sobota, 9 grudnia 2017

Pożegnanie śp. ks. Andrzeja Szpaka SDB

"Śmierć to jeden z aktów naszego dalszego życia, jak sen – tylko inne przebudzenie." 


Tak mówił kiedyś ks. Andrzej Szpak SDB o śmierci, która przyszła po niego w dniu 18 listopada 2017 roku w Krakowie, na Tynieckiej 39 w Salezjańskim Seminarium Duchownym. Różnie go nazywali... duszpasterzem od hippisów, narkomanów, myślicieli, bezdomnych, artystów, filozofów, prostych ludzi, młodzieży różnych dróg i kultur. Dla jednych był tatusiem, dla innych ojcem, dziadkiem. Dla jeszcze innych bratem w wierze, duchowym synem świętego Jana Bosko, przyjacielem, pielgrzymem, Andrzejem, Andrzejkiem, Szpakiem, Szpaczkiem oraz twórcą Sacro Songu. Są też tacy, którzy proszą by nazywać go zaszczytnym i równie prawdziwym tytułem - Księdzem Andrzejem Szpakiem. Wszystkie te określenia prawdziwe, lecz dla mnie najbliższym jest - Ksiądz Andrzej Szpak od Jezusa Miłosiernego.


Na jego pogrzebie zgromadziło się ponad 100 księży, z których każdy coś mu zawdzięczał. Miłości uczył nawet umierając. Odchodził do Domu Ojca w obecności współbraci, młodych, wychowanków ... wśród łez, modlitwy i słów wdzięczności.


Grupa moich przyjaciół również czuwała przy konającym księdzu. Leżał w malutkim pokoiku na parterze, który od tygodnia wypełniał się ludźmi. Przyjeżdżali oni z różnych stron Polski i zza granicy by po raz ostatni uściskać jego dłoń, podziękować za miłość, pomodlić się i powierzyć mu swoje troski. Gdy był jeszcze przytomny zapytano Szpaka (lubił, gdy tak do niego mówiono) czy te tłumy go nie męczą. Stanowczo zaprzeczył i kazał czytać sobie listy, które do niego przychodziły z całego świata. Przyglądali się temu salezjanie ze zdumieniem często nie ogarniając tego czego byli świadkami ... łoże śmierci, ogromne cierpienie, a tuż obok radosny śpiew przy akompaniamencie gitar, cudowne po latach spotkania ludzi, którzy w różnych okresach pielgrzymowali do Częstochowy szlakami wytyczonymi przez bożego pasterza. Wielki seminaryjny korytarz, tuż obok pokoiku Andrzeja, zamieniał się na ich oczach w kaplicę dziękczynienia, namiot spotkania, hospicjum, miejsce pocieszenia i rodzącej się nadziei, że śmierć nie jest końcem wszystkiego. W południe znowu weszliśmy do Andrzeja by odmówić Anioł Pański. Zrobiliśmy zwarty krąg jak za dawnych czasów i przekazaliśmy sobie znak pokoju. Jedynie zapalona gromnica przypominała nam smutną prawdę, że uczestniczymy w prawdziwym misterium śmierci. Na pożegnanie zaśpiewaliśmy wspólnie ulubioną pieśń Andrzeja - "Idź Mojżeszu". W drodze powrotnej otrzymaliśmy wiadomość ... "O godzinie 15.55 Szpaku odszedł do Domu Ojca."


Pogrzeb – 25 listopad 2017 rok, godz. 9.00


Morze kolorowo ubranych osób i ponad 100 księży uczestniczyło w pogrzebie śp. ks. Andrzeja Szpaka. To było największe w historii "szpakowisko". Przyjaciele i wychowankowie, którzy do Krakowa przyjechali z całej Polski, od wczesnego ranka gromadzili się przy kościele św. Stanisława Kostki na Dębnikach. Tu odprawiona została Msza św. pogrzebowa, której przewodniczył bp Antoni Długosz. Nie było to jednak "ostatnie pożegnanie" zmarłego kapłana, co podkreślał ks. Adam Parszywka, prowincjał krakowskich salezjanów. Szczerze mówiąc ... nie zaskoczyły mnie te ogromne tłumy, ani radosne pieśni, czy przejmujące brawa podczas Mszy pogrzebowej, która taką była jedynie z nazwy. W tym dniu bowiem radość górowała nad smutkiem, wdzięczność nad stratą, a nadzieja nad brakiem sensu. Nocne czuwanie i Msza św. była transmitowana na żywo (ok. 100 tysięcy wejść) na całym świecie dzięki staraniom Ojców Salezjanów, którzy byli o to poproszeni przez tych, którzy nie mogli uczestniczyć w pogrzebie. Dzięki temu powstał dokument filmowy, który można zobaczyć w internecie. Śp. ks. Andrzej Szpak SDB spoczął w grobowcu księży salezjanów na cmentarzu Rakowickim


Do zobaczenia Przyjacielu ...


sobota, 11 listopada 2017

Pozwolić się zniszczyć, czy nie dać się za wszelką cenę wykorzystać?

Ostatnio coraz częściej moja myśl dotyka tego tematu i widzę, że można go w różny sposób interpretować. Wszystko zależy od fundamentu, na którym człowiek będzie budował swoje życie. 


Jezusowy fundament ...


Święty Jan w Ewangelii pisze (J 15,13) - 

  • "Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie oddaje za przyjaciół swoich". 
Czy w każdym momencie swojego życia o tym pamiętam? Oczywiście, że nie. Strach przed wykorzystaniem szybko studzi zapał i rodzi wątpliwości co do wyboru. Bo kto chce być nazwany idiotą? Albo ... kto lubi być niezrozumiałym, traktowanym jak odmieniec z krainy krasnoludków? Nie znam też takiego, który od razu by dziękował złodziejowi za to, że go okradł. A podejrzliwość osób wobec których człowiek chciał okazać swoją bezinteresowność ... Ona chyba boli najbardziej.


A zatem, czy warto pójść drogą, która na pierwszy rzut oka wydaje się być ślepą uliczką?

Szukając odpowiedzi patrzę na historię Polski. Dziś Święto Niepodległości. Dziękuję Bogu za tych, którzy oddali swoje życie, abym mogła żyć w kraju najlepszym z możliwych. Wspominam historię Sybiraków, która jest mi bliska tak, jak bliska jest historia mojego Taty. Myślę o tych wszystkich, którzy potracili swoich bliskich na frontach i w obozach koncentracyjnych... Wśród nich byli też tacy, którzy musieli odpowiedzieć sobie na pytanie, które dzisiaj mi chodzi po głowie.

Narażać się i wejść w sytuacje niebezpieczne, czy też schować się w mysią dziurę? A może idiotom zostawić te dyrdymały z krainy baśni dla naiwnych? 

Dobrze, że znam parę życiorysów osób wykorzystanych do cna. Dzięki nim wiem, że nawet w piekle można dostrzec Boga, który POZWOLIŁ SIĘ ZNISZCZYĆ NA KRZYŻU, by można było doświadczyć wolności duchowej w małych gestach bezinteresownej miłości.

***

https://www.youtube.com/watch?v=_gzgiKPD8fY&feature=youtu.be

poniedziałek, 18 września 2017

KŁAMSTWO ... PRAWDA ...

Od dawna wiem, że pewna osoba mnie oszukała. Udawała, że prawda jest dla niej wartością, a kłamstwem się brzydzi. Tymczasem podszywała się pod drugą osobę by szydzić z wartości, które obrałam za swoje. Jakby czuła się osaczona moim wyborem wiary, do której przecież nigdy jej nie zmuszałam. Mogłabym się na nią gniewać ... wszak postąpiła podle. Nie mam jednak w sobie tego uczucia. Jest mi jedynie niezmiernie przykro, że zadrwiła sobie z przyjaźni jaką pragnęłam jej zaoferować. 







Ktoś powie ... do miłości nikogo się nie zmusi ... i będzie miał rację. I wszystko by było ok, gdyby nie fakt, że od czasu do czasu czuję jej smutek i totalną negację życia. Chciałabym ją wówczas przytulić i powiedzieć ... PRAWDA CIĘ WYZWOLI ... jednakże pod warunkiem, że przyjmie się ją za prawdę i nie będzie się wciąż szukać argumentów przeciwko niej. 


***

Czy to w tym konkretnym wypadku jest możliwe? Naprawdę ... nie wiem. Pozostawiam Bogu rozwiązanie tej patowej sytuacji.

czwartek, 3 sierpnia 2017

SCHEMATY ... SZUFLADKI ...

Doszłam do wniosku, że warto tę rozmowę profesora ze studentem tutaj zamieścić. 


Niewierzący profesor filozofii stojąc w audytorium wypełnionym studentami zadaje pytanie jednemu z nich:

- Jesteś chrześcijaninem synu, prawda?
- Tak, panie profesorze.
- Czyli wierzysz w Boga.
- Oczywiście.
- Czy Bóg jest dobry?
- Naturalnie, że jest dobry.
- A czy Bóg jest wszechmogący? Czy Bóg może wszystko?
- Tak.
- A Ty - jesteś dobry czy zły?
- Według Biblii jestem zły.
Na twarzy profesora pojawił się uśmiech wyższości 
- Ach tak, Biblia!
A po chwili zastanowienia dodaje:
- Mam dla Ciebie pewien przykład. Powiedzmy że znasz chorą I cierpiącą osobę, którą możesz uzdrowić. Masz takie zdolności. Pomógłbyś tej osobie? Albo czy spróbowałbyś przynajmniej?
- Oczywiście, panie profesorze.
- Więc jesteś dobry...!
- Myślę, że nie można tego tak ująć.
- Ale dlaczego nie? Przecież pomógłbyś chorej, będącej w potrzebie osobie, jeśli byś tylko miał taką możliwość. Większość z nas by tak zrobiła. Ale Bóg nie.
Wobec milczenia studenta profesor mówi dalej 
- Nie pomaga, prawda? Mój brat był chrześcijaninem i zmarł na raka, pomimo że modlił się do Jezusa o uzdrowienie. Zatem czy Jezus jest dobry? Czy możesz mi odpowiedzieć na to pytanie?
Student nadal milczy, więc profesor dodaje 
- Nie potrafisz udzielić odpowiedzi, prawda? 
Aby dać studentowi chwilę zastanowienia profesor sięga po szklankę ze swojego biurka i popija łyk wody.
- Zacznijmy od początku chłopcze. Czy Bóg jest dobry?
- No tak... jest dobry.
- A czy szatan jest dobry?
Bez chwili wahania student odpowiada 
- Nie.
- A od kogo pochodzi szatan?
Student aż drgnął:
- Od Boga.
- No właśnie. Zatem to Bóg stworzył szatana. A teraz powiedz mi jeszcze synu - czy na świecie istnieje zło?
- Istnieje panie profesorze ...
- Czyli zło obecne jest we Wszechświecie. A to przecież Bóg stworzył Wszechświat, prawda?
- Prawda.
- Więc kto stworzył zło? Skoro Bóg stworzył wszystko, zatem Bóg stworzył również i zło. A skoro zło istnieje, więc zgodnie z regułami logiki także i Bóg jest zły.
Student ponownie nie potrafi znaleźć odpowiedzi..
- A czy istnieją choroby, niemoralność, nienawiść, ohyda? Te wszystkie okropieństwa, które pojawiają się w otaczającym nas świece?
Student drżącym głosem odpowiada 
- Występują.
- A kto je stworzył?
W sali zaległa cisza, więc profesor ponawia pytanie 
- Kto je stworzył?

Wobec braku odpowiedzi profesor wstrzymuje krok i zaczyna się rozglądać po audytorium. Wszyscy studenci zamarli.

- Powiedz mi - wykładowca zwraca się do kolejnej osoby 
- Czy wierzysz w Jezusa Chrystusa synu?
Zdecydowany ton odpowiedzi przykuwa uwagę profesora:
- Tak panie profesorze, wierzę.
Starszy człowiek zwraca się do studenta:
- W świetle nauki posiadasz pięć zmysłów, które używasz do oceny otaczającego cię świata. Czy kiedykolwiek widziałeś Jezusa?
- Nie panie profesorze. Nigdy Go nie widziałem.
- Powiedz nam zatem, czy kiedykolwiek słyszałeś swojego Jezusa?
- Nie panie profesorze..
- A czy kiedykolwiek dotykałeś swojego Jezusa, smakowałeś Go, czy może wąchałeś? Czy kiedykolwiek miałeś jakiś fizyczny kontakt z Jezusem Chrystusem, czy też Bogiem w jakiejkolwiek postaci?
- Nie panie profesorze.. Niestety nie miałem takiego kontaktu.
- I nadal w Niego wierzysz?
- Tak.
- Przecież zgodnie z wszelkimi zasadami przeprowadzania doświadczenia, nauka twierdzi że Twój Bóg nie istnieje... Co Ty na to synu?
- Nic - pada w odpowiedzi - mam tylko swoją wiarę.
- Tak, wiarę... - powtarza profesor - i właśnie w tym miejscu nauka napotyka problem z Bogiem. Nie ma dowodów, jest tylko wiara.

Student milczy przez chwilę, po czym sam zadaje pytanie:

- Panie profesorze - czy istnieje coś takiego jak ciepło?
- Tak.
- A czy istnieje takie zjawisko jak zimno?
- Tak, synu, zimno również istnieje.
- Nie, panie profesorze, zimno nie istnieje.
Wyraźnie zainteresowany profesor odwrócił się w kierunku studenta.
Wszyscy w sali zamarli. Student zaczyna wyjaśniać:
- Może pan mieć dużo ciepła, więcej ciepła, super-ciepło, mega ciepło, ciepło nieskończone, rozgrzanie do białości, mało ciepła lub też brak ciepła, ale nie mamy niczego takiego, co moglibyśmy nazwać zimnem. Może pan schłodzić substancje do temperatury minus 273,15 stopni Celsjusza (zera absolutnego), co właśnie oznacza brak ciepła - nie potrafimy osiągnąć niższej temperatury. Nie ma takiego zjawiska jak zimno, w przeciwnym razie potrafilibyśmy schładzać substancje do temperatur poniżej 273,15stC. Każda substancja lub rzecz poddają się badaniu, kiedy posiadają energię lub są jej źródłem. Zero absolutne jest całkowitym brakiem ciepła. Jak pan widzi profesorze, zimno jest jedynie słowem, które służy nam do opisu braku ciepła. Nie potrafimy mierzyć zimna. Ciepło mierzymy w jednostkach energii, ponieważ ciepło jest energią. Zimno nie jest przeciwieństwem ciepła, zimno jest jego brakiem.

W sali wykładowej zaległa głęboka cisza. W odległym kącie ktoś upuścił pióro, wydając tym odgłos przypominający uderzenie młota.

- A co z ciemnością panie profesorze? Czy istnieje takie zjawisko jak ciemność?
- Tak - profesor odpowiada bez wahania - czymże jest noc jeśli nie ciemnością?
- Jest pan znowu w błędzie. Ciemność nie jest czymś, ciemność jest brakiem czegoś. Może pan mieć niewiele światła, normalne światło, jasne światło, migające światło, ale jeśli tego światła brak, nie ma wtedy nic i właśnie to nazywamy ciemnością, czyż nie? Właśnie takie znaczenie ma słowo ciemność. W rzeczywistości ciemność nie istnieje. Jeśli istniałaby, potrafiłby pan uczynić ją jeszcze ciemniejszą, czyż nie?

Profesor uśmiecha się nieznacznie patrząc na studenta. Zapowiada się dobry semestr.

- Co mi chcesz przez to powiedzieć młody człowieku?
- Zmierzam do tego panie profesorze, że założenia pańskiego rozumowania są fałszywe już od samego początku, zatem wyciągnięty wniosek jest również fałszywy.
Tym razem na twarzy profesora pojawia się zdumienie:
- Fałszywe? W jaki sposób zamierzasz mi to wytłumaczyć?
- Założenia pańskich rozważań opierają się na dualizmie - wyjaśnia student 
- twierdzi pan, że jest życie i jest śmierć, że jest dobry Bóg i zły Bóg. Rozważa pan Boga jako kogoś skończonego, kogo możemy poddać pomiarom. Panie profesorze, nauka nie jest w stanie wyjaśnić nawet takiego zjawiska jak myśl. Używa pojęć z zakresu elektryczności i magnetyzmu, nie poznawszy przecież w pełni istoty żadnego z tych zjawisk. Twierdzenie, że
śmierć jest przeciwieństwem życia świadczy o ignorowaniu faktu, że śmierć nie istnieje jako mierzalne zjawisko. Śmierć nie jest przeciwieństwem życia, tylko jego brakiem. A teraz panie profesorze proszę mi odpowiedzieć Czy naucza pan studentów, którzy pochodzą od małp?
- Jeśli masz na myśli proces ewolucji, młody człowieku, to tak właśnie jest.
- A czy kiedykolwiek obserwował pan ten proces na własne oczy? 
Profesor potrząsa głową wciąż się uśmiechając, zdawszy sobie sprawę w jakim kierunku zmierza argumentacja studenta. Bardzo dobry semestr, naprawdę.
- Skoro żaden z nas nigdy nie był świadkiem procesów ewolucyjnych I nie jest w stanie ich prześledzić wykonując jakiekolwiek doświadczenie, to przecież w tej sytuacji, zgodnie ze swoją poprzednią argumentacją, nie wykłada nam już pan naukowych opinii, prawda? Czy nie jest pan w takim razie bardziej kaznodzieją niż naukowcem?

W sali zaszemrało. Student czeka aż opadnie napięcie.

- Żeby panu uzmysłowić sposób, w jaki manipulował pan moim poprzednikiem, pozwolę sobie podać panu jeszcze jeden przykład - student rozgląda się po sali 
- Czy ktokolwiek z was widział kiedyś mózg pana profesora?
Audytorium wybucha śmiechem.
- Czy ktokolwiek z was kiedykolwiek słyszał, dotykał, smakował czy wąchał mózg pana profesora? Wygląda na to, że nikt. A zatem zgodnie z naukową metodą badawczą, jaką przytoczył pan wcześniej, można powiedzieć, z całym szacunkiem dla pana, że pan nie ma mózgu, panie profesorze. Skoro nauka mówi, że pan nie ma mózgu, jak możemy ufać pańskim wykładom, profesorze?

W sali zapada martwa cisza. Profesor patrzy na studenta oczyma szerokimi z niedowierzania. Po chwili milczenia, która wszystkim zdaje się trwać wieczność profesor wydusza z siebie:

- Wygląda na to, że musicie je brać na wiarę.
- A zatem przyznaje pan, że wiara istnieje, a co więcej - stanowi niezbędny element naszej codzienności. A teraz panie profesorze, proszę mi powiedzieć, czy istnieje coś takiego jak zło?
Niezbyt pewny odpowiedzi profesor mówi 
- Oczywiście że istnieje.Dostrzegamy je przecież każdego dnia. Choćby w codziennym występowaniu człowieka przeciw człowiekowi. W całym ogromie przestępstw i przemocy
obecnym na świecie. Przecież te zjawiska to nic innego jak właśnie zło.

Na to student odpowiada:

- Zło nie istnieje panie profesorze, albo też raczej nie występuje jako zjawisko samo w sobie. Zło jest po prostu brakiem Boga. Jest jak ciemność i zimno, występuje jako słowo stworzone przez człowieka dla określenia braku Boga. Bóg nie stworzył zła. Zło pojawia się w momencie, kiedy człowiek nie ma Boga w sercu. Zło jest jak zimno, które jest skutkiem braku ciepła i jak ciemność, która jest wynikiem braku światła.

Profesor osunął się bezwładnie na krzesło.

***

Tym drugim studentem był Albert Einstein. Einstein napisał książkę zatytułowaną "Bóg a nauka" w roku 1921.

SPROSTOWANIE 

Po wpisie Pana Józefa dowiedziałam się, że przypisywany Einsteinowi dialog i książka nie jest autorstwa wybitnego matematyka, który do końca swego życia został ateistą. Więcej na ten temat można przeczytać w odpowiedzi na komentarz Pana Józefa, któremu dziękuję za wskazanie na błąd w moim poście.  

niedziela, 14 maja 2017

FATIMA ...

Można wierzyć, albo nie wierzyć ...






Ja im wierzę ...

  • http://www.voxdomini.com.pl/roz/fatima/cud_fatima.htm
  • http://wiadomosci.onet.pl/swiat/fatima-ujawniono-przypadek-cudu/52mh93n

poniedziałek, 1 maja 2017

W DRODZE DO EMAUS...

A myśmy się spodziewali ...



Jezu, nawet Twoi uczniowie mieli problem w rozpoznaniu Ciebie. A przecież dotykali Cię, chodzili za Tobą i widzieli na własne oczy Twoje dzieła.  Rozpoznali Cię dopiero po łamaniu chleba ... wieczorem ... po całodniowym dyskutowaniu o tym, czego spodziewali się od swego Mistrza. Też próbowałam rozmawiać ... mnie się nie udało nic wyjaśnić ... nie pomogłam jej ... może wieczór ten jeszcze nie nadszedł ... a może ja również spodziewałam się czegoś innego 

sobota, 15 kwietnia 2017

ŻYCZENIA WIELKANOCNE

Szczęśliwego spotkania z Jezusem zmartwychwstałym ...


Dzisiaj byłam na pogrzebie mojego sąsiada. W świetle tego wydarzenia Misterium Męki Pańskiej i Zmartwychwstania Jezusa jest o wiele wymowniejsze niż zwykle. 

JEZUS ŻYJE!!!

Dzisiaj ta prawda brzmi jak dzwony wielkanocnego poranka. Oby jak najwięcej ludzi je usłyszało swoim sercem.


niedziela, 9 kwietnia 2017

NIEDZIELA PALMOWA

Dzisiaj przeczytałam na stronie "Przemiany" słowa, które muszę tu zapisać ...





"Nie można przekonać niektórych do miłości Boga, 
jeśli Go wpierw nie zaatakują, nie upokorzą."

To wiele tłumaczy ...

Ilu takich stało z gałązkami oliwnymi u bramy Jerozolimy?
Ilu z nich miało własne wyobrażenie Boga, z którym Jezus przyszedł się zmierzyć?
Ilu z nich poczuło się zawiedzionych, zdradzonych, niekochanych?
Ilu z nich przetrwało próbę swojej wiary?

***

"Po odśpiewaniu hymnu wyszli ku Górze Oliwnej. Wówczas Jezus rzekł do nich: "Wy wszyscy zwątpicie we Mnie tej nocy."

***


Jezu, ratuj moją wiarę przed moimi wyobrażeniami na temat Boga!!!



poniedziałek, 20 lutego 2017

NIEDOWIARSTWO ...

Marek 9,14-29





Ile to razy czytałam tę historię, a mimo to nie zauważałam, że ojciec, który prosi Jezusa o uzdrowienie syna nie ma wiary. To, co przyprowadza go do Jezusa to jego bezradność wobec cierpienia.

Bezradność ... bezsilność ...

Patrzę na tę scenę i odkrywam w niej własną bezsilność wobec wielu osób i spraw, które wydarzają się w moim życiu. Przecież chcę pomóc ... i nic z tego nie wychodzi. Przecież modlę się żarliwie ... i jak grochem o ścianę ... przynajmniej w mojej świadomości. Inni też wspierają jak mogą. 

*** 

"Nauczycielu, przyprowadziłem do Ciebie mojego syna, który ma ducha niemego. Ten gdziekolwiek go chwyci, rzuca nim, a on wtedy się pieni, zgrzyta zębami i drętwieje. Powiedziałem Twoim uczniom, żeby go wyrzucili, ale nie mogli" 

Ból fizyczny ...

***

"Na widok Jezusa duch zaraz począł szarpać chłopca, tak że upadł na ziemię i tarzał się z pianą na ustach. /.../Jezus zapytał ojca: "Od jak dawna to mu się zdarza?" Ten zaś odrzekł: "Od dzieciństwa. I często wrzucał go nawet w ogień i w wodę, żeby go zgubić. Lecz jeśli możesz to, zlituj się nad nami i pomóż nam". 

Jeśli możesz ...

Zwrot grzecznościowy, w którym do tej pory nie widziałam nic niepokojącego, czegoś co sprawia, że moja modlitwa jest nieskuteczna.


***

Jezus mu odrzekł: "Jeśli możesz? Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy". Natychmiast ojciec chłopca zawołał: "Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!"

Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!

Ty wiesz Panie o co proszę każdego dnia ... JEZU, UFAM TOBIE!!!

*** 

A Jezus widząc, że tłum się zbiega, rozkazał surowo duchowi nieczystemu: "Duchu niemy i głuchy, rozkazuję ci, wyjdź z niego i nie wchodź więcej w niego". A on krzyknął i wyszedł wśród gwałtownych wstrząsów. Chłopiec zaś pozostawał jak martwy, tak że wielu mówiło: "On umarł". Lecz Jezus ujął go za rękę i podniósł, a on wstał. Gdy przyszedł do domu, uczniowie pytali Go na osobności: "Dlaczego my nie mogliśmy go wyrzucić?" Rzekł im: "Ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą i postem". 

Modlitwą i postem ... 

Ostatki ... koniec karnawału ... 

Kto w tym czasie myśli o tym, że za osiem dni Środa Popielcowa? Chyba jedynie oszołom nad oszołomami, albo ciemnogrodzianka, która widzi, że w tłumie bawiących się ludzi ktoś stoi bezradny do granic niemożliwości. I nikt z tłumu, oprócz złego słowa, nie ma nic do zaoferowania. Bo w czasie karnawału nieprzyzwoicie jest pokazywać swoje cierpienie. 

Może właśnie dlatego ludzie zakładają kolorowe maski? Któż to wie ... 

poniedziałek, 9 stycznia 2017

CZĘŚĆ MOJEGO ŚWIATA ...

Bóg jest naprawdę Twórcą różnorodności ...


https://www.youtube.com/watch?v=Rb-MQ2_ntkE

Ile ludzi, tyle sposobów na dotarcie do ich serca...

Wierzę w to, że pomimo naszej różnorodności każdy człowiek ma jedno fundamentalne pragnienie BYCIA KOCHANYM, Czy ono wystarczy by odnaleźć drogę ku Bogu? Myślę, że tak. 

Film ...

Przedstawiam film, który pokazuje tę różnorodność w mojej parafii. Nie wszystko do mnie przemawia, ale nie ma to znaczenia w kontekście budowania WSPÓLNOTY LUDU BOŻEGO, w której jestem od 1993 roku. Jestem Bogu wdzięczna za to. że w niej wzrastam w wierze ...

W tworzenie tego filmu włączyło się bardzo wiele osób, dla których życie wspólnotowe jest wartością. Film zaczyna się prezentacją historii Moszczanki obejmującej lata 1321 - 1945. Dzieci z Zespołu Szkolno Przedszkolnego w Moszczance, na kółku  regionalnym poszukiwały informacji w kronikach szkolnych i parafialnych dotyczących dziejów naszej małej Ojczyzny. Efektem ich pracy jest dokument filmowy, który otwiera pierwszą scenę filmu jubileuszowego. Zadaniem młodzieży było zaś odnalezienie śladów repatriantów z Pikułowic (dziś Ukraina). Dzięki ich zaangażowaniu powstały wywiady z mieszkańcami wsi. Następnie można posłuchać wspomnień budowniczych naszej pięknej świątyni,  którzy w latach wielkiego kryzysu gospodarczego zadbali o to, by kościół pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża świętego w Moszczance stał się perłą architektoniczną naszej miejscowości. Kolejna odsłona filmu to wydarzenia religijno kulturalne związane z DNIAMI KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ, Jasełkami, Misteriami, Nową Ewangelizacją i innymi uroczystościami, które wpłynęły na rozwój naszej wspólnoty parafialnej. Premiera filmu odbyła się w szkole podstawowej, podczas wspólnego świętowania, na który była zaproszona cała parafia.