pojąć, że każde ŻYCIE należy bronić, a nie tylko kobiety, która z jakiegoś powodu została niechcianą matką! To dopiero jest pranie mózgu! Nieźle się trzeba napracować by wyczyścić wrażliwość i współczucie wobec nowej osoby, którą powołano do życia.

      ***

      Przepraszam Kasiu, że piszę tak obszernie na temat, którego wcale Ty nie poruszyłaś. Pociągnęłaś jednak za sznurek, który poruszył bardzo czuły punkt w moim sercu.

      Sytuacja, o której piszę świadczy jedynie o tym, że...

      "dorosły, ukształtowany i samodzielnie myślący" człowiek nie zawsze kieruje się bezinteresowną miłością, a właśnie o niej tu rozprawiamy mówiąc o wierze.

      I na nic dorosłemu człowiekowi...

      "zdolność do samodzielnego myślenia, do myślenia abstrakcyjnego, odróżniania świata realnego od irracjonalnego, mający jakąś wiedzę o świecie nabytą na drodze edukacji, a nie słuchania baśni"...

      jeżeli tej umiejętności nie wykorzystuje do budowania cywilizacji Miłości, u podstaw której leży również wiara w istnienie odwiecznej Miłości.

      (resztę dopiszę później)

      Usuń
    16. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    17. ŻYCIE - to ŻYCIE!!!
      Zarodek ludzki - to też ŻYCIE!!!
      Kobieta w ciąży - to dwa ŻYCIA!!!

      Kończę jednak temat bo obie nie jesteśmy gotowe, by spokojnie o nim mówić.

      ***

      Żywa wiara dotyka Miłości Boga, która przepływa między osobami będącymi ze sobą w tej relacji.

      Nie ma sensu rozmawiać o wierze bez kontekstu miłości boskiej i ludzkiej. Tak samo jak nie ma sensu mówić o pieczeniu chleba bez mąki.

      Nie mam czysto rozumowego argumentu, który mógłby przekonać człowieka niewierzącego do wiary. Jeżeli takiego szukasz to pod zły adres kierujesz swoje pytanie.


      WIARA BEZ MIŁOŚCI JEST ILUZJĄ I FIKCJĄ ... może właśnie z taką się spotkałaś i dlatego trudno ci uwierzyć.

      Usuń
    18. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    19. Masz rację ... jednoznacznie.

      Moja opowieść jest o Miłości Boga do człowieka. Podałam Ci wiele argumentów, które mnie przekonują do życia wiarą. Jeżeli one do Ciebie nie przemawiają to trudno. Widać nie mają spełniać takiej roli wobec Ciebie. Jezus jasno powiedział, że oczekuje od swoich wiernych żywego świadectwa o Nim. Nie jest moją rolą przekonywać kogokolwiek do pójścia za Jezusem. Jeżeli ktoś zechce - to sam pójdzie; jeżeli nie - to odwróci się na pięcie i tyle go będzie widać.

      Samo gadanie o doktrynie nic nie pomoże w wierze. Aby się zamoczyć trzeba wejść do wody. Aby zakosztować owoców wiary, trzeba z zaufaniem wejść w ramiona Jezusa. Innej drogi nie ma i jasno o tym mówię.

      W każdym innym przypadku będziemy patrzeć na abortowane dziecko w 24 miesiącu ciąży, słyszeć jego płacz i w momencie jego umierania będziemy się kłócić czy jest ono osobą czy nie. Mam dość tej głupiej szarpaniny!!!

      http://telewizjarepublika.pl/aborcja-w-24-tygodniu-ciazy-dziecko-urodzilo-sie-zywe-i-zaczelo-plakac-nie-udzielono-mu-pomocy,30525.html

      W moim odczuciu jedynie spotkanie z Jezusem zmartwychwstałym dało by Ci ukojenie. Dlatego powiedziałam, że pod zły adres kierujesz swoje pytania.

      Usuń
    20. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    21. Masz rację ... marny ze mnie świadek Jezusa. Nigdy tego nie ukrywałam przed Tobą, więc dziwię się Twojemu rozczarowaniu.

      ***

      Nie za aborcję się na Ciebie wkurzam i jeżeli tak to odczytałaś to sory. Drażni mnie jedynie Twoja wiara w umysł człowieka, który choć "dorosły i ukształtowany" babra się w gnoju i wszystkim dookoła udowadnia, że fiołkami pachnie.

      Przykład z aborcją przyszedł z nienacka. Dość obrazowy to przykład marnej wielkości człowieka, więc się nim posłużyłam.

      ***

      Zarodek, płód, noworodek, niemowlę, dziecko, nastolatek, człowiek dorosły i w podeszłym wieku, starzec ...

      Terminologia nie jest mi obca. Stosuje się ją do określenia fazy rozwoju CZŁOWIEKA, który od swojego poczęcia, aż do naturalnej śmierci jest OSOBĄ. Negowanie tej prawdy jest po prostu głupie.

      Usuń
    22. "Doskonale wiesz, że pod sugerowany przez Ciebie adres udawałam się niejeden raz. Czy skończyło się to pogłębieniem wiary? Pamiętasz może? Czy przypadkiem nie było odwrotnie?"

      Jak dla mnie to Bóg stale oczyszcza Twoją wiarę z niepotrzebnych rzeczy. Ze mną robi to samo, tylko trochę inaczej ...

      Usuń
    23. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    24. Człowiek zawsze jest OSOBĄ, chociaż postępuje czasami tak, że trudno w nim tę osobę zobaczyć.

      Pisząc o "naturalnej śmierci" miałam na myśli przypadki eutanazji, która tę prawdę ma głeboko gdzieś.

      ***

      Nawet kura wie, że każde jajko należy wysiedzieć w gnieździe do końca. Jej instykt zachowania gatunku jest godny do naśladowania. U niektórych ludzi ten instykt zanika wraz z sumieniem.

      ***

      ... może nie z Boga lecz z Jego fałszywego obrazu?

      Usuń
    25. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    26. Bóg jest czystą OSOBOWĄ MIŁOŚCIĄ, która nie patrzy na ciemne strony naszego człowieczeństwa tylko z utęsknieniem czeka na niedoskonałą miłość człowieka, aby wejść z nią w relację i przemienić ją na swój obraz i podobieństwo.

      Usuń
    27. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    28. Patrząc na Jezusa na krzyżu widzę bardziej ludzi, którzy "bez mrugnięcia okiem zadają cierpienie i śmierć bądź na nie patrzą" i słyszę:

      - "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią".(Łk 23, 34);

      ***

      Bóg w chwili konania modli się za swoich oprawców. Jedno współczucie względem Boga czyni niebo otwarte dla jednego z łotrów. Osobowość psychopatyczną nie stać ani na PRZEBACZENIE, ani MIŁOSIERDZIE.

      Jezus oddał życie dla naszego zbawienia ...

      Nie musiał tego robić! Opuszczenia i samotności bał się jak każdy człowiek, gdyż w taką naturę się wcielił dobrowolnie. On bardziej zna Twoją samotność niż Ci się zdaje. Ty czujesz się opuszczona przez Boga. On też się tak czuł wypowiadając słowa:

      - "Eli, Eli, lama sabachthani? ("Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?", Mt 27, 46 oraz Mk 15, 34);

      Swój żal nie zamienił jednak na gniew. Jego ostatnie słowa tuż przed śmiercią brzmią:

      - "Ojcze, w ręce Twoje oddaję ducha mojego." (Łk 23, 46).

      ***

      Bóg dał nam kolejny dzień, by się zastanowić nad naszą końcową mową...

      Usuń
    29. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    30. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    31. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    32. "Jezus miał umrzeć w męczarniach, straszliwą śmiercią za nas, tak?
      Po to, abyśmy byli zbawieni, tak?
      Na to dał go Bóg ludzkości, tak?
      Był to przejaw miłości do ludzi, tak?"

      ... TAK, TAK, TAK, TAK

      ***

      Szatan trzy razy kusił Jezusa na pustyni, aby przez spektakularny cud objawił On swoje bóstwo. Ci, którzy patrzyli na agonię Jezusa krzyczeli ..."zejdź z krzyża jeżeli jesteś Bogiem". Ty Kasiu również czekałaś, a może jeszcze i czekasz na coś wyjątkowego, by się przekonać o bóstwie Jezusa ...

      JEZUS SAM WYBIERA CZAS I MIEJSCE NA OBJAWIENIE PRAWDY KIM JEST i SKĄD PRZYCHODZI.

      ***

      Tajemnica krzyża ...

      Każde wyjaśnienie jest nieporadne. Człowiek jednak ma prawo pytać o rzeczy dla niego niezrozumiałe. Ja też wielokrotnie zastanawiałam się nad tą tajemnicą i doszłam do wniosku, że do końca nigdy jej nie zrozumię. Nie ułożę wzoru matematycznego i nie wyliczę procentowo ile w tym geście miłości Boga, a ile Jego szaleństwa i słabości do ludzkiej istoty.

      Tam, gdzie myśl chce dominować i człowiek zbyt natarczywie domaga się, by Bóg mu się z wszystkiego wytłumaczył, tam Bóg milczy i czeka, aż nieco spokornieje serce człowieka. Dopiero wtedy człowiek jest gotowy na dialog z Bogiem ...

      ***

      Dlaczego Jezus nie zszedł z krzyża?

      Dostojewski tłumaczy tak: „Nie zszedłeś z krzyża, ponieważ nie chciałeś zniewolić człowieka cudem i pragnąłeś wiary wolnej, a nie wiary przez cud. Pragnąłeś wiary wolnej, a nie pokornego zachwytu niewolnika wobec potęgi, która go raz na zawsze przejęła grozą” („Bracia Karamazow”).

      To może tyle na teraz ...

      Usuń
    33. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    34. Zadałaś pytanie - "Jezus miał umrzeć w męczarniach, straszliwą śmiercią za nas, tak? Odpowiedziałam TAK. Czas jednak nieco wyjaśnić moje TAK, byś znowu nie poszła w ślepą uliczkę przewrotnych myśli.

      ***

      Czy Bóg nie mógł zbawić świata inaczej?

      Oczywiście, że mógł pójść drogą proponowaną przez Ciebie, bez tej krwawej jatki. Przecież Bóg nic nie musi i może wszystko. Wybrał jednak taką. Błędem jest jednak sądzić, że Bóg Ojciec żąda zamordowania swego Syna, aby ułagodzić swój gniew lub uczynić zadość sprawiedliwości. Kto tak myśli wchodzi w ślepą uliczkę niewiary. Wolą Ojca nie było polecenie - „daj się zabić, potrzebuję Twojej krwi”, ale „ukochaj człowieka, pokaż mu moją Miłość. Zbaw go za każdą cenę, byleby tylko został ocalony”. Tu jest punkt ciężkości Dobrej Nowiny i w tym kierunku trzeba patrzeć, by zrozumieć posłannictwo Jezusa.

      RYZYKO MIŁOŚCI ...

      Ten, kto kocha, ten staje się podatny na cios. Kto kocha, ten ryzykuje, że zostaje zraniony, odrzucony...

      "Przyszedł do ludzi lecz oni Go nie przyjęli".

      Tutaj trzeba szukać źródła krwawej jatki, a nie w sercu Boga.

      Usuń
    35. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    36. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    37. A wierz sobie w swoją prawdę, fakty oczywiste, teorie nie do podważenia. Czuj się silna psychicznie ...

      "To był pomysł Boga na zbawienie ludzkości"...

      Jakiego Boga? Tego, którego nie ma czy tego, który jest? ... bo zaczynam się gubić.

      Usuń
    38. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    39. Wierz mi Kasiu, że zanim wysłałam do Ciebie odpowiedź wyrzuciłam prawie cały tekst, który wcześniej napisałam. Chciałam zatrzymać swoją złośliwość wobec Ciebie, ale widać nic to nie dało i powinnam zamilknąć na czas mojego gniewu. Też mnie bolą Twoje uszczypliwe uwagi i nie spływają jak po kaczce.

      ***

      Do czego według Ciebie miałabym się przyznać?
      O jakich mrzonkach tutaj mówisz?
      Jakie złudzenia masz na myśli?
      O jakim strachu mówisz?

      Nie boję się, że mój świat runie bo wiem Komu zaufałam. Wiara w Niego pozwala mi się śmiać i cieszyć życiem, które wcale nie jest łatwe. Dzięki Niemu zrozumiałam, że można być szczęśliwym nawet wtedy gdy dotyka mnie cierpienie. Jeżeli Ty nazywasz to słabością - to obym była taka słaba do końca życia!

      Usuń
    40. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    41. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  13. Myślę Alicjo, że takiego Dotknięcia się nie zapomina :). A co do miłości, to warto jeszcze zwrócić uwagę na to, że Bóg kocha... żarliwie.

    Może to gdzieś padło wcześniej, ale brak mi cierpliwości we wczytywanie się w tutejsze dialogi ;) więc zapytam, czy to Ty śpiewasz?

    T.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to ja śpiewam. Są to moje teksty i moja muzyka.

      Usuń
    2. Piękne. I nie spodziewałam się w drobnej osobie (ze zdjęcia) takiego mocnego głosu. Pozdrawiam Cię.

      T.

      Usuń
    3. Drobna na twarzy ... :)

      Usuń
    4. Alicjo!, gdy Cię słucham, jak żywe wracają wspomnienia z tamtych lat !, Twój głos ... jak piękny oceaniczny statek zabierał na swój pokład dusze płaczących ze wzruszenia ludzi ....... powracających do Jezusa! - z Twoją pieśnią - błogosławionym Tchnieniem Ducha Świętego! DZIĘKI !

      Usuń
    5. Czuję się nieco speszona, ale masz rację ... wracają wspomnienia wielkiej łaski Pana, którą doświadczyło wielu naszych wspólnych znajomych.

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń