środa, 20 kwietnia 2016

POROZMAWIAJMY O WIERZE ...

W poprzednim poście (w komentarzach) nawiązałam dialog z Mari na temat wiary. Postanowiłam przenieść go tutaj, aby każdy mógł się do nas dołączyć bez poczucia winy, że wchodzi między "wódkę, a zakąskę".



***

WIARA TO WYBÓR ... Nigdy sama nie przychodzi, ani też sama nie odchodzi. Cały czas trzeba się o nią troszczyć.


Mari    20 kwietnia 2016 09:55

Tak, potem ... według wiary naszej się stanie. A wiem, że się dzieje w życiu sporo dobrego, jeśli ktoś prosi, oddaje Bogu siebie /swoje problemy i ufa Mu, że będzie już dobrze. Wiem, bo znajomi ludzie też mówią o uzdrowieniu z bólu, z nieuleczalnych chorób, z traum czy o uwolnieniu od uzależnień różnego rodzaju, o odmianie życia na lepsze. Wiara to otwarcie serca na miłość, czyli coś, czego często nie dali nam najbliżsi, więc nie mamy jej w stopniu niezbędnym dla siebie ani dla innych. Wiara to też otwarcie się na moc, na działanie Ducha Świętego, na przyjęcie łask Bożych. Brak wiary czy jej niedostatek to tak, jakby samo zło chciało nas dla siebie zatrzymać, żebyśmy nie mogli doznawać w życiu codziennym tego, co dobre, tego co nas poprowadzi lepiej niż cokolwiek czy ktokolwiek. Wiara to poddanie się, to poprosi zaufanie. Trudno ludziom, którzy zostali poranieni przez najbliższych,np. przez ojca czy matkę zaufać Bogu czy Maryi, choć to właśnie oni najbardziej potrzebują wsparcia, siły na dalsze życie i szczególnej troski i prowadzenia dla siebie i własnych rodzin.
Co Ty na to, Alicjo ?


alicja   20  kwietnia 2016 18:17

DOBRZE ... to nie to samo co łatwo i bez bólu.

Czasem rzeczywiście ten ból mija, znam wiele takich przypadków. Sama również tego doświadczyłam. Niemniej jednak nasze ziemskie życie nosi piętno śmierci i każdy z nas spotka się z nią wcześniej, czy później. Jej oddech jest w każdym naszym smutku I o tym nie można zapominać.

Wiara otwiera naszą świadomość na Bożą rzeczywistość. Jej namiastkę możemy doświadczyć już teraz; wśród ludzi i dzięki ludziom, którzy uwierzyli Bogu.

Wiara jest sprawą DECYZJI. Jest ona bardzo trudna do podjęcia z powodu braku pokory wobec prawdy o naszej ograniczoności.

10 komentarzy:

  1. Czasem/często
    " Dorosłe dzieci (DDA/ DDD/ DDRR) mają żal
    Za kiepski przepis na ten świat
    Dorosłe dzieci mają żal
    Że ktoś im tyle życia skradł..."

    Wiara w Słowo Boże, to zrozumienie różnicy między tym , jak żyjemy a jak powinniśmy żyć wg prawa Bożego.

    A dlaczego mamy żyć według prawa Bożego? Myślę, że z dwóch powodów:

    1)w wymiarze realnym/ w świecie żywych to co robimy dziś wróci do nas jak bumerang w przyszłości, bo dosięgną nas zwykłe konsekwencje naszych czynów, czyli to jaką postawę przekażemy naszym dzieciom a oni potem swoim dzieciom zależy od naszego życia, wyznawanych przez nas wartości, poglądów i zachowań; przykład: jeśli kochamy/ szanujemy swoje pociechy, to one będą kochały i szanowały nas na starość, a jeśli wyrosną w dysfunkcyjnej rodzinie, to same będą jednostkami toksycznymi i takimi też rodzicami dla swoich dzieci);
    2)w wymiarze duchowym chyba podobnie, bo za dobro wróci do nas dobro a za zło- zło; przykład : ja osobiście nie byłam jeszcze " po tamtej stronie", ale wiarygodne wydają mi się historie osób, które przeżyły śmierć kliniczną i to, jak bardzo przewartościowują życie po powrocie do życia i swoich rodzin, bo jak się okazuje wszystkie osoby, które np. cierpiały na depresję czy lęki przestają chorować, a ludzie, którzy gonili za pieniędzmi, karierą czy uzależnieni przestali o tym myśleć i żyli odtąd całkowicie inaczej. Jednak wydaje się, że najważniejsze, wspólne i jasne dla tych wszystkich osób okazało się przede wszystkim istnienie Boga :) I to dla wszystkich, niezależnie od wyznania czy jego braku .


    OdpowiedzUsuń
  2. Ps. W drugim przypadku powołam się na lektury

    * Emilien Tardif " Dary Ducha Świętego i Nowa Pięćdziesiątka"
    ** Ks Andrzej Zwoliński "Śmierć kliniczna"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. Emilien Tardif ...oczywiście prawidłowy tytuł to " Dary Ducha Świętego i Nowa Piecdziesiątnica"

      Usuń
  3. Miałam dwóch znajomych, którzy przeżyli śmierć kliniczną. Jeden z nich miał już nawet wypisany akt zgonu. Oboje już teraz nie żyją. Ale w ciągu darowanego im życia byli wielkimi głosicielami prawdy, że JEZUS ŻYJE! Ich świadectwo było pełne mocy Bożej.

    Piotr ...

    Umarł w opini świętości. Przeżył jeszcze raz tyle. Ten darowany czas uznał za wielką łaskę Jezusa Miłosiernego. Jego życie całkowicie się przewartościowało od momentu, gdy doświadczył spotkania z Bogiem w śmierci klinicznej. Jemu zawdzięczam wiele. Mój mąż również. Piotr był pierwszym człowiekiem, który zobaczył w nim przyjaciela, a nie narkomana.

    Adam ...

    http://www.doziemiobiecanej.pl/notka/37/adam-mioduchowski/

    Napisano o nim:

    "otarł się o śmierć, doświadczył tej brzydoty, zgnilizny życia, od wielu lat zmagając się z chorobą narkomanii, zakażony walczący z AIDSem i jak sam o tym zaświadcza to tylko Bogu dziś może zawdzięczyc, że żyje i może tworzyć na trzeźwo, że to Bóg dał mu nowe, drugie życie. Tworzył także wtedy, kiedy był daleki od Boga, a tym samym też od życia, lecz kiedy się nawrócił Jego prace stały się widoczną afirmacją życia, nadziei, ciepła, miłości, czego nie było widać we wcześniejszych pracach. Jak po porodzie nie pamięta matka już bólu rodzenia. bo nowe jest życie, nowa radość, nowa jakość, inność życia. Adam jest żywym świadkiem takiej właśnie miłości."

    ***

    WIARA często przychodzi w doświadczeniu śmierci...
    Nie ma dla niej przypadków beznadziejnych...

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że dopiero wtedy, ale lepiej późno niż wcale, prawda?
    Przypadki beznadziejne? To zależy... Właśnie czytam "Oczami Jezusa" i tam są opisane przypadki beznadziejne, ale one są całkiem inaczej "rozliczane" przez Boga niż przez nas, ludzi. Nas gorszy albo złości postępowanie innych, a Bóg widzi, żeby w ten sposób to zło właśnie nas dosięgneło. Bóg widzi nas inaczej niż my sami, dlatego chyba ludzie po tym doświadczeniu wiedzą więcej niż reszta śmiertelników i " drugiej szansy" już nie marnują ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znów błąd . Miało być tak:
      "...Nas gorszy albo złości postępowanie innych a Bóg widzi, że w ten sposób to zło nas dosięgneło..."

      Usuń
    2. "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity."

      ***

      Chyba z tymi "beznadziejnymi przypadkami" jest tak, że musi ich człowiek doświadczyć, aby wyrwać się z objęć śmierci.

      A może jest jeszcze całkiem inaczej ...

      Każdy z nas jest tym "beznadziejnym przypadkiem", nad którym pochylił się Bóg. Nie każdy z nas jednak jest świadomy swojej słabej kondycji duchowej. A nawet, jeżeli jest - to za ten stan rzeczy obwinia Boga, który właśnie z powodu naszej śmierci stał się człowiekiem i umarł na krzyżu.

      polecam:

      http://pierzchalski.ecclesia.org.pl/index.php?page=00&id=00-03

      Usuń
  5. Bardzo mi się podoba ten link i treść, którą przekazuje.
    Pozwolę sobie jeszcze pobuszować na http://pierzchalski.ecclesia.org.pl/ co nieco.
    Dzięki serdeczne za tę stronę.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. http://www.fronda.pl/a/dialog-einsteina-z-niewierzacym-profesorem-przeczytaj-koniecznie,42977.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytałam. Bardzo trafne wytłumaczenie. Dzięki;)

    OdpowiedzUsuń