poniedziałek, 26 listopada 2012

DIALOG ŻYWYCH - PYTANIE 2

No... co to jest myślenie prawdziwe? A jakie jest nieprawdziwe? 
Sory, kto ma patent na określanie tego względem mnie? 


Rozmowa Jezusa z Samarytanką


Rozmowa burzliwa, pełna niepokojów i poszukiwań. Emocje zaczynają się rozpalać, raz ku zadowoleniu, drugi raz zaczyna ogarniać nas wściekłość. Chociaż się staramy być poprawnie grzecznymi - zaczyna nam nie wychodzić; podnosimy głos i zaczynamy żałować, że  w ogóle daliśmy się wciągnąć w niepotrzebną dyskusję. Tak się kiedyś czułam po rozmowie ze świadkami Jehowy. Wciągnęła mnie ta żonglerka na Słowo tak, że zapomniałam o tym, że OSTATNIE ZDANIE W TEJ DYSKUSJI MA JEZUS.  Przyrzekłam sobie w tedy, że będę ostrożniejsza. Dlatego w poprzednim poście, w komentarzach napisałam:


"Dochodzimy w tej rozmowie do granicy ludzkich możliwości, dalej, bez Jego łaski nie damy rady. Potrzebujemy jej, aby nas poprowadziła bezpiecznie przez Tajemnicę Jego Miłości."


Czy mamy szansę ją otrzymać?
Jak myślicie?

*** 

Wierzę, że taką łaską została obdarowana Samarytanka przy studni i dlatego mogła uczciwie powiedzieć:

- Panie, widzę, że Ty jesteś prorokiem!
- Chodźcie zobaczyć kogoś, kto wyjawił mi wszystko, co uczyniłam. 
- Czyż nie jest On Chrystusem?" 

*** 

/.../ Wielu Samarytan z tej miejscowości uwierzyło w Niego na podstawie świadectwa danego przez ową kobietę: "Wyjawił mi wszystko, co uczyniłam". Przyszli więc do Niego z prośbą, aby pozostał u nich. I przebywał tam dwa dni. Wtedy jeszcze więcej uwierzyło dzięki głoszonej przez Niego nauce. Do tej kobiety zaś mówiono: "Teraz wierzymy już nie na podstawie tego, co nam powiedziałaś, lecz dlatego, ze sami Go usłyszeliśmy" Wiemy, ze On naprawdę jest Zbawicielem świata".   /.../


Ewangelia wg Św. Jana, 4 , 5-42 

poniedziałek, 19 listopada 2012

DIALOG ŻYWYCH - PYTANIE 1

 - A, właśnie, te wartości duchowe? To według Ciebie co oznacza?




Dobrze, że o nie zapytano, gdyż termin potrzebuje uściślenia, aby nie dojść do absurdu, że człowiek wierzący to ten, który jedynie kieruje się sercem, a niewierzący - to wyrachowany racjonalista. 

Miłość doskonała ...

CZŁOWIEK PRZEKRACZA GRANICĘ INTERESOWNOŚCI i ZACZYNA MIŁOWAĆ DRUGIEGO CZŁOWIEKA CAŁKOWICIE BEZINTERESOWNIE, NAWET NAJWIĘKSZEGO WROGA.

Czy jest możliwe tak kochać bez pomocy łaski Bożej?

Moim skromnym zdaniem jest to niemożliwe, a ty - co mi na ten temat powiesz?

poniedziałek, 12 listopada 2012

DIALOG ŻYWYCH

I kolejny dzień pełen niespodzianek :) 



Czy my Go również rozpoznamy?
Czy nasza droga prowadzi do Emaus?
Czy ROZMOWY W DRODZE są tymi rozmowami?


Widać, że Panu Bogu spodobało się z nami rozmawiać. Aby jednak to zobaczyć trzeba wejść w naszą rozmowę z tematu: DOWODY NA ISTNIENIE INNEGO WYMIARU. Przytoczę jedynie kilka zdań:
  • Wygląda to mniej więcej tak, jakby w nasz dialog włączyła się Osoba trzecia, która zna nas lepiej, niż my sami i daje konkretne sposoby rozwiązania problemu - zostawiając nam jednak całkowitą wolność i prawo wyboru. 
  • Konkretne FAKTY zechcę zapisać na sposób kronikarski - z datą i godziną /czasami się tak da/.
  • Zbieg okoliczności???  Owszem - TAK!!! Lecz te okoliczności są podawane przez MIŁOŚĆ w odpowiedniej porze i godzinie.

Otwieram rozważania O.Leona na dzisiejszy dzień  i co czytam....?

Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: 
„Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze, a byłaby wam posłuszna” (Łk 17,6).


/to tylko maleńkie fragmenty z rozważania, lepiej przeczytać całość/
  • Pan Jezus mówi uczniom, że nie mają wiary w ogóle. Wiara bowiem to nie uznanie czegoś za coś, ale zawierzenie, to przylgnięcie do Kogoś. Nie ma wiary na trochę, a na trochę nie. Albo jest zawierzenie, albo go nie ma. Stąd nawet mała wiara potrafi sprawiać cuda.
  • Wiara nie jest jedynie wynikiem ludzkiego zdecydowania. Ona jest łaską i jedynie przyjęta jako łaska, może stać się siłą duchową. 
  • Wiara prawdziwa daje nam udział w życiu samego Boga.
  • Wiara zatem to nie ideowa deklaracja, ale życiowa postawa i świadectwo


niedziela, 11 listopada 2012

BEZRADNOŚĆ

Kilka dni temu dostałam maila, który wycisnął mi wiele łez ...

Moja siostra będzie miała dziecko. Trudno mi w to uwierzyć i pokonać strach przed nadchodzącymi problemami.   Boję się, co będzie z Maleństwem, które jest "przypadkiem" w życiu nieodpowiedzialnej i zaburzonej osoby ... wiesz, że jej koleżanka proponowała zabić to maleństwo i zaoferowała swoją pomoc? Na szczęście tak się nie stało. Ojciec dziecka ryczał,  jak usłyszał o aborcji. Na razie to jedna wielka niewiadoma ...




Może się to komuś wydawać dziwne, ale ja już kocham to Maleństwo i bardzo współczuję jego rodzicom, którzy nie planowali jego poczęcia. Bardzo jestem zmartwiona ich losem, który po części leży w rękach ludzi, którzy w sposób naukowy chcą udowodnić światu, że "pestka od jabłka, to nie jabłoń, a mała kropla wody - to nie ocean". 

Zdaję sobie sprawę, że młodzi rodzice potrzebują pomocy. Ale jak to zrobić, by nie była ona pustym słowem bez pokrycia? Nie znam przecież młodej matki, która przerażona swoim stanem  nie jest w stanie odróżnić dobra od zła. Nie mam możliwości powiedzieć wprost: 

- pozwól Maleństwu żyć
- podaruj mu chociaż 9 miesięcy
- gdy będzie za ciężko oddasz je w inne ręce
- chcę być z tobą, nie chcę, byś została sama
- nie słuchaj tych, którzy śmierć uważają za jedyne rozwiązanie
- nie osądzam, nie oskarżam; jedynie się bardzo martwię o Wasz los 

Chciałabym być przy młodej mamie, by wiedziała, że nie jest sama. Chciałabym stanąć w milczeniu przy ojcu, by nie musiał sam podejmować trudnej decyzji. Fizycznie tego nie jestem w stanie uczynić; mogę się jedynie podzielić z Wami moim pragnieniem  i prosić Boga, aby posłał do tej rodziny swoich "aniołów" z Dobrą Nowiną, że są dobre rozwiązania. Może jakaś kobieta odnajdzie sposób na to, by uzyskać wreszcie pokój serca; dzięki modlitwie o życie tego, konkretnego dziecka może usłyszy głos z nieba ... mamusiu, wybaczam ci to, że jestem tutaj, a nie przy tobie - kocham cię ... i po raz pierwszy jej łzy nie będą już tak gorzkie ... Może mądry lekarz uczciwie wyjaśni czym jest aborcja? Może ktoś podejmie się duchowej adopcji dziecka poczętego ... o to mogę zawsze prosić dobrego Boga.

niedziela, 4 listopada 2012

DOWODY NA ISTNIENIE INNEGO WYMIARU


Temat, który rzucam do przemyślenia. Nawiązuje on do komentarzy z poprzedniego postu - GDZIE ONI SĄ? Jaskółka ma rację w tym, że trzeba być bardzo ostrożnym w opisywaniu zjawisk nadprzyrodzonych, gdyż łatwo jest je zinterpretować w sposób błędny. Są one nam jednak dane w jakiś konkretnym celu. Ludzie ich doświadczają, chociaż boją się o nich mówić, by nie zostać wyśmianym. Może spróbujmy wspólnie ten cel odnaleźć, nazwać, poszukać? Może ktoś będzie miał odwagę podzielić się swoim doświadczeniem spotkania z nim? Wiem, że to trudne, sama bowiem noszę w sobie strach przed utratą "twarzy". Jaskółka mi jednak dodała wiele odwagi, mówiąc, że wierzy w jego istnienie, chociaż jej wiara opiera się na innych argumentach. 




Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!


Nawet Jezus, który czynił cuda, wielokrotnie zakazywał o nich mówić innym, aby nie narażać ludzkie umysły na "przegrzanie"... a jednak nadal je czynił i przekazał tę moc tym, którzy czynią to nadal ... w XXI wieku również. Może warto więc o tym porozmawiać w szerszym gronie?

***

Wiara  - bez doświadczenia jej we własnym życiu będzie jedynie zbiorem idei, o które  będą się spierać ludzie.

niedziela, 28 października 2012

GDZIE ONI SĄ?

ONI ... czyli  nasi zmarli przyjaciele.


Kilka dni temu, po ciężkiej chorobie, umarł mój przyjaciel, z którym czasem mijałam się na pielgrzymkowych szlakach. Na pożegnanie piszę do niego ostatnie słowa: 

Do zobaczenia ... W domu Ojca jest mieszkań wiele; wierzę, że jesteś zadowolony ze swojego. Przeszedłeś już swoją ziemską drogę oczyszczenia, którą my jeszcze kroczymy. Zaczął się czas trudnego oczekiwania na ponowne spotkanie; jedynie NADZIEJA pozwala dzisiaj patrzeć na twoje odejście nieco z mniejszym bólem, a żałoba nie zamienia się w rozpacz ... wszak ci, których opuściłeś zmierzają w tym samym kierunku. Odpoczywaj w POKOJU ... DO PONOWNEGO UŚCISKU DŁONI ...

Pisze do Niego również inny towarzysz ziemskiej podróży:

Przemijanie jest naturalnym elementem istnienia Wszechświata. Wszystko rodzi się, i umiera, ma swój początek, i ma swój kres. . . . Drzewa wzrastają po to, żeby paść pewnego dnia, ludzie idą drogą życia, ale pewnego dnia ich droga się kończy, bo takie jest prawo Wszechświata, i nie ma od niego wyjątków. Nawet gwiazdy rodzą się, przeżywają dni swojej świetności, i umierają. . . Dziś przyszedł kres twojej drogi, nie spotkamy się już nigdy więcej, bo nie ma takiej opcji. . . . . Część tej drogi odbyliśmy razem . . Żegnaj ..., byłeś OK !

*** 

Trudno się nie zgodzić z naturalnym prawem przemijania Wszechświata.  Ale po przeczytaniu tych słów zaczęłam się zastanawiać nad różnymi opcjami naszego postrzegania śmierci. To, co dla mnie jest kolejnym etapem człowieczego życia, dla innych jest całkowitym unicestwieniem. Nie chcę rozpoczynać tutaj żadnej walki światopoglądowej, ale jedno pytanie nie daje mi spokoju. Zadaję je z nadzieją, że ktoś na nie szczerze mi odpowie.

Dlaczego osoba niewierząca w zmartwychwstanie, odrzucająca opcję ponownego spotkania kieruje do niej słowa w taki sposób, jakby miała nadzieję, że ona te słowa jeszcze usłyszy? Jeżeli uważa śmierć za KONIEC ISTNIENIA, to dlaczego kieruje swoją mowę do osoby zmarłej, tak jakby żyła?

Pomijam wszystkie kwestie związane z różnymi przenośniami i językowymi trikami, bo wiem, że poeci się nimi także posługują. Chcę pójść o krok dalej w szukaniu odpowiedzi stąd kolejne moje pytanie ... 

Czyżby nasza dusza wyczuwała rzeczywistość, której umysł nie pojmuje i stąd pewna nielogiczność w naszych wypowiedziach?

piątek, 26 października 2012

CZY WIERZYSZ W MIŁOŚĆ BOGA?

Dzisiaj, przy okazji rozpoczętego ROKU WIARY, padło  na katechezie takie pytanie. Różne były odpowiedzi, ale jedna przykuła moją uwagę ...



- czy wierzysz w miłość Boga?
- nie wierzę proszę Pani ... 
- dlaczego? -  pytam zdziwiona
- nie chcę odpowiadać ... 
- ok, szanuję twój wybór... 


Znam sytuację rodzinną tego dziecka, ale nie myślałam, że ma ona tak wielki wpływ na jego wiarę. Zrobiło mi się jakoś smutno; chyba po raz pierwszy zobaczyłam jego osobę całkiem w innym świetle. Do tej pory wydawało mi się, że kto, jak kto - ale to dziecko czerpie MIŁOŚĆ BOŻĄ pełnymi garściami; jakże się myliłam ... Wypowiedź ta zmieniła całkowicie dalszy tok katechezy. Doszliśmy do wniosków, które niejednego dorosłego by zaskoczyły i zadziwiły. O tym jednak napiszę kiedy indziej. 

*** 

Patrzeć na Boga oczami dziecka ...

To zadanie na ten rok.